18
06/2012
12:01
Po szybkim wzroście formy w pierwszym weekendzie czerwca przyszedł czas na zebranie owoców w postaci życiówek. Startowałem na różnych dystansach: 800m, 5000m, mila, cross. Przygotowywałem się do mocnego strzału na dystansie 1500m, na którym w tym roku czułem się mocno. I udało się.

9 czerwca startowałem w Sopocie w memoriale Janusza Sidły. Co roku jest tu niezły bieg albo na 1500m, albo na 3000m. W Sopocie są często dobre warunki pogodowe, jest przyjemny, zaciszny stadion, od początku zakładałem więc, że tam będzie czas na bieganie szybko. Miałem jedynie lekkie obawy, jak zniosę ciężki tydzień: w niedzielę bieg na 5000m, w środę na 800m, w sobotę na 1500m. Zakładałem, że będzie dobrze, ale pozostawał cień niepewności. Było to jednak zgodne z moimi założeniami na sezon na bieżni: minimum treningu, maksimum wyniku. Docierałem się startami, a z ciężkich treningów nie robiłem ostatnio właściwie nic.

Sobota w Sopocie okazała się bardzo udana. Padła nowa życiówka w biegu na 1500m - 3.45,87. Poprzednią poprawiłem o prawie dwie sekundy i był to mój największy skok wynikowy od dłuższego czasu. W tym roku daje mi to 11 miejsce w Polsce na liście rankingowej tego dystansu i tak już raczej zostanie do końca sezonu. Wydawać by się mogło, że po takim biegu nie ma na co narzekać. A jednak!


Dynamiczny start do biegu

Tego czasu prawie na pewno nie poprawię już w tym roku, nie ma bowiem dla mnie żadnych startów na bieżni w najbliższym czasie. Zaczynają się mistrzostwa Europy, mistrzostwa Polski juniorów, potem Igrzyska - i właściwie nie ma nic więcej. Ewentualnie lokalne mityngi, na których musiałbym biegać samotnie. Gdzieś w środku wakacji jest memoriał Kusocińskiego, ale tam nigdy nie mogłem się dobić do startu, w tym roku pewnie nie będę więc nawet próbował. To praktycznie koniec sezonu na bieżni, co oznacza, że tego czasu już nie poprawię. W tej perspektywie uznaję więc, że mogło być jeszcze lepiej.

Bieg w Sopocie miał dla mnie kilka drobnych wad. Po pierwsze, trochę czułem jednak zmęczenie. Najlepsze samopoczucie miałem w środku tygodnia w Siedlcach, ale po tym biegu było już gorzej. Po drugie, bieg był dość słabo rozegrany. Życiówkę wykręciłem po mocnym finiszu, 1km miałem w tempie 2.34/2.35 - to jest za wolno. Nie było "zająca", ściganie było więc typowo na finisz. W takich warunkach nie robi się super czasów i w czołówce byłem jedynym, który skończył ten bieg z życiówką.  I na koniec - w dzień padało i tartan był mokry, było wręcz gdzieniegdzie lekkie błoto, lepiej biegam na nawierzchni suchej i twardej. Co więcej, ponieważ bieg był wolny, nie spodziewałem się życiówki i nie cisnąłem odpowiednio mocno ostatnich 50 metrów. Na samym finiszu wyprzedziło mnie dwóch rywali.


Wejście na ostatnie okrążenie w Sopocie. Wszyscy przyspieszyli, a biegacz przede mną akurat zwolnił, zrobiła się więc mała luka. Na prostej jednak dogoniłem paru rywali, co widać na zdjęciu niżej:


Ostatnia prosta

Celem były jednak mistrzostwa Polski w Bielsko-Białej, odbywające się w ten weekend. Wiedziałem, że jest dobrze i że mogę poprawić życiówkę jeszcze o 2-3 sekundy, co mogłoby dać pierwszą piątkę w Polsce i fantastyczny czas. Musiały być spełnione dwa warunki: odpowiednia pogoda i odpowiedni bieg. I o ile to drugie się udało, tak z pierwszym był problem. Znowu nadszedł upał, znowu dzień przed startem. Skok temperatury do 30 stopni sprawił, że w Bielsku-Białej na stadionie było jak na patelni. Ani skrawka cienia, sam bieg rozegrany o 15:55, w najgorszy skwar (nie wiem, co za osioł to wymyślił, w ten sam upał rozegrano bieg na najdłuższym dystansie 5000m). Ja źle to znoszę, tym bardziej, gdy przyjeżdżam od siebie znad morza, gdzie zwykle jest chłodno, ba - zimno. Sam bieg nie jest tu aż tak dużym problemem, najgorzej, że już przed nim jest się kompletnym flakiem.

Nie dałem jednak za wygraną. Bieg w Bielsku-Białej był fantastyczny pod względem tempa i pierwsze 6 miejsc to były bardzo dobre czasy. Gorąco sprawiło jednak, że w czołówce padła tylko jedna życiówka. Dodać zaś trzeba, że w Bielsku-Białej jest znakomita, bardzo szybka nawierzchnia. Gdyby pogoda dopisała, mógłby paść nie tylko grad życiówek, ale byłby to najszybszy bieg w historii Mistrzostw Polski. I tak był jednym z najlepszych w historii - 5 biegaczy na 3:40 lub lepiej!


W biegu. Mocne nogi, niezła sylwetka - chyba nie ma się do czego przyczepić od strony technicznej

Początek był piekielnie mocny, rozprowadzony przez pacemakera. Postanowiłem walczyć mimo flakowatości. 1km minąłem w czasie 2.31 - w sam raz. Było jednak ciężko i już w tym momencie byłem totalnie wykończony. Na ostatnie okrążenie wszedłem z myślą, że można tu jeszcze wycisnąć życiówkę. Pechowo jednak akurat w tym momencie wyprzedziłem ostatniego bezpośredniego rywala i zostałem w dziurze. Czołówka odskoczyła na 30 metrów, reszta została z tyłu, bezpośrednio przede mną nie było żadnego celu. Na finiszu to bardzo pomaga, tak jak w Sopocie - gdy ma się 2-3 metry przed sobą uciekającego rywala, psychicznie włącza się tryb pościgowy. Mózg myśli: "Zwierzyna, polowanie, mięso" - i pozwala mięśniom na więcej niż zwykle. Tutaj tego zabrakło. Cisnąłem, rzeźbiłem i wybiegałem drugi najlepszy wynik w historii, tylko minimalnie gorszy od życiówki: 3.46,08, co dało mi 7 miejsce. To wynik, który wycisnąłem, wyszarpałem w wielkich bólach. To nie jest bieganie na życiowy wynik, wtedy zwykle jest duży luz i niedosyt. Czas zdecydowanie lepszy od życiówki z poprzednich lat, więc widać, że nawet w gorszych warunkach biegam nieźle. Zabrakło jednak tego strzału, idealnych warunków i biegu życia. Wtedy mógłbym strzelić naprawdę wynik marzenie.


Trucht po biegu - w Sopocie

Jest jednak dobrze i te dwa biegi pokazują wysoką formę. Aż szkoda, że nie mam już gdzie startować. Na razie prawdopodobnie przeskoczę na ulicę i potrenuję docelowo do mistrzostw Polski w biegu na 10km na ulicy, czyli Biegu Św. Dominika. Na ulicy nie jestem jednak tak mocny, trudno więc myśleć o takich osiągach jak na 1500m.

Nie zmieniam treningu, cały czas biegam raczej mniej i energiczniej. Dzisiaj podróż i wolne. Samopoczucie pozostaje ogólnie dobre. Po starcie jedynie atak pyłków traw: płaczę, kicham, smarkam.
Kategoria: Starty 2012
Komentarze: (8)
Zaktualizowano: 21/06/2012, 11:46

Oceń

1 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

Adam Starzyński
18/06/2012, 13:27
#
Brawo !!
Adam Balachowski
18/06/2012, 14:13
#
Tylko tak dalej, gratulacje...
Artur Dębicki
20/06/2012, 13:32
#
Gratulacje za życiówkę.
A skąd nieobecność Oli w tej relacji ?! :)
Marcin Nagórek
20/06/2012, 15:42
#
Ola niewiele zdziałała, więc jej nie opisywałem. Ostatnio miała wciąż problemy zdrowotne, do tego skupiła się na ulicy, więc te biegi na bieżni wychodzą strasznie słabo. 2-3 starty więcej i wskoczyłaby na niezły poziom, ale tymczasem nadszedł już koniec bieżni.
Grzegorz Sztukiewicz
22/06/2012, 17:48
#
obserwowałem relację w tv ale udało mi się zobaczyć tylko krótsze dystanse :(
Marcin Nagórek
22/06/2012, 19:06
#
A widzisz, to mi przypomina, co miałem jeszcze dodać. Pod tym linkiem:

http://sport.tvp.pl/inne/pozostale/lekkoatletyka/wideo/lekkoatletyka-mistrzostwa-polski-dzien-3/7743791

jest całą relacja z MP. Bieg na 1500m mężczyzn jest w 52 minucie, chwilę wcześniej 1500m kobiet. Mnie też dobrze widać ; )
25/06/2012, 16:51
#
Ale za to masz pierwsze miejsce w rankingu urodzonych w 1982 i wczesniej:)
gratulacje.
Marcin Nagórek
25/06/2012, 22:00
#
No jeszcze parę lat i będę bił rekordy wśród weteranów ; )

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Maj 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin