27
08/2012
11:06
Po przerwie na Igrzyska i inne igraszki czas wrócić do relacji biegowych skupiających się na trudniejszej stronie sportu - codziennym treningu. A tutaj nie jest lekko, nie jest wesoło i zupełnie brak jakiegokolwiek splendoru.

Lato to zawsze dla mnie ciężki okres. Zwykle mam za sobą sporo startów na bieżni - w tym roku wyjątkowo udanych. Występuje więc pewne zmęczenie, a ładujący efekt treningu zimowego powoli zanika. Najczęściej jest gorąco, a taką pogodę znoszę bardzo źle. Do tego odzywa się alergia - biegam wśród pól, gdzie sypie się z traw i zbóż, co odczuwam bardzo nieprzyjemnie. W tym roku ponownie zacząłem też regularne biegać na ulicy, co jest dla mnie trudne ze względu na zmianę techniki.

W ostatnich tygodniach miałem więc sporo wzlotów i upadków. Samopoczucie zmienia się jak w kalejdoskopie. Ochłodziło się, popadał deszcz - poczułem się bardzo dobrze i biegałem od razu lepiej. Wrócił upał - znowu dno. Zaliczyłem kilka startów, które musiałem potraktować mocno treningowo, a i tak wypadły kiepsko. Biegałem na 10km w Gdańsku - tu fatalne samopoczucie, upał, bieg od początku wolny i czas 33:50 czy coś w tych okolicach. Tydzień czy dwa wcześniej bieg w Lęborku - tu było trochę lepiej, cały czas czułem się dobrze i biegłem na luzie, czas 32:58. Potem 10km z kawałkiem w Ustce, po plaży i w lesie, czasu nie znam, bieg też w formie mocnego ciągłego. I w ten weekend wystartowałem w Kołobrzegu, gdzie znowu było gorąco i też od początku czułem się ciężko, do tego za mocno tym razem zacząłem - czas 33:02, ósme miejsce.


Do zmęczenia w Gdańsku przyczynił się kilkugodzinny, forsowny trening na plaży z frishbee 3 dni wcześniej, po którym ledwo chodziłem - w końcu czasami trzeba mieć coś z życia ; )

Na wszystkie te biegi jeździłem z Olą. Ona też startowała w nich treningowo, ale często udawało się wygrać. Wyjątkowo słaby miała tylko Lębork, też jakiś dołek treningowy i psychiczny - 5 miejsce. Poza tym wygrała w Ustce, wczoraj w Kołobrzegu, a na Biegu Dominika na 5km była czwarta.

Powoli zbliża się jednak pierwsza docelowa impreza jesieni - półmaraton. Oboje wystartujemy w Pile, gdzie wśród mężczyzn rozgrywane są mistrzostwa Polski. Dla mnie będzie to powrót do połówki po 2 latach przerwy, a dla Oli drugi start w tym roku na tym dystansie. Warszawa na wiosnę była pewnym rozczarowaniem. Co prawda było niedaleko życiówki, ale treningi Oli wskazywały na dużo lepszy wynik. Tym razem nie mamy żadnych wielkich oczekiwań. Uchylę rąbka tajemnicy i powiem, że Ola szykuje się do maratonu na jesień. Gdzie? Jeszcze nie wiadomo.


W lipcu stosowaliśmy niekonwencjonalne metody treningu - tu Ola skipuje po ścieżce ułożonej z morskich jeży.

Dla mnie całe bieganie od początku lipca do teraz rozgrywa się pod znakiem zmiany techniki biegu. Próbuję dostosować się do biegania po asfalcie, z czym do tej pory miałem problemy. Doszedłem do wniosku, że brak długodystansowej techniki to u mnie podstawowa przyczyna słabszych wyników na dystansach od 10km wzwyż. Do piątki lecę jeszcze na niezłym poziomie - mój rekord 14:15 jest całkiem dobry. Dalej jest ściana. Dyszkę na bieżni bez wielkiego spinania pobiegłem w tym roku w 30:55 ale dopiero na ulicy zaczyna się prawdziwy dramat - ta sama dyszka w 32 minuty to dla mnie problem!

Naturalnym w takim wypadku jest szukanie rezerw wytrzymałościowych. Sęk w tym, że u mnie trening wytrzymałości poprawił wyniki w biegach krótszych, a w długich nic. Doszedłem więc do wniosku, że muszę ruszyć technikę. Normalnie biegam bardzo dynamicznie, wybijając się i lądując mocno z palców. Właściwie na śródstopiu, ale mocno z przodu. Bardzo mocno pracują wtedy stopy, ścięgna achillesa i łydki. I, co ciekawe, są to te części ciała, z którymi mam największy problem, jeśli chodzi o kontuzje. Stopy bolą mnie po każdym starcie, Achillesy pobolewają od dawna. Są to mięśnie i ścięgna zbyt delikatne, aby wytrzymały więcej niż kilkanaście minut biegu, gdy całe obciążenie spoczywa na nich. Bieg przy takiej technice bieg przypomina polowanie geparda - duże susy, skoki, które pozwalają na rozwinięcie bardzo wysokiej prędkości. Ważne jest przy tym rozluźnienie mięśni obręczy biodrowej. Każdy przykurcz w tej okolicy od razu odbija się na moich wynikach, a przy pracy siedzącej nie jest o to trudno.

W tym roku sezon na bieżni skończył się wcześnie i od początku lipca rzuciłem bieganie w kolcach. To, co stało się później, dało mi wiele do myślenia. Zaczęło się coraz większe "zamulenie", które zawsze było dla mnie normalne na tym etapie treningu. Zacząłem biegać coraz wolniej i czuć się coraz bardziej zmęczony. Coraz bardziej ciążyły mi uda. Szczyt zarąbania miałem w okolicach startu w Biegu Św. Dominika. Już 3 dni wcześniej przeszedłem do biegania tylko 6-kilometrowych rozruchów w tempie nawet 6:00/km - i czułem się coraz gorzej. Uda miałem ciężkie jak z kamienia. Przy masażu Kijkiem odkryłem monstrualne przykurcze, których nie było jeszcze miesiąc wcześniej.

I tu jest sedno problemu: przy długim biegu albo po odstawieniu  kolców moja technika zmienia się. Zaczynają mocno pracować uda, lądowanie jest na całej stopie, mocno rozluźnionej. Przy bieganiu dynamicznym ląduję na stopie spiętej, w tym sensie, że mięśnie napinają się, żeby zadziałać jak sprężyna - przyjmują twardo uderzenie i od razu oddają całą energię w dynamiczne odbicie. Przy technice długodystansowej, szczególnie na asfalcie, nie ma żadnej dynamiki, pracuje mocno udo, krok jest krótszy, mocniej pracują pośladki i dolna część pleców. Ponieważ moje mięśnie nie są przyzwyczajone do tego rodzaju pracy, gdy kończy mi się dynamika, zaczyna się ściana.

Ostatnie tygodnie poświęciłem na pracę nad tym elementem. Myślę, że tu jest u mnie ogromna rezerwa, dopiero zmiana techniki pozwoli mi podciągnąć wyniki na długich dystansach. W tym celu nie robiłem nie wiadomo czego. Biegałem po prostu w takich butach, które wymuszają lądowanie na całej stopie, myślałem też o tym w biegu. Okazyjnie biegałem dłuższe treningi, wykonywałem też akcenty na asfalcie, zrezygnowałem z bodźców bardzo dynamicznych. Nastawiłem się na spokojne przeniesienie ciężaru biegu z łydek na uda.


Uda pracują - jest moc

Efekty bywały różne, stąd spore wzloty i upadki. Doszedłem do tego, że kilkanaście dni temu w dużym upale pobiegłem na asfalcie 3x4km w tempie 3:18/km, na dość krótkich przerwach. To był dla mnie znakomity trening, nigdy nie biegałem tak dużo tak szybko. Wydolnościowo to było bez problemu, ale pod koniec nogi ledwo pracowały. No i przy zmianie stylu biegania wciąż balansuję na granicy przemęczenia mięśni. Dołożyłem do tego kilka dni później zaledwie 6km lekkiego krosu w tempie 3:35/km - i nagle okazało się, że przedobrzyłem. Mięśnie ponownie zrobiły się ciężkie i nawet bieg po 5:00/km zrobił się znowu problematyczny. W tym stanie biegałem teraz w Kołobrzegu - już po 100m biegu byłem ciężki jak słoń, ledwo podnosiłem uda. To miał być start na przetarcie, więc przyczepiłem się do czołówki i zacząłem w dość mocnym tempie. Jednak upał i to zmęczenie sprawiły, że zaliczyłem okropnego zgona - miałem kryzys już po 3 kilometrach i cały czas walczyłem z chęcią odpuszczenia i zejścia z trasy.

Co ciekawe, mimo tych słabych biegów i braku szału w treningu jestem dość optymistycznie nastawiony do kolejnych startów. Zauważyłem, że biegam już inaczej. Nie byłbym teraz zdolny do szybkiego biegu na bieżni. Tu zresztą dygresja, że bieżnia powodowała, że nie mogłem przestawić się do tej pory na inną technikę. W poprzednich latach cały czas miałem starty na tartanie, we wrześniu zwykle liga i bieg na 800m. Starałem się jak mogłem, ale za cholerę nie dało tego połączyć z treningiem do długich startów. W tym roku skupiłem się więc tylko na ulicy - i zobaczymy, co z tego wyjdzie.

Kluczem jest teraz odpoczynek. Przede wszystkim aż do Piły nie robię żadnych ciężkich treningów - ewentualnie jeszcze lekka zabawa biegowa w weekend. Muszę w końcu złapać luz, bo ostatnie 2 miesiące to były ciągle treningi i biegi na zmęczeniu. Biegałem więcej, ale nie bardzo dużo - najwięcej lekko ponad 100km w tygodniu. Wytrzymałościowo i wydolnościowo jestem gotowy na szybkie bieganie, ale problem jest w technice.

W międzyczasie biegałem raz czy dwa nieco szybsze bodźce, które pokazują, że ogólnie jestem mocny. 5x1km na asfalcie biegałem w tempie 3:02 - 2:52/km - nie był to dla mnie problem. Dzisiaj po raz pierwszy od bardzo, bardzo dawna zrobiłem dłuższe rozbieganie - 24km. Było gorąco jak w piekle, biegłem z Olą w tempie od 4:50 na początku do 4:20 pod koniec. Nie zrobiło to na mnie większego wrażenia. Wszystko zależy teraz od techniki i wypoczęcia. Jeśli złapię luz i w Pile będzie chłodno, a technicznie pobiegnę dobrze, to mogę poprawić w końcu życiówkę w półmaratonie (1:09:04). Nie zdziwi mnie, jeśli po drodze w połówce na luzie pobiegnę szybciej niż w Kołobrzegu na 10km. Ale z drugiej strony, jeśli mięśnie nie odpoczną odpowiednio, nie dopisze pogoda, to mogę znowu zaliczyć bombę na wynik rzędu 1:15. Karty są na stole, ale jeszcze nieodwrócone. Sam jestem ciekaw, co z tego wyjdzie.

Przy okazji wymusiłem na sobie dyscyplinę w innym aspekcie - obciąłem sobie codzienną dawkę słodyczy. Czekolada to mój nałóg, nie będę ukrywał. Po jej odstawieniu w kilka dni waga spadła o 2 kilogramy.  W tej chwili mam na liczniku 70,0, a do niedawna to było nawet sporo powyżej 72 kg. Dzisiaj po treningu miałem poniżej 69 kg - ale to było odwodnienie. To powinno dać mi dodatkowe dopalanie, mniejsza masa do dźwigania to mniejsze starty energii.

Odpoczywam więc psychicznie i fizycznie, starając się złapać luz. To moje główne zadanie na najbliższe 10 dni - Poszukiwanie Straconego Luzu.


I jeszcze brutalny trening siły z siostrzeńcem Oli
Kategoria: Trening 2012
Komentarze: (6)
Zaktualizowano: 02/01/2015, 14:39

Oceń

3 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

30/08/2012, 08:18
#
To życzę Ci tego żebyś znalazł ten utracony luz i powalczył w Pile o jak najlepszy wynik.
Marcin Nagórek
30/08/2012, 09:53
#
Dzięki ; )
30/08/2012, 09:56
#
w tym roku Piła płaska jak stół więc masz szansę pobiec mocną połówkę, do tego upał z zeszłego roku nie powinien się powtórzyć, do tego będzie paka więc trzeba się do kogoś przyczepić, trochę dni luzu przed startem i będzie dobrze
powodzenia
Marcin Nagórek
30/08/2012, 17:51
#
Z wszystkim się zgadzam, tylko nie z paką. Akurat pechowo biegam na takim poziomie, że ścisła czołówka mi odchodzi, a druga grupa jest zwykle za słaba (zakładając, że jestem w formie). Tak było na MP na 10 000m w Mikołowie - czołówka poszła na 29:00, a druga grupa leciała na 31 z kawałkiem i nie było nic pomiędzy. Tutaj też tak pewnie będzie, że czołówka pójdzie na 1:05 i szybciej, a druga grupa na 1:10 i wolniej. Pomiędzy tym nic nie będzie, a Ci, którzy dobiegają na 1;07, 1:08, to Ci, którzy odpadają od czołówki. Dla mnie złym rozwiązaniem jest i zacząć za mocno, i za wolno. Ale podobny dylemat miałem w początkach kariery w biegach średnich - byłem za słaby na czołówkę, za mocny na drugą grupę, często musiałem biec sam. A to mi nie służyło i progres zrobiłem dopiero wtedy, gdy byłem w stanie utrzymać się z czołówką.
31/08/2012, 11:26
#
Panie Marcinie, życze szybkiego złapania luzv i dobrego wyniku w Pile.
A co pan myśli o tym aby zrobić sobie kilkunastodniową przerwe od biegów na rzecz sportów zespołowych jak piłka nożna czy poprostu wskoczyć na rower. Myślę iż taka odskocznia dobrze zadziała. Ale to tylko gdybanie początkującego amatora biegowego.
Marcin Nagórek
31/08/2012, 19:18
#
Taką odskocznię zrobię na pewno po sezonie : ) Przed ważnymi zawodami nie da się jednak tego zrobić bez straty formy. Ale 2-3 dni odpoczynku to zawsze moja ostatnia linia obrony i jeśli po weekendzie nie dojdę jeszcze do siebie, będę musiał to zastosować.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - kategorie
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Lipiec 2017 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin