02
05/2012
11:15
Pogoda w ostatnich dniach kompletnie powariowała. Najpierw to gwałtowne ocieplenie. 10 dni po tym, gdy robiłem trening w padającym śniegu i gradzie, w temperaturze + 2 stopni, na termometrze zobaczyłem 30 stopni w cieni. I gdzie tu jakaś wiosna, jakaś temperatura przejściowa? Ale to nie koniec. O ile reszta Polski jest nadal nagrzana, tak u mnie od 2 dni ochłodzenie. Wczoraj biegałem wieczorem i zmarzłem jak w lutym. A biegałem w długim rękawie i kamizelce. Wszystkiemu winien był lodowaty, północny wiatr. W ciągu kilkunastu dni miałem więc przegląd klimatyczny: od równika do bieguna.

W takich warunkach trenuje się zawsze ciężej. Ale mnie w tym roku na razie nic nie bierze, nic nie jest w stanie zmienić mojego dobrego samopoczucia. Dzień po dyszce spędziłem w pociągu, podróż z Mikołowa do Słupska trwała 13 godzin. Ale będzie lepiej - na mistrzostwa Polski w czerwcu lecę samolotem. Zarezerwowałem sobie tani bilet z Gdańska do Katowic, cena ta sama co pociąg, a zamiast 13 godzin, łącznie z dojazdami zajmie to 4.

Pierwsze dni biegania po starcie były ciężkie ze względu na zakwasy w łydkach. To był naprawdę silny ból. Mimo wszystko biegałem szybko, energicznie, na luzie. Zawsze, gdy dobiegam do lasu po kilku kilometrach, mierzę prędkość przelotową na swoim kontrolnym odcinku 1km. Różnica w stosunku do stadionu to co najmniej 10 sekund zwolnienia, ze względu na górki i wertepy. I tak dwa dni po dyszce na rozbieganiu zanotowałem 4:05 i 4.12/km. W kolejny dzień 3:55 i 4:07. A w sobotę tydzień po starcie prawdziwy rekord - 3:59 i 3:51 prędkości pomiarowe na rozbieganiu! To odpowiada 3:40/km na stadionie. Jest więc naprawdę dobrze, a na płaskim odcinku prędkość rzędu 4 minuty/km to w tej chwili dla mnie przyjemny spacer. Dawno nie doświadczałem takiego uczucia.

Po trzech dniach wolnych po biegu na 10000 metrów zrobiłem pierwszy akcent. Tylko w butach, żeby nie wykończyć nadal zamęczonych łydek. Do tego w lesie, tam teraz biegach wszystkie szybkie treningi. Mam niezłą prostą, lekko pofałdowaną, mogę na niej biegać nawet w kolcach. Niestety, muszę tam dojeżdżać samochodem, ale nie jest daleko. Stadion okazał się ostatnio zbyt bezlitosny dla moich łydek. Co więcej, w Słupsku niezawodne władze miejskie świrują: wprowadzono opłaty za korzystanie ze stadionu, mają budować wielki płot, żeby nikt się nie prześliznął. Jedyni, którzy wchodzą bez przeszkód, to pijaczki imprezujący na trybunach. Biegacze mają wstęp wzbroniony - i tak się robi sport w Polsce. Dlatego dla świętego spokoju przeniosłem się do lasu.

W pierwszy mocniejszy dzień potwornie wiało. Naprawdę potwornie. W związku z tym trening był skrojony pod te warunki. Bawiłem się na odcinku 1200m. Najpierw pod wiatr biegłem odcinki 200m z przerwą 30-sekundową. Po sześciu robiłem nawrót i z wiatrem biegłem całe 1200m. Wtedy miałem dłuższą przerwę - i zaczynałem od początku. Łącznie trzy takie serie. Wszystko na intensywności interwałowej, bieganej na samopoczucie. W lesie, na lekkich górkach trudno bowiem dokładnie założyć konkretną prędkość. To w pewnym sensie zwalnia od presji, człowiek skupia się na samopoczuciu, a nie na porównywaniu odcinków z poprzednimi latami. Biegałem więc w tempie 36 sekund na 200m i 3:07-3:04/km na odcinku 1200m. I o ile na rozbieganiach czułem się dobrze, tak na tym treningu czułem, że nogi po dyszce nie doszły jeszcze do siebie. To był ciężki trening, biegany w upale, mięśnie mocno protestowały.

W kolejnych dniach bardzo ładnie widziałem postępującą regenerację. Dzień po na rozbieganiu bardzo luźne 4:16 na pomiarze. Dwa dni po już 4:02. A trzeciego dnia w drodze powrotnej wyciągnąłem niespodziewanie to 3:51. Aż strach myśleć, co by było dnia czwartego. Tego się jednak nie dowiedziałem, bo czwartego robiłem kolejny mocniejszy trening.

Zaznaczyć trzeba, że te prędkości na rozbieganiach to pomiar na jednym odcinku, gdy już jestem rozgrzany i wbiegam do lasu. Łączna średnia wychodzi niższa, wcześniej biegnę przez pola, zwykle pod silny wiatr, pod górkę, rozgrzewam się. Ale gdybym biegał to na jakiejś prostej, równej drodze w cieniu, na pewno te wszystkie rozbiegania byłyby w okolicach 4 minut/km lub lepiej.

Kolejnym akcentem był tradycyjny krótki interwał. 30x200m na dość krótkiej przerwie 30 sekund. Biegałem to ponownie w lesie, ale tym razem w kolcach. Prędkości rzędu 36-35s pod wiatr i 34-33 z wiatrem. Czułem się nadspodziewanie ciężko, ale po części to wina upału, to był najbardziej gorący dzień. Biegałem bez koszulki, pocąc się jak w saunie. Generalnie jednak tego typu treningi nie męczą mnie bardzo, szybko dochodzę po nich do siebie. Chociaż, i to jest ciekawe, chyba na żadnym innym akcencie nie mam tak potwornej zadyszki. Tutaj mamy bowiem dobrą prędkość i krótkie przerwy. Znoszę to bardzo dobrze, poziom kwasu na tym bodźcu jest u mnie bardzo niski, ale zapotrzebowanie na tlen ogromne. Pod koniec z moich płuc dobywają się dźwięki podobne do tokowania głuszca, a przerażona zwierzyna z okolicznych zarośli w panice opuszcza las.

Po 200-tkach mam znowu trzy dni spokojne i tym razem biegam cały czas na zaciągniętym hamulcu. W czwartek, czyli jutro, startuję bowiem w lokalnym biegu uliczno-przełajowym w Czarnej Dąbrówce. Będzie to start treningowy, ale chcę mieć jak najbardziej luźne nogi. Dlatego trzymam normalną objętość treningu, ale staram się nie przyspieszać na siłę.
Kategoria: Trening 2012
Komentarze: (5)
Zaktualizowano: 02/05/2012, 11:16

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

07/05/2012, 13:18
#
Skąd pomysł biegania odcinków 1200m ? Jest jakieś logiczne z punktu widzenia treningu uzasadnienie czy to tylko taki kaprys ?
Marcin Nagórek
08/05/2012, 23:03
#
1200m jest logiczniejsze niż np. 1000m, bo są to pełne 3 kółka na stadionie ; ) Ale ja biegam w tej chwili w lesie. Generalnie przy bieganiu każdych odcinków jest balansowanie pomiędzy różnymi rodzajami zmęczenia: wyższy/niższy kwas, większa/mniejsza specyfika, większe/mniejsze zmęczenie mięśniowe, większe/mniejsze obciążenie psychiczne itd. Im dłuższy odcinek, tym bardziej specyficzny w sensie przygotowania do biegania długich dystansów.

1200m jest odcinkiem dużo trudniejszym niż 1000m, to znacznie większa różnica niż tylko 200m. Można więc powiedzieć, że wtedy chciałem pobiec trening trudniejszy. A teraz biegam łatwiejsze, bo np. 30x200m nawet na bardzo krótkiej przerwie jest dla mnie zabawą.
09/05/2012, 23:40
#
... nic nie zrozumiałem ;) Dla mnie argument w stylu "trudniejszy", "łatwiejszy" nic nie znaczy. Wszystko zależy od tempa itd. możesz np biegać 400 szybko na 400 trucht, ale nadal nie rozumiem co to jest 1200m ... Odnośnie takich treningów 30x200 to pamiętam jak kiedyś mi jakiś trener kazał biegać 20x150 po 24 sekundy każdy odcinek, myślałem że umrę z nudów :)
Marcin Nagórek
12/05/2012, 21:08
#
Jeśli chodzi o interwał, cały czas mówię o tempie "interwałowym", czyli orientacyjnie z prędkością do wyścigu trwającego 10-20 minut. Niezależnie od długości odcinka prędkość pozostaje podobna, steruje się głównie czasem przerw. To jest mniej więcej zgodne z tym, co pisze Daniels. Logiczne jest wtedy, że im dłuższy odcinek, tym trudniejszy trening. A przy tym u zawodnika takiego jak ja dłuższy odcinek oznacza wyższe zakwaszenie (ale nie u wszystkich).

Trening na dużej ilości odcinków jest nudny, pod warunkiem, że masz długą przerwę, w trakcie której nic nie robisz. Wtedy cały trening jest długi i monotonny. Spróbuj 30x200m na przerwie 20 sekund - wtedy nie ma czasu na nudę. Całość trwa zaś mniej niż 30 minut. Kwas niski, a układ oddechowy pracuje na 100%, w drugiej połowie treningu charczysz i walczysz o oddech.
Kirk Krucha
12/05/2012, 22:08
#
30x200 nie wazne od długości przerwy, zgadzam się z bartkiem że nudne. Ja zawsze miałem odczucie że wykańcza mnie to psychicznie. Nie mówiąc o tym że jak sie biega źle technicznie można sobie zrobić kuku...

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Maj 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin