17
10/2011
20:18
Już od czasów nazaretańskich wiadomo, że nic nie działa tak ożywczo jak dobry cykl: ukrzyżowanie, śmierć, zmartwychwstanie. Nie inaczej jest w treningu biegowym, który jest przecież alegorią całego życia. Ciągle idziemy naprzód, upadamy i podnosimy się, wciąż mamy nadzieję, na to, że staniemy się lepszymi. Czasami walczymy dla samej przyjemności walki, bez konkretnego celu. Wciąż w biegu.

Szukając nowych źródeł inspiracji treningowej, postanowiłem sięgnąć do korzeni kultury, czyli Biblii. Amerykański maratończyk Ryan Hall twierdzi, że trenuje go sam Bóg - i skubaniec pobiegł 2:04 w maratonie, co z tego, że z wiatrem? Niektórzy zresztą uważają, że dmuchało prosto z niebios. Może Ryan, mogę i ja - odwołałem się do wspomnianego na początku cyklu i jestem właśnie w fazie biegowego zmartwychwstawania. Wcześniej zostałem ukrzyżowany, oczywiście przez samego siebie. Morderczy cykl treningów i startów doprowadził do tego, że byłem wrakiem. Wyjście na trening stawało się męczarnią, przy byle truchcie czułem jakby ktoś (z pewnością sam diabeł) doczepił mi do nóg dodatkowe obciążenie.

Odpocząłem więc całe 15 dni, dając tym samym dobry przykład wszystkim fanatykom treningu. Tak jak po nocy przychodzi dzień, tak po treningu konieczny jest odpoczynek. A ponieważ zdarzało mi się odpuszczać już wcześniej, zauważyłem kilka faz roztrenowania.

Otóż z początku efekt odpoczynku jest wręcz przeciwny od zamierzonego. Przez pierwsze kilka dni czułem się coraz gorzej. Na pewno każdy z Was to zna - odpoczywacie, odpuszczacie, nie biegacie, a samopoczucie coraz gorsze. Jest to jak najbardziej normalne. Po dobrym treningowym ukrzyżowaniu dopiero w trakcie odpoczynku można poczuć jak bardzo jest się zmęczonym. Jest to faza pierwsza. Potem następuje nagły zwrot akcji - niesamowity luz w nogach. Po kilku wolnych dniach idąc czułem się, jakbym nie dotykał stopami ziemi. Roznosiła mnie energia. O ile wcześniej wchodziłem po schodach ciężko, powoli, oszczędzając glikogen, tak po odpuszczeniu niemal frunąłem, przeskakując po 4-5 schodków. Chciałem skakać, tańczyć, swawolić. Ktoś mniej doświadczony uznałby, że to już, trzeba zakończyć odpoczynek, cel spełniony. Ale gdzież tam!

Druga faza odpoczynku nie jest ostatnią. Owo pobudzenie to chwilowe odreagowanie organizmu, dobre jako luzowanie przed zawodami, ale nie na koniec sezonu i związane z tym przemęczenie. Kiedy przetrwa się te kilka dni euforii, znowu robi się gorzej. Zacząłem się czuć ociężale - niby nie bardzo ciężko, ale luźno też nie. Jakoś tak bez siły, bez życia. Można odnieść wrażenie, że wtedy ucieka cała forma. To błąd - to jest właściwa faza odpoczynku. Organizm już wie, że nie musi oczekiwać kolejnych bodźców treningowych i może spokojnie poświęcić się odbudowie mięśni na najgłębszym poziomie. Myślę, że nauka jeszcze tego nie sprawdziła - wiadomo, co się odbudowuje w ciągu 48 godzin od wysiłku, ale później? Ja też nie wiem, ale mam świadomość, że jest to faza konieczna. Dopiero potem przechodzi się do części ostatniej: normalizacji. Wtedy samopoczucie wraca do normy, nie ma ani nadmiernego luzu, ani specjalnego zmęczenia, ale samopoczucie jest dobre. Nogi nie są ciężkie, ale nie czuć w nich również gotowości do bicia rekordów. Tak się czują normalni, wysportowani zdrowi ludzie. Nas różni od nich tylko rosnący apetyt na bieganie.

Po tej fazie treningowo zmartwychwstałem - dzisiaj wyszedłem na pierwsze rozbieganie od 15 dni. Byłem zaskoczony. Oczekiwałem problemów, zadyszki, bólu mięśni, nic zaś takiego nie nastąpiło. Owszem, lekka ociężałość nóg, ale zamiast biec owe skromne 40 minut, bez problemu zrobiłbym dwa razy więcej. To jest wielka zaleta treningu wytrzymałości: forma nie ucieka zbyt szybko. Sam szczyt formy, rodzaj wyśrubowania, owszem. Jeśli ktoś na dychę w szczycie formy wycisnął, powiedzmy 33 minuty, to dwie minuty z tego to wyśrubowanie, efekt dobrego rozłożenia faz treningu. Ale do 35 minut dojdzie bardzo szybko bez wielkich kombinacji, zakładając oczywiście, że trenował prawidłowo. te 35 minut to podstawowa forma, rdzeń formy. Wrócić do tego po kilkunastodniowej przerwie jest bardzo łatwo.

Teraz czekają mnie 3 tygodnie luźnego biegania, stopniowego wchodzenia w trening. A potem katorga od nowa. Tym razem mam zamiar się zawziąć. W tym roku sporo odpuszczałem, obcinałem z treningów, obijałem się, uznając, że skoro wcześniej tak dużo trenowałem, tym razem wystarczy minimum chęci i same starty. Tragedii nie było, ale wielkiego postępu również. Przyzwyczajam się więc do myśli, że żeby po 10 lat treningu zrobić duży krok naprzód, trzeba włożyć w to naprawdę wiele wysiłku. Jestem na to gotowy - przygotował mnie odpoczynek. Naładowałem się po korek.
Kategoria: Trening 2011
Komentarze: (5)
Zaktualizowano: 18/10/2011, 00:47

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

17/10/2011, 21:26
#
dzięki za ten wpis, dużo mi dziś tłumaczy :-)
Marcin Nagórek
17/10/2011, 22:30
#
Widzisz, wszystko zapisane w Biblii ; )
18/10/2011, 06:57
#
no tak... jedni zaiwaniają maraton w Poznaniu a taki się 15 dni obija ;-) tak nawiasem mówiąc w Poznaniu jest taka ulica Św. Marcin, tam powinieneś w ramach odpoczynku odprawić pokutę
18/10/2011, 20:58
#
tak, pokuta w Poznaniu i to z serdelkami zamiast nóg :-)
07/11/2011, 20:30
#
Jak tam po odpoczynku ?:)

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Poprzedni: Koniec sezonu
Następny: Zabójcze serdelki
Blog - kategorie
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Listopad 2017 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin