03
07/2011
11:16
Czerwiec trzasnął, lipiec leci, szybko mija sezon. Ja już żałuję, że nie trwa dłużej, że nie ma więcej okazji do startów. Chciałbym wystartować na kilku dystansach, tymczasem zablokowałem się na 800m. Chcę poprawić najlepszy tegoroczny wynik, tymczasem ostatnio jak w zegarku notuję kolejne starty wszystkie na tym samym poziomie.

Wczoraj startowałem po raz ostatni w tej części sezonu, w Białogardzie. Ponownie na 800m i bieg ten wyglądał tak samo jak kilka ostatnich. Czyli biegłem mocno, odważnie, zrobiłem dobry bieg paru chłopakom, a sam osłabłem i ukończyłem w czasie 1.52. Kompletnie zablokowałem się na poziomie 1.52-1.53, ani dobrym, ani słabym i nie mogę z niego ruszyć.

Wczoraj pogoda była najlepsza w tym sezonie. Było trochę zimno, podczas mojego biegu zaczął padać lekki deszcze, ale wreszcie nie wiało mocno. Miałem nawet "zająca" (dzięki, Marcin!). Kolega poprowadził pierwsze 300m, zawsze jest to jakaś pomoc psychiczna. Ponieważ jednak jego życiówka na 400m jest słabsza od mojego idealnego międzyczasu w połowie biegu na 800m, wiele nie mógł zdziałać. Pierwsze 200m wystrzelił jak szalony, miałem duże problemy z dogonieniem go, na mojego nosa, biegłem trochę zbyt mocno. Po 300m zaczęło go jednak strasznie stawiać, wyprzedziłem i ruszyłem mocno. 400m minąłem podobno w czasie 54 sekund, czyli tak, jak założyłem. Potem jednak było gorzej. Między 400m a 600m czułem, że tempo siada, ale niewiele mogłem z tym zrobić. 200m do mety minęło mnie dwóch zawodników, utrzymałem się za nimi i na ostatnich 120m chciałem mocno zaatakować. Niestety, tu zaczęło się kompletne płynięcie, nogi jak kołki, ledwo dotoczyłem się do mety. Dokładny wynik to bodajże 1.52,71, zwycięzca pobiegł sekundę szybciej. Mówiąc ogólnie, to nie był mój najlepszy dzień. Nogi nie pracowały jak należy, czułem to już na rozgrzewce i przebieżkach. Może to efekt chłodu, może czego innego. Cisnąłem, na ile mogłem tego dnia, po raz kolejny padło 1.52. Robię swoje i czekam na kolejne biegi z myślą, że w końcu wskoczę na wyższy poziom.

Za 2 dni wybieramy się z Olą na obóz do Szklarskiej Poręby - po 6 latach przerwy! Oczywiście dojazd jak to bywa w naszym cywilizowanym kraju: Ola ma 26 godzin jazdy pociągiem, a jak wymyśli sobie dobre przesiadki, zmieści się w 16. Ja mam 13 godzin PKS-em. Widać więc, że to poważna wyprawa, porównywalna z przelotem na sam koniec USA, z dwiema przesiadkami. Cieszymy się jednak, nie było nas w Szklarskiej kawał czasu, będzie okazja zrobienia dobrego treningu i, miejmy nadzieję, poprawy wyników w sierpniu.

Treningowo ostatnio nie działo się nic wielkiego. Ola wpadła w dobry rytm treningowy, ponieważ nigdzie nie startuje. Ja przed Białogardem trenowałem bardzo łagodnie, dopiero teraz będzie okazja na nieco większe wyzwania.

Nie pisałem wcześniej, tymczasem sporo działo się na bieżniach całego świata. W Polsce znakomity bieg Polaków na 1500m podczas memoriału Kusocińskiego. Czterech poniżej 3:40 i życiówki pobite o  8-10 sekund! Według mnie to pokazuje, czym jest dobry bieg, w mocnym tempie, z zającem, w mocnej stawce, w dobrej pogodzie, w obecności dopingującej publiczności. Można wtedy naprawdę przeskoczyć dwa poziomy wyżej, to nie jest to samo, co samotne ciśnięcie w wietrze, zimnie, na jakimś malutkim, lokalnym stadionie. Taki Szymon Krawczyk z Piły zrobił tam genialny postęp. Najpierw w tym roku pobiegł na 800m 1.48 w biegu, który prowadziłem w Bydgoszczy. Dobra stawka, dobre prowadzenie - i wynik padł. Potem w Szczecinie to fenomenalne 1500m - życiówkę miał chyba nawet słabszą od mojej, w okolicach 3.48, pobiegł zaś... 3.38! 10 sekund progresu, to jest niemal niespotykane. To pokazuje, jak duży progres można zrobić, gdy wszystko zagra idealnie. Na taki idealny bieg sam cały czas czekam ; )

W USA odbyły się mistrzostwa najmocniejszego poza Kenią i Etiopią biegowego kraju świata. Wcześniej zaś studenckie mistrzostwa NCAA. W obu imprezach miały miejsce wspaniałe biegi na 800m, zakończone wynikami 1.44. Oba dzięki odważnemu biegaczowi, który nazywa się Charles Jock. Ten czarnoskóry chłopak nie boi się biegania, bardzo mi się to podoba. Zaczyna piekielnie mocno i jest w stanie dowieźć wynik do końca. Dlaczego, kurcze, ja tak nie mogę? Otóż różnica jest zasadnicza - on jest piekielnie szybki, czego mi brakuje. W biegu na 800m, kiedy prowadzi się samemu bieg, trzeba zacząć zawsze nieco mocniej niż oczekiwane średnie tempo. Bardzo trudne, niemal niemożliwe, jest utrzymanie równego tempa samotnie na tym dystansie. To kwestia fizjologii i psychiki. O wiele łatwiej zrobić to w przeważająco tlenowych wyścigach od 3km wzwyż. Na 800m ma się do czynienia z bardzo wysokimi poziomami kwasu mlekowego we krwi, to zmienia cały charakter wyścigu. Generalnie - trzeba zacząć mocno, bo 2-3 sekundy zawsze gdzieś uciekną na dystansie.

No i to jest problem. Do tego trzeba być piekielnie szybkim, mieć bardzo duży zapas szybkości. Ów Charles Jock w sztafecie 4x400m biegał poniżej 45 sekund. Ja zaś jestem dość wolny, jestem takim typowym średniodystansowcem, który jest dość szybki, ale nie zabójczo, i dość wytrzymały, ale nie zabójczo. Wszystkie swoje najlepsze wyniki pobiegłem w biegach równych lub takich, gdzie drugie 400m było zdecydowanie szybsze od pierwszego. Muszę zacząć dość spokojnie, wtedy jestem w stanie bardzo dużo nadgonić. Tymczasem bieganie samotne wymaga odwrotnej taktyki, to zaś się u mnie nie sprawdza. Czy teraz w Białogardzie, czy wcześniej w Toruniu, miałem bardzo szybkie pierwsze 200m i kompletnie słabłem na finiszu. A równocześnie samotnie nie da się pobiec tak, że zaczyna się wolno i kończy szybko. Wtedy straty czasowe gdzieś na dystansie są bardzo duże, a jesli na finiszu nie ma kogo gonić, to nie ma cienia szansy na nadrobienie tego, fizjologia jest tu bezlitosna.

Mój plan na samotne bieganie był taki - na tyle poprawić szybkość, żeby być w stanie pobiec 400m w 47 sekund. Z tego otwierając bieg na 800m w 52-53 sekundy, czyli szybciej od oczekiwanej średniej, biegnę bardzo luźno, z dużym zapasem. A wytrzymałość pozwala na ukończenie startu w dobrym czasie. Ale sęk w tym, że ja na chwilę obecną nie jestem w stanie złamać nawet 50s na 400m. Braki szybkościowe oraz mocy beztlenowej są u mnie duże po 3 latach długich dystansów. Pierwsze postępy dawały nadzieję na kolejne mocne skoki, ale w tej chwil rozbiłem się o barierę nie do przejścia. Kolejne tygodnie to będzie atakowanie tej bariery.

Kiedy biegam typowy trening przedstartowy do 800m, 5x200m mocno, w tej chwili jestem w stanie przy średniej w okolicy 27 sekund ukończyć ostatni odcinek w 25,5. To powinno w idealnym biegu wystarczyć na wynik 1.50-1.49. Tymczasem w szczycie formy przy średniej 26 sekund kończyłem na 24,1. Wtedy pobiegłem 1.48 i na pewno byłem w stanie pobiec 1.47, może nawet 1.46 z dużym kawałkiem. To jest ta różnica. Szacuję, że żeby pobiec 1:45 na 800m, na takim treningu należy utrzymać średnią 25 sekund i być w stanie skończyć w 23. Wyliczenia te są dobrane pod zawodnika mojego typu, ani bardzo szybkiego, ani zabójczo wytrzymałego. Oczywiście pomijam tu całe przygotowanie do tego, to jest taki ostateczny szlif, sprawdzian szybkościowych i kwasowych możliwości. Pytanie brzmi też - jak dojść do tego poziomu? No i tutaj zaczynają się problemy.

Wczoraj zadałem sobie pytanie - czego brakuje mi, żeby pobiec szybciej? Nie, żeby pobiec 1:50, bo to jest kwestia biegu, pogody i samopoczucia w konkretnym dniu, ale żeby pobiec 1.47-1.48. Mam kilka pomysłów, ale nie mam wiele czasu na ich realizację. Dlatego jestem dopiero w fazie planowania konkretnego treningu na najbliższe 3 tygodnie.
Tagi: 800m, Białogard
Kategoria: Starty 2011
Komentarze: (13)
Zaktualizowano: 03/07/2011, 11:16

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

03/07/2011, 14:15
#
Marudzisz o tych PKP PKSach, a dlaczego nie przemieszczasz się samochodem ? Nasze drogi to nie niemieckie autostrady, ale komfort podróżowania zgoła odmienny od publicznej komunikacji ...
Marcin Nagórek
03/07/2011, 14:56
#
Po pierwsze, nie mam samochodu,a po drugie, jazda polskimi drogami to samobójstwo. Szczególnie przez cały kraj.
03/07/2011, 17:50
#
rozumiem, że Twoje PKSy to fruną w powietrzu...
Marcin Nagórek
03/07/2011, 22:54
#
No wiesz, czym byś nie jechał, to po polskich drogach ode mnie do Szklarskiej szybciej niż 10 godzin nie zajedziesz, a raczej dłużej. W takim wypadku sensowniejsze jest, zamiast samemu prowadzić i być wykończonym podwójnie, pojechać pociągiem, dojechać niemal w tym samym czasie, ale spędzić całość w miarę wygodnie, np. nad książką.

Z perspektywy kogoś, kto jeździł praktycznie po całej Europie i Stanach mogę powiedzieć krótko: u nas jest dzicz. Drogi do niczego, PKP do niczego, PKS tak samo, nie wspominając o polskich kierowcach prymitywach. Dziki kraj, Miro miał rację. Póki siedzi się w domu, to tak bardzo tego nie widać, ale gdy rusza się w podróż - koszmar.
04/07/2011, 08:47
#
To, że u nas jest dzicz to ja doskonale wiem, ale zaskoczyłeś mnie poruszaniem się po zawodach PKP, PKS. Programy minutowe zawodów są dosyć ruchome, na biegach ulicznych dekoracje często się przeciągają, co powoduje, że ciężko wycyrklować o której i czym się pojedzie. Kiedyś wracając z Bielska utknąłem na 4 godziny na dworcu w Katowicach w środku nocy, słabe to było..
Wracając do tematów biegowych, to ja się generalnie nie znam, ale jeśli utknąłeś na jednym poziomie na 800 to czas zmienić dystans na dwa, trzy biegi.
Marcin Nagórek
04/07/2011, 10:30
#
Przyznam szczerze, że nie lubię w ogóle jeździć na zawody samochodem. Pociąg ma tę przewagę, że możesz zawsze wstać, wyprostować nogi, przejść się. Po jeździe autem dłuższej niż godzinę jestem jakoś tak pospinany, wygnieciony, że potem zwykle biegam kiepsko.

Co do dystansu - chętnie bym to zrobił, tylko czasu nie ma za wiele przed mistrzostwami Polski. Na razie jadę na obóz i tam zasunę więcej pracy na nieco innych intensywnościach i czasach trwania wysiłków niż ostatnio. Mam tę przewagę, a może problem, że biegałem kiedyś kupę czasu 800m. Parę lat temu też biegałem regularnie 1:52-1;53, a potem w ciągu dwóch biegów zszedłem na poziom 1:49-1:50 i tam pozostałem. A że wrócić jest łatwiej niż osiągnąć coś pierwszy raz, liczę na to, że historia się powtórzy i od razu wskoczę na poziomy zbliżone do życiówki.

Zaczynam jednak dochodzić do wniosku, że trening w tym procesie nie ma aż tak ważnej roli, tzn nie ma znaczenia czy na treningu pobiegnie się 200 czy 300m, siłę czy bieg ciągły. Chodzi o cierpliwe pobudzanie organizmu i czas. Organizm jakoś przemieli trening, zaadoptuje się i nagle wskakuje się poziom wyżej. Na ogół bez ostrzeżenia i niespodziewanie.
04/07/2011, 14:02
#
Marcin, przy okazji tego wpisu - bo wspominasz w nim o swoich problemach z osiemsetką - nie widzisz siebie jako milera ? Półtorak / mila nie wychodziłyby Ci lepiej niż osiemset, jakbyś się na nich skupił ?
04/07/2011, 16:27
#
co do poziomu na 800m -- piszesz,ze postep i wyniki Cie nie satysfakcjonuja,ale tutaj to juz chyba kwestia biologii...ilu zawodnikow po 30tce jest w stanie pobiec w 1.49...Czapi albo Ostrowski mogli,ale to byli topowi zawodnicy..
Marcin Nagórek
04/07/2011, 19:42
#
Co do wieku - zastanawiam się nad tym, ale to jest taka kwestia, w której każdą tezę można poprzeć przykładami. Przykładem zawodnika, który biegał w bardzo późnym wieku, jest np. Amerykanin Johny Gray - 1:45 w wieku 39 lat. Ale żeby tę kwestię dobrze prześledzić, trzeba zbadać coś więcej niż suche liczby. Według mnie główna przyczyną, dla której powyżej 30-tki jest mało dobrych wyników, jest fakt, że ludziom się po prostu nie chce. W tym wieku praktycznie każdy zaczyna poza sportem robić coś innego, zakłada firmę, pracuje, ma rodzinę. Mało kto ma ochotę poświęcać czas na zabójczo ciężki trening.

Dopiero od niedawna, wraz z pojawieniem się w cywilizowanych krajach większych pieniędzy, mamy przykłady bardzo długowiecznych zawodników/zawodniczek. Mnie ten temat interesuje, jest sporo bardzo szybkich długodystansowców (głównie kobiet) w wieku 40-50 lat. Dlaczego? Bo u kobiet łatwiej zaistnieć i taka np. Coleen de Reuck może w wieku 46 lat wygrywać maratony na całym świecie.

Jeśli chodzi jeszcze o mnie, to moim plusem jest cały czas względnie niewielki staż treningowy. Mimo swojego wieku jestem dopiero w trakcie 10 sezonu startowego. Jest sporo 25-latków, którzy pod względem stażu biją mnie na głowę. Do tego 3/4 tego okresu to trening oparty o niewielki kilometraż, łagodne bodźce. Nie jestem wyeksploatowany, nie miałem nigdy żadnego poważnego urazu - jeśli będzie mi się chciało, jeszcze dobre kilka lat mogę atakować życiówki na średnich dystansach.

Jeśli chodzi o 1500m, sprawa ma kilka płaszczyzn. Też nad tym myślałem. Jednak naczelnym problemem jest dostępność startów, w których można pobiec dobry wynik. Założyłem, że na 800m prędzej czy później będę w stanie pobiec dobry wynik nawet samotnie. To kwestia trafienia wszystkiego w jednym dniu, od pogody do samopoczucia. Pod tym względem 1500m to dystans o wiele trudniejszy, nie wyobrażam sobie tu pobiegnięcia mocno samotnie (chociaż pobiegłem kiedyś kompletnie samotnie 3.49,76, całkiem nieźle). A w Polsce jest co roku jeden mocny bieg, na memoriale Kusocińskiego, do którego pukałem 6 lat i nigdy nie dostałem szansy.

To jest więc dystans trudniejszy, a do tego nigdy nie biegało mi się go jakoś specjalnie dobrze. Ale kto wie, może będę próbował. Mój trening jest tak czy inaczej treningiem zawodnika typu 800-1500m. Po dołożeniu odrobiny specyficznej pracy, powinienem biegać ten dystans przyzwoicie. Ale np. w tym roku nie miałem ani jednego treningu specyficznie pod 1500m, skupiałem się na czym innym.
05/07/2011, 12:48
#
Marcin, nie tyle myślałem o treningu pod dystans, ile właśnie o startach. Dla mnie to zaskakujące, że sytuacja lepiej wygląda w kwestii osiemsetki niż półtoraka/mili. Byliście w Szwecji niedawno - może żeby pobiec fajnie i dobrze ten arcyanglosaski dystans trzeba by wystartować ze trzy - cztery razy w UK i okolicach ? Nie wiem rzecz jasna na ile to możliwe i sensowne dla Was / Ciebie, taki wyjazd za granicę "na starty".
Marcin Nagórek
05/07/2011, 19:34
#
Ze startami dochodzi ten problem, że ja nie mam dobrej życiówki na 1500m, a na 800m mam. Stąd załatwić dobry bieg dla mnie na dłuższym dystansie nie jest łatwo. No i jak wspominałem, jakoś nie czuję się pewnie na tym dystansie. Przy wolnym bieganiu na finisz jest OK, ale przy szybszym bieganiu? Ciężko powiedzieć, do tej pory głównie prowadziłem takie wyścigi i dłużyły mi się niesamowicie ; )
08/07/2011, 21:53
#
napisz jak Wam idą treningi
Krzysztof Bartkiewicz
18/07/2011, 16:59
#
Odnośnie progresji na 1:45, myślę że czasami warto zaryzykować, kto nie ryzykuje ten nie wygrywa. Tyle co ja zauważyłem jesteś bardzo ostrożny w treningach, oczywiście że trzeba mieć swój rozsądek, ale czami tak jest że startujemy i nawet nie wiedzeliśmy że będzie nam się tak dobrze biegło w danym dniu, wtedy żałujemy czemu nie pobiegliżmy szybcie itp. Ja uważam że często treningi trzeba zmienić w ależności od pogody i dyspozycji danego dnia. Owszem żęe poprzez nagminne forsowanie organizmu doprowadzamy do urazów, ale taki jest sport wyczynowy. Kazdy sportowiec jest albo przed, alb po kontuzji...
Zawodnicy po 30-tce mają słabsze wynki, ale to jest często spowodowane tym że zmienia im sie życie w rodzinie, mają jakś odpowiedzilaność i mniej ryzykują...
Ale też kwestia tego, kto w jakim wieku zaczyna brać się za sport. Jeżeli ktoś zaczyna bawić się w sport po dwudziestym roku życia, to spokojnie po trzydziestce może osiągać znakomite wyniki w sporcie

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Wrzesień 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin