20
06/2011
15:35
Po wyjeździe do Szwecji nie było wiele czasu na odpoczynek. Ja miałem cztery, Ola pięć dni odpoczynku. W tym czasie poza luźnymi rozbieganiami i akcentami szybkości (przebieżki, sprinty), niczego poważnego nie robiliśmy. Jest teraz czas na starty, nie na trening. Okazji do biegania jest coraz mniej, w pierwszej części sezonu został praktycznie tylko jeden weekend na bieżni, za 2 tygodnie, bo za tydzień niczego nie ma. W Polsce jest memoriał Kusocińskiego i mistrzostwa Polski juniorów, poza tymi imprezami pustka. Nawet na  ulicy nie ma niczego w pobliżu, gdyby było inaczej, Ola by pewnie startowała.

Mój start poszedł ostatnio na pierwszy ogień. Biegałem już w piątek, podczas zawodów w Toruniu. Muszę przyznać, że bardzo dobrze się czułem. Kolejne starty robią swoje, organizm się adaptuje. Wysokie prędkości zaczynam osiągać bez problemu. Niestety, w Toruniu nie dopisała pogoda - koszmarnie wiało. To był zresztą dzień, kiedy wiało mocno niemal w całej Polsce. Już na rozgrzewce widziałem, że o dobry wynik będzie bardzo trudno. Nie miałem jednak nic do stracenia, skoro jechałem tyle godzin. Wystartowałem i od pierwszych metrów wyszedłem na prowadzenie. Poprowadziłem pod wiatr cały bieg, z wyjątkiem... ostatnich 5 metrów. Tam bowiem zza pleców wyskoczył mi rywal i wygrał o 0,04 sekundy. Miał idealny bieg, podobnie zresztą jak reszta stawki, zając od pierwszego do ostatniego metra.

Tempo był z początku zbyt mocne. Byłem zaskoczony, że aż tak poprawiła mi się motoryka - pierwsze 200m w 26,0 sekundy pod wiatr i czułem się kompletnie luźno. Potem jednak zwolniłem, a najwięcej straciłem na ostatnim wirażu, gdzie wiało najmocniej. Ostateczny wynik: 1.53,56. Nie najgorzej, ale daleko do poprawy najlepszego tegorocznego czasu. Przy okazji okazało się, że dobry, prowadzony bieg z mocnymi rywalami miał miejsce w Warszawie - szkoda, że tam nie pojechałem, bo zastanawiałem się nad taka opcją.

W sobotę miałem dzień przerwy, wyszedłem tylko na 30 minut truchtu. I kolejny start w niedzielę - Koszalin. Biegłem tam drugi raz w życiu i muszę stwierdzić, że jakoś tam się kiepsko startuje. Po pierwsze, pogoda znowu wariowała - najpierw lunął ulewny deszcz, straszny wiatr, zastanawiałem się, czy w ogóle startować. Potrzebowałem tego jednak, bo chociaż coraz lepiej czuję się w pojedynczym biegu na 800m, to start dzień po dniu to wciąż duży szok, jestem mocno rozbity. A na mistrzostwa Polski trzeba umieć pobiec trzy dni z rzędu. Dlatego nastawiałem się w Koszalinie na walkę ze zmęczeniem, czas był sprawą drugorzędną.

Tuz przed rozgrzewką pogoda zmieniła się diametralnie: wyszło słońce, zrobiło się właściwie gorąco. Trochę wiało, ale nie aż tak mocno. Tym razem największa przeszkoda w szybkim bieganiu był nasiąknięty wodą tartan. Nie lubię takiej nawierzchni, podobnie jak na crossie, tracę wtedy swoje elastyczne odbicie z palców. No ale co robić - pobiegłem najmocniej jak mogłem. Założenia były jednak inne. Ponieważ w ostatnich samotnych biegach zwalniałem na końcówce, tutaj założyłem, że zaczynam luźno, bez patrzenia na czas. Tak też zrobiłem i wyszło z kolei bardzo wolno: pierwsze 600m w 1:27. Ostatnie 200m przyspieszyłem, ale bez jakiegoś piorunującego finiszu, skończyłem tylko na 1:55,03. Po Lidzbarku był to najwolniejszy bieg w sezonie. Założenia treningowe zostały jednak spełnione. Wygrałem bieg z dużą przewagą, biegnąc znowu samotnie od początku do końca.

Ola w sobotę pobiegła w W-wie na 5km. Pogoda znowu była kapryśna, wiało i padał deszcz. Zaraz po starcie na prowadzenie wyszły 4 Polki: Ola, jej siostra Ania, Agnieszka Ciołek (zeszłoroczna mistrzyni Polski na 10000m) oraz Iwona Lewandowska (tegoroczna mistrzyni Polski na 10000m). Agnieszka, która na finiszu nie jest zbyt mocna, chciała narzucić mocne tempo, aby zgubić rywalki na trasie. Okazało się to jednak zabójcze dla całej czwórki, pewnie po części ze względu na pogodę. Pierwszy kilometr był w tempie 3:08-3:09, czyli na wynik nawet 15:40. Dla tych, którzy nie pamiętają, przypominam, że Oli życiówka wynosi 16:22. Agnieszka teoretycznie mogła sobie pozwolić na takie tempo, bo niedawno pobiegła na bieżni 15:50. No ale na ulicy i w taka pogodę ta taktyka się nie sprawdziła. Ostatecznie dwa pierwsze miejsca zajęły biegaczki zza wschodniej granicy, które zaczęły dużo spokojniej. Ola dobiegła w czasie 16:52, bodajże na 7 miejscu.

Tym razem jednak nie mam do niej żadnej pretensji. Ten bieg był jednym z mniej ważnych startów. One służą obieganiu się, zdobywaniu doświadczenia, poznawania swoich możliwości. Kobiety w naszym kraju rzadko mają okazję startować na 5km, Ola w tym roku biegła ten dystans tylko tydzień wcześniej w Szwecji. Tutaj miała więc biec z czołówką, bez żadnych specjalnych założeń, po prostu hartować się w walce. Tak też zrobiła, a że w drugiej połowie mocno zwolniła? Cóż, tym razem zwolniła, następnym razem dobiegnie w tym tempie.

W trakcie tych ostatnich startów wyszła bardzo ważna dla mnie rzecz. Wspominałem o moim kaszlu - koszmar. Po biegu mam takie ataki, że niemal się duszę. Do tego po Szwecji to nie przeszło nawet po 5 dniach. Nie mogłem normalnie spać, ba nie mogłem normalnie egzystować. W związku z tym okazało się, że muszę wrócić do leków, które kiedyś używałem - wziewne środki przeciwko astmie. Nie lubię tego, bo jestem niemal pewny, że po nich dużo częściej mam dziwne kołatania serca, gdy jestem mocno zmęczony. Ale nie było wyjścia. Kaszel nadal mi dokucza, ale jest o połowę łagodniejszy i po biegu przechodzi po 2 dniach. Przy okazji doszukałem się i to mi pomogło w decyzji, że leki te nie są na liście środków dopingujących. Każdy pamięta aferę z Justyna Kowalczyk I Marit Bjoergen. Nie wiem, co bierze ta Bjoergen, ale te podstawowe leki na astmę w tej chwili nie niosą ze sobą nawet konieczności informowania kogokolwiek o ich używaniu. Może jakieś mocne sterydy, ale te nie. Tym bardziej więc biorę, bo ulga jest duża. Nie mam żadnych duszności ani problemów w czasie biegu - muszę się jednak sztachnąć po, żeby złagodzić ataki kaszlu. A i tak jest to masakra, ostatniej nocy znowu niewiele spałem.

Robię też coś nowego - inhalację z solanki. Kupiłem specjalne urządzenie, które wtłacza prosto do oskrzeli mgiełkę wodno-solankową. Czyli siedzę sobie na kanapie z maska na twarzy i wdycham powietrze z sanatorium. W tej chwili mam sól z Iwonicza, ale poluje na niejaka Zabłocką Mgiełkę Solankową. Podobno po kilku tygodniach sprawia to cuda. Ja nie czuję jeszcze różnicy, poza tym, że kaszel zrobił mi się słony ; )

Musze jednak chwytać się rozpaczliwych metod, bo ten kaszel dosłownie mnie wykańcza. I psychicznie, i fizycznie. Nie mogę spać, nie mogę nawet normalnie rozmawiać. Ma potworne zakwasy w mięśniach brzucha. Kiedy wchodzę do pomieszczenia z klimatyzacją, niemal wypluwam oskrzela. Fizycznie w tej chwili nic mi nie dolega, forma jest coraz wyższa, ale kaszel kompletnie mnie rozstraja. Mam nadzieję, że kombinacja leków i solanki załatwi ten problem.

A poza tym wszystko gra.


Kategoria: Starty 2011
Komentarze: (3)
Zaktualizowano: 28/06/2011, 23:43

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

20/06/2011, 22:29
#
narkoman ;-)))
Hubert Sienkiewicz
21/06/2011, 22:18
#
Raz po biegu w Cottbus (na hali, pierwszy start po jakimś czasie) miałem taki kaszel lekarz zalecił mi specyfik Ventolin, niby dla astmatyków, ale o dziwo pomógł. Z tym, że mnie ten kaszel samoczynnie puszcza po 2-3 dniach :)
Marcin Nagórek
22/06/2011, 13:37
#
Ja też mam Ventolin. To dziadostwo działa cuda.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Poprzedni: Grand Prix Szwecji
Następny: Szklarska czeka
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Wrzesień 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin