22
08/2011
12:48

Czas dziś na kolejny wpis bolesny dla działów marketingu firm obuwniczych. Jak wiadomo, wmawiają one ludziom, że buty do biegania należy wymieniać co kilkaset kilometrów. Powód: a bo to jakaś pianka się zbija, a to utrata jakichś tam właściwości. Generalnie wiadomo, o co chodzi: o to, żeby ludzie kupowali nowe buty kilka razy w roku, a nie raz na kilka lat. Bo kosztowne kampanie reklamowe trzeba jakoś sfinansować, podobnie jak wille i jachty właścicieli całego tego przybytku.

Nie mówię, że to źle, jeśli ktoś chce dorzucać się do limuzyn bogaczy, jego sprawa. Ja się kieruję nieco inną filozofią. Biegam po twardym, po miękkim, jak wypadnie, butów nie zmieniam, dopóki się kompletnie nie rozpadną. Kontuzje dopadały mnie głównie po modelach z tzw. wyższej półki, czyli drogich butach napakowanych różnym badziewiem, noszącym szumną nazwę "systemów".

Dzisiaj chciałbym przedstawić tekst, będący requiem dla butów marki Woolf, w których biegałem 3-4 lata. To tania marka, a buty były startowe, pozbawione jakiegokolwiek wsparcia, amortyzacji i tym podobnych dziwnych wymysłów. Proszę wybaczyć, że mój test jest brutalnym bieganiem aż do kompletnego wyniszczenia.  Jeśli ktoś chce marketingowej laurki, pisanej pod dyktando firm obuwniczych, po przebiegnięciu w butach kilku kilometrów, albo i wcale - niech się uda na komercyjny portal. U mnie jest brutalnie i bez znieczulenia.

Krótko przed wyrzuceniem buty wyglądały tak:


To całkiem dobry wygląd i teoretycznie mógłbym w nich jeszcze biegać. Poszły do kosza z dwóch powodów: raz, że podeszwa była już mocno starta i odczuwałem w nich każdy kamień (w Szklarskiej na rozbieganiach czasami straszyłem towarzystwo, wydzierając się znienacka i wyskakując nagle w górę, gdy kamień wbijał się w me delikatne podeszwy), dwa, że w kolejce do wykończenia czeka kilka innych par, a miejsca w szafie brak.

Niech Was nie zmylą te podarte fragmenty w okolicach zapiętka. To pozostałości po operacji usunięcia usztywnienia w tym bucie, którą przeprowadziłem parę lat temu. Gdyby nie to, jedynym problemem z wierzchu byłyby te rozdarcia w połowie śródstopia. Przyjrzyjmy się zresztą cholewce z bliska:


Z tej strony jest znośnie. Tu zresztą szybka dygresja: zauważyłem, że siateczka najbardziej ulega uszkodzeniu, gdy zostaje zmoczona.  Wiele nawet drogich butów to buble, które rozdzierają się po kilku treningach, wystarczy przebiec po mokrej trawie, w deszczu czy po błocie. Buciki z tych zdjęć były eksploatowane w najbardziej ekstremalnych warunkach, zimą, wiosną i latem, po miękkim, po twardym, błocie, kamieniach i co tylko przyjdzie Wam na myśl. Oto gorsza, wewnętrzna strona cholewki:


To wygląda już nieco gorzej, prawda? Ale trzymało się jeszcze znośnie.

Ponieważ te buty były z definicji startowymi, z początku biegałem w nich po asfalcie. Przyznam, że nie byłem nastawiony zbyt optymistycznie: po kilkudziesięciu kilometrach na asfalcie podeszwa mocno się starła. Wystarczyło kilka ulicznych startów. Wtedy doszedłem do wniosku, że szybko je dobiję i wyrzucę. Ale to szybko przeciągnęło się na kilka lat.

A teraz rzut oka na podeszwę:


I to jest destrukcja, prawda?! Niektórzy byli zszokowani, widząc takie buty na moich nogach. Ale to tylko niektórzy, ci bardziej wyrobieni sprzętowo. Nawet na poziomie polskiej biegowej czołówki spotykam bowiem nieco uboższych biegaczy, nie mających kontraktów sprzętowych, którzy również doprowadzają obuwie do takiego stanu. Są to często goście prezentujący wysoki poziom, w tym da się biegać.

Możemy się przyjrzeć z bliska ściemie nazywanej "mostkiem przetaczającym", który to element ma wspomagać ruch stopy. W jednym bucie jakoś to jeszcze wygląda:


Mostek jest oczywiście złamany, podeszwa starta - ale ogólne wrażenie pozytywne. Tu znowu dygresja: najlepiej biega mi się w butach pozbawionych tych plastikowych elementów, a jeśli takowe posiadają, to moc łapię wtedy, gdy owa cudowna część pęknie. W każdym bucie przychodzi to prędzej lub później. A oto drugi, mamy tutaj przepiękny przykład biegowej destrukcji. Zapewniam, że nie tłukłem ich młotkiem, nie wlokłem za samochodem, tylko biegałem, nawet bez wielkiego przytupu, dociskając sprzęt do podłoża moją skromną masą:


Dla tych, którzy nie dowierzają, zbliżenie. Tak, to jest słynny mostek wspomagający przetaczanie:


Najwyraźniej moje przetaczanie było zbyt intensywne ; )

No i jeszcze rzut okiem na startą podeszwę z przodu, nie można nawet rozpoznać za bardzo wzoru bieżnika:


Ogólnie oceniam te buciki pozytywnie. Pobiegałem, rozpadły się, wytrwały te 3-4 lata. Ciężko mi nawet oceniać, ile mogłem konkretnie w nich pobiec, ale na pewno było to kilka tysięcy kilometrów. Moja złota myśl na koniec jest taka: sprzęt nie biega. Biegają silne nogi i silna cała reszta. O wyniku oraz zdrowiu decyduje trening, pot przelany w czasie biegania, a nie to, jak często zmienia się buty i w jakim modelu się biega.

Za kilka lat kolejny test, większej częstotliwości destrukcji nie jestem w stanie utrzymać ; ) A mówiąc bardziej serio, to mam na wylocie jeszcze ze dwie pary, jedną prawdopodobnie dokończę w ciągu najbliższych tygodni, to buty, które były już dwukrotnie łatane.

Kategoria: Sprzęt
Komentarze: (13)
Zaktualizowano: 30/11/2016, 18:04

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

22/08/2011, 17:15
#
He, he zaraz Ci się dostanie, że jesteś jak prawnik z długopisem marki BIC. Mi, żona systematycznie "ceruje" te siateczki w butach a ja je notorycznie niszczę... Taki los. Buty wyrzucam jak bieżnik jest slick... :)
22/08/2011, 22:20
#
Dawno nie było tekstu o butach, więc dobrze że wreszcie się ukazał. Generalnie podoba mi się ta filozofia i czekam na następne testy i wnioski :))
Marcin Nagórek
22/08/2011, 22:21
#
Czasami trzeba włożyć kij w mrowisko ; )

Jeśli będziesz miał fajne zdjęcia zajechanych butów, zawsze możesz mi podesłać, opublikuje u siebie...
23/08/2011, 00:56
#
Dziekuję za prawdziwy test butów. Swoja drogą, te marketingowe dictum: buty nie nadają sie do biegania po (zazwyczaj) 700-1000 kilometrów jest niezmiernie rozpowszechnione. Nawet ostatnio panowie biegający redaktorzy z GW również lansowali takową tezę. Producenci na pewno są wniebowzięci darmową reklamą. Ja, czysty amator, biegający ok. 350 km miesięcznie powinienem, zgodnie z zaleceniami producentów, wymieniać buty co dwa miesiące!!! Górną poprzeczką cenową, którą sobie ustaliłem za parę butów jest kwota 300 zl. Miałbym zatem wydawać 1800 zł na buty ze średniej półki cenowej rocznie? Kieruję to pod rozwagę czytającym i dziekuje jeszcze raz.
23/08/2011, 12:05
#
A ja teraz biegam w butach z Lidla. Cena 29,90 zł. Nie powiem, że są lepsze od innych, ale po prostu nie widzę różnicy w stosunku do butów o słusznej cenie i uznanej marce. Może nawet poprzez brak nadmiernej amortyzacji wydają mi się szybsze.

Najlepiej politykę cenową koncernów widać w tzw. butach naturalnych. Odchudzone i faktycznie bardziej minimalistyczne, tylko cena wyższa niż modeli "bogatszych". Choć rozumiem też potrzebę zapewnienia sobie produktów droższych, radości biegania w butach luksusowych. Aczkolwiek jak dal mnie efekt czysto psychologiczny. Z tanich butów też można czerpać radość i przeliczać, ile to się zaoszczędziło i ile koncern na mnie nie zarobi.
23/08/2011, 19:31
#
Jako 38 letni facet, który nie dawno ważył powyżej 100 kg z brzuchem 130 cm poczytałem twojego bloga i w trakcie diety zakupiłem Kalenji Eliofeet i Joma Marathon 3000. No nie obyło się bez wpadki zakupowej w postaci Vibram FiveFingers (nikt nie jest doskonały a "Born tu Run" tak mną owładnęło że do dzisiaj jak mi się nic nie chce czytam fragment i napieram drobne 10 km) i nawet biegając z masą 95-99 kg buty te sprawdziły się fantastycznie. Biegam przemiennie kaleji - joma (raz w tygodniu VFF) teraz wiem jak powinny wyglądać moje buty przed wymianą. Jestem Tobie wdzięczny za te wpisy. Oszczędzają mi sporo pieniędzy a i są niezłym dopingiem do dalszych treningów. Łezy, Pot i Kref.
Pozdrawiam
Klaus1973
Adriana Dudek
24/08/2011, 08:47
#
Pięknie :) Ja w moich europiach zrobiłam coś koło 2500 i jeszcze spokojnie zrobię trochę. Uwielbiam wzrok innych prześlizgujacy się po nich z niesmakiem ;)
Marcin Nagórek
24/08/2011, 12:50
#
Te buty i tak wyglądają dobrze w porównaniu do stanu, do jakiego potrafią doprowadzić sprzęt niektórzy biegacze. Widziałem buty, które nie wiem jakim sposobem trzymały się jeszcze na nogach.

Mój ogólny pogląd na sprawę jest taki, że jeśli nie zadba się o ogólną równowagę w treningu, sprawność, rozciąganie, odpoczynek, to żadne buty nie pomogą. A jeśli wszystko ma ręce i nogi, to można biegać skutecznie i szybko nawet boso.
24/08/2011, 21:08
#
Klaus,
jako 38 letni facet również biegam w Eliofeetach ;-) ... oraz w najtańszych Kallenji za 49 zł o spiłowanej prawie do końca podeszwie, latam w nich i po asfalcie i po tartanie (np. dziś 10x200m) a także używam do lasu gdzie jest stabilna ścieżka, ostatnio w nich dychę na zawodach poleciałem a za 2 tygodnie będzie połówka, tak jak pisze Marcin podstawą jest rozciąganie i ćwiczenia stabilizacyjne, wtedy nie trzeba mieć Kayano po 549zł z milionem systemów, które są...nikomu niepotrzebne
25/08/2011, 18:38
#
Jestem ciekaw ile jeszcze będzie opisów kontuzji i jak Marcin dojedziesz do 100 000 km przebiegniętych ;) Ja mam jakieś 50 000 km i bez problemów. Ostatni raz dłuższą przerwę miałem 3 lata temu...aż kilka dni bo obiłem sródstopie uderzając bokiem stopy po krzywej drodze ;-)

A może obijam się na treningach stąd brak kontuzji? ;-) Wolę jednak dbać o buty a kolejnym mitem są buty po 500 zł bo są po tyle gdy wchodzą na rynek...potem można je kupić na połowę ceny. A te naszpikowane systemy chronią nas o czym chociażby świadczą przykłady ludzi mających 100 000km w nogach bez narzekania na kontuzje i dbających całe życie o nowe buty. Radzę też porównać stare buty i założenie nowych...praktycznie po 20 km nogi są cały czas wypoczęte dzięki chociażby amortyzacji ;) W końcu te krytykowane systemy rozpraszają wstrząsy i chronią nasze stawy. W takich starych laczkach jeszcze 30 lat to chyba się nie pobiega niszcząc tak stawy.
Marcin Nagórek
26/08/2011, 15:55
#
Arti, ja nie pamiętam, ile mam dokładnie, ale na pewno więcej niż 50 tysięcy kilometrów. Nigdy nie miałem żadnej poważnej kontuzji - jeśli już jakieś przewlekłe bóle, wynikające z defektów fizycznych i braku dostępu do jakiejkolwiek opieki medycznej. Nigdy natomiast żadnego stanu zapalnego, zerwania, naderwania, złamania, zwichnięcia, problemów z kolanami. Szczególnie zwracam uwagę na kolana, bo podobno na nie najbardziej działa amortyzacja. Otóż mnie kolano nigdy nie zakłuło nawet przez ułamek sekundy.

Dodam, że biegam po wszystkich możliwych terenach. Ostatnią zimę w całości przebiegałem po asfalcie, w butach z zerową amortyzacją. Jedyne, co mi dokucza w tym roku, to bóle achillesa i czasami dwugłowca. Oba związane z treningiem szybkościowym na bieżni i w kolcach. Gdy biegam w butach po asfalcie, nie mam żadnych problemów. Źle więc nie jest ; )
26/08/2011, 21:19
#
tak Sławku, zapomniałem o kijku, on się nawet do lania baby nadaje ;-)
28/08/2011, 00:26
#
no nic o MŚ w LA nie piszesz a laski już maraton i 10.000 zrobiły + nasze charty 800m mają już pierwsze stary za sobą
Kara GOUCHER dubla dostała, Kenia rulez w maratonie damskim
1. Edna Ngeringwony KIPLAGAT KEN 79 2:28:43
2. Prisca JEPTOO KEN 84 2:29:00
3. Sharon Jemutai CHEROP KEN 84 2:29:14

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Październik 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin