23
07/2012
22:51
Bieganie to wredny sport. Męczysz się, człowieku, pocisz, stękasz, a czasami zamiast lepiej - jest gorzej. Mogę to porównać do pisania bloga i wpadki z notkami. Otóż siedzisz i godzinę skrobiesz najlepszą notatkę swojego życia. Godzina pisania z prędkością zautomatyzowanej maszynistki, błyskotliwe zdania, soczyste opisy, narracja taka, że Garcia Marquez się chowa. I nagle przypadkiem walisz palcem nie w ten klawisz, przeskakuje na inną stronę, odświeża, okazuje się, że nic nie zapisałeś i cała notka idzie w diabły. Spotkało mnie to ostatnio dwa razy i odebrało mi wszelką ochotę na pisanie kolejnych. To jedna z przyczyn, dlaczego ostatnio niewiele aktualizowałem. Ale nie jedyna.

Otóż dopadł mnie kryzys. Jak wiadomo, każdy ma swoje lepsze i gorsze okresy, cykle koniunkturalne raz się wznoszą, raz opadają. Ostatnie trzy tygodnie to u mnie potężny kryzys. Ma swoje problemy Hiszpania, ma Grecja, mam i ja. Jak pewnie pamiętacie (lub nie), zaliczyłem dość słaby start w Białogardzie, coś już tam nie grało. Musiało się nałożyć jakieś zmęczenie, pogoda, miałem też trochę roboty pozabiegowej, nie byłem tam sobą. Po biegu dogorywałem jak nigdy - jeden z czytelników bloga spotkał mnie na miejscu i może poświadczyć.


Kolejny bieg - tym razem w deszczu

Po biegu jeszcze błąd, który przeważył szalę. Otóż dzień po zrobiłem tradycyjne regeneracyjne tuptanie, ale dwa dni po - poniosło mnie. Pożyczyłem od Oli GPS i co chwila zerkałem w ten durny ekranik, zamiast jak zwykle kierować się samopoczuciem. Mówię Wam - te GPS-y to najgorsze, co może być. Jeśli lecę po 4:00, to zaraz nachodzi mnie chęć, żeby pobiec po 3:55 - i tak dalej. Do tego padał deszcz i chciałem znaleźć się jak najszybciej w domu. Mieszanina tych dwóch czynników sprawiła, że zamiast biec na samopoczucie, ciachnąłem 12km średnio po 3.56/km - w okrutnym terenie, po błocie, wertepach i na ciężkich nogach. Tego dnia to było zdecydowanie za mocno.

Dzień później było już źle. Poczułem, że łapie mnie przeziębienie. A to jeszcze były te dni katastrofalnej pogody: trąby powietrzne, huragany, matka małej Madzi, wszelkie możliwe nieszczęścia na znękanej polskiej ziemi. Od razu potraktowałem to aspiryną i w sumie poza jednym dniem kiepskiego samopoczucia nic mi nie było, nawet katar mnie nie złapał. Zaczęło mi się jednak biegać fatalnie. W kolejnych dniach trening był praktycznie zerowy: dwa dni wypadły wolne, raz zrobiłem tylko 3km rozruchu i wróciłem. Czułem się cały czas, jakby do nóg doczepiono mi dwa dwupudowe odważniki.

Ponieważ plan zakładał, że powoli w tym sezonie przeskakuję na bieganie ulicy, w weekend postanowiłem pojechać z Olą do Rowów i pobiec z nią jako jej wafel, pachołek, czyli zając od nadawania tempa. Właśnie z Rowów są dzisiejsze zdjęcia, autorstwa mojego brata. To miał być skok na głęboką wodę - solidny bieg ciągły dla mnie, relaks psychiczny dla Oli. W gruncie rzeczy się udało, ale woda okazała się tak głęboka, że omal nie utonąłem.


Przebieżka na początek i wyjście na czoło, ale tylko dla picu

Już początek był zły - od początku lało jak z cebra, a zapisy to jakiś koszmar. Stałem 15 minut przed stolikiem do zapisów i z góry, z brzegu namiotu, leciała na mnie ciurkiem woda, jak prysznic. Nie było gdzie odejść ani się przesunąć, był tłok i trzeba było wypełnić jakąś niesamowita liczbę rubryczek, podpisów, oświadczeń, a potem czekać aż panie załatwią innych delikwentów, wydadzą agrafki, koszulkę, numer, bon na piwo i inne precjoza. Do zapisania się do biegu wymagali nawet PESEL-u, adresu, szkoda, że nie karty szczepień! Byłem tak mokry i zły, że cud, iż nie skończyło się tak samo jak na premierze Batmana w Stanach.

Sam bieg był niewiarygodnie ciężki. Trasa prowadzi po lesie i plaży, a po tygodniu deszczów to wszystko zmieniło się w jedno wielkie grzęzawisko. Ola, którą miałem prowadzić, przez pierwsze kilometry rwała jak szalona, mogłem tylko rozpaczliwie próbować ją przytrzymać i ścierać z twarzy deszcz i błoto. Lało cały czas, momentami z intensywnością oberwania chmury. Kiedy zobaczyłem podbieg na dziewiątym kilometrze, chciałem wyć. Wyobraźcie sobie, jak z biegania 1500m na twardej bieżni przeskakuję na bieg na dystansie 17,2 km po błocie. Do tego po kilku dniach kryzysu.


Zając sprawdza, czy Ola nie utonęła w błocie

Ostatecznie skończyło się dobrze. Wyszedłem w końcu przed Olę i doprowadziłem ją do końca. Dobiegła trzecia, wygrywając z Białorusinkami, przegrywając tylko z dwiema Kenijkami. Do jednej zabrakło naprawdę niewiele, a w klasyfikacji open Ola była 10 - licząc mężczyzn, w tym wyczynowców Polaków, Białorusinów i Kenijczyka! Ja byłem 8 wśród mężczyzn, takie żniwo zebrała ta trasa. Ale już ten bieg pokazał, że wciąż nie jest dobrze z Oli największą wadą, przeszkadzającą jej od lat w uzyskaniu dobrego wyniku na ulicy: z jej nadpobudliwością rodem z bieżni. Zemściło to się tydzień później... nie uprzedzajmy jednak faktów.


Jest dobra mina na finiszu, jest dobrze

Odczułem ten bieg straszliwie. Nogi bolały mnie okrutnie, a dwugłowce miałem tak spięte, że nie mogłem siedzieć, chodzić ani leżeć na plecach. To kwestia innej techniki biegu oraz innych wymagań mięśniowych: błoto a bieżnia. Przez cały tydzień cierpiałem i biegałem jak z pełną pieluchą. Tydzień później wybieraliśmy się do Lęborka na 10km, a ja dzień wcześniej po rozruchu w tempie 5:00/km ledwo dowlokłem się do domu. Nastawiłem się więc na bardzo spokojne bieganie i modlitwę o to, żeby było lepiej. Udało się. Zacząłem spokojnie jak chyba nigdy, po pierwszym kilometrze byłem na 18 miejscu. Potem biegłem swoje, spokojnie, bez nerwów, mocno finiszowałem i ostatecznie skończyłem na 8 miejscu. Czas nie powala, bo to 32:58, ale byłem umiarkowanie zadowolony. Już dzień później, czyli wczoraj, biegło mi się lepiej i jestem na dobrej drodze do odzyskania wigoru i formy sprzed jeszcze trzech tygodni.


Tu sympatyczny rzut Oli na taśmę, bo zawsze można na tych 17km urwać dodatkowe tysięczne części sekundy ; )

Ola natomiast, podbudowana po Rowach, zaliczyła duży dołek psychiczny. W Lęborku pobiegła jak zupełnie niedoświadczona zawodniczka - zaczęła za mocno, wyszarpała się, rwała tempo, biegła z dużą przewagą, prowadziła pod wiatr, wciąż rozpraszali ją przechodnie i dublowanie, zwalniała, przyspieszała... W efekcie na siódmym kilometrze była wrakiem, rywalki ją doszły, wyprzedziły, a ona dobiegła na 5 miejscu, ze słabym czasem i kompletnie zdołowana. Ola wie, że jej największym błędem jest ta nadpobudliwość, nie umie wyłączyć się, uspokoić, wyluzować, tylko za bardzo szarpie, tak w treningu, jak i na zawodach. Zawsze kończy się to źle, a w biegach długich to prawdziwa katastrofa: zajedzie się, nic nie pobiegnie, zdołuje i jest tylko gorzej. Pracuje teraz nad tym i mam nadzieję, że będzie lepiej. Lębork był apogeum tych błędów, dużym wstrząsem, bo ograły ją rywalki, które wcześniej nawet się do niej nie zbliżyły i teraz celem nr 1 jest u Oli zmiana psychiczna, spokojniejsze podejście do startów. Doświadczeni długodystansowcy wiedzą, o czym mówię. Bez tego spokoju, umiejętności rozluźnienia, wyciszenia nie ma mowy o dobrych wynikach.

Sam trening cały czas opiera się na tych samych podstawach. Tlenowe, wyluzowane bieganie plus lekkie podbicia akcentowe, uzależnione od samopoczucia, pogody, docelowych startów. Biegam za 2 tygodnie w Biegu Św. Dominika i mam nadzieję na postęp w stosunku do ostatnich 3 tygodni. A na jesień liczę na złapanie dobrej formy na ulicy i kolejne życiówki. Mam za sobą sezon na bieżni, ale prawdopodobnie nie zrobię żadnej przerwy. Choć niektórym ciężko w to uwierzyć, do życiówek na 1500m nie robiłem praktycznie żadnego mocniejszego treningu. Tylko bardzo luźne 200-tki i tlenowe, luźne bieganie. Żadnych beztlenowych, ciężkich odcinków, rzeźbienia, wyciskania. Nakręcały mnie treningowe starty i plan na kolejne tygodnie jest taki sam.


Tu najniższy stopień podium, ale będzie jeszcze lepiej, bo wszystko jest na dobrej drodze


Kategoria: Trening 2012
Komentarze: (10)
Zaktualizowano: 23/07/2012, 23:26

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Mapa

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

24/07/2012, 07:20
#
Dzięki za szybką reakcje! Miło poczytać tak obszerne relacje, napisane dostępnym językiem. Tak trzymaj, powodzenia i życiówek!
Marcin Nagórek
24/07/2012, 10:48
#
Dzięki : )
Grzegorz Sztukiewicz
24/07/2012, 22:03
#
dzięki twoim wpisom powoli zaczynam rozumieć moją letnią niechęć do biegania.
co roku, latem, ten sam problem. przerwa, czasem krótsza, czasem dłóższa i przez takie plecy "stoję" z bieganiem w miejscu na żałosnym poziomie, nawet jak na amatorów. niedługo urlop więc chęci na bieganie powrócą i znów nastukam trochę kilo.
25/07/2012, 11:13
#
Co to za cichobiegi na Twoich nogach?
Tomek Socha
25/07/2012, 23:00
#
Marcin, jak się czyta twoje wpisy to takiemu "leszczowi biegowemu" jak ja od razu lżej.
Ale w kwestii poza biegowej to mam radę: jak robisz wpis na blogu, to swoje przemyślenia spisuj najpierw w dowolnym rozsądnym edytorze z auto zapisem co jakiś czas (nawet w zwykłym notatniku) i potem skopiuj to tylko. Pisanie w edytorach HTML to się kończy zazwyczaj tym o czym piszesz (sam to przeżyłem na blogu i na forach). "Wyjajałem" się i wszystko poszło na marne, bo edytor HTML nie odsługiwał <Alt>+<a>. Dla nas twoich czytelników, to duża strata. Więc nie kombinuj, w tej kwestii zaufaj mi.
Marcin Nagórek
26/07/2012, 00:08
#
Na niechęć najlepsze jest odpuszczenie. Szczególnie po maratonie czy połówce warto zrobić parę dni wolnych. Nie pisałem o tym w notce, ale w Lęborku i Rowach byliśmy z moim tatą. On czasami pobiega ze mną, ale też ma piekielnie dużo dni wolnych. Po Rowach 2 dni wolne, potem rozbieganie i luźne 200-tki, potem znowu dwa dni wolne. W Lęborku wypadł najlepiej z nas, pobiegł 40:05 - nie najgorzej jak na blisko 55 lat i średni przebieg ze 20km tygodniowo ; )

Na nogach mam buty Puma Roadracer III - sympatyczne startówki, bardzo je lubię. Kupione w Stanach 3 lata temu za 40 dolarów. Ale dzisiaj doszły mi nowe buty, kupione wysyłkowo w Wielkiej Brytanii: Brooks Green Silence. Takie dość miękkie startówki kupione z myślą o dłuższych biegach na ulicy. Pierwsze wrażenia bardzo pozytywne, a cena była bardzo atrakcyjna.

Tomek - dzięki za wskazówki. Sam zwykle rąbię co chwila CTRL + A i CTRL + C, u mnie to chodzi. Ale czasami się zapomnę, nie skopiuję, odświeżę i wtedy rzeczywiście masakra. Jakoś bezpośrednio na stronie dobrze mi się pisze ; )

Pozdrawiam wszystkich.
02/08/2012, 13:24
#
jak przygotowania do Dominika? Na jaki czas liczysz?
Marcin Nagórek
03/08/2012, 11:11
#
No niestety, nie ma szału. Od 2 dni mocno odpuszczam, ale ogólnie samopoczucie raczej kiepskie. Pogoda mi nie pasuje, bo jest gorąco, do tego to najgorszy okres pod względem alergii. Niedaleko mnie koszą zboża, tam biegam i cały czas czuję się flakowato. Dlatego lecę bez nastawiania się na czas, co zdziałam, to zdziałam. Tempo dostosuje do samopoczucia. Ale na życiówkę raczej nie liczę, chociaż zawsze jest możliwość, że w dniu startu samopoczucie zmieni się nie do poznania.
05/08/2012, 18:53
#
I jak odczucia po biegu? Jakie plany startowe/treningowe? Pozdrawiam
Marcin Nagórek
06/08/2012, 00:25
#
Hej, odczucia w gruncie rzeczy nie tak słabe, jak by na to wskazywał wynik ; ) Mam takie okresy strasznie słabego samopoczucia, jakieś takie dołki alergiczno-nie-wiadomo-jakie, kiedy nagle biegam kompletnie bez gazu. Tak było w Gdańsku. Na wszelki wypadek zrobię teraz ze 3 dni wolne, bo samopoczucie miałem naprawdę kiepskie w ostatnich dniach, ale potem wracam do treningu opartego o ten sam system. Ogólnie mówiąc, liczę na dobrą formę jesienią. Wtedy jest chłodno i zwykle nic mi nie przeszkadza w szybszym bieganiu.

Dzięki za wsparcie ; )

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - kategorie
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Wrzesień 2017 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin