23
11/2011
21:03
Jesień prawie się kończy i okazało się, że jest to w Polsce najlepszy czas na starty i treningi. Od połowy września do połowy listopada jest (jak na Polskę) naprawdę niezła pogoda. Jak zwykle świetnie to wpasowuje się w moje i Oli przygotowania, pech dogania nas co roku. Przypomnę, że gdy wyjechaliśmy po raz pierwszy do USA na zimę, to trafiliśmy tam na zimę stulecia. W Polsce była to zaś najłagodniejsza zima od lat. Gdy zostaliśmy w kraju - śnieg spadł już w listopadzie. Pojechaliśmy na pierwszy półmaraton za granicę - cały czas lało. Pierwszy maraton - zerwał się huragan. Postanowiliśmy porobić wyniki na bieżni w czerwcu - nadeszły najgorsze od lat upały. Tak to można ciągnąć i ciągnąć. Więc w tym roku, gdy skończyliśmy sezon, nic dziwnego, że zapanowała idealna pogoda na bieganie.

W tej chwili wchodzimy w trening, rozkoszując się listopadem, pięknym miesiącem joggingowym. Liście opadły z drzew, więc nic nie szpeci nagich konarów. Wcześnie robi się ciemno, czyli nie grozi nadmiar promieni słonecznych, skutkujący rakiem skóry. Błoto na ścieżkach doskonale przygotowuje aparat ruchu do wyzwań kolejnego sezonu. Zaś przenikliwe zimno i przeszywający wiatr uodporniają na wszelkie możliwe przeszkody natury psychicznej.

Mój powrót do treningu odbywa się wedle bardzo prostego schematu. Biegam na zmianę: raz dłuższe rozbieganie, raz krótsze, ale z przebieżkami bądź sprintami. Raz w tygodniu dłuższe wydłużam w kierunku długiego biegu, przynajmniej dopóki nie spadnie śnieg. Bo gdy spadnie, zostanie mi 500m prostej koło cmentarza, co nieco utrudnia wykonywanie długich rozbiegań. Dzisiaj zrobiłem więc 16km - w tym roku miałem dosłownie tylko kilka treningów o tej długości. Z ciekawości sprawdziłem też, że więcej niż 16km nie biegałem od 24 października zeszłego roku, czyli od maratonu. W tę zimę, jeśli się da, częściowo wprowadzę dłuższe biegi.

Od poprzedniego tygodnia chodzę na salę. Pierwsze treningi tam były dość okrutne dla mięśni, zakwasy potężne. Ale jest już lepiej. Mimo wszystko przeżyłem moment załamania - zaczęło mnie drapać gardło i wydawało się, że choroba powali mnie jak Mike Tyson Gołotę. Odpuściłem jednak od razu i udało się ominąć ją bokiem. Ot, trochę pozaciągałem nosem, kichnąłem ze dwa razy - i przeszło. Odpuszczenie zbiegło się z moim wyjazdem na mini zjazd paczki znajomych ze studiów. Wiadomo, że nic nie jest tak zbawienne dla zdrowia jak zaprawienie się w pubie zimnym piwem w przeciągu, a potem włóczenie po mieście do 5 rano i krótki sen przed 9-godzinną podróżą pociągiem. Po takim uderzeniu bakterie głupieją i poddają się właściwie bez walki.

Z innych ciekawszych spraw - chodzę na warsztaty kreatywnego pisania, które prowadzi słupski pisarz Daniel Odija. Bardzo pozytywna postać, bardzo ciekawe zajęcia. Aha, nadeszła też ważna wiadomość z Zamościa. Ola zrobiła sobie wczoraj badania krwi i wyszły FATALNIE. Hematokryt rzędu 33, hemoglobina 11,1 - i to po 3 tygodniach odpoczynku! Wszystko wskazuje na to, że Ola ostatnie pół roku biegała z anemią. To tłumaczy jej gwałtowne załamanie formy i ogólne fatalne samopoczucie w sierpniu i wrześniu. Badania już na początku sezonu były słabawe, ale ponieważ Oli biegało się bardzo dobrze, tłumaczyliśmy to tzw. pozorną anemią, wynikającą ze zwiększenia ogólnej objętości krwi. Wygląda na to, że były to jednak początki załamania zdrowia.

Co ciekawe, dieta Oli wcale nie jest najgorsza. Jest zrównoważona, ale wygląda na to, że przy tak intensywnym treningu jest to po prostu za mało. Ola je mało mięsa, a jeśli już, to głównie drób. Na widok wątróbki dostaje gęsiej skórki, od zapachu tatara mdleje zaraz. Czerwone mięso widzi tylko w telewizji. Najwyraźniej jednak trenowanie na wysokim poziomie to konieczność spożywania i mięsa w dużej ilości, i suplementowania się żelazem.

Jest to o tyle wkurzające, że jak nie jedno, to drugie. Nie tyfus, to cholera. Poukładałem trening w taki sposób, który odpowiada Oli (uwzględniając jej warunki biegowe) i daje progres. Tak porozkładaliśmy obciążenia i ćwiczenia, że udało się uniknąć kontuzji i problemów mięśniowych. Dopasowaliśmy całość do jej trybu życia, innych zajęć oraz planu startów. Zawsze jednak musi coś wyskoczyć i tym razem załatwiła ją krew i anemia.

Ale z drugiej strony to pozytywna wiadomość. Mimo tych kłopotów Ola miała kilka niezłych biegów. Skoro więc przy tych wynikach biegała na tyle szybko, co będzie, gdy wszystko wróci do normy?

Ten tydzień powinien być pierwszym od początku września, gdy biegam wszystkie siedem dni w tygodniu. Jutro znowu sala, wcześniej bieganie. Nadal jestem zdeterminowany i nastawiony bojowo.
Kategoria: Trening 2011
Komentarze: (3)
Zaktualizowano: 24/11/2011, 10:04

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

24/11/2011, 07:52
#
Fajny artykul.Doslownie widzi sie te drzewa,to bloto na polskich sciezkach czuje Polske.Swietnie.
Marcin Nagórek
24/11/2011, 21:22
#
Dzięki ; )
Artur Mięsopust
25/11/2011, 21:36
#
Siejesz defetyzm Marcin ;) Jesień mamy wyjątkowo piękną i ciepłą. Strugi wody ostatnio widziałem podczas transmisji z obchodów 11 listopada :)

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Poprzedni: Po wakacjach
Następny: Grudniowy jazz
Blog - kategorie
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Lipiec 2017 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin