07
08/2012
11:37
Igrzyska Olimpijskie są na półmetku. Czekałem na nie z ogromną niecierpliwością i nie rozczarowałem się. Emocje w niektórych konkurencjach są ogromne. Niestety, gorzej z Polakami - w lekkiej atletyce wypadamy na razie bardzo słabo. To o tyle niepokojące, że wysłaliśmy tam szóstą pod względem liczebności ekipę. Frekwencję nabijają jednak głównie sztafety.

Zacznijmy od tego, że w tym roku atmosferę przed Londynem nakręcały głównie komisje antydopingowe. W lekkiej atletyce wprowadza się aktualnie nowe metody wykrywania dopingu: paszport biologiczny oraz odmienne podejście do testów antydopingowych: profilowanie. Czyli po prostu bada się intensywnie przede wszystkim tych, którzy są mocno podejrzani. Nie każdy bowiem o tym wie, ale ludzie siedzący w sporcie od lat z dużą łatwością są w stanie powiedzieć, które wyniki, którzy zawodnicy są nie w porządku. To po prostu widać po analizie startów i progresu wynikowego. Znaczenie ma to, gdzie, kiedy i jak startuje dany biegacz. Zamiast więc badać wszystkich na chybił trafił, komisje bardziej skupiły się na tej wstępnej analizie kandydatów.

Na mojej prywatnej liście najbardziej zakoksowanych krajów świata od lat w biegach na bieżni króluje Maroko. Ilość wpadek dopingowych Marokańczyków jest tak duża, że na miejscu IAAF-u zagroziłbym tu jakimś wykluczeniem z zawodów. Tuż przed Igrzyskami poleciała dwójka średniodystansowców z najwyższej półki: Mariem Alaoui Selsoui, która miała najlepszy w tym roku wynik na 1500m oraz Amine Laalou, od lat w czołówce biegów średnich, ale zawsze cierpiący na dziwną niemoc na imprezach mistrzowskich, gdzie prowadzone są badania. Kobieta była skazana za doping już kilka lat temu, Laalou od zawsze podejrzany. To były dwa piekielnie mocne strzały WADA. Ale przypomnijmy inne głośne wpadki Marokańczyków z ostatnich lat: Adil Kaouch - wicemistrz świata i sparingpartner Hichama el Guerroja, Rashid Ramzi - mistrz olimpijski z Pekinu, któremu odebrano medal, czy Brahim Boulami - w barwach Belgii rekordzista Europy. Trudno znaleźć Marokańczyka nieuwikłanego w jakieś dopingowe kontrowersje. W świetle wszystkich tych wpadek ja osobiście nie wierzę, żeby rekordzista świata Hicham el Guerroj nie koksował. Obstawiam, że jego rekord świata jest tak samo czysty jak mistrzostwo olimpijskie Ramziego. Hicham raptownie zakończył karierę i wielka szkoda, bo nie ma już szansy na przyłapanie go na gorącym uczynku.


Tej pani już dziękujemy: najlepszy wynik w tym roku, złapana na koksie po raz drugi w życiu, będzie dożywocie. Na bieżni już jej nie spotkamy, chyba że zatrudni się do ścinania trawy.

Oprócz Marokańczyków jest jeszcze kilka podejrzanych nacji. Rosjanki - tu również ciężko znaleźć taką biegaczkę ze średnich dystansów, która nie wpadła. Ukraińcy - ostatnim dużym strzałem jest Natalia Tobias, medalistka Igrzysk Olimpijskich, przyłapana kilka tygodni temu. Litwa - ostatnia mistrzyni Europy w maratonie została zdyskwalifikowana, w Londynie zaś biegała przyłapana kilka lat temu i znana z polskich biegów ulicznych Rasa Drazdauskaite. Białoruś - tu wpadają głównie miotacze. I wreszcie Turcja - również masa wpadek wśród średniodystansowców, a aktualna mistrzyni Europy Asli Cakir, w przeszłości również skazana za doping, wygląda mocno podejrzanie. Ja osobiście tego typu kraje eliminowałbym w ogóle z rywalizacji, bo widać wyraźnie, że idea fair play jest im obca. Są to głównie kraje byłego bloku wschodniego.

Początek Igrzysk śledziłem więc z niezdrowym podnieceniem: kogo jeszcze przyłapią? I nadal czekam, bo mam jeszcze kilka typów. Ale po wyeliminowaniu najbardziej podejrzanych atmosfera nieco się oczyściła. W biegach średnich zanotowałem kilka niespodziewanych obniżek formy. Dominujące do tej pory zawodniczki nagle biegają jakby ktoś spuścił z nich powietrze - np. Ukrainka Miszczenko czy mające fenomenalne życiówki Rosjanki. Ach ten olimpijski stres...

Co ciekawe, w Londynie polowanie na dopingowiczów jest tak nasilone, że przeprowadzono nawet szkolenia dla sprzątaczek: gdy tylko zauważą coś podejrzanego, np. strzykawki w koszach na śmieci, od razu mają informować organizatorów, a ci - komisje antydopingowe. W tych warunkach uczciwi lekkoatleci mają niepowtarzalną okazję na zajęcie wysokich miejsc.


Kto chętny po koks? - Ja, ja, tutaj! - Bez żalu żegnamy ze światka lekkiej atletyki Amine Laalou i nie zapraszamy ponownie.

Po tym wstępie, opisującym gorącą atmosferę w biegach na starcie Igrzysk, przejdźmy do poszczególnych konkurencji:

800m

Na 800m rozegrano do tej pory jedynie eliminacje wśród mężczyzn. Dzisiaj są półfinały. Ta konkurencja interesuje nas szczególnie, bo mamy tu dwóch Polaków, z szansami nawet na medal: Marcina Lewandowskiego i Adama Kszczota. Faworyzowany ostatnio jest Adam, ale ja osobiście przed Londynem bardziej wierzyłem w Marcina. Wszystko dlatego, że są tu trzy trudne biegi, a Adam do tej pory sprawdzał się bardziej w pojedynczych startach. Tymczasem Marcin często rozkręca się z biegu na bieg. I omal nie przejechałem się na tym typowaniu.

W eliminacjach prawie doszło do katastrofy. Jako pierwszy z Polaków biegł Marcin i od początku wyglądał ciężko. Na końcówce był dramat: dwa razy podcięty przez rywali, wyglądał na kompletnie bezsilnego i dobiegł daleko z tyłu, ze słabym jak na niego czasem. Marcin i Tomek wielokrotnie w ciągu ostatnich lat wspominali, że ich głównym celem są te Igrzyska. Miał to być dla Marcina szczyt formy i sportowej kariery. A tu nagle niecałe dwie minuty biegu - i do domu?!

Na szczęście okazało się, że gość, który podciął Marcina, dostał dyskwalifikację, a naszego biegacza w ramach rekompensaty wstawiono do półfinału. Miałem jednak mieszane uczucia - nie taki chciałem widzieć sposób awansu. Tym bardziej, że Marcin nie wyglądał przekonująco i nie było pewne, czy bez pomocy sędziowskiej awansowałby dalej. Z rywalami, których teoretycznie powinien wgnieść w tartan, miał bardzo duże problemy. Moje wytłumaczenie tego faktu jest takie, że być może Marcin biegł eliminacje jeszcze na lekkim zmęczeniu. Celując w finał postanowił przetrzeć się w pierwszym biegu i nie spodziewał się aż tak trudnej rywalizacji. Warto zauważyć, że Marcin miał tylko jeden start w ciągu ostatnich kilku tygodni, mógł więc stracić nieco wyścigowego zęba. Ale w takim razie w kolejnym biegu powinno być lepiej. Zadanie jest jednak trudne, bo obsada piekielnie mocna.

Adam wszedł do półfinału z miejscem, ale też nie wyglądał przekonująco. Bardzo męczył się na ostatniej prostej, wszedł jako trzeci w swoim biegu, a na ostatnich metrach oglądał się i omal nie przegrał przez to z mocno finiszującym kolejnym zawodnikiem. Być może to jest również jakieś zmęczenie po ciężkich przygotowaniach, ale Adam w ostatnich 2 latach miał wyraźne problemy z wstrzeleniem się z formą na docelową imprezę.

Półfinały będą piekielnie mocne, jak zwykle zresztą. Wydaje się, że nieco łatwiejszy bieg ma Adam. Należy być w dwójce w biegu lub w dwójce, która awansuje z czasem. Adam ma na starcie słabszego w tym roku Kakiego i młodego Amosa - obaj są do ogrania, ale wiele zależy od formy i szczęścia. U Marcina jest praktycznie nietykalny Rudisha, trzeba więc ograć i Borżakowskiego, i Symmondsa. Plusem jest fakt, że Marcin lubi szybkie biegi, a tu Rudisha prawdopodobnie poprowadzi mocno. W razie czego może uda się awansować z czasem. Z drugiej strony u Adama lubi prowadzić Kaki, a w trzecim biegu Solomon, więc trzeba się nastawić, że wszystkie półfinały mogą być mocne. Tak naprawdę szanse awansu naszych są jak 50/50. Wejście obu wydaje się mało prawdopodobne, ale czekamy na cud i trzymamy kciuki.


Marcin - musi utrzymać się na nogach. Przewracał się już na mistrzostwach świata, na mistrzostwach świata na hali, teraz znowu podcięty. Marcin, musisz rozpychać się bardziej zdecydowanie, nie daj sobą pomiatać!

1500m

Tutaj rozegrano do tej pory eliminacje i półfinały mężczyzn oraz eliminacje biegu kobiet. W śród kobiet była nasza reprezentantka - Renata Pliś. Niestety, pobiegła bardzo słabo, można powiedzieć- bezpłciowo. Cały czas na końcu, tam zaczęła i tam skończyła, nie było w tym ani odrobiny walki. I miejsce, i czas bardzo słabe.

Wśród kobiet było sporo dziwnych niespodzianek. Bardzo mocna Marokanka Lakhouad, która w tym roku złamała 4 minuty, tutaj nie była w stanie dobiec do mety. Ach te Marokanki... Ta nacja osłabła na Igrzyskach najbardziej. Rosjanka Martynowa, również biegała poniżej 4 minut, tutaj częściowo osłabła, częściowo odpuściła ostatnie metry i przegrała na finiszu, jedzie do domu. Ukrainka Miszczenko, która w tym roku pobiegła 4:01 - tutaj ledwo dobiega do mety w czasie 4:13. Plus Hiszpanka Rodriguez, ale ta w tym roku nie startowała, miała kontuzję - oraz jedna z najlepszych na świecie, Etiopka Genzebe Dibaba, w tym roku czas 3:57, tutaj słabo i z bieżni wywieziono ją na wózku inwalidzkim. Generalnie więc pogrom faworytek i nie wiem, czy to przypadek, czy kwestia zaostrzonych kontroli.

Wśród kobiet finał jest sprawą zupełnie otwartą. Faworytki są zmasakrowane, jest jeszcze ta Turczynka Asli Cakir, ale nie wiadomo, czy dotrwa do finału. Poza tym mocne Brytyjki, Amerykanki i oczywiście Afrykanki. Pewnym niesmakiem napełnia start Rosjanki Tomaszowej, która też już była złapana na koksie.

Wśród mężczyzn omal nie doszło do podobnej niespodzianki jak wśród mężczyzn w biegu na 800m. Podcięty został bardzo mocny Kenijczyk Chepseba, nie pozbierał się na finisz i odpadł, ale został przywrócony po apelacji, podobnie jak Marcin Lewandowski. Leżał też Kanadyjczyk Brannen, ale u niego uznano, że przewrócił się z własnej winy.

Właściwie wszyscy faworyci wśród mężczyzn awansowali do finału. Wydaje się, że o zwycięstwo powinni walczyć Kenijczycy i Nick Willis. Willis wyglądał zresztą doskonale - biega bardzo dobrze taktycznie, ma zapas sił, kontrolował oba biegi, eliminacyjny i półfinałowy. Pewną niespodzianka jest natomiast postawa Algierczyka Makloufiego - mało znany wcześniej biegacz wygrywał w Londynie z ogromną łatwością, przypominającą czasy i styl Rashida Ramziego. U Ramziego skończyło się to źle, w związku z tym Algierczyk również wzbudził spore podejrzenia. Na razie zdążył zaliczyć dyskwalifikację z powodu... odpuszczenia biegu na 800m. Federacja zapomniała zgłosić, że nie wystartuje na tym dystansie mimo początkowego zgłoszenia. Zgodnie z przepisami musiał więc pobiec. Algierczyk stanął na starcie, ruszył, ale po 150m zszedł z bieżni, za co otrzymał dyskwalifikację za niesportową postawę. To oznaczało, że nie może wystąpić również na dystansie 1500m. Ale ostatecznie karę cofnięto.

CDN - wkrótce kolejne analizy, w tym bardzo interesującego i taktycznego biegu maratońskiego kobiet.
Kategoria: Felietony
Komentarze: (21)
Zaktualizowano: 07/08/2012, 18:04

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

07/08/2012, 19:09
#
Do krajów bloku wschodniego, wśród których doszukujesz się dopingowiczów, dorzuciłbym zdecydowanie Chiny, a nade wszystko Stany Zjednoczone - chyba nie ma kraju, który tak skrzętnie wyciszałby afery dopingowe swoich obywateli, a zarazem miał tyle wykrytych wpadek w historii (to chyba numer 1 zarówno w klasyfikacjach medalowych jak i w klasyfikacji dopingowiczów).
Marcin Nagórek
07/08/2012, 20:36
#
Chiny - teoretycznie tak. Ale z drugiej strony im mocno zależy na wizerunku i po serii wpadek w latach 90. ostatnio było o nich cicho. W Stanach seria dopingowych wpadek dotyczyła głównie sprinterów i też było to dobre parę lat temu.

Najłatwiej wyłapać dopingowiczów w biegach kobiecych, a szczególnie średnich. Tu progresy są największe. Kobiety też najłatwiej nakoksować, bo wystarczy podładować je sterydami czy hormonami i zmiany wynikowe są bardzo duże. U mężczyzn, którzy mają naturalnie wysoki poziom hormonów, te zmiany nie są tak duże.

I tak np. w Rosji i innych krajach wschodnich widać bardzo dobrze, że biegają tam kobiety, a mężczyźni nie istnieją. To jest mocno podejrzane, bo skoro do wyników prowadzi jakiś system, to dlaczego tylko jedną płeć? W Chinach z kolei w tej chwili w biegach nie ma żadnych gwiazd ani super wyników. A w Stanach jest równowaga - wysoki poziom mężczyzn i kobiet.

Plus ja oczywiście śledzę ten rynek dokładnie i zawodnicy tacy jak np. Galen Rupp, którzy przez kilkanaście lat, stopniowo, poprawiają wyniki krok za krokiem, są wiarygodni. Natomiast tacy, którzy mają zaskakujący progres, szczególnie w starszym wieku, albo straszne wahania formy - to coś tu nie gra. Tu standardowym przykładem są białoruscy miotacze, którzy robią wyniki w Mińsku, ale nigdy nie pokazują się w sezonie na zawodach zagranicznych. Podobnie biegał Ramzi - cisza, cisza - i nagle strzał. Albo ta Selsoui - wraca po dopingowej wpadce, biega przeciętnie, a tu nagle w jednym biegu niszczy światową czołówkę i nawet nie widać u niej zadyszki.

Podsumowując ten splot różnych czynników - w biegach średnich i długich w tej chwili nie widzę nikogo podejrzanego ani w USA, ani w Chinach. A na innych dyscyplinach nie bardzo się znam, więc nie spekuluję ; )
Grzegorz Sztukiewicz
07/08/2012, 23:19
#
albo w Chinach sterydy tak ewoluowały, że żadna komisja nie jest w stanie tego wyłapać (jeszcze), albo dyscyplina sportowa w tym kraju robi swoje. bodajże wczoraj jakiś zawodnik z Chin przepraszał swój naród za srebrny medal. powiedział, że jest mu wstyd z tego powodu. chyba, że to tylko taki radiowy żart ;)
nie bez znaczenia jest też liczebność nacji w Chinach. mają z czego wybierać, bez dwóch zdań.
07/08/2012, 23:20
#
Świetny tekst, przyjemnie się czyta, nie przyjemnie zaczyna się robić wtedy gdy zaczyna się rozważać właśnie sprawy dopingu które są nie obce pewnie większości sportowców i nie jeden z nich pewnie czasem nawet nie wie co podaje mu klubowy/reprezentacyjny lekarz by zwiększyć jego a także i ponikąd swoje i związku szanse na otrzymanie pewnie nie małych premi za dobre miejsca na "zawodach" - oczywiście jest też pseudo-sława która procentuje w innych startach oraz w lepszych propozycjach pracy.
Nie ma co wspominać już o sportowcach którzy łamali rekordy odbierali medale i radość innym sprtowcom by np. po roku wpadli z jakąś próbką i musieli potem przepraszać, kajać się przed kamerami że to było nieświadomie aż tu nagle wychodzi że jednak wiedział co brał i znów płacz przed kamerami, kasacja wyników... a gdzie zabrana chwała tym co nie oszukiwali i nie mogli nacieszyć się rekordami, oklaskami i chymnem za 1 miejsce - tego nikt im mie zwróci.
Podsumowując: CHWAŁA tym co uczestniczą i łamią rekordy w zawodach choćby i "podwórkowych" będąc poza dopingiem. Bo frajdą jest to że wygrywa się przez ciężką pracę, oczywiście predyspozycje i talen są niezmiernie ważne jednak ciężka praca i serce potrafią dać sporo radości gdy wygrywa się choćby zwyczajny amatorski bieg.
Wybacz za te moje wypociny ale nie lubie oszustwa i troche się rozpisałem o bzdurach :)
Pozdrawiam
Krzysztof Bartkiewicz
07/08/2012, 23:21
#
Ja pozwolę sobie zacytować "Czyli po prostu bada się intensywnie przede wszystkim tych, którzy są mocno podejrzani. Nie każdy bowiem o tym wie, ale ludzie siedzący w sporcie od lat z dużą łatwością są w stanie powiedzieć, które wyniki, którzy zawodnicy są nie w porządku. To po prostu widać po analizie startów i progresu wynikowego. Znaczenie ma to, gdzie, kiedy i jak startuje dany biegacz. Zamiast więc badać wszystkich na chybił trafił, komisje bardziej skupiły się na tej wstępnej analizie kandydatów." Czy słusznie zatem podejrzewam Elishę który maraton biegnie w sobotę 2:17 bijąc rekord zyciowy i na drugi dzień w upale półmaraton 1:04-odbiegając dwie minuty raptem od zyciowki. Po Piotr Suchenia uważa że jak nikogo nie złapano to nie mam do tego prawa. I jak (uważa) są osoby które są zdolne biegać na bardzo wysokim poziomie dzień po dniu

Interesuje mnie też jak to jest że: żeby przeprowadzić kontrole antydopingową na biegach ulicznych w Polsce to zawodnicy muszą być poinformowani o tym poprzez zapiske w regulaminie danego biegu iż taka kontrola może byc przeprowadzona. Podczas gdy zawodnik mający klase Mistrzowską Międzynarodową w danej dyscyplinie (taką miał m.in. Jarosław Janicki) bez zapowiedzi o szóstej rano do niego do domu wparowali z próbka w celu pobrania moczu...

Grzegorz Sztukiewicz
07/08/2012, 23:26
#
udało mi się jednak odnaleźć wzmiankę o przeprosinach sportowca o którym wyżej pisałem.
link: http://www.pb.pl/2647145,55121,chinski-ciezarowiec-przeprasza-za-zdobycie-srebra-wideo
08/08/2012, 10:14
#
Krzysiek... a Ciebie też na koksowaniu złapano o ile pamiętam? Przyznaj się szczerze, czy coś brałeś czy nie, ale znając życie powiesz, że nie :) Ja wiem swoje...
Jarek Janicki i pamiętny Maraton Solidarności, kiedy wygrał z Adamem Dobrzyńskim... badań antydopingowych nie było i pewnie dla niektórych dobrze, bo byłby gruby skandal, a może i nie... ?

Elishy nie złapano za rękę, Ciebie "podobno" też nie, Janickiego też nie ... a ptaszki ćwierkają różne rzeczy.
Marcin Nagórek
08/08/2012, 10:55
#
Suchy - Krzysiek dostał tzw. "public warning" z powodu zbyt dużej obecności w organizmie kofeiny. Coś podobnego miał kiedyś Waleriańczyk. Potem kofeinę wycofano z listy, bo prowadziło to do sytuacji, gdy ktoś, kto pije kawę jak smok, mógł zostać napiętnowany. Tutaj nie ma więc o co robić szumu. Podobna sytuacja jest teraz z lekami na astmę - było wiele szumu, awantur, więc w końcu je dopuszczono i nie widać jakoś wzrostu poziomu (chociaż akurat Bjoergen bierze chyba te mocniejsze leki, które nadal wymagają pozwolenia, nie jestem pewien).

Co do Kenijczyka, o którym mówi Krzysiek, to sprawa wydaje się oczywista. Na maratonach mieliśmy kiedyś dyskusję z tym "menadżerem" z Wałbrzycha, który importuje Kenijczyków. Teraz zaczynam powoli wierzyć, że jego grupa jest czysta, bo zobaczcie, jak oni wyglądają. Co start, to jest gorzej, ten Kenijczyk ostatnio przybiegł chyba 18 w którymś biegu. Są totalnie zarżnięci. Na początku biegali nieźle, ale menadżer żyłuje, ile wlezie, żeby wyciągnąć kasę, zanim nie skończą się wizy i teraz zarówno Kenijczyk, jak i obie Kenijki biegają półżywi, bardzo słabe czasy i bardzo słabe miejsca. Ta jedna Kenijka i chyba Kenijczyk już w Pucku ledwo dobiegli do mety, a teraz jest gorzej. Taka jest normalna reakcja organizmu na maksymalny wysiłek, gdy co weekend są 2-3 starty. Więc to ich zajechanie wskazuje na to, że prawdopodobnie są czyści.
08/08/2012, 11:19
#
Ok, "public warning", czyli za dużo kawy ;)
Sławny Elisha oczywiście mógł biec na dopalaczach, ale nikt go nie złapał za rękę, więc wg prawa jest bez winy, chociaż domysły są...

Mi lekarz też zapisał w ub roku jakieś świństwo na astmę, więc przyznaję się, że Półmaraton Warszawski biegłemna koksie ;)

Chłopaki od Piotra są niestety wyeksplowani na maxa, widać było to już w Pucku, kiedy jeden z nich, który na Nocnym poleciał 10km w 30:00 przegrał nawet ze mną w tych zawodach, a ja poleciałem 1:16. Pierwsze kilka startów było ok, ale później... tragedia.

Jednak wracając do takich startów, o czym polemizuję z Krzyśkiem, dzień w dzień, czy tydzień w tydzień. Ścigałem się ponad 10 lat w biegu na orientację i normalne było bieganie w etapówkach, czyli piątek-sobota-niedziela a niekiedy dochodził jeszcze jeden bieg, czyli 4 starty w 3 dni. Obciążenia i intensywność w BnO jest masakryczna, szczególnie kiedy zawody są w ciężkim górzystym terenie, więc można tak biegać i startować, oczywiście do czasu... Proponuję dla ciekawości zerknąć na program minutowy z ub roku na JWOC (MŚ Juniorów w BnO) http://jot.cal.pl/jwoc2011/2/?id=program a to sa tylko zawody dla Juniorów. Seniorzy mają gorzej. Współorganizując ten event zaobserwowałem ciekawą sprawę, większość zawodników wbiegających na metę padała i ledwo co dyszała, czego na ulicy czy bieżni nie widać, więc samo za siebie mówi o intensywnośc takiego wysiłku.
Marcin Nagórek
08/08/2012, 13:02
#
Można pobiec start za startem, ale po pierwsze, nie da się tak biegać regularnie, a po drugie - trudno wtedy myśleć o życiówkach. Intensywność BnO nie jest duża, ale w sensie nie zmęczenia, ale właśnie intensywności w rozumieniu choćby takim, jak opisuje to Daniels - poziomu tętna, poziomu kwasu, relacji do maksymalnej biegowej prędkości na danym dystansie.

To jest dystans zbyt długi na maksymalne zmęczenie, a równocześnie nie tak długi, żeby kompletnie wyeksploatował. Trudno to wyjaśnić, ale np. mocne 10km to jest dla organizmu bieg cięższy niż np. nieco luźniejsze 16km. Przy tej 16-tce tempo jest niższe i zmęczenie ustępuje szybko. Być może jest to kwestia zmęczenia układu nerwowego - w biegach, gdzie się bardzo mocno ciśnie, to często nie chodzi o zmęczenie samych mięśni, ale jakiś rodzaj znużenia samym tym poziomem wysiłku, koncentracją, jaką trzeba w to włożyć.

Tu BnO mogą mieć przewagę - biegi rozgrywane są w urozmaiconym, ciekawym terenie, tempo musi być na tyle komfortowe, żeby móc zerkać na mapę. Zmęczenie "nerwowe" nie jest pewnie tak duże jak w samych biegach, szczególnie na bieżni.

Druga sprawa - relacja do maksymalnego poziomu wysiłku. Zawodnik z poziomu 30:00 na 10km może pobiec 7 dni z rzędu dyszkę w 32:00 i odpocznie po kilku dniach. Ale gdy trzaśnie jedną po drugiej dyszkę w 30:20 - będzie ciężko. No a ten Kenijczyk, o którym mówimy, to biegał, zdaje się połówkę dzień po maratonie, gdzie pobiegł życiówkę, jeszcze chyba z przejazdem z Francji do Polski w nocy? To jest totalne szaleństwo i akurat w takie cuda to ja też nie wierzę. Wierzę w wiele rzeczy, organizm ma w sobie sporo rezerw, nawet uważam, że większość startujących w Polsce Ukraińców może to robić na czysto, bo nie biegają na nie wiadomo jakim poziomie, ale takie cuda to zbyt wiele.

No i ta grupa z Wałbrzycha też to pokazuje - zdrowy organizm po szaleństwie jest totalnie zajechany. Nieprawdopodobna regeneracja to kwestia podania sterydów czy hormonów. Na tym zresztą przejechali się kolarze, bo okazało się, że im między etapami podawano koks na regenerację - i łatwo było ich wyłapać. Już w biegach jest trudniej, bo teoretycznie można koksować zimą, oczyścić się na lato i na Igrzyskach być czystym.
Grzegorz Sztukiewicz
08/08/2012, 14:17
#
wieczorem po napisaniu ostatniego posta usiadłem przed tv i aqrat na dwójce był program "wojna z dopingiem".
08/08/2012, 17:06
#
ale suchy dowaliłeś tym BnO:) Tym bardziej, że uprawiałeś to 10lat, a piszesz takie głupoty. Po pierwsze twoje przytoczenie nie ma większego sensu bo taka specyfika dyscypliny i każdy na wieloetapówkach biega dzień w dzień i dla każdego tak samo zmęczenie się nawarstwia. Po drugie tak jak pisze Marcin. To że biegcze BnO padają na glebę po zawodach o niczym nie świadczy, a na pewno nie o wyższej intensywności wysiłku niż bieg bez mapy. Zawodnik wpadający na metę na zawodach na orientację nie może być totalnie zajechany, gdyż zawsze musi zostawić drochę energii dla mózgu na czytanie mapy.
08/08/2012, 18:16
#
wydaje mi się, że odbiegliście od tematu ;-)
ja czuję niedosyt Marcin po Twojej analizie... nic o maratonie kobiet w tym o starcie Karoliny, nic o 800m tak nieudanym wczoraj, nic o starcie Kowalskiej, Szlęzak na 41 miejscu, nic a nic o Mo, Ruppie, Bekele, żadnego słowa o koszmarnej pomyłce Skuchy i Haczka czyli ich decyzji o wysłaniu Wojciechowskiego do Londynu
Pliś, Pyrek, Rogowska... ani słowa o Dibabie i 10000m kobiet, żadnego zająknięcia o Parszczyńskim
do poprawki ;-)
Marcin Nagórek
08/08/2012, 22:32
#
Niestety, doping na początku Igrzysk wysunął się na pierwsze miejsce, być może to już koniec.

Oddzielna analiza jest w kolejnym poście dzisiaj, tam jest trochę o maratonie kobiet. Pozostałe konkurencje omówię pewnie z czasem, bo i tak jeden taki wpis zabiera mi 2-3 godziny życia ; )
Krzysztof Bartkiewicz
09/08/2012, 12:14
#
Piotrze Suchenia co do treści "Jarek Janicki i pamiętny Maraton Solidarności, kiedy wygrał z Adamem Dobrzyńskim... badań antydopingowych nie było i pewnie dla niektórych dobrze, bo byłby gruby skandal, a może i nie..."
Pamiętam bzdury jakie wówczas miałby powiedzieć na mecie Adam Dobrzyński, sam w mojej rozmowie się do tego nie przyznaje jakoby miałby powiedzieć zacytuję" Szkoda że nie było tutaj kontroli antydopingowej, zapewne klasyfikacja byłaby inna". -taki tekst ukazał się w jednej z gazet następnego dnia
Po pierwsze Jarek 18 razy startował w RPA biegu Comrades, tam są tak rygorystyczne kontrole antydopingowe, o jakich inni orgowie mogą tylko pomarzyć. Pierwsza dziesiątka kobiet i mężczyzn jest tam kontrolowana, czego nie można powiedzieć w takim razie o Adamie który wybierał maratony gdzie tej kontroli nie było...

Druga sprawa Elisha, skoryguję informację: Elisha dzień wcześniej startował maraton w Cadcy (Słowacja) bijąc rekord życiowy wynikiem 2:17, następnego dnia startuje w Grodzisku, wynikiem 1:04 bije rekord trasy, zaledwie dwie minuty odbiega od rekordu życiowego, dla niego jest to wówczas 25 czy nawet dalszy start w sezonie, czy zatem nadal wierzysz że życiowki można bić startując dzień po dniu?

Odnośnie mnie, była to efedryna, czy zatem można mnie porównywać z innymi? Sprawdź co to jest, a później komentuj. Efedrynę można brać na treningach, ale nie wolno jak się dowiedziałem w dniu zawodów, przy pierwszej wpadce masz ostrzeżenie i możliwa dyskwalifikację z zawodów.(przy czym nie byłem tego świadomy, gdyż kupiłem odżywki legalnie w sklepie z tym że nie doczytał składu). Po mojej interwencji daną odżywkę już więcej nie widziałem w żadnym sklepie-jednak minął chyba rok zanim faktycznie odżywke wycofano. Mnie nie zdyskwalifikowano, ale mam nauczkę żeby nie pisać na forum dopóki oficjalnie nie zostanę zdyskwalifikowany, tak więc gdybym sam o tym (głupi) nie pisał, to nikt by o tym nie wiedział. Sam tutaj się pochwaliłeś, tak więc uważaj bo zaraz naczelny czasopisma Bieganie jeżeli to czyta, to napisze że Piotr Suchenia też brał...:)
09/08/2012, 22:18
#
ej tam czasopismo..., naczelny biegania tego elektronicznego to dopiero jest kawalarz ;-) on już takie bajki pisze, że tylko przydupasy i włazi-dupy mu wierzą no + jeszcze Ci co z nim kasę robią
10/08/2012, 12:12
#
O etapówkach mówiłem w kontekście wypoeiwdzi Krzyśka Bartkiewicza, który twierdzi, że nie można pobiec startu za startem na bardzo wysokich obrotach. Krzysztof twierdzi, że nie można, więc mu przytaczam dowód, że można, więc czy to są "głupoty"... nie sądzę :) To, że orientaliści padają na glebę świadczy o wysiłku i ostrym "wyjechaniu" organizmu, czego sam nie raz doświadczyłem, więc pisze to powołując się na własny przykład, kiedy na "hendikapie", czyli na 3 - cim biegu w 3 dni pruliśmy się do końca i finisz decydował o wszystkim. W BnO pierwszy i jedyny raz doświadczyłem właśnie "zamglenia obrazu" ;) czyli takiego wysiłku, który lekko zaburzał mi widzenie ;)
Krzychu - Jarek Janicki nie wiem, czy brał - nikt go za rękę nie złapał... Elisha... podobnie :) i nie żebym go bronił, ale j.w. za rękę (jeszcze) nikt go nie złapał.
10/08/2012, 18:11
#
Wracając jeszcze do BnO, bo to mi spokoju nie daje i musiałem poszperać w starych zapiskach i pogadać z kilkoma chłopakami z kadry na temat ich parametrów na zawodach w orienteeringu i na ulicy. Oczywiście mówię o sportowej orientacji a nie etapówce "turystycznej" ;) Śr tętno w lesie w przypadku seniora (zawodnik klasy mistrzowskiej) na dystansie ~60-80' wynosi ~183 (max 192), na ulicy na dystansie 10km ~188 (max 192). W przypadku zawodnika klasy I (9 lat młodszy)na mapie średnie tętno ~176-178 (max 182) a na szosie 175-177 (max 182), więc można się zmęczyć. Jak to pomnożyć x 3 dni... U mnie za juniora wyglądało podobnie, średnie HR było w lesie o około 5/ud niższe niż na szosie oczywiście podczas zawodów.
Krzysztof Bartkiewicz
11/08/2012, 22:02
#
Piotr powiem krótko: Zbyt długo w tym siedze żeby uwierzyć w danych zawodników. Nie jestem na tyle naiwny żeby zobaczyć jakąś reklame i zaraz uwierzyć że po zażyciu danego produktu zaraz będziesz lepiej biegał (chyba że jest to produkt na liście dopingu) czy lepiej spał. Piszesz o etapówce: ale czy oni pokonują tam dystans maratonu i robią życiówki na danym dystansie dzień po dniu i czy przemieszczają sie autem kilkaset kilometrów na kolejny etap...? Jesteś osamotniony w tym co piszesz, bo możesz zapytać się każdego doświadczonego maratończyka czy to jest możliwe co zrobił Elisha (zapytaj chociażby u siebie Radka Dudycza czy Jerzego Skarzynskiego)
19/08/2015, 12:36
#
"I wreszcie Turcja - również masa wpadek wśród średniodystansowców, a aktualna mistrzyni Europy Asli Cakir, w przeszłości również skazana za doping, wygląda mocno podejrzanie."

No i wpis okazał się proroczy - Alsi Cakir zdyskwalifikowana... Szkoda tylko, że aż 3 lata musiały minąć, żeby sprawiedliwości stało się zadość...
Marcin Nagórek
20/08/2015, 00:05
#
Kuba - mógłbym pracować w wywiadzie WADA ; )

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Listopad 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin