02
07/2012
21:35
Minęły kolejne tygodnie treningu. Mam lekką obsuwę blogową, ale nie tylko. Dzienniczek treningowy wymaga uzupełnienia, są zaległości z tekstami. Wszystko przez remont mieszkania oraz wyjazdy na zawody. Jakoś ciężko było mi się ogarnąć, a priorytetem są dla mnie zawsze prowadzeni zawodnicy. Kiedy uporam się już ze sprawozdaniami i planami treningowymi, nie zawsze mam czas i energię na wpisy. Ale mam nadzieję, że to przejściowe trudności.

Biegowo nie wydarzyło się ostatnio nic szczególnego czy spektakularnego. Cały czas trwa kontynuacja tego samego rodzaju treningu. Jedyną zmianą jest przyjazd od mnie Oli. To oznacza, że czasami biegamy razem i razem jeździmy na zawody. W poprzedni weekend byliśmy na krosie w Korzybiu, gdzie Ola wygrała. W ten Ola biegała w Gdyni, ja na bieżni w Białogardzie.


wakacyjne bieganie w Korzybiu

Podczas gdy w całej Polsce szaleją upały, nad morzem do niedawna było chłodno i przyjemnie. Biegałem wieczorami, zwykle w temperaturze 18-20 stopni. Jedynym wyjątkiem był poprzedni weekend, kiedy zapanowały tropikalne upały, połączone z opadami deszczu i dużą wilgotnością. W związku z tym warunki biegowe nad jeziorem w Korzybiu były bardzo ciężkie. Do tego ostatnie 3-4 dni - fala upałów połączona z wilgotnością ponownie tu dotarła.

Co wydarzyło się w treningu? 3 tygodnie temu skończyły się mistrzostwa Polski. Dzień po byłem w podróży, był upał, dlatego zrobiłem wolne. Był to jeden z nielicznych dni wolnych w tym roku. Trening, który ostatnio wykonuję, czyli nieco mniej biegania, ale za to wykonywanego energicznie, z naciskiem na jakość, pozwala mi na dużą regularność w treningu. Nic mi nie dolega, nie czuję się przemęczony. Paradoksalnie więc na koniec roku mogę mieć wykonaną łącznie większą pracę niż w latach, gdy próbowałem cały czas biegać po 2 razy dziennie. Zwykle kończyło się to przemęczeniem i koniecznością luzowania.

Na drugi dzień po mistrzostwach Polski wszedłem już z powrotem w trening. Biegałem tylko jeden dystans, nie byłem więc zbytnio zmęczony, do tego doszedł ten dzień wolny. Dlatego już we wtorek zrobiłem zwyczajowe 14km w tempie ok. 4min/km, w swoim normalnym, momentami ciężkim terenie. W środę wyjazd do lasu i tam po rozgrzewce pośmigałem szybsze 8 kilometrów. Średnie tempo 3.33. Było to na dużym luzie i całkiem szybko, w lekko pofałdowanym terenie, co było dla mnie nawet pewnym zaskoczeniem. Co trzeci kilometr biegł ze mną tata. Zrobił łącznie 4x1km. Ostatni nawrót lecieliśmy mocno, tata wykręcił 3.23 na pofałdowanym kilometrze! Wzrost formy był widoczny na nocnym biegu w Gdyni. Na ateście wykręcił czas poniżej 41 minut. To wszystko przy mocno nieregularnym treningu i męczącym miesiącu, pełnym remontów, targania szafek, skręcania różnych rzeczy, wiercenia i tym podobnych atrakcji.

Dzień po biegu ciągłym, w czwartek, 10x200m w formie przedłużonych przebieżek, w lesie i w kolcach. Całość na dużym luzie, tempo 32-31 sekund, jak dla mnie spacerowe, ostatnia na 29 sekund. W piątek regeneracyjna godzinka w bardzo wolnym tempie. W sobotę miało być szybsze rozbieganie, ale że byłem znowu w lesie, poleciałem po rozgrzewce łagodny i mierzony bieg ciągły, średnie tempo 3.46/km. Właściwie szybsze rozbieganie w moim wykonaniu różni się od takiego biegu ciągłego tylko tym, że jest w innym miejscu, w trudniejszym terenie (i przez to zwykle trochę wolniejsze) i nie mierzę prędkości, z wyjątkiem kontrolnego kilometra krótko przed nawrotem w lesie.

W niedzielę, czyli tydzień po mistrzostwach, pierwszy naprawdę ciężki trening. Chyba nawet zbyt ciężki, bo w kolejnych dniach czułem go w nogach. Po rozgrzewce zrobiłem 4x1km, w butach w lesie. Teren jest dość ciężki, a w jedną stronę odcinek wychodzi kilka sekund wolniej niż w drugą, jest tam trudniej. Moje prędkości: 3.06 - 2.59 - 3.02 - 2.50. Ostatni odcinek na takiej prędkości w lesie to naprawdę szybki bieg. Zmęczyłem się mocno, chociaż cały czas miałem pod nogą pewną rezerwę. Nic to jednak dziwnego, skoro byłem świeżo po mocnych biegach na dystansie 1500m. W takim okresie zwykle problemem jest nie bieganie zbyt wolno, a odwrotnie - zbyt szybko.

Poniedziałek i wtorek to dwa dni bardzo wolnych rozbiegań - i to tylko po 50 minut. W środę 200-tki takie same jak tydzień wcześniej. Potem czwartek i piątek spokojnie i w sobotę wyjazd do Korzybia. Tam biegłem spokojnie, całość w formie mocniejszego treningu. Wszystko dlatego, że miałem w planie jeszcze jeden start na bieżni i nie chciałem za bardzo wykończyć się na krosie. To chyba jednak nie do końca wypaliło.3 tygodnie przerwy od startów i raczej swobodny, tlenowy trening sprawiły, że w Białogardzie miałem duże problemy. Pogoda była taka sobie, było wilgotno i oddychało się ciężko. Myślę jednak, że głównym problemem była zmiana charakteru wysiłku, czyli odpuszczenie startów na bieżni i trening w postaci głownie tlenowych biegów. Zabrakło przetarcia. Byłem ostatecznie drugi, pobiegłem 3.48,15. Do życiówki zabrakło 2,5 sekundy, a okazja była, bo był szybki bieg. Definitywnie zrezygnowałem więc z biegania na memoriale Kusocińskiego i szykuję się teraz do Biegu Świętego Dominika w Gdańsku.


Po biegu w Korzybiu chłodziliśmy się z Olą w jeziorze

Mój trening jest oparty o swobodne, ale dość energiczne bieganie. Konkretne prędkości zależą od samopoczucia, miejsca dnia w cyklu (np. krótko po starcie biegam wolniej) oraz pogody i terenu. Do tego dokładam swobodne akcenty i starty. W najbliższy weekend prawdopodobnie pojadę do Rowów, ale pobiegnę treningowo, z Olą. To jednak nie jest jeszcze pewne.

Pogoda dla biegaczy jest bardzo trudna. Tu upał - uważajcie na siebie, w takiej temperaturze i wilgotności nie ma co szaleć. To trzeba przeczekać, przetrwać. Prawdziwe bieganie długich biegów zacznie się jesienią, teraz gra toczy się o to, aby nie przetrenować się w upale. Ja sam startuję teraz bez wielkich oczekiwań. Nawet na ten bieg w Gdańsku nie nastawiam się jakoś bardzo. Będzie, co ma być. Ola dochodzi do siebie po zawirowaniach zdrowotnych z wiosny. Przeszła komplet wszelkich możliwych badań, od kardiologicznych do tarczycowych, w sumie nic wielkiego nie wykryło. Sporo startuje, trenuje swobodnie, biega z pulsometrem i z tygodnia na tydzień jest lepiej. Na jesień być może odświeżymy pomysł biegania maratonu.
Kategoria: Trening 2012
Komentarze: (2)
Zaktualizowano: 16/07/2012, 11:40

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

23/07/2012, 20:55
#
Co ostatnio tak mało piszesz? Jak mija trening? Po wynikach widziałem, że w sobote startowałeś w Lęborku. Czekam na wieści i życzę powodzenia!
Marcin Nagórek
23/07/2012, 23:18
#
Nie ma komentarzy, to i nie ma wpisów. A jest komentarz, to i automatyczna reakcja, piękny nowy wpis, w którym wyjaśniam wszystko ; )

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Poprzedni: Nowe życiówki
Następny: Wejście w ulicę
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Październik 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin