05
12/2011
15:49
Ostatni weekend minął mi pod znakiem sobotniego startu w Biegu Mikołajkowym w Jarosławcu. Byłem tam już trzeci czy czwarty raz z rzędu. Lubię imprezy w tym mieście, bo jest wiejsko, swojsko, sympatycznie, no i blisko. Organizatorzy robią dobrą robotę, to gmina wiejska, a mają 3 biegi w sezonie, w tym znany Bieg Po Plaży. Jako imprezy towarzyszące odbywają się za każdym razem liczne biegi dla dzieciarni.

Największą wadą Biegu Mikołajkowego jest zawsze pogoda. Rok temu po potężnych opadach śniegu trasę posypano solą i biegło się w mokrej brei, koszmar. Tym razem nie było śniegu, na czas biegu nie padało (chociaż lało od 2 dni i kolejne dwa znowu), ale mocno przeszkadzał huraganowy wiatr. Zdmuchiwało nas z trasy i jedynym plusem sytuacji było to, że podczas najgorszego podbiegu, pokonywanego dwukrotnie, wiało w plecy.

Zacząłem bieg bardzo spokojnie, przez pierwszy kilometr biegła obok mnie zwyciężczyni klasyfikacji kobiet. Potem stopniowo podkręcałem tempo razem z grupką towarzyszy, mijaliśmy kolejnych nieszczęśników, którzy zaczęli za mocno, a po ciężkim finiszu pod górkę skończyłem ostatecznie na czwartym miejscu z czasem 20:09. Byłem zadowolony, bo w treningu miałem ostatnio kilka ciężkich momentów i nie wiedziałem, jak organizm zareaguje na trudniejszy wysiłek.


Kolorowy peleton rusza

Pisałem już o tym, że okazało się, że Ola ma anemię, fatalne wyniki badań krwi, cała gospodarka żelazem w rozsypce. Kilka dni po niej sam zrobiłem badania i kolejny szok: okazało się, że u mnie jest niemal tak samo źle. Dziwne, prawda? Co prawda zmieściłem się w normach, ale ledwo, ledwo. Nigdy nie miałem tak złych wyników. Od razu wyjaśniło to moją dziwną niemoc w drugiej części minionego sezonu. Pisałem o tym, że kompletnie odcinało mi prąd, zarówno na zawodach, jak i w treningu. Nie było to typowe zmęczenie, które dobrze znam. To coś innego, jakby ktoś wyciągał wtyczkę z kontaktu, nagle ulatywało ze mnie powietrze. W życiu codziennym nie czułem żadnej negatywnej zmiany, wręcz przeciwnie - cały czas odpuszczałem trening i czułem się coraz lepiej. Ale gdy przychodziło do intensywnego biegu, było gorzej. Dużo gorzej.

Pisałem też o tym, że przez 10 lat treningu moje badania prawie zawsze wyglądały identycznie. Czy czułem się lepiej czy gorzej, w obrazie krwi nie było specjalnych zmian. Dlatego w ogóle nie wiązałem tegorocznych objawów z tym tematem. Badania zrobiłem rutynowo, pod względem biegowym podejrzewałem zmęczenie sezonem, a dopiero ich wynik rzucił nowe światło na ostatnie parę miesięcy biegania. Ponieważ lubię analityczne podejście do problemu, zebrałem wszystkie wyniki z ostatnich 12 lat, posegregowałem, rozpisałem i rzuciłem na wykresy, żeby poobserwować ogólne tendencje i związek poszczególnych wskaźników z formą.

Wyszło ciekawie. Po pierwsze, parametry z każdym rokiem minimalnie, powoli, ale nieubłaganie pogarszały się. Najlepsze wyniki badan miałem w drugim roku treningu, 10 lat temu, najgorsze - teraz! Po drugie, po pobytach w wysokich górach następowały wyraźne załamania wskaźników. Wydaje się to niezgodne z logiką, bo pobyt tam powinien działać stymulująco, ale tak u mnie było. Być może było to związane z brakiem czy niedostateczną suplementacją, być może jest to osobnicza reakcja. W zeszłym roku, kiedy takie załamanie formy przeżyłem pierwszy raz w życiu, badania wyszły nieźle, ale w niektórych parametrach widać było niepokojące tendencje. Do tego, tak myślę teraz, badania mogły być mylące. Robiłem je w czasie upałów, mogłem być odwodniony, a co ważniejsze: niedostatecznie wcześnie odstawiałem wspomaganie typu multiwitaminy czy różne produkty spożywcze wzbogacane witaminami i minerałami (np. kakao Puchatek). Mogło to mieć wpływ na wyniki? Jak najbardziej. Tegoroczne są o tyle wiarygodne, że zrobiłem je po odpoczynku i 2 miesiącach, w czasie których nie łyknąłem ani jednej tabletki (poza rutinoscorbinem, gdy brało mnie przeziębienie). Doraźne dożywianie nie miało więc wpływu na wynik i wyszło szydło z worka - wyniki fatalne, z trudem mieszczące się w normach, na granicy anemii.

Od razu pojawia się pytanie - dlaczego teraz? Może to efekt badań zrobionych odpowiednio, może nakładające się latami braki (w tym po zeszłorocznych górach), może zaś intensywny trening? Ciekawe jest bowiem, że w tym roku takie wyniki mam i ja, i Ola. Zbiegło się to w czasie ze zmianą charakteru treningu. Wcześniej bazowaliśmy głównie na łagodnych bodźcach, ale ponieważ progres z tym związany był coraz słabszy, minimalny, w tym roku mocno podkręciłem intensywność. Biegaliśmy, szczególnie Ola, naprawdę mordercze treningi. I wygląda na to, że przy tych obciążeniach bez wspomagania ani rusz. Jestem zdecydowanym wrogiem wszelkich tabletek i długo wydawało mi się, że można biegać bardzo ciężko tylko na odpowiedniej, rozsądnej diecie. Tu się jednak pojawia pytanie - na ile wartościowe są pokarmy, które kupujemy w sklepach? Na ile mięso, owoce są bogate w witaminy i minerały? Logika podpowiada, że jest coraz gorzej, badania pokazują np. że wskutek stosowania nawozów i zanieczyszczenia środowiska zwykła woda jest coraz "słabsza", np. mniej bogata w magnez niż 50 lat temu. To samo pewnie dotyczy pożywienia. Nie jesteśmy w Kenii, gdzie banan to jest prawdziwy banan. Trochę otworzył mi oczy pobyt w Turcji, gdzie owoce kupowane na targu smakowały nieprawdopodobnie, produkty z naszych marketów to przy tym bladzizna bez smaku.


595 lekko jak gazela wbiega pod górkę

Tak słabe wyniki mocno mnie jednak, paradoksalnie, ucieszyły. Pod względem treningowym tegoroczne i zeszłoroczne kompletne opadnięcie z sił było dla mnie prawdziwą zagadką. Tu mam wyraźną poszlakę, że może było to spowodowane niedoborami i że gdy się to poprawi, ruszymy z kopyta. Kiedy czytam objawy charakterystyczne dla anemików, to jakbym czytał o sobie ; ) Oczywiście można spytać - czemu nie wpadłem na to wcześniej. Ale niestety, to są problemy, które dopadają takich szaraczków, którzy trenują ciężko na własną rękę, bez zaplecza medycznego, rehabilitacyjnego. Ja sam, osobiście muszę rozgryzać nie tylko trening, ale i kontuzje, przeciążenia, technikę, obmyślać tu odpowiednie ćwiczenia, nadzorować wykonanie, planować starty, dietę, suplementację, odnowę itd. Nie jesteśmy Oregon Project, że po każdym treningu sztab fachowców bada nam krew, ciśnienie, robi masaż i odwozi karocą do domu. Sami płacimy za badania, więc robimy je dwa razy do roku i nie zawsze jesteśmy w stanie ocenić, na ile odzwierciedlają rzeczywisty stan organizmu.

I wiecie co? Zupełna niespodzianka. Zmiany ruszyły w dwóch kierunkach. Raz - suplementacja żelazem. Dwa - posiłki ustawiane tak, aby te mięsne zawierały jak najmniej czynników zaburzających wchłanianie. Czyli herbata, soki czy mleko odpadają. Gdy jem wątróbkę, to tak, aby żelazo z niej wchłaniało się jak najlepiej. Ku mojemu zaskoczeniu, po tygodniu suplementacji pojawiły się pozytywne efekty. Powtarzam sobie, że to niemożliwe, placebo, przypadek, efekt wejścia w trening - ale zaczęło mi się biegać naprawdę dobrze i jest coraz lepiej. Sierpień i wrzesień płynęły mi pod znakiem niemocy. Nawet zwykłe rozbieganie, które trwało więcej niż 40-50 minut, kończyłem kompletnie wycieńczony. Po solidnym odpoczynku nie było niestety żadnej poprawy. Jeszcze 2 tygodnie temu, kończąc 14km bardzo spokojnego rozbiegania, ostatnie 4km dosłownie słaniałem się na nogach, biegłem jak zombie. Po tym, gdy zacząłem szprycować się tabletkami z żelazem, nagle się poprawiło. Teoretycznie po kilku dniach suplementacji nie ma szans na jakąkolwiek zmianę parametrów.  Ale czy jest możliwość, że organizm wyczuł, iż są regularne dostawy i podniósł tolerancję na zmęczenie? Chyba tak. W każdym razie w poniedziałek wieczorem biegłem 14km momentami w tempie w okolicach 4:00/km i lepiej, czując się znakomicie. Dzisiaj trzasnąłem 20km, co do niedawna było nie do przejścia nawet w tempie 5:00/km - i praktycznie nie zwalniałem poniżej 4:20/km, po błocie.

Mój trening cały czas jest bezlitośnie monotonny. Biegam tylko rozbiegania, przebieżki i sprinty pod górkę. Do tego bardzo dużo ćwiczę i chodzę dwa razy w tygodniu na salę. Jest to spowodowane dwoma czynnikami. Raz - trening ma mieć charakter wytrzymałościowo-siłowy (zacząłem już dokładać do biegania ćwiczenia skocznościowe, będące bardzo ciężką siłą na nogi), dwa - póki nie ma śniegu, nie wchodzę na asfalt, tylko biegam w terenie. Tam zaś nic poza rozbieganiem nie zrobię, jest koszmarne błoto. W Słupsku przez tydzień niemal bez przerwy lało. W związku z tym opuściłem zresztą ze dwa dni treningu. Gdy spadnie śnieg i wejdę na asfalt, urozmaiconych bodźców będę miał bardzo dużo, dlatego teraz skupiam się na rozbieganiach, niekoniecznie bardzo wolnych.

Ładuję się więc żelazem, nastawiam pozytywnie i w tym roku cisnę. Nie ma litości, pojawiła się energia, trzeba z tego korzystać.
Kategoria: Trening 2011
Komentarze: (8)
Zaktualizowano: 09/12/2011, 22:06

Oceń

2 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

09/12/2011, 16:36
#
Idąc podobną drogą jak Ty w tym roku odpuściłem 12dni - kompletnie zero biegania. Jutro pierwsze rozbieganie - ciekawe czy będę czuł się jak Zombie :))) Pozdrowienia z Wałbrzycha
Marcin Nagórek
09/12/2011, 21:55
#
Jeśli żelazo masz w porządku, to powinno być bez problemu, pod warunkiem, że nie będziesz na początku biegał za dużo. Na pierwszych treningach ciągiem 20-30 minut wystarczy.
Jurek Kuptel
10/12/2011, 12:23
#
Cześć Marcin.

W jakie produkty naturalne należałoby uderzyć w kierunku uzupełniania niedoborów żelaza? Nie wierzę tabletkom.

Pozdro...
Marcin Nagórek
10/12/2011, 14:29
#
Podobno sok z pokrzywy. Ola pije sok z buraka, są też podobno dobre tabletki ze skrzypu - Humavit bodajże. No i oczywiście mięso: wątróbka i wszelkie czerwone mięsa. Generalnie Ola już kiedyś miała bardzo dobre efekty przy krzyżowaniu soku z buraka, tabletek z żelazem i tabletek ze skrzypu. Plus unikanie produktów mlecznych, kawy i herbaty wtedy, gdy spożywasz produkty "żelazowe".
Marcin Bleez
10/12/2011, 20:16
#
Wchłanianie żelaza w znacznym stopniu się poprawia jeśli zjada się w tym samym czasie produkty zawierające witaminę C. Tak wiec wątróbkę dobrze jest popijać sokami z cytrusów, albo posypywać świeżą pietruszką :)

Co do buraka to bardzo dobry kierunek. Ja nie mam anemii ani niedoboru żelaza a od czasu do czasu też zjadam całego buraka na surowo. Początkowo bawiłem się z sokowirówką ale za dużo zmywania po tym było. :)

Pozdro
Krzysztof Bartkiewicz
12/12/2011, 16:58
#
Ja bym się zastanowił co jest czynnikiem że tego żelaza jest brak. Najwięcej my faceci tracimy poprzez aktywne hemoroidy
12/12/2011, 21:24
#
Aj od 2 miesięcy pije sok z pokrzywy, podjadam buraki i natkę pietruszki i moja hemoglobina osiągnęła rekordową jak dal mnie wartość 15,8! Tylko jest jedno ale... poziom żelaza mam poniżej normy tylko 53... Wiesz może dlaczego tak jest Nagor? Dodam że praktycznie nie jem czerwonego mięsa.
Marcin Nagórek
13/12/2011, 01:47
#
Krzysiek - myślę, że przyczyną jest ogólne zmęczenie, ciężki trening i brak odpowiedniego uzupełniania. Nie ma mowy o jakimś krwotoku.

Dżejos - poziom wolnego żelaza we krwi niewiele mówi o rzeczywistych zapasach organizmu. Ale ja zauważyłem już kiedyś u siebie ciekawą rzecz. Kończę sezon i odpoczywam: zwiększa się ilość wolnego żelaza (rozpada się nadmiar niepotrzebnych krwinek). Zaczynam biegać: ilość krwi i krwinek powoli rośnie, a poziom żelaza wyraźnie spada. Być może więc żelazo zostało zużyte do budowy hemogloginy, dlatego jest go mniej.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Poprzedni: Listopadowy blues
Następny: Deszczowy grudzień
Blog - kategorie
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Listopad 2017 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin