21
07/2011
15:24
Został ostatni dzień obozu, ostatni dzień kaźni, katowania, morderczej pracy... A tak naprawdę od wczoraj nie wyszedłem na trening, bo ciągle leje. Ile zaś można ćwiczyć na sali?

Przyznam szczerze, że ten wyjazd mocno mnie podbudował, tak fizycznie, jak i psychicznie. Po niepewnych startach w pierwszej części sezonu, kiedy stanąłem na jednym poziomie i nic się nie ruszało, w moje serce zaczęła wkradać się niepewność. Może coś nie gra? Może jestem za mało wytrzymały? Może za mało silny? Może zbyt wolny? Tymczasem należy po prostu robić swoje, dbając o urozmaicenie i ogólna równowagę treningu, a jak wiadomo, kijem Wisły się nie zawróci. Wyniki jeśli mają przyjść, to przyjdą, jeśli nie, to nie.

Ogólnie mówiąc, w treningu w Szklarskiej Porębie okazało się, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Testowałem się najpierw na długich odcinkach, tym treningu 2x3km. Prędkości, które uzyskałem, były praktycznie najwyższe w historii, do tego w kiepskiej pogodzie. Tutaj nie ma więc do czego się czepić. Dalej - atakowałem dwie górskie trasy. One pokazały mi, że wytrzymałościowo i siłowo jestem w życiowej formie. Druga z nich to podbieg na Wysoki Kamień - strasznie wredna trasa. To tylko 22-24 minuty podbiegu, ale jest coraz bardziej stromo. Wcześniej chyba tylko raz w życiu doleciałem na szczyt bez zatrzymywania, zawsze złamał mnie ostatni stok. Tym razem wleciałem na samą górę, jakbym miał doczepiony jakiś motorek. Stara trasa okazała się łatwa jak nigdy wcześniej, nawet nie pisnąłem, a już byłem na szczycie. Tutaj więc też odhaczyłem "zaliczone".

Kolejny podbudowujący trening - zasuwałem przebieżki w kolcach, 10x100m, coraz szybciej. Ostatnią przebiegłem w 11,86! Takiego czasu nie wykręciłem jeszcze nigdy, do dzisiaj wpatruję się z niedowierzaniem w dzienniczek. OK, było to z lekkiego nabiegu, sztywno, cisnąłem z całej siły, ale to jest naprawdę szybko! Z taką mocą można się brać za 800m. Czyli szybkościowo również jest dobrze.


Niski lot na przebieżce, ale moc jest

Wyznaczyłem sobie za to 3 główne obszary poprawy, 3 słabsze strony. Po pierwsze, siła rąk. Tutaj jest tak sobie. Okazało się, że nie jestem w stanie podciągnąć się ani razu w szerokim uchwycie za kark. Kiedyś trzaskałem to 15 razy, jeszcze zanim zacząłem biegać. Nie jest to może umiejętność wyjątkowo potrzebna biegaczowi, ale ogólna tendencja jest taka, że ręce mam słabsze niż kiedyś i jeśli jest okazja, trzeba nad tym pracować. W Szklarskiej okazja była, bo miałem drążek, piłkę lekarską, drabinki - i wykorzystywałem to.

Drugie pole do poprawy to, niestety, rozciąganie. Piszę "niestety", bo gonię w tej materii wszystkich swoich podopiecznych, a sam się opuściłem. Z dwóch powodów. Pierwszy to lenistwo. W tym roku pracowałem nad higieną mięśni głównie przy użyciu Kijka, zaniedbałem zaś stretching. Drugi - te kilometry wybiegane w ostatnich latach. Ogólny efekt jest taki, że straciłem luz, elastyczność kroku biegowego. W obręczy biodrowej pojawiły się przykurcze, blokady. Tymczasem do biegu na 800m należy być zwinnym jak łasica i rączym jak łania. Noga w biodrze ma chodzić jak w masełku. Przy dużych szybkościach krok naturalnie się wydłuża, ale do tego trzeba mieć elastyczne ścięgna i wszystko, co tam może blokować ruch. Mierzyłem kiedyś ślady na żwirze, po zrobionej bardzo mocnej przebieżce: krok dochodził do 2,5 metra długości! Do tego nie można mieć żadnych przykurczów.

Trzeci obszar do zagospodarowania nieco mnie zdziwił. Chodzi o bardzo intensywne treningi tempowe. Otóż zakładałem, że skoro tyle lat biegałem 800m, a do tego jestem ogólnie szybki, wystarczy mi dosłownie kilka treningów i startów, żeby odbudować zdolność do pracy na bardzo dużym zakwaszeniu, zmęczeniu mięśni. Okazało się, że OK, do 1:52 odbudowuję się bardzo szybko, ale dalej to jest walka z oporem materii. Ostatnim mocnym treningiem na obozie było dla mnie 600-500-400-300-200 metrów. Typowy trening do 800m, rosnące zmęczenie i coraz wyższa prędkość. Kiedyś bardzo lubiłem tego typu treningi i ich wykonanie nie było problemem. Tym razem niespodzianka - okazało się to zdecydowanie najcięższym bodźcem obozu.

Dobrych parę lat temu, w szczycie formy, trzasnąłem to w 1:36-1:15-55-39-25. Były też różne inne proporcje, w różnych okresach, różnej formie. 600m biegane jest luźno, potem jest coraz ciężej. Ostatnie dwa odcinki to już pływanie w kwasie. Tym razem było ciężko od początku. Zacząłem luźno pierwszy odcinek i już na 200m miałem sekundę straty, chociaż zwykle zaczynam za mocno. Pobiegłem to w 1:37 i wielkiego luzu nie czułem. Nie zapowiadało się to najlepiej. Na drugim sprężyłem się w 1:16 - nie jest źle. 400m - 56,03, tutaj na ostatniej prostej biegła obok mnie płotkarka, co dało mi impuls do utrzymania tempa. Ale po tym odcinku ledwo stałem ze zmęczenia. 3 minuty i już biegnę kolejny - 41 sekund, słabo. Ostatnie 200m to bardzo zmęczone nogi i tylko 27,2 sekundy. Tutaj jest więc nad czym pracować. Specyficzne treningi pod 800m sa dla mnie trudne, a przecież w tym roku nie zrobiłem prawie nic tego typu. Najpierw trenowałem z myślą o 10km, potem zmieniłem zdanie i po jednym szybszym treningu zacząłem startować na 800m, między startami nie było okazji do ciężkiego trenowania. Dopiero teraz mogę załadować w nogi nieco tej specyficznej, bardzo trudnej pracy.

Co z Olą? Ogólnie dobrze, chociaż mocno dokuczała jej pachwina. Na szczęście z Zamościa przyjechała jeszcze jedna zawodniczka, z wykształcenia masażystka. Podpowiedziała nam o przykurczu, który może powodować ten ból i zrobiła solidny masaż. Pokazała przy tym ciekawą sztuczkę - masaż stopą, który pozwala na głębsze wejście w duże mięśnie. Otóż okazało się, że jest to przykurcz w mięśniu czworogłowym - potworny ból podczas masażu, a męczę teraz Olę kilka razy dziennie. Pachwina zaczęła od razu puszczać. Przy okazji Magda zrobiła masaż Radkowi Dudyczowi, narzekającemu na pachwinę i biodro. To samo, koszmarny przykurcz czworogłowego. To typowe dla długodystansowców, biegających bardziej z całej stopy niż śródstopia, do tego trzaskających potężny kilometraż. Wczoraj mieliśmy ciekawe spotkanie, była jeszcze siostra Oli, nawzajem wszyscy po kolei ugniatali stopami nogi innych, straszny ból, straszne jęki. Ja również mam swoje problemy - znowu mocniej odezwało się lewe ścięgno Achillesa. Okazało się, że napiętą mam nie tylko łydkę, ale całe tylne pasmo - straszny przykurcz w dwugłowcu i mięśniu gruszkowatym. Również mocno nad tym pracuję.


Ola szarżuje

Co dalej ze startami? Okazało się, że bieg na koniec lipca jest nieaktualny. To oznacza, że pierwszym startem będzie dla nas obojga memoriał Sidły, 5 sierpnia w Sopocie. To jest 5 dni przed Mistrzostwami Polski. Są już pewne przymiarki, ale o konkretnym dystansie startowym zdecydujemy dopiero po treningach w domu.
Kategoria: Trening 2011
Komentarze: (1)
Zaktualizowano: 13/08/2011, 13:16

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

22/07/2011, 01:44
#
wreszcie coś ciekawego.
no nic, powodzenia w startach.

zdrówko

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - kategorie
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Listopad 2017 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin