20
03/2012
22:34
Dawno na blogu nie pisałem o innych biegaczach, dużych imprezach, wynikach. Skupiłem się na treningu i bardziej ogólnej publicystyce. Ostatnio jednak wydarzyło się wiele, były mistrzostwa świata na hali, zaczął się sezon maratonów, mistrzostw Polski... Czas więc rzucić parę luźnych myśli.

Zacznijmy od rekordu Polski w maratonie Henryka Szosta. 2:07:39 to wynik na światowym poziomie i spowodował wiele zamieszania w polskim biegowym światku. U niektórych wręcz niedowierzanie. Jeśli chodzi o mnie, nie byłem zaskoczony samym czasem, choć tak jak wszyscy jestem pełen podziwu. Od dawna uważam, że biali powinni tak biegać, również Polacy. Bardziej zaskoczyło mnie, że wynik padł akurat teraz. Dwa, trzy lata temu, kiedy Heniek zaczął być na fali, wynik 2:08 wydawał się kwestią czasu. Nie padł jednak i wydawało się, że nasz zawodnik stracił swój moment. Pojawiły się kiepskie występy, takie jak nieukończony maraton na mistrzostwach Europy, operacja kolana. Mówiąc krótko, zapowiadało się, że już po nim. Tymczasem Heniek odnalazł się, nie poddał i wrócił w wielkim stylu. Najpierw życiówka na 2:09, potem rekord. Wielki wyczyn!

W tle przewija się wątek zmiany trenera na Rosjanina. Trochę niepokoi mnie fakt, że jest to gość, za którym ciągną się głośne oskarżenia dopingowe. To niestety rzuca jakiś tam cień również na jego zawodników. Bywam w różnych miejscach i słyszę, co się o tym mówi, a mówi się zwykle nieprzychylnie. Z drugiej jednak strony Rosjanina oskarża facet, który sam jest notorycznym kłamcą, przyłapanym na dopingu, cieszącym się jak najgorszą opinią. Czy można takiemu wierzyć, czy nie próbuje się wybielać, oskarżając innych i to cudzoziemca, który nie bardzo może się bronić? Nikt nie wie, jaka jest prawda.

Zwrócę jednak uwagę na inny aspekt sprawy. Otóż do tego samego trenera przeszedł ostatnio Marcin Chabowski, któremu w maratonie wiodło się bardzo kiepsko. Jeśli i on zrobi dobry wynik, co jest możliwe, może się okazać, że zaczną się masowe odejścia od polskich trenerów. Do tej pory polskie bieganie to był taki relikt komunizmu, zapomniana wyspa na morzu nowoczesności. Działacze sportowi jacy są, każdy widzi. A podczas gdy młode polskie pokolenie szaleje za granicą, pracuje chyba w każdym kraju Europy i świata, jeździ, nie ma żadnych kompleksów, zna języki obce, tak biegacze zamknięci byli w hermetycznym światku. Trenerzy wciąż ci sami, nie mówiący ani me, ani be w żadnym obcym języku, zawodnicy bojaźliwie się ich trzymający, a wszyscy niechętni jakimkolwiek zmianom. Tymczasem w innych dyscyplinach, od koszykówki, poprzez siatkówkę, piłkę nożną aż do skoków narciarskich czy biatlonu rządzą w Polsce trenerzy zza granicy. Tylko w bieganiu panował polski monopol, całkowicie irracjonalny i niczym nie uzasadniony. Bo na pewno nie sukcesami naszych zawodników.


Henryk Szost wbiega na karty historii

Tu szybka dygresja. Niedawno Jarosław Gowin ogłosił, że otworzy zawód trenera. Żeby biegać po boisku z gwizdkiem, ciągnąć bimber na obozach, spać na trawnikach i obmacywać zawodniczki nie trzeba będzie przechodzić specjalistycznego wyszkolenia. Oczywiście zaraz odezwały się głosy oburzonych trenerów i pedagogów z AWF-ów, że to karygodne, że świetnie wyszkoloną kadrę fachowców zastąpią ludzie przypadkowi, że pewnie zaczną się masowe zgony i wypadki. Ludzie, nie wierzcie w te bzdury. Ja na razie nie zauważyłem w polskim sporcie tych świetnie wykształconych trenerów. Nasze AWF-y to skamieliny, uczące o hasających starożytnych Grekach, a nie przekazujące żadnej praktycznej wiedzy. Facet, który kończy AWF z pięknym papierkiem w kieszeni, nie ma żadnego pojęcia o trenowaniu czegokolwiek, o ile sam o to nie zadba. Zresztą to nie tylko domena AWF-ów, ja po swoim podobno elitarnym dziennikarstwie nie miałbym pojęcia, jak złożyć proste zdanie, gdybym sam się tego nie wyuczył.

Podobnie gość po kilkumiesięcznym kursie odbywającym się w weekendy. To są kolejne papierki na zasadzie "zapłacić, wykuć bzdury, zdać, zapomnieć i cieszyć się uprawnieniami". Czy ktoś słyszał o kimś, kto nie zdał takiego kursu instruktorskiego? Ja nie słyszałem. To jest po prostu kupowanie papierka i dobrze, że ta fikcja zostanie wreszcie ukrócona. Sam zastanawiałem się nad zrobieniem, czy raczej kupieniem takich uprawnień za... jedyne 1800zł. Pedagodzy z AWF-u czują, że odbierze im się intratne źródło dochodów i tupią nóżkami, ale akurat w tej kwestii wielebny Gowin ma moje pełne poparcie.

Koniec dygresji. Nie mamy więc świetnie wykształconych trenerów, poza tymi, którzy sami się do tego przyłożą i jakoś przełamią barierę językową. A mimo to, mimo braku wyników, wciąż pokutowała u nas opinia, że my, jako naród, trenujemy najlepiej na świecie i tylko brak pieniędzy nie pozwala nam rozwinąć skrzydeł. Nie było zawodników trenujących pod okiem obcokrajowców, oczywiście bariera językowa miała tu swoje znaczenie. Wynik Heńka to zaprzeczenie tego. I może zapoczątkować prawdziwy exodus. Pękła bowiem pewna bariera psychologiczna, tak wynikowa, jak i przekonanie, że tylko z polskim trenerem można coś osiągnąć. Często jest zaś zupełnie odwrotnie.

Drugie duże wydarzenie biegowe ostatnich tygodni to mistrzostwa świata w hali. Z pewnym rozbawieniem śledziłem całą otoczkę tego. Oto zaczyna się typowo po polsku: pełne zadęcie, fanfary, harcownicy szaleją, morale na wysokości Petronas Tower, mamy wspaniałą drużynę, najlepsze wyniki na świecie, można odnieść wrażenie, że jedziemy tam właściwie dla formalności, odebrać przyszykowane dla nas medale. A potem zwyczajowe lanie, wszyscy wracają z podkulonymi ogonami i tworzą karkołomne teorie uzasadniające przyczyny porażki.

Zgubienie pałeczki przez polską sztafetę to był już szczyt szczytów, komiczne zakończenie przykrego występu. Do tych sztafet to w ogóle mamy pecha, o ile można to nazwać pechem. Naszych ścigaczy najwyraźniej uczą, jak biec prosto z zamkniętymi oczami, ale nic ponadto. W ostatnich kilku latach mieliśmy przecież na imprezach halowych dwóch sztafetowców, którzy zostali zdyskwalifikowani, bo... wbiegli na zawodników przed sobą. Nie wpadli na to, że trzeba ich ominąć. W gruncie rzeczy powinniśmy się cieszyć, że nasz zawodnik w Stambule po podniesieniu pałki nie pobiegł w przeciwna stronę. Właściwy kierunek biegu to już jest jakiś sukces i przy tej wersji pozostańmy.


Skok wzwyż? Rzut oszczepem? Nie, to polski zawodnik z narażeniem życia szuka swojej zgubionej pałeczki. Foto za pzla.pl

Nie miałbym jednak pretensji do naszych średniodystansowców o same biegi i wyniki. Dziwię się, że oni w ogóle się znaleźli na tej imprezie. Przecież jeszcze na początku roku wszyscy ci zawodnicy i trenerzy jak jeden mąż twierdzili, że nie szykują się do hali i nie mają zamiaru jechać do Turcji. Wiem jednak, jak to się w Polsce załatwia. Prezes się oburzy, działacz się zaperzy i zaczną się podchody: "No jak to (...) stary, taki (...) wynik zrobiłeś i (...) na mistrzostwa nie pojedziesz? Ładuj się (...) do autokaru, trzeba jechać (...) pokazać Turkom, kto tu (...) rządzi. W miejsce kropek wstawiamy odpowiednie znaki przestankowe i już rozumiemy, jak silne są argumenty prezesów, działaczy, tych naszych świetnie (...) wyszkolonych fachowców.

Opowiadała mi znajoma zawodniczka taką historię, sprzed kilku lat. Otóż miała zatwierdzoną przez PZLA ścieżkę przygotowań do sezonu, wszystko zaklepane, bilety kupione, nic, tylko trenować do Igrzysk. A tu nagle na koniec stycznia dzwoni telefon z Międzyzdrojów. "Słuchaj, jest sprawa, trzeba pobiec za tydzień puchar Europy na hali. Ty nam pomożesz, my ci pomożemy, pojedziesz, łatwo zdobędziesz miejsce na podium, my ci za to damy stypendium, Polska wygra i wszyscy będą zadowoleni". Po długich namowach i przekonywaniach, że przecież nie jest w formie, że przygotowania miały wyglądać inaczej, że bilety kupione, dała się namówić. Pojechała, zajęła miejsce na podium. I co z tego wynikło? Stypendium nie dali, przygotowania do sezonu diabli wzięli, a rok później do domu zaczęły przychodzić pisma z PZLA, że zawodniczka musi zwrócić nieuzasadnione koszty zamiany biletów lotniczych, bo jak nie, to komornik do drzwi kolbą załomoce. I dam głowę, że w przypadku tegorocznej hali wyglądało to podobnie, stąd też porażka na całej linii.

Na szczęście idzie wiosna, przed sportowcami kolejne wyzwania. Będą kolejne imprezy i teraz to już na pewno pokażemy wszystkim prześmiewcom! Polski sztandar załopocze dumnie nad Europą, z popiołów strzelą znów ogniska, król - tułacz wróci na stolicę.
Kategoria: Felietony
Komentarze: (29)
Zaktualizowano: 20/03/2012, 23:11

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

Krzysztof Bartkiewicz
21/03/2012, 08:08
#
trener podejrzany o pewne rzeczy to jedno, ale cała nasza elita łącznie z Heniem przebywała wcześniej (niektórzy nadal jeszcze tam są) na obozie u Antoniego Niemczaka (który był zdyskwalifikowany w maratonie w Nowym Jorku i Tokio)
Przeciętnemu biegającemu kibicowi to bardzo przeszkadza i zwykle na forum można doczytać sie nieprzyjemnych treści w związku z tym, jednak naszym zawodnikom to jak widać nieprzeszkadza...
Pozostaje nam wierzyć ze jednak jest wszystko ok, i teraz powinna pojawić się plaga znakomitych wyników, wszak nasi mieli okazję zosbaczyć ostatnie przygotowia Henia do wyniku....
24/03/2012, 12:34
#
AWF nie przygotuje nikogo do zawodu trenera jeśli ten ktoś tego sam nie chce i się do tego nie nadaje-zgoda.Na AWF-ie mimo ogromu nikomu niepotrzebnych bzdur do zakucia można jednak wyciągnąć też trochę cennej wiedzy chociażby z fizjologii wysiłku-oczywiście trzeba tego chcieć. Nie wyobrażam sobie jaka forma szkolenia mogła by być bardziej efektywna niż studia w tym kierunku,choć przyznaję że programy kształcenia na naszych uczlniach sportowych, są reliktem przeszłości.U nas w kraju ludzie znają sie na wszystkim nie tylko na medycynie i piłce, ostatnio też na bieganiu.Wystarczy poczytać fora biegowe, aby mieć obraz jakimi mitami operują samozwańczy "trenerzy"-włos się jeży. Może lepiej pomyśleć o naprawie rzeczywistości, niż dać rzeszy oszołomów uprawnienia do niszczenia pasji i talentów.
Marcin Nagórek
24/03/2012, 22:39
#
Owszem, na AWF-ie można liznąć trochę wiedzy, podobnie jak na każdych studiach. Problemem jest jednak to, że w Polsce i polskiej literaturze praktycznie nie ma żadnych nowych, praktycznych informacji. Ostatnim praktykiem piszącym książki był Jan Mulak. Później jeszcze próbowano, np. pan Maciantowicz, czasami wydawano jakieś broszurki, ale to wszystko to już były raczej treningi jednostek. Brakuje usystematyzowania tej wiedzy i uogólnienia. Brakuje refleksji, dlaczego w przypadku jednostek trening zadziałał.

U nas w tej chwili trenuje się jak w fabryce - wszyscy robią to samo i jeśli komuś przypadkiem ten trening trafi w potrzeby, pojawiają się przyzwoite wyniki. Nie ma jednak szkoły treningu jako takiej, polegającej na analizie konkretnego przypadku i dostosowaniu treningu na podstawie teoretycznej i praktycznej wiedzy. Czegoś takiego w Polsce nie ma i nigdy nie było, nie wyszliśmy poza fabrykę. I w momencie, gdy brakuje rzeszy chętnych do sportu, brakuje materiału do przerobu w fabryce i brak wyników.

Czyli - na AWF-ach można łyknąć teoretycznej wiedzy, ale nie ma to nic wspólnego z praktyką. Ja na własną rękę przerabiałem niektóre przedmioty z AWF, czytałem podręczniki, więc orientuję się w tym.

Co do samozwańczych trenerów i przypadkowych planów - znam problem i trafiają do mnie zawodnicy po przejściach, kontuzjach i takich treningach. Na to chyba nigdy nie będzie rady. Nawet gdyby udzielanie porad treningowych zagrożone było kara śmierci, i tak znajomy przekazuje coś znajomemu - na ogół straszne bzdury i przesądy.

Żeby to zreformować, należałby jak po wojnie sprowadzić specjalistów zza granicy, którzy wykształciliby grupę młodych, chętnych wiedzy trenerów. Ale tego nikt nie zrealizuje, więc teraz trenerskie jednostki ryją na własną rekę ; )
Kirk Krucha
25/03/2012, 15:50
#
Ja dorzucę coś od siebie, jako jeszcze student PW, powiem tak, jak u nas się mawia: studia nie dają wiedzy praktycznej, jeżeli chcesz wiedzy praktycznej idź do zawodówki! Studia kształcą kogoś kto potrafi szukać wiedzy, potrafi się uczyć, analizować, myśleć! Przynajmniej techniczne.

A co do "nie potrzebnych papierków" to uważam że takie szkolenia powinny być obowiązkowe. Nie dociera do mnie argument że "zapłacić, wykuć bzdury, zdać, zapomnieć i cieszyć się uprawnieniami", to co prawo jazdy tak samo chcesz robić?? Dajmy ludziom niech jeżdżą po co komu uczyć się bzdur?? Wydaje mi się że zawód trenera to dość odpowiedzialna praca, więc takie szkolenia powinny być raczej zaostrzone.

Nie znam się na treningu ale o ile chociaż drobinę poznałem - to co można nowego wymyślić?? - jest siła, ciągły, wybieganie, odcinki, zabawy biegowe i z tego co zaważyłem to odpowiedni balans tych bodźców treningowych, popartych doświadczeniem, daje sukces a nie jakieś nowe techniki.
Marcin Nagórek
25/03/2012, 17:42
#
Kuba, ale problem w tym, że na tych kursach się niczego nie uczysz. Wiesz, co pokrywa 90% kursy instruktora lekkiej atletyki? Wkuwasz wagę i wymiary kuli, dysku, technikę rzutu oszczepem, metodykę treningu skoku wzwyż (sprzed 30 lat) - i tym podobne. To w żaden sposób nie przygotowuje Cię do tego zawodu. A co z tego wyniesie ktoś, kto chce być trenerem biegów? Co takiego gościa interesują wymiary kuli?

Tak naprawdę jedyną praktyczną metodą byłyby praktyki u boku jakiegoś doświadczonego trenera. A on wyjaśniałby praktykantowi, dlaczego to, dlaczego tamto, dlaczego robi tak, a nie inaczej. Porównując to do prawa jazdy - tego też się uczysz głownie w praktyce, czyli jeżdżąc po ulicach z instruktorem. Nie nauczysz się jazdy z książki.

Metodyka treningu biegowego jest w pewnym sensie prosta. Opiera się jednak na skomplikowanej fizjologii. Cały problem polega na tym, żeby stworzyć coś prostego na tych skomplikowanych podstawach. Dobry plan jest prosty, to fakt. Ale jego przygotowanie, uwzględniające specyfikę danego zawodnika - już niekoniecznie. Na tym się gubią amatorzy. Widziałem plany tak zagmatwane, skomplikowane, że trudno w to uwierzyć. Bo ktoś bez doświadczenia, gdy naczyta się o wszystkich sposobach treningu, wszystkich metodach, zasadach fizjologii, to próbuje wszystko wcisnąć w plan.
Kirk Krucha
26/03/2012, 02:50
#
U mnie na studiach uczą rysunku technicznego ołówkiem albo tuszem na kalce, tez powiesz relikt przeszłości?? No sorry jak jesteś instruktorem lekkiej to dobrze żebyś wiedział jaki jest rozmiar kuli, baa raczej wstyd nie wiedzieć!

A co do treningu to fakt wszyscy robią to samo bo trudno robić coś innego, każdy robi rozbiegania, siłę itp. Nie rozumiem co tu nowoczesnego można wprowadzić.
26/03/2012, 23:36
#
Ten komentarz o sztafecie - zupełnie nie na miejscu, nie wiem czy nie widziałeś biegu czy już się tak zanużyłeś w klepaniu asfaltu i swoich "podopiecznych", że zapomniałeś co to znaczy lekka ... Ja chłopakom współczuję, bo nikt nie gubi pałeczki celowo, a mieli realną szansę na medal. Gatuluje Tobie i Twoim podopiecznym ($) robicie świetną robotę dla rozwoju biegów długich w Polsce !
Marcin Nagórek
27/03/2012, 01:42
#
Nie wiem, czy lekka polega na rzucie pałeczką, czy biegu z nią do mety ; ) A jakoś tym sztafetom dziwnie często zdarzają się wpadki, że przypomnieć tylko Mark Plawgę i Piotra Klimaczaka, a jeszcze wcześniej Roberta Maćkowiaka (pamiętny fikołek w finale Igrzysk). Komentarz oczywiście złośliwy, ja z jednej strony też współczuję tym nieszczęśnikom, ale równocześnie przemawia przeze mnie wkurzony kibic reprezentacji.<br>
Kirk Krucha
27/03/2012, 11:03
#
A to i ja sie dorzucę w temacie który bartek poruszył. Twoja zgryźliwość co do trenerów, "Naszych ścigaczy najwyraźniej uczą, jak biec prosto z zamkniętymi oczami, ale nic ponadto.", jest wybitnie nie na miejscu. Bo Tobie może ktoś wypomnieć że jak Ola biegał maraton to tłumaczyłeś jej słaby występ tym że źle brała kubeczka z wodą.
"Nie mogła złapać kubeczków z wodą (brak wprawy)"
http://www.nagor.pl/blog/395/Po+maratonie
Jak widać błędy zdarzają się najlepszym i to nie kwestia trenerów tylko wprawy.
Marcin Nagórek
27/03/2012, 14:49
#
Kuba, chyba nie do końca zrozumiałeś wydźwięk mojego komentarza. Wyjaśnię Ci to na prostym przykładzie. Otóż gdy napiszę: "Bóg chyba nieco poskąpił Kubie zmysłu ironii" - to przytyk dotyczy Boga czy może jednak Kuby? ; )

Na tej samej zasadzie czepiam się trenerów czy trenera owej sztafety.

Pozdrawiam.
Kirk Krucha
27/03/2012, 15:59
#
hehehehehehe dobre, chodź nic nie wyjaśnia :D, bo to co napisałeś raczej jest oczywiste! ]:->
zabawy językiem polskim są fajne, szkoda tylko że w ten sposób odchodzimy od meritum :P, dziennikarze zazwyczaj nie piszą tego jak jest, tylko piszą to co oni widzą i nie zawsze obiektywnie, a to trochę irytuje...

Pozdrawiam, :)
29/03/2012, 20:04
#
Jednak, żadne "elitarne dziennikarstwo" - co w nim elitarnego zachodzę w łeb... nie zastąpi zdrowego rozsądku :)
Marcin Nagórek
30/03/2012, 01:13
#
Elitarne jest wszystko to, gdzie trudno się dostać, ma tam dostęp tylko niewielka grupka ludzi. Pod tym względem dziennikarstwo było elitarne, egzaminy bardzo ciężkie i kilkustopniowe. W tym czasie ten kierunek był tylko na 2 uczelniach: w W-wie, gdzie ja poszedłem, i w Krakowie. Teraz dziennikarstwo jest w programie każdej uczelni, wtedy nie. No i było elitarne w tym sensie, że wyszło stamtąd sporo znanych obecnie dziennikarzy, z tych bardziej znanych np. Tomasz Lis i Kuba Wojewódzki ; )
Kirk Krucha
30/03/2012, 07:52
#
Marcin, bez jajec!!!, chodź Święta idą :)
Dziennikarstwo elitarne to było może w latach wojennych.
Jak Ty studiowałeś to na pewno NIE były to ELITARNE studia!!! (teraz tym bardziej)ELITARNA to może być medycyna, czy mechanika kwantowa, coś co trudno objąć rozumem. Dziennikarstwo nie należny do wybitnej dziedziny :D
Marcin Nagórek
30/03/2012, 11:45
#
Jasne, medycyna elitarna. Różnica jest taka, że na medycynie masz tysiące ludzi w całym kraju. W czasie, gdy ja zaczynałem dziennikarstwo, w całym kraju ten kierunek był na 2 uczelniach i przyjmowano łącznie 200 osób. Na miejsce było ok. 20 osób. Nie chcę bronić tego kierunku na siłę, ale jak najbardziej spełnia to definicję słowa "elitarny". To nie jest politechnika, że dostaje się każdy, kto tylko zechce, bo jest pół kandydata na miejsce.
30/03/2012, 12:00
#
To powtórze: studia nawet na tak "elitarnym" kierunku nie zastąpią zdrowego rozsądku :)
Kirk Krucha
30/03/2012, 12:12
#
Medycyna to nie tylko lekarze. Moja dziewczyna skończyła analitykę medyczną, którą w Polsce kończy ok. 50 osób rocznie - to jest Elita. A poza tym poziom dziennikarstwa jest mizerny w stosunku do MEDYCYNY.

A po drugie to nie ważne ile jest osób na miejsce tylko jak Ci ludzi którzy kończą wykonują zawód. Patrząc, że najwięcej prezesów firm w Polsce to absolwenci politechniki to wg mnie świadczy o elitarności tych studiów. (na drugim miejscu shg).

Mam kolegę w pracy po tym samym co Ty i wspomina mi że jeszcze we Wrocławiu było dziennikarstwo a studiował w tym samym roczniku co Ty...
Kirk Krucha
30/03/2012, 12:27
#
Święte słowa bartku :)
Marcin Nagórek
30/03/2012, 12:43
#
Zgadzam się co do rozsądku i dokładnie o tym był mój wpis.

Nie wiem Kuba, dlaczego tak się czepiasz pierdół? Podajesz jakieś dane wzięte chyba z własnej fantazji. Co potwierdza twoje zdanie, że poziom dziennikarstwa jest mizerny w stosunku do medycyny? Masz na to jakieś potwierdzenie poza własną fantazją? Nie wiem, dlaczego obrażasz ludzi, którzy kończyli ten kierunek. Czy Tomasz Lis, będący absolwentem tego kierunku prezentuje mizerny poziom w stosunku do twojego lekarza z przychodni? Uważasz się za lepszego od niego, bo studiujesz na politechnice?

Jak widać po twoich wpisach, ortografia, gramatyka i interpunkcja potrafią sprawić duże problemy, nawet człowiekowi z wyższym doświadczeniem. A co do elitarnych lekarzy - ten, który omyłkowo przeciął Ci ścięgno w czasie operacji to też elita? Czy on należy do jakiejś innej grupy?

Najwięcej prezesów jest po politechnice - a gdzie dane potwierdzające taką opinię? Ja po politechnice znam sporo fajnych ludzi i sporo baranów, jak po każdej uczelni.

Dziennikarstwo dzienne były wtedy w dwóch miejscach, nie słyszałem o żadnym innym, choć nie wykluczam, że o czymś mogłem nie wiedzieć.

Moje podstawowe pytanie jest jednak takie: o co ci chodzi Kuba, że wchodzisz na mojego bloga, wyciągasz z tekstu jedno kompletnie nieistotne słowo i zaczynasz tworzyć elaboraty na ten temat? Nudzisz się? Wyjdź pobiegać. Ja z szacunku dla czytelnika staram się odpowiadać na każdy komentarz, ale dyskusje na temat jednego nieistotnego słowa z mojego tekstu uważam za męczące. Drażnią Cię moje wpisy, nie zgadzasz się z nimi, to przecież ja Cię nie zmuszam do czytania. Nie komentuj, obaj oszczędzimy trochę energii na trening.

Ja piszę o bieganiu, a Ty mnie wciągasz w jakieś rozmowy o tym, czy dziennikarstwo w 1998 roku było elitarne czy nie było. A jaka to w gruncie rzeczy różnica? Powiedzmy, że nie było, jeśli Ci to ulży, to przytaknę Ci, że dziennikarstwo jest dla idiotów - ale po co czytasz blog człowieka po kierunku dla idiotów? Załóż bloga dla geniuszy po politechnice i ciesz się tym, że nim jesteś, a mnie nie męcz, bo ja naprawdę nie mam czasu ani ochoty na czytanie pierdół.
Kirk Krucha
30/03/2012, 13:25
#
O nic mi nie chodzi!
Po prostu nie zgadzam się z Twoimi opiniami i po to dajesz chyba możliwość komentowania by to wyrazi, czy też możliwość wyprowadzenia mnie z błędu.

No wybacz u mnie na studiach zapierdzielasz cały semestr, laborki, projekty, ćwiczenia, Ty uczysz się na sesję! albo chodzisz na wykłady jak obecność sprawdzają. Zresztą porównaliśmy z kumplem z pracy. Ja nie twierdze że są to jest banalne studia, ale słowo elitarne jest nie na miejscu. To moja opinia. Ja uważam ze moje studia to lajt w porównaniu z matmą, fizą czy medycyną.

Kto mi przyciął ścięgno?! - Marcin jak byś chociaż trochę się interesował moim zdrowiem to za przeproszeniem nie pisał byś takich głupot!!!

Co do danych prezesów polskich firm to był artykuł w gazecie wyborczej!
Ale żaden problem znaleźć:
http://www.teberia.pl/index_txt.php?id=9519&kom=dodaj
http://infogliwice.pl/?p=7308

To nie moja finezja tylko logiczne podejście! Ja nie muszę PIĘNIE pisać tak samo jak Ty nie musisz wiedzieć co to jest oś obojetna, czy MES.

nie denerwuj się tak nie ma o co! :))
Miłego dnia!
A dziś mam wole!!! więc z biegania nici :P


30/03/2012, 16:43
#
Zaczynkiem do dyskusji jest fakt, że w swoim tekście obraziłeś kilku moich kolegów i ludzi, których szanuję. Następnie między wierszami mówisz, że jesteś do tego uprawniony, bo skończyłeś elitarne dziennikarstwo, a nie jakąś politechnikę - w tym miejscu ja się czuję trochę urażony, bo odbiegłeś od tematu dyskusji obrażając całe rzesze absolwentów uczelni technicznych, w tym mnie zapracowanego informatyka. Jeśli mówienie o elitarnym dziennikarstwie poprawia Ci samopoczucie to zdrówko, ale nie obrażaj innych. O bieganiu potrafisz pisać niezwykle merytorycznie, więc nie bardzo rozumiem po co tyle ironii, sarkazmu w stosunku do sportowców, którzy zapieprzają ciężko cały rok, nieszcześliwie gubią pałeczkę, i jeszcze muszą znieść to, że stado dziennikarzy ma z tego pożywkę. Myślałem, że to nie Twój poziom, ale z przykrością stwierdzam, że ostatnio portale biegowe, jakby się zmówiły i równają w dół bez opamiętania.
Marcin Nagórek
30/03/2012, 20:20
#
Bartek, trudno zrozumieć, o co Ci chodzi. Ja rozumiem, że gubiący pałeczkę ma pecha, ale spojrzyj na to jak kibic, a nie jak kolega kogoś tam. Gość kosztuje polskie społeczeństwo kupę kasy, kibicują mu tysiące ludzi, a on w najważniejszym momencie zawodzi. Rozsądna krytyka tutaj jest jak najbardziej uprawniona, a jeśli koledze to przeszkadza, to może zrezygnować z treningów za pieniądze podatnika i reprezentacji, wtedy nikt się nie będzie go czepiał.

Prywatnie może gubić pałeczkę co 50 metrów, ale jako reprezentant Polski podlega ocenie kibiców. Jeśli jest zbyt wrażliwy, to znaczy, że nie nadaje się do tego sportu. W innych dyscyplinach media są dużo bardziej brutalne, zobacz, jak głęboko i za co krytykuje się piłkarzy. Z reprezentacji Boruc czy Żewłakow wylecieli za głupi strój i wino, pite poza meczem.

Tutaj mówimy o ludziach, którzy przygotowują się w komforcie przez cały rok, jeżdżą na obozy na Teneryfe i w inne przyjemne miejsca - na koszt podatnika, czyli kibica. Wszystko po to, żeby w tym decydującym momencie facet nie zawiódł i żeby kibic przed telewizorem nie musiał się kolejny raz wstydzić. Tymczasem on głupio zawala sprawę. Rozumiem, że powinienem jeszcze go poklepać po główce i przytulić, że biedne dziecko nie dało rady? Piłkarzy, którzy dostana baty tez powinniśmy pocieszać i chwalić? Bieganie to jest sport dla twardych ludzi i albo się do tego nadajesz, albo nie.

Tym bardziej, że tutaj nie mówimy o jednym przypadku, a o całej serii takich wypadków, non stop ta "biedna" sztafeta coś zmaluje. Podejrzewam, że moja krytyka jest bardzo delikatna w stosunku do tego, co ludzie piszą w innych miejscach, bo na widok czegoś takiego cisną się na usta najgorsze słowa.

Dlatego ani Ty, ani on nie powinien brać sobie tej krytyki do serca, tylko zacisnąć pośladki i następnym razem pokazać, że to był wypadek przy pracy. Ja nie krytykuję tutaj człowieka jako człowieka. Może on jest fajnym gościem prywatnie i w przeciwieństwie do kolegi komentującego wyżej nie obchodzi mnie, jaką uczelnię skończył, bo nie po tym oceniam ludzi. Ale tu mówimy o konkretnym biegu, gdzie, za przeproszeniem, dał ciała jak ostatni frajer.

Przy tym wszystkim ja nie stosuję podwójnej moralności i jeśli sam daję ciała, to otwarcie o tym piszę, mimo że biegam na innych zasadach, dla własnej przyjemności i zabawy. Tak samo surowo oceniam siebie jak i wszystkich. Dlatego czuję się jak najbardziej uprawniony do krytyki.
30/03/2012, 21:26
#
"Tutaj mówimy o ludziach, którzy przygotowują się w komforcie przez cały rok, jeżdżą na obozy na Teneryfe i w inne przyjemne miejsca - na koszt podatnika, czyli kibica. " Jak to dziennikarze po elitarnych kierunkach mówią - mijasz się z prawdą. Nie ma sensu z Tobą dyskutować, bo stawiasz jakieś tezy, a później sam z nimi dyskutujesz. Jako, że w ostatnim zdaniu staram się zawrzeć puentę to przywołam jeszcze raz "Myślałem, że to nie Twój poziom, ale z przykrością stwierdzam, że ostatnio portale biegowe, jakby się zmówiły i równają w dół bez opamiętania. "
Marcin Nagórek
30/03/2012, 21:32
#
Bartek, nie mijam się z prawda, tylko za wyjazdy na obozy i imprezy płaci państwo, czyli m.in. kibice. I kibice mają prawo oceniać występ reprezentanta swojego kraju.

Z jednej strony mówi się u nas o mentalności postkomunistycznej działacza sportowego, ale z drugiej strony nie rozumiem też takiego podejścia, że zawodnik uważa, że jemu się wyjazd należy i nikt nie ma prawa oceniać jego występu. Otóż prawda jest taka, że jeśli biegasz za pieniądze państwa, a nie swoje, to kibic ma prawo ten występ oceniać. I tak jest w tym wypadku. I nie chodzi tu o obrażanie kogokolwiek, tylko samą ocenę występu.
31/03/2012, 10:32
#
"Tutaj mówimy o ludziach, którzy przygotowują się w komforcie przez cały rok, jeżdżą na obozy na Teneryfe i w inne przyjemne miejsca - na koszt podatnika, czyli kibica" - napisane w kontekście 400 metrowców

Napisz kto konkretnie na tej Teneryfie i w innych przyjemnych miejscach przez cały rok ?

Idąc za Twoją logiką to ja mogę powiedzieć, że skoro studiowałeś na państwowej uczelni, czyli jako podatnik łożyłem na Twoją edukację, to mogę Cię krytykować za to, że nie masz swojego programu w TV jak Tomek Lis, tylko pisujesz na jakimś brukowym blogu ... czy tak ?
Marcin Nagórek
31/03/2012, 11:05
#
Sztafeta 400-metrówców jeździ na obozy w różne przyjemne miejsca, to fakt. Nie wiem, gdzie konkretnie byli w tym roku, ale w tych obozach zdarza się i Teneryfa, i Cypr, i Portugalia, i Maroko - tam byli w ostatnich latach. Jeśli nie wierzysz, spytaj trenera Lisowskiego. A kto gdzie jedzie konkretnie, czyli czy zawodnik X nie pojechał akurat na Teneryfę, a zawodnik Y na Cypr - to już nie moja sprawa, o tym decyduje trener sztafety.

Dodatkowo mówimy tu o dużej grupie ludzi, prezentujących bardzo przeciętny poziom indywidualny, którzy jako jedni z nielicznych mają pełne szkolenie olimpijskie. Tak jest ze sztafetą 4x400m. Wszystko dlatego, że sztafet za wiele na świecie nie ma, a PZLA szkoli zawodników tam, gdzie mają szanse na medal. Sztafeta to przepustka do biegania np. na Igrzyskach dla ludzi, którzy indywidualnie zwykle nie są nawet w stanie zrobić minimum IAAF na 400m - policz, ilu jest tam ludzi z minimum.

Gdyby naszych wystawić w studenckich mistrzostwach USA, nie wiem, czy złapaliby się do finału. To tak a propos narzekania na poziom biegów dłuższych. Sprinterzy wcale nie prezentują lepszego poziomu, zwykle wręcz gorszy. Sztafety dają jednak szansę na szkolenie i wyjazd na ciekawe imprezy. Myślisz, że gdyby ustanowiono sztafetę 4x1500m albo 4xmaraton, to Polacy nie byliby w pierwszej dziesiątce na świecie?

Generalnie moja opinia jest taka, że niech jeżdżą i się przygotowują, ale niech to procentuje. A jeśli pobiegną słabo, to każdy kibic ma prawo ich skrytykować. A tutaj twoje myślenie idzie w tym kierunku, że się im należy (za co?) i nie daj Boże skrytykować kogokolwiek, bo się obrazi. Niech się szkolą, jeżdżą, ale chyba niewiele wymagam, jeśli oczekuję, że przynajmniej dobiegną do mety? A z tego co wiem, to nikt nikogo nie zmusza do biegania, jeśli ktoś nie czuje się na siłach, zawsze może zrezygnować.

I powtórzę - nie ma to nic wspólnego z tym, czy któryś z zawodników jest fajny czy niefajny. Pewnie to są wszystko super chłopaki, ale ja oceniam nie ich charaktery, a występ w reprezentacji kraju.
31/03/2012, 13:22
#
"Niech się szkolą, jeżdżą, ale chyba niewiele wymagam, jeśli oczekuję, że przynajmniej dobiegną do mety?"

Przeszli z niezłym czasem eliminacje i dobiegli do mety w finale zajmująć 6. miejsce w Mistrzostwach Świata.

"Myślisz, że gdyby ustanowiono sztafetę 4x1500m albo 4xmaraton, to Polacy nie byliby w pierwszej dziesiątce na świecie?" - świetne porównanie, dorzuciłbym do tego 4 x skok o tyczce i bieg w workach dookoła stadionu narodowego. Ja tam w maratonie biegły nie jestem, ale z tego co wiem to na niektórych imprezach jest klasyfikacja drużynowa i jakoś nie pamiętam polskich sukcesów, ale to zapewne wynika z tego, że maratończycy w Polsce są dyskryminowani i przymierają głodem, podczas gdy 400metrowcy pochłaniają cały państwowy budżet.

"Sztafeta to przepustka do biegania np. na Igrzyskach dla ludzi, którzy indywidualnie zwykle nie są nawet w stanie zrobić minimum IAAF na 400m" - moim zdaniem to w tym sporcie właśnie jest piękne :)
Marcin Nagórek
31/03/2012, 14:26
#
Jeśli chodzi o maraton, to w ostatnich 10 latach Polska nigdy nie wystawiła drużyny. Wcześniej nie wiem, bo się tym nie interesowałem, ale podejrzewam, że też nie. Raz było blisko, bodajże w 2005, ale na koksie wpadł niejaki Artur Osman i wszystko przepadło. Generalnie wystawienie drużyny wymagałoby szkolenia, właśnie takiego jakie mają 400-metrowcy. PZLA z oczywistych względów się przed tym broni.

Siłą sztafety jest drużyna, ale jest to też przywilej. Tego przywileju nie mają przedstawiciele innych dyscyplin, dlatego tak mnie dziwi, że jeszcze się tu próbuje narzekać, jakby krzywda się komuś działa.
31/03/2012, 20:07
#
Aga Radwańska :) !!!

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Lipiec 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin