31
08/2011
23:45

Zaniedbałem ostatnio pisanie o sprawach treningowych. Nie będę ukrywał, że miało to związek z pewnym spadkiem motywacji treningowej. Mistrzostwa Polski nie były dla mnie zbyt udane. A co najważniejsze - start na 800m postawił pod znakiem zapytania całą moją tegoroczną strategię. Założyłem, że startuję na dystansie 800m, bo to lubię, najłatwiej mi się przygotować, do tego jest to dystans, na którym odniosłem największe sukcesy. Na mistrzostwach okazało się, że nawet jeśli jestem w stanie przygotować się na niezły wynik, to straciłem w ostatnich latach "depnięcie" - to przyspieszenia na końcowych metrach, kluczowe na średnich dystansach. Moje przyspieszenie jest wystarczające w dłuższych biegach (tam, gdzie jestem w stanie dotrwać do finiszu), ale na 800m - nic z tego, to jest zupełnie inna prędkość.

To jest zresztą duże zagadnienie - czym innym jest bardzo mocne ostatnie 200m przyspieszane ze strefy względnego komfortu, jak w biegach długich, a czym innym to samo w biegu na 800m, odbywające się na bardzo dużym zmęczeniu kwasowym i mięśniowym. Opisałem kiedyś taką teorię, że ta umiejętność to domena biegaczy młodych, których układ nerwowy jest w stanie znieść wysokie skoki poziomu mleczanu we krwi. Być może coś w tym jest, chociaż jest sporo przykładów bardzo dobrych 800-metrowców, startujących dług po 30-tce.

Na początku sezonu, kiedy bardzo mocno poprawiałem się szybkościowo, wydawało mi się, że mogę rywalizować niemal z każdym w Polsce. Okazało się, że jest inaczej - w taktycznym, bardzo wolnym biegu podczas mistrzostw okazałem się dużo za wolny na finiszu. Szybko pojawiło się więc pytanie - czy 800m to jeszcze dystans dla mnie?

Ogólnie mówiąc, musiałem zresetować całe swoje plany i założenia, przemyśleć je od początku. Szybko doszedłem do wniosku, że tak czy inaczej moją przyszłością jest trening tlenowy, który wykonuję od dłuższego czasu. Czy dokładam do tego specyficzną pracę do dystansu 800m, czy idę w bieganie dłuższych dystansów, to wytrzymałościowa podstawa jest podobna. Niczego więc nie przesądzając, biegałem ostatnio cały czas w tlenie, czasami tylko pozwalając sobie na wolne lub nieco mniejsze zaangażowanie biegowe.

Trening do biegów średnich ma jedną, podstawową wadę - otóż sezon trwa w gruncie rzeczy krótko. W tej chwili nie mam przed sobą żadnych sensownych startów na bieżni, poza ligą lekkoatletyczną. Choćby z tego względu ciężko się motywować - trenować, ale do czego? Ja jestem zadaniowcem, wytyczam cel i go realizuję, trening bez konkretu robi się nudny.

Od pewnego czasu jestem w Zamościu - i tutaj cały czas jest gorąco. To nie pozwalało mi się na pełne skupienie na treningu, naprawdę trudno biegać np. długie biegi w ciągłym upale. Na Pomorzu deszcz, zimno, wiatr, a tutaj non stop upał. Dopiero od paru dni zrobiło się nieco chłodniej - ale nadal w okolicach 25 stopni lub lepiej.

Krótko po mistrzostwach zrobiłem tydzień sporego luzu. Jechałem na wesele, długa podróż, do tego zmęczenie startami i zniechęcenie - nie chciało mi się robić niczego konkretnego. Biegałem więc to, co akurat było pod ręką, to, co biegali inni i w miarę mi pasowało. Bodajże w czwartek po mistrzostwach na treningu w pełnym słońcu pobiegłem 2x4km w tempie od 3:45 do 3:25/km. Dzień później: 3x4km w podobnym tempie. Te treningi oraz kolejne pokazały mi po raz kolejny, że pod względem wytrzymałościowym jestem przygotowany bardzo dobrze. Prędkość 3:40/km to dla mnie spacer, czy biegnę pięć kilometrów czy dwadzieścia. Jedynym problemem przy dłuższych wysiłkach jest zmęczenie mięśniowe - kilka miesięcy śmigałem głównie szybkie, dynamiczne bodźce, podnosząc się mocno na palcach, w kolcach. Bieganie długo w średnim tempie, przy innym ustawieniu stopy, męczyło mnie mięśniowo i psychicznie - ale mimo wszystko pod tym względem jest zaskakująco dobrze.

Potem spróbowałem nieco mocniejszych, wytrzymałościowych bodźców. Ciekawiło mnie, jak po paru miesiącach treningu opartego głównie o krótkie odcinki poradzę sobie na dłuższym dystansie. Już w Zamościu biegałem najpierw 5x1km - w tempie od 2:59 do 2:47. Dość pozytywny bodziec. Co prawda dokuczał mi żołądek i w okolicach 3:00/km nie czułem się w pełni komfortowo, ale depnięcie na 2:47 nie było problemem. Tu zresztą uwaga, że dzisiaj zrobiłem podobny trening, przed startem w weekend. Podobny w sensie mentalnym - biegałem 10x300m w tempie ok. 48 sekund i nie czułem się za dobrze. Ostatni jednak przyspieszyłem bez wielkiego spinania na 40 sekund, co mocno mnie zaskoczyło. Być może chodzi tu o jakiś rodzaj zmęczenia mięśniowego - dopiero podnosząc się bardziej na palce, wybijając dynamiczniej, zaczynam czuć się dobrze? Kto wie.

Drugim szybkim, wytrzymałościowym bodźcem było 2x3km, biegane parę dni temu. Tu znowu pozytywne zaskoczenie: pobiegłem to w tempie 3:11 i 3:10/km i na tych prędkościach czułem się bardzo luźno. Największym problemem było to, że biegałem w zapadających ciemnościach i nad murawą zaczynały się unosić chmary muszek. Jedna prosta to był koszmar - biegłem z zamkniętymi oczami, połykając całe stada tego robactwa - i tak co okrążenie. Gdyby nie to, spokojnie pobiegłbym nawet mocniej, chociaż nie było takiej potrzeby. Na koniec trzasnąłem po ciemku kilka 200-tek.

Liga lekkoatletyczna jest za 2 tygodnie i na niej pobiegnę prawdopodobnie 800m. Natomiast w ten weekend będę chyba w Lublinie, startując na przetarcie w biegu na 3000m. Kolega z klubu biegnie, przebiegnę się z nim, a że trójki w tym roku nie biegałem, ciekawi mnie, jak się będę czuł. Co potem? Zabijcie mnie, ale nie wiem. Mam różne plany, różne przymiarki, niektóre dość wariackie. Na razie jednak mam starty na bieżni. Pobiegnę te 3000m, potem 800m, chętnie zaatakowałbym 5000m, ale nie bardzo mam gdzie. Przydałoby się też poprawić tegoroczny wynik na 1000m, ale czy będzie okazja? Zobaczymy.

Fizycznie czuję się dobrze, nic mi nie dolega. Postaram się wkrótce napisać coś na temat odbywających się mistrzostw świata - nie każdy jest w stanie wszystko wyłapać, zrobię więc jakąś syntezę.

Tagi: 800m, Zamość
Kategoria: Trening 2011
Komentarze: (4)
Zaktualizowano: 01/10/2011, 00:04

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

Jurek Kuptel
02/09/2011, 17:26
#
Cześć Marcin. Od dłuższego czasu czytam blog; kiedyś pisaliśmy na e-maile; ogólnie bardzo ciekawe i rzeczowe dyskusje; dużo ciekawych rzeczy wyniosłem.
Mam do Ciebie pytanie.
Nie męczą Cię czasami te cyferki? Ostatnio zacząłem biegać inaczej; bez zegarka, bez butów, po leśnych ścieżkach. Ale czad; żadnego planu; tylko wolność biegania.
Co myślisz?
Marcin Nagórek
03/09/2011, 00:50
#
I tak, i nie. Ja biegam na samopoczucie wszystkie rozbiegania, rzadko mierząc na nich cokolwiek. Podobnie zabawy biegowe. Zimą trening składa się tylko z tego, więc nie mierzę kompletnie nic. Wiosną jestem stęskniony do zegarka, ciekawy, jakie są prędkości, które do tej pory ustalałem na samopoczucie. Z kolei po sezonie czuję już lekki wstręt do mierzenia.

To jest bardzo skomplikowane zagadnienie i może poświęcę temu jakiś wpis. Z jednej strony cyferki ograniczają. Czasami na zawodach bywa tak, że dopiero po usłyszeniu międzyczasu zawodnik robi się zmęczony, bo dopiero wtedy dowiaduje się, że biegnie szybko. Ma zakodowane, że taka a taka prędkość to jest mocno i nie jest w stanie jej przekroczyć.

Ale z drugiej strony pomiary to jest usprawnianie treningu. W przygotowaniu do zawodów na bieżni, gdzie wszystko opiera się o precyzyjne czasy, jest to bardzo pomocne. Pozawala czuć tempo, porównywać poszczególne bodźce, mierzyć progres itd.

I jeszcze jedno: pomiary przynajmniej zapobiegają nudzie. Do stadionu trenuje się dużo na stadionie. Taka Ola mieszka w takim miejscu, że niemal wszystko kręci na stadionie lub na małych pętelkach w mieście. W takich warunkach wyczekuje się do kolejnego międzyczasu, jest to przełamanie monotonii.

Ja np. czasami robię rozgrzewkę przed akcentem na stadionie, lecąc 3-4km. Jest to śmiertelnie nudne, więc mierzę kolejne międzyczasy, podkręcam tempo i przynajmniej w ten sposób leci mi to szybciej.

Musisz pamiętać, że trenowanie na wynik a bieganie dla czystej przyjemności to jednak dwie różne sprawy. Chociaż więc odrzucenie zegarka kusi, to nie ma przed nim ucieczki.
06/09/2011, 15:04
#
Jakiś komentarz do biegu Oli w Pile?
Marcin Nagórek
07/09/2011, 17:29
#
Specjalnie nie pisałem nic o biegu Oli, bo nie wiadomo było, co z tego wyjdzie. Tego konkretnego dnia Ola czuła się kiepsko od początku. Zaczęła wolno, próbowała potem podkręcać, ale ponieważ nie szło, po prostu dobiegła do mety w spacerowym tempie.

Ostatnio parę startów było pechowych - u Oli spowodował to niekorzystny splot różnych okoliczności, tak treningowych, jak i pozatreningowych. Ogólnie jednak z jej zdrowiem i samopoczuciem wszystko jest OK. Zrobiła kilka bardzo mocnych treningów, na pewno jesienią będzie biegała na ulicy i mamy nadzieję na dobre starty.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - kategorie
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Listopad 2017 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin