28
05/2012
15:00
Po serii startów czas na kolejny raport treningowy.

Mój ogólny plan na maj i czerwiec zakłada dochodzenie do formy startami. Już w poprzednich latach coraz bardziej odpuszczałem mocne treningi, teraz ich częstotliwość spadła niemal do zera. Zauważyłem bowiem, że każdy, w tym i ja, ma tendencję do niepotrzebnego wykończania się na treningu. A tymczasem w docelowych startach i tak nie ma znaczenia, czy się biegało tych odcinków trochę więcej czy trochę mniej, mocniej czy wolniej. Ewentualnie pierwsze starty wychodzą nieco słabiej bez mocnego treningu, a i to nie jest regułą.

O ile więc wczesną wiosną trenowałem solidnie, z mocniejszymi akcentami, głównie w postaci interwału, tak teraz jest plaża. Biegam dużo startów, a poza tym pełen luz. Dzień po jest rozbieganie regeneracyjne, w spokojnym tempie. Potem zaczynam normalne, energiczne bieganie tlenowych rozbiegań, w tempie czasami rzędu 4:00-3:40/km. Do tego dokładam czasami nieco szybszy bieg ciągły. Całość zamykam przebieżkami lub sprintami.

I tak po poprzednich mocniejszych treningach, które skończyłem akcentem 5x1km w lesie, nie robiłem prawie nic, co by zasługiwało na większą uwagę. W tygodniu po tym zrobiłem ostatecznie tylko raz 6x150m w kolcach w lesie, takie przedłużone przebieżki. Cztery pierwsze na rozgrzewkę, potem dwie mocne na 19 sekund. Trening szybkościowy, bardzo łatwy, w przerwach spacerowałem tyle, ile miałem ochotę. Potem były 3 dni wolnych i luźnych rozbiegań, aż za dużo było tego spokoju. Ale do końca nie byłem pewien, co pobiegnę w weekend. Ostatecznie pobiegłem tutaj:



Pierwotny plan zakładał 10km w Sławnie. Potem jednak dostałem zaproszenie i skusiłem się na sobotni bieg po schodach w W-wie. To była bardzo spontaniczna decyzja. Sprawdziłem, że są tanie loty z Gdańska, co niesamowicie ułatwia podróż. Od razu zarezerwowałem i było zaklepane. Bieg miał być na 38 pięter. Ostatecznie jednak nie pobiegłem, bo zorientowałem się, że dzień później na AWF-ie jest bieg na 5000m na bieżni. Jest to rzadko rozgrywany w Polsce dystans i chciałem się na nim sprawdzić. Schody nie bardzo mi tu pasowały, czego żałuję, bo byłoby to nowe, ciekawe doświadczenie. Biegała po nich za to Ola, zajmując 3 miejsce, co nie przeszkodziło jej dwie godziny później zająć 2 miejsca w biegu na 5km na Polach Mokotowskich. Ola powoli, powoli wraca do formy po problemach zdrowotnych, jakie dotknęły ją w kwietniu.

Moje 5000m było niestety pechowe. Znowu zawiniła karkołomna zmiana pogody. Jeszcze w czwartek było tak zimno, że biegałem... w zimowych rękawiczkach i opasce na uszy! Na morzem wiał okropny, lodowaty wiatr z północy. Tymczasem w sobotę nastąpiło odwrócenie klimatu, a w niedzielę w W-wie był totalny ukrop. Na stadionie patelnia, bieg w pełnym słońcu. Chciałem atakować 14.40, czyli minimum na mistrzostwa Polski. Jednak już na starcie czułem się jak zagotowany, mięśnie miękkie niczym masełko. Od początku nie mogłem utrzymać tempa, już pierwsze okrążenie było 4 sekundy za wolne. Potem przyspieszyłem, ale walczyłem tylko przez 2400m. Wtedy było mi już mocno za gorąco i widziałem, że na dobry wynik nie ma szans, odpuściłem więc i dobiegłem w treningowym tempie. Przyspieszyłem mocno tylko ostatnie 200m. Czas 15.34 jest moim najgorszym w życiu na tym dystansie.


Walka z upałem


Przy okazji zauważyłem, że wyjazdy na tego typu małe, lipnie organizowane zawody nie bardzo mi leżą. Z moim stażem biegowym potrzebuję naprawdę poważnego wyzwania, żeby podświadomie się sprężyć, uwolnić pokłady adrenaliny, przekroczyć bariery. W biegu w W-wie, gdzie nie sprzyjają warunki, wygrywam z ogromną przewagą, biegnąc od początku sam, walka o nic, bez nagród i rywali, do tego dwa razy muszę potrącać i omijać łażących bezmyślnie po bieżni sędziów, odechciało mi się wszystkiego. Liczyłem jedynie na to minimum,a gdy okazało się, że nic z tego, byłem wkurzony, że nie biegałem dzień wcześniej na Polach Mokotowskich o dobre nagrody. Jedynym plusem tego biegu było to, że znajomy pstryknął mi kilka biegowych fotek - dzięki Adam!

Tutaj zaś na zdjęciu widać Olę walczącą ze schodami:



Ale cóż, takie jest ryzyko startu, na wynik wszystko musi zagrać na tip top. Kolejny tydzień znowu był spokojny. Oczywiście od wtorku ponownie zrobiło się zimno, bo jakże by mogło być inaczej. Do kolejnego startu w sobotę miałem tylko 5 dni, nie było więc czasu na jakieś wielkie treningi. Ot, jedno rozbieganie 14km w terenie w tempie ok. 4:00/km. Do tego dzień później znowu 6x150m, wedle tego samego schematu. Tylko tym razem przed tym pobiegłem nieco energiczniejsze 4km. W trudniejszą stronę na moim odcinku w lesie było lekko poniżej 3:40/km, w łatwiejszą lekko poniżej 3:30. Samopoczucie bardzo dobre. Ostatnie 2 dni to mało biegania, do tego wolno. No i w sobotę Gdańsk, memoriał Żylewicza, gdzie zaatakowałem 800m.

Był to wyścig taki sobie. Tym razem na starcie zmarzłem, bo w życiu musi być trochę urozmaicenia. Wiał silny, zimny wiatr, a przez spore opóźnienie startu straciłem całą ciepłotę mięśni wypracowaną na rozgrzewce. Bieg był wolniutki od początku, 400m po drodze miałem w ponad 58 sekund. Taktycznie zrobiłem wszystko dobrze. Na 200m do mety byłem na trzecim miejscu, w pozycji uderzeniowej. W tym momencie wyścigu spodziewałem się, ze wygram. To się jednak nie udało - finisz był szybki, chociaż nie zabójczo szybki. Dwóch rywali nie dało mi się wyprzedzić i przybiegłem pół sekundy za nimi. Na ostatniej prostej bardzo mocno mnie usztywniło. Czasy słabe, ja - 1:54,51. Ten bieg pokazał, że jednak do biegów średnich nie da się bez solidnego przetarcia, albo na treningu, albo na zawodach. Byłem pewien, że na finiszu będę skuteczniejszy. Jednak te ostatnie długie starty oraz łagodne, tlenowe treningi trochę stępiły mój pazur.

Nie ma jednak tego złego... Dzień później kolejny wyścig, kolejne przetarcie. Wcześniej jednak trudna regeneracja po 800m. Od wielu miesięcy nie miałem ani w treningach, ani na zawodach wysiłku tak krótkiego i brutalnego jak ten finisz. W efekcie nie mogłem zasnąć do 4 rano, tak mocno pobudzony był organizm. Rano nogi solidnie obolałe. Razem z tatą jechaliśmy do Obliwic, gdzie najpierw biega się eliminacyjne 6km crossu, a potem pierwsza dziesiątka ściga się na ulicy na milę. Szóstkę potraktowałem mocno ulgowo i dobiegłem dziesiąty bez straty sił, chociaż obolałe nogi nie napawały optymizmem przed milą. Ale przetarcie na 800m pomogło.

Przy okazji warto dodać, że Obliwice przez lata były królestwem Leszka Zblewskiego, który w milach ulicznych przez lata nie miał dla siebie rywali. Życiówka 3:37 na 1500m i ogromne doświadczenie to jego ogromne atuty, dzięki którym w ostatnich paru latach potrafił ograć na ulicy nawet Marcina Lewandowskiego. Dwa lata temu udało mi się wygrać z nim w tym biegu, był to dla mnie duży sukces, ale rok temu przybiegłem drugi. Tym razem był czas na rewanż, Leszek wydawał się najgroźniejszym przeciwnikiem, chociaż było też paru innych mocnych rywali. A ponieważ tata (drugi w kategorii w crossie) dzielnie walczył z aparatem, mogę zamieścić całą fotorelację:

Tuż po starcie grupa była silna. Ja czaję się z tyłu, w okularach:



Tu strzał z tyłu, Agros Zamość w samym środku zamieszania:



Tuż przed widocznym na powyższym zdjęciu samochodzie jest skręt w lewo i kolejne 400m po mocno pofałdowanej ulicy. Na końcu nawrót o 180 stopni za płotkiem i powrót. Całość poprowadzona w dość szybkim, ale nie szaleńczym tempie przez Tadeusza Zblewskiego. Pierwszy atak nastąpił 400m przed metą, tuż za zakrętem. W tym momencie byłem zablokowany i trochę straciłem. Ale 200m do mety było drugie, decydujące uderzenie. Ja i Leszek Zblewski zachowaliśmy na to energię. Po paru latach ścigania obaj mamy na tyle doświadczenia, żeby wiedzieć, kiedy jest czas na nokaut. I wtedy albo starczy sił do finiszu, albo nie. Poniżej z daleka widać moment ataku, ja cisnę z lewej, Leszek z prawej, mijając prowadzących do tej pory rywali:



No i na końcówce liczy się już tylko, kto lepiej zniesie ból. Po przetarciu na 800m biegło mi się dużo lepiej niż dzień wcześniej i finiszowałem tu chyba mocniej niż na stadionie. Udało się wygrać!





Na końcu chwila dużego cierpienia, gdy kwas mlekowy uderza do krwi:



Ale po chwili jest już OK i truchtam:



Co dalej? Zostały 3 tygodnie do mistrzostw Polski. Ten tydzień mam ponownie spokojny, a potem kolejna seria startów. Najpierw prawdopodobnie u siebie w Słupsku znowu zaatakuję 5000m na bieżni, o ile pogoda dopisze. To będzie niedziela, a w środę w Siedlcach poprawiam 800m, przecież nie skończę sezonu z wynikiem 1:54. Potem Sobota i start na 1500m, gdzie liczę na dobrą życiówkę. Po tej serii przetarć i minimalnym treningu zostanie tydzień odpoczynku i start w mistrzostwach Polski. Na jakim dystansie - jeszcze nie wiem, w grę wchodzi i 800m, i 1500m, i 5000m.
Kategoria: Starty 2012
Komentarze: (5)
Zaktualizowano: 29/05/2012, 22:27

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

28/05/2012, 22:25
#
Ola wygląda jakby od lat biegała schody, bardzo dobre zdjęcie, ładnie wyszła i taka zadowolona ;-)
czy Ty czasem nie powinieneś mieć docelowego półtoraka ???
Aleksandra Jakubczak
29/05/2012, 08:13
#
Póki co zadowolona bo to wbieg dopiero na pierwsze piętro;) pózniej już nie było tak pięknie i wesoło ale pokonanie w sumie 74-pięter (2x37 elm.+finał) to ciekawe przeżycie a przy tym dobry siłowy trening. Polecam ;)
29/05/2012, 20:48
#
Świetna relacja. Gratulacje! Ale muszę przyznać, że zdjęcie Oli świetne. Strategia Marcina godna pozazdroszczenia.
30/05/2012, 08:57
#
Chyba pierwszy raz widzę, żeby Leszek Zblewski się męczył ;) Gratulacje !
Marcin Nagórek
30/05/2012, 12:33
#
Dzięki ; )

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - kategorie
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Wrzesień 2017 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin