14
08/2011
15:34
Wczoraj w nocy wróciłem z tegorocznych mistrzostw Polski. Startowałem w biegu na 800m oraz 1500m. Był to dla mnie powrót po kilku latach do startów na dystansach średnich. Nie wypadło to ani szczególnie dobrze, ani bardzo źle. Ot, przeciętnie, trochę rozczarowująco.

Zacznijmy jednak od tego, że coraz bardziej mam dość wyjazdów na tego typu imprezy. To się naprawdę robi nudne, przychodzi kolejny rok i kolejny raz muszę pisać to samo. To wciąż ten sam radosny folklor (z chwalebnymi wyjątkami takimi jak mistrzostwa w Bielsku-Białej rok temu). 10 sekund po tym, gdy zobaczyłem, gdzie mam mieszkać, chciałem wracać. Niektórych może kręci obskurna bursa, czteroosobowy pokój, całonocny ryk i walenie drzwiami na korytarzu oraz zagrzybiona łazienka wspólna dla całego piętra. Mnie to już nie bawi. W moim wieku liczy się komfort, pościel z jedwabiu, masaż stóp, manicure, barek szampanem, kawior - i tym podobne, niezbędne do przetrwania elementy ; )

Jak widać po tym opisie, polityka zachęcania młodzieży do uprawiania sportu nadal jest na tym samym etapie. Kogo dzisiaj nie obrzydzą takie warunki, w czasach, gdy dzieciaki jeżdżą na obozy językowe czy sportowe po całym świecie, stykając się z cywilizacją? W takim syfie nie mieszkałem dawno, oj dawno. Podczas jednej nocy, kiedy do pokoju dokwaterowano mi chrapiącego jak nosorożec młociarza, w trybie awaryjnym musiałem na własną rękę załatwiać sobie dodatkowy pokój, żeby uszczknąć choć kilka godzin snu. Tak, tak, nie mylicie się, na takich imprezach nie dość, że płaci się słono za byle co, to jeszcze nie ma się wpływu na to, z kim się będzie mieszkać.

Przyszło w końcu do biegania. Po tym, gdy parę dni wcześniej poprawiłem po 6 latach życiówkę w biegu na 1500m, spodziewałem się, że zaznaczę swoją obecność bardziej wyraźnie. Ale gdzie tam! Jak wielu z Was pamięta, w tym roku zacząłem znowu zabawę z dystansem 800m. Oj, trudna jest ta moja miłość do tej konkurencji, trudna. Bieg był niemiłosiernie wolny od początku, czego się zresztą spodziewałem. Pierwsze okrążenie przebiegłem na końcu stawki, w tempie 59 s na 400m. Spacerek. A przynajmniej w teorii, bo wcale nie czułem wielkiego luzu. Tu zresztą potrzebny jest rys sytuacyjny. Otóż w Bydgoszczy przez te 3 dni niemal bez przerwy lało. Nie było zimno, ale bardzo mokro. W czasie biegu na 800m nie padało, ale nawierzchnia była nasiąknięta wodą, zebrały się nawet kałuże. W takich warunkach zmienia się mechanika biegu, jak to zwykle bywa - na moją niekorzyść. Normalnie biegam na stadionie na palcach w dynamiczny, lekko skaczący sposób jak antylopa Bongo. Nawet moje obuwie jest do tego przystosowane, na dystansach 800/1500m startuję w półsprinterskich, usztywnionych kolcach bez pięty. Im twardsza nawierzchnia, tym czuję się lepiej. Oczywiście po takim biegu łydki później bolą, ale przy mocnych mięśniach i stopach można w ten sposób wiele wycisnąć. Problem w tym, że gdy robi się miękko, ten styl biegu staje się kompletnie nieefektywny. I tak też było w Bydgoszczy, podczas obu moich startów.

Mój plan taktyczny na 800m był prosty - 500m biec z tyłu, potem wyprzedzać. Problem w tym, że na ten sam pomysł wpadli wszyscy. 300m do mety zaczęło się więc przyspieszenie. Skakałem jak antylopa Bongo, i trzymałem się w stawce, ale kiedy na ostatnich 200m tempo przeszło do szaleńczego sprintu, doszedłem do wniosku, że chyba zostanę przy maratonie ; ) Nie pobiegłem jakoś bardzo źle: pierwsze okrążenie w 59 sekund, drugie w 55, więc przyspieszenie było. Sęk w tym, że to przyspieszenie było niewystarczające na tak krótkim dystansie. W rezultacie nie awansowałem do finału, a do tego kompletnie wyprułem się z energii. Po dniu przerwy biegłem na 1500m i tam nasiąknięta nawierzchnia i lekko zmęczone mięśnie to już było za dużo. Bieg był fajny, w równym tempie. Po 1km, który przebiegłem w tempie 2:33-2:34, czułem się bardzo dobrze oddechowo. Na ostatnich 300m chciałem zasunąć. Ale nie zasunąłem. Dobiegłem w mniej więcej tym samym tempie, kończąc mistrzostwa na 10 miejscu z czasem 3:50 z małym kawałkiem.

I tu jest teraz dylemat. Niewątpliwie okazuje się, że przy powrocie do treningu typowego dla 800m nie zanotowałem żadnego wielkiego progresu. OK, jest życiówka na 1500m, ale na pewno poprawiłbym ją lepiej 2 lata temu, kiedy biłem rekordy na 3000m i 5000m, to kwestia odpowiedniego biegu. Powrót do korzeni okazuje się piekielnie trudny. Jestem w stanie wytrzymać nawet dość szybki bieg, ale po raz kolejny zauważyłem, że nie mam tego, co jest kluczowe na dystansach średnich: na dużym zmęczeniu mięśniowym i kwasowym nie jestem w stanie mocno przyspieszyć na końcówce. Tu jest paradoks, że chociaż jestem teoretycznie wytrzymalszy, organizm na tyle się zmienił w ostatnich latach, że już nie toleruje tego rodzaju zmęczenia. Co więc robić? Męczyć dalej biegi średnie? A może pobawić się znowu w długie?

Moją odpowiedzią będzie prawdopodobnie trening bardziej pod biegi typu 3-5km, ale z regularnymi startami na dystansach średnich. Trening pod dystanse dłuższe niż 5km strasznie męczy mnie psychicznie, do tego czuję dużą niechęć. Długie biegi, duża objętość - nie bawi mnie to, raczej nudzi. Będę się więc starał znaleźć tu jakiś kompromis.

Bydgoszcz nie była też szczęśliwa dla Oli. Nie ukończyła bardzo dobrego, szybkiego biegu na 5000m, chociaż biegła długo w tempie na życiówkę. Potem pobiegła nieźle na 1500m, notując najlepszy wynik w sezonie, 4:20 z małym kawałkiem, przy wolnym, taktycznym biegu. Generalnie jednak w grę wchodziły tu pewne czynniki psychiczne decydujące o takim a nie innym przebiegu rywalizacji.

Ogólnie mówiąc - mistrzostwa wypadły demotywująco, z wielu względów. Potrzebuję teraz nowego bodźca, nowego wyzwania. Ale nadal jestem w grze.
Kategoria: Starty 2011
Komentarze: (4)
Zaktualizowano: 01/10/2011, 00:07

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Mapa

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

18/08/2011, 00:16
#
Marcin, a może przeszkody byś polatał i życiówke podbił ?
18/08/2011, 07:01
#
Sławek, zaraz go zaczniesz namawiać na wieloetapówki po górach Francji lub bieganie po puszczach koło Poznania ;-)
Marcin Nagórek
18/08/2011, 16:53
#
Panowie, ja jestem poważnym zawodnikiem, nie bawią mnie takie sztuczki księgowe ; ) Życiówki biję tam, gdzie to najtrudniejsze. Przeszkody mnie kuszą ze względu na swoją egzotykę, ale raczej ich nie spróbuję, szkoda nóg. Gdyby nie było przeszkód - to OK, ale przeszkody z przeszkodami to dla mnie za wiele...
18/08/2011, 20:33
#
wyjdź od szybkości jak Kszczot :) jak pęknie 47 na 400m to już 800 polecisz na świeżości :D

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Wrzesień 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin