04
02/2012
09:43
Wydawać się może, że bieganie to sport prosty i policzalny. Wyliczono przecież wszelkie możliwe prędkości treningowe, mierzy się tętno, poziom kwasu, jakieś hormony, zna czas trwania biegów na różnych dystansach i można policzyć związany z tym wydatek energetyczny. Nauka jest tak daleko posunięta, że latamy na Księżyc, rozmnażamy komórki macierzyste, a drony w Afganistanie same bombardują ludność cywilną. Wierzymy więc, że sport to w tej chwili bardziej wyścig laboratoriów i lekarzy niż romantyczny pościg za kresem możliwości ludzkiego ciała.

Rzeczywistość nie jest tak prosta. Śledzę wszelkie naukowe doniesienia na tematy treningowe i zawsze staram się dochodzić do sedna różnych zagadnień, drążąc np. jakiś efekt treningowy aż do poziomu komórkowego. I wiecie co? Moja opinia na temat nauki i sportu jest taka: latamy na Księżyc, a w gruncie rzeczy nie mamy pojęcia, jak działa nasz organizm. Oraz dlaczego jeden biega szybko, a drugi wolno.

Mimo rozwiniętej nauki trening jest nadal czymś bardziej spokrewnionym z czarną magią i intuicją niż czystą wiedzą i kalkulacją. Nauka na temat efektów treningu biegowego wie zawstydzająco mało. Proste i podstawowe pytania...

"Dlaczego człowiek zwalnia w biegu?"
"Dlaczego mięśnie bolą po treningu?"
"Jaka konkretna adaptacja odpowiada za poprawę wyniku u biegaczy na różnych poziomach zaawansowania?"
"Czy w treningu decydujące są geny czy ciężka praca?"

...pozostają bez odpowiedzi. Są jakieś hipotezy, teorie, ale jest ich wiele i często są ze sobą sprzeczne. A przecież jest to podstawa treningu. Im dalej w las, tym gorzej. Np. wpływ treningu na układ hormonalny jest kompletnie niepoznany. A dopiero znając wahania poziomu hormonów pod wpływem różnych bodźców treningowych, można spekulować, jaki ma to długo- i krótkofalowy wpływ na organizm mężczyzny czy kobiety. Z innych ciekawych spraw: energetyka komórki - czarna magia. Wiadomo, że pod wpływem treningu wydzielają się różne enzymy, katalizujące reakcje energetyczne. Ale jakie konkretnie pod wpływem czego i jakie jest ich wzajemne oddziaływanie (czyli: jak sterować treningiem, żeby usprawniać konkretne przemiany energetyczne) - nie wiadomo. W gruncie rzeczy to, co nauka osiągnęła w dziedzinie treningu, można streścić w ten sposób: do tej pory udało się tylko potwierdzić niektóre oczywiste obserwacje, znane trenerom od dziesięcioleci.

Nawet tezy, wydawałoby się, dobrze argumentowane, przyjmowane za pewnik, oparte są na tak wątłych podstawach naukowych, że można się tylko zaśmiać. Oto jedną z najbardziej ugruntowanych, popartych doświadczeniami opinii na temat treningu jest taka: biegacz automatycznie wybiera taką częstotliwość kroku, która jest najbardziej ekonomiczna. Stąd blisko do wniosku, że rytm biegu jest sprawą, której nie warto trenować.

Wiecie, jak się przeprowadza takie badania? Otóż bierze się grupkę biegaczy i każe się im biec raz takim, raz innym rytmem. Przy każdej częstotliwości kroków oblicza się zużycie energii. Wniosek jest zwykle ten sam: rytm, który biegacze wybierają sami, instynktownie, okazuje się najbardziej ekonomiczny.

Jeśli nie domyślacie, co jest w tym głupiego, proponuję taką analogię. Weźmy grupkę rowerzystów, którzy nigdy nie siedzieli za kierownicą samochodu. Posadźmy ich w aucie z ręczną skrzynią biegów i każmy przejechać na drugi koniec jakiegoś miasta (bez korków ulicznych). Mierzymy czas przejazdu. Potem każemy badanym pokonać tę samą trasę rowerem. Jaki otrzymamy wynik? Otóż przejazd rowerem będzie zdecydowanie szybszy, samochodem wolniejszy (o ile  w ogóle nim dojadą) bo przecież ci ludzie nigdy nie siedzieli za kierownicą auta. Naukowiec taki, jak ci, którzy badają ekonomię kroku biegowego, sformułowałby tu prosty wniosek: rower jest dużo szybszym środkiem transportu niż samochód.

Czy to jednak prawda? Rowerzyści przejadą miasto rowerem szybciej niż samochodem, bo nie umieją prowadzić. Ale u doświadczonego kierowcy byłoby odwrotnie. Dokładnie taka sama sytuacja jest z badanymi biegaczami: rytm kroku, który na badaniu wybierają sami, jest rytmem, w którym biegają codziennie, mają do niego dostrojone mięśnie i układ nerwowy, jest wyćwiczony do perfekcji. Każdy inny rytm biegu jest czymś sztucznym, czymś nowym i nic dziwnego, że wydatek energetyczny jest wtedy większy. Ale nie usprawiedliwia to wyciągania pochopnych wniosków, które potem powtarzają kolejni naukowcy, kolejne książki i dochodzi się do wniosku, że nie ma czego tu trenować, skoro automatycznie wybiera się to, co jest najlepsze.

Porządne badanie najpierw zmierzyłoby wydatek energetyczny podczas narzuconego rytmu biegu, np. szybszego niż ten instynktownie wybierany. Pobór energii na pewno byłby wyższy. Potem jednak biegacz trenowałby, powiedzmy, rok bieganie w tym szybszym rytmie. Po tym czasie ponownie przeprowadzono by pomiar, żeby zobaczyć, czy wydatek energetyczny jest ten sam. Obstawiam, że wtedy okazałoby się, że:

- spontanicznie wybierany rytm biegu byłby tym szybszym, trenowanym od roku, a nie tym, który był spontanicznie wybierany rok wcześniej
- ów szybszy rytm byłby bardziej ekonomiczny niż ten, którego biegacz używał wcześniej i który wcześniej był bardziej ekonomiczny.

Po prostu biegacz wytrenowałby i zaadaptował nowy rytm biegu, nową częstotliwość kroku. I nagle by się okazało, że może warto to trenować, bo np. łączny wydatek energetyczny na danym dystansie spadł. Czyli ten nowy rytm byłby obiektywnie bardziej opłacalny. To by kompletnie obaliło panującą teraz tezę naukową, która jest poparta bezsensownymi badaniami. Przeprowadzić coś takiego jest jednak bardzo trudno. Kto bowiem zgodziłby się trenować cały rok w nienaturalnym początkowo rytmie biegu? Jak tego pilnować? Jak to w ogóle trenować - najpierw trzeba by sprawdzić, jaka metoda treningu rytmu jest skuteczna. Żeby w ogóle doprowadzić do takiego eksperymentu, trzeba by przeprowadzić wcześniej dziesiątki czy setki innych badań.

I tu jest odpowiedź na pytanie: dlaczego nauka tak mało wie na temat treningu i jego efektów. Otóż wymyślić sensowne badanie jest piekielnie ciężko. Ale przeprowadzić je w praktyce - to prawie niemożliwe. Efekty treningu trzeba bowiem badać długofalowo. Skoro trenerzy wiedzą, że przygotowanie kogoś do szybkiego biegania maratonu to kwestia kilku lat, badanie jakiegoś aspektu treningu maratońskiego musiałby obejmować taki właśnie czas, żeby prześledzić zachodzące zmiany. Co więcej, ponieważ każdy człowiek jest inny i nieco inaczej reaguje na dany trening,bardzo trudno byłoby uogólnić wynik jakiegokolwiek badania. I wreszcie - badanie wszelkich przemian w organizmie, w którym w każdej komórce ciała ścierają się tysiące czy miliony różnych związków chemicznych, różnych adaptacji - wyobraźcie sobie, jaki to stopień trudności. Zbombardować ludność cywilną w Afganistanie jest jednak znacznie prościej.

Nie widać więc widoków na to, aby naukowiec mógł zastąpić trenera. Aktywność biegowa, trening, to coś bardzo mocno nieprzewidywalnego. Przewidzieć efekt końcowy może nie naukowiec, ale ktoś mający doświadczenie, intuicję, wiedzę - czyli dobry trener. Zdarzają się oczywiście naukowcy i trenerzy w jednym, tacy jak np. Jack Daniels.Ich zaletą jest to, że potrafią pewną trenerską wiedzę, którą posiadają, usystematyzować, wytłumaczyć i względnie jasno przedstawić. Zwykle jednak teoretycy treningu ponoszą porażki na ławce trenerskiej.

Z tych powodów bieganie to na razie wciąż więcej niż mędrca szkiełko i oko. I jak na razie nie jest to jeszcze wyścig laboratoriów.
Kategoria: Felietony
Komentarze: (8)
Zaktualizowano: 04/02/2012, 09:47

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

Krzysztof Bartkiewicz
04/02/2012, 10:13
#
Z tym porównaniem biegacza z kierowcą auta jest znakomite, i sam wiem po sobie że faktycznie zanim bym go uruchomił to biegnac byłbym juz bardzo daleko..:)
Ja sie natomiast zastanawiam jaki czynnik czy wpływ ma bieżnia stacjonarna. Po raz pierwszy byłem na niej jakieś 10 dni temu i czułem sie znakomicie(chociaz czułem sie troche jakbym biegal na statku gdyż przy podkręcenie do 20km/h zaczeło mnie nie źle bujać:), nie jestem jednak przekonany czy trening na biezni stacjonarnej , może zastąpić trening na dworze. Wszak za oknem mrożno, a w sali przynajmniej są komfortowe warunki....
Marcin Nagórek
04/02/2012, 14:12
#
Hej Krzysiek, ja bym powiedział tak: pod względem wytrzymałościowym zimą można zastąpić trening bieganiem na mechanicznej. Np. robiąc ciągły, na mechanicznej rozpędzisz normalnie serce do odpowiedniego tętna. Nie zrobisz jednak pracy wytrzymałościowej - czyli nogi odzwyczajają się od normalnego biegania. Ale można np. robić rozbiegania na dworze, a akcenty na bieżni, dopóki nie miną te mrozy.

A ja już jestem w Monte Gordo ; ) Warunki do biegania super, chociaż trochę wieje i jest chłodniej, bo przyszedł zimny front. Ale to i tak 10-15 stopni na plusie.
05/02/2012, 15:47
#
Na stronie PZLA pojawił się link do wstępnego składu na Akademickie Mistrzostwa Świata w Biegach Przełajowych. Wydawać by się mogło, że na liście powinny pojawić się chociaż nazwiska medalistów z AMP z zeszłego roku, ale po ich analizie doszedłem do wniosku, iż dziwnym trafem kluby zawodników pokrywają się z klubami odpowiedzialnych za wybór trenerów. Czyżby przypadek? Ja rozumiem, że nie mamy możliwości zrobienia kwalifikacji jak w USA, ale czy zasady kwalifikacji nie powinny być klarowne i znane z wyprzedzeniem. To samo było bodajże z minimami na IO w Londynie - w innych krajach znane już od 2010 roku, u nas od dwóch miesięcy. A co jeżeli minimum zrobi więcej niż 3 osoby? I stąd moje pytanie o Twój pogląd na sprawiedliwe według Ciebie zasady kwalifikacji na imprezy mistrzowskie czy też kadry - raczej wynik, medal, a może miejsce w bezpośredniej rywalizacji?
Marcin Nagórek
05/02/2012, 19:50
#
Z AZS sytuacja jest o tyle nietypowa, że to jest organizacja kompletnie niezależna od PZLA. Być może jednak działacze jak to działacze, znają się prywatnie i ustalają składy.

Według mnie jedyną w pełni sprawiedliwą metodą jest ta rodem z USA - robimy mistrzostwa kraju lub specjalne zawody. Prawo wyjazdu ma pierwsza trójka, z minimum A lub B. Jeśli któryś z nich nie ma minimum, może jechać czwarty, jeśli on ma - itd.

Podobnie z eliminacjami na wszelkie Puchary Europy, mistrzostwa w hali i inne imprezy, gdzie nie ma minimum - niech jest jakiś start, który gromadzi wszystkich zainteresowanych i tam, według jasnych zasad, odbywa się kwalifikacja.

Nie mam jednak złudzeń - do tego u nas nie dojdzie. Naruszyłoby to interesy zbyt wielu osób.
Piotr Brzozowski
06/02/2012, 23:27
#
Jak akcenty na bieżni? Na tej na której biegałem ostatnie dni, nie ma możliwości zaprogramowania np. interwałów - trzeba by przyspieszać i zwalniać ręcznie. I o ile przyspieszanie jeszcze jakoś mogę sobie wyobrazić, to celowanie paluchem w klawisz minus, na wyrzygu po 25 interwale, raczej słabo by wyszło. Chyba, że to u nas na wsi dziadowskie maszyny w fitnesowni mają ;-)
Marcin Nagórek
07/02/2012, 10:21
#
To jakaś zła bieżnia była ; )
Jarosław Jagieła
08/02/2012, 12:18
#
Niezwykle ciekawe spojrzenie na temat. Trudno czasami zrozumieć, że start do którego przygotowaliśmy się "książkowo" nam nie wyszedł, a bieg z góry skazany na porażkę, bo np.źle spaliśmy, albo nie wykonaliśmy planu treningowego okazuje się właśnie "tym" startem. I dlatego sport jest tak piękny. Jego nieprzewidywalność pomaga ciągle iść do przodu.
I trochę boję się tej chwili, gdy zrozumiemy bieganie naukowo, bo wtedy będzie to raczej wyścig robotów.
A przecież wiadomo nie od dziś, że sukces jest składową ogromu pracy, krzty talentu,że nie wspomnę o odrobinie szczęścia :)
Marcin Nagórek
08/02/2012, 14:41
#
Też się boję tego, że kiedyś bieganie może być kompletnie stechnicyzowane - od selekcji kandydatów na podstawie badań, poprzez naukowy, matematyczny trening, do dokładnej prognozy wyników. To byłby koszmar. Na szczęście jest do tego bardzo, bardzo daleko, nauka wciąż błądzi po omacku.

Pozdrawiam ; )

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Styczeń 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin