14
06/2011
12:00
Kolejny weekend startów za nami. Tym razem, jak wspominałem, zawitaliśmy do Szwecji. Razem z Ola wzięliśmy udział w dwóch mitingach Grand Prix Szwecji: w Goeteborgu oraz małej miejscowości Hassleholm. Pod względem sportowym nie był to wyjazd jakoś mocno zapadający w pamięć, chociaż zrobiliśmy najlepsze wyniki w sezonie. Pod każdym innym - było niesamowicie.

Najpierw krótko o biegach. Sobota to dla mnie start na 800m, dla Oli 5000m. Ja poszedłem na pierwszy ogień. Bieg miał być mocno poprowadzony - i taki był. Moja taktyka była prosta: biec równym tempem od początku do końca, na ostatniej 200-tce wyprzedzać. Sprawdziło to tylko w 2/3. Czego zabrakło? Oczywiście fazy wyprzedzania ; )

Dwie sprawy były dla mnie zaskoczeniem. Po pierwsze, tzw. "calling". Otóż zawsze 20 minut przed startem zawodnicy są wzywani na tzw. bramkę, gdzie odbywa się sprawdzanie listy obecności i numerów. W Szwecji - również długości wkrętów w kolcach. Normalnie w takim miejscu można kontynuować rozgrzewkę. Niestety, w Goeteborgu zebrano nas w jednym miejscu i przed 20 minut staliśmy, czekając na wyjście na stadion. Nie było możliwości praktycznie zrobienia czegokolwiek. W związku z tym straciłem możliwość wykonania przed biegiem zwyczajowej serii przebieżek. Zrobiłem jedną, tuz przed startem. Na stadion weszliśmy bowiem jakieś dwie minuty przed biegiem.

Tym bardziej chciałem więc zacząć spokojnie, nie będąc dobrze dogrzanym. Ale oto druga niepokojąca sprawa: na liście było nas czternastu, w biegu na 800m to jest prawdziwy tłum, regulaminowo normalnie startuje 8 zawodników, w skrajnych przypadkach nie więcej niż 12. No i jeszcze słowo o pogodzie. Ponieważ start było o 13:10, było pełne słońce i mocno wiało. Temperatura bardzo dobra, przeszkadzał tylko wiatr.

Po starcie wszystko wyglądało OK. Pierwsze 400m przebiegłem w 54 sekund, nastawiałem się właśnie na takie, równe tempo. Biegłem na końcu, potem zacząłem powoli się przesuwać. Na 200m do mety czułem się bardzo dobrze. Tu jednak bieg przestał iść zgodnie z planem. Utknąłem w tłoku. Zostałem otoczony słabnącymi zawodnikami i w żaden sposób nie mogłem ich ominąć. Zbiegłem nawet na trzeci tor, nadrabiając na wirażu sporo dystansu. Przede mną biegł jednak jakiś młody Szwed, który robił dokładnie to samo i cały czas zabiegał mi drogę. Minąłem go dopiero 50m przed metą, już po czwartym torze. Generalnie więc czułem się dobrze i dużo straciłem na tej końcówce, nie byłem w stanie w ogóle normalnie finiszować. Wynikiem byłem jednak mocno rozczarowany. Ola łapała mi ręcznie 1:50, liczyłem więc chociaż na 1:51, skończyło się na 1:52,10. Niby najszybciej w sezonie, ale niewiele szybciej, no i generalnie jak dla mnie wynik bardzo słaby.

Potem bieg Oli. Tu od początku nastawienie było na walkę o wygraną. Z góry wiadomo było, że bieg nie będzie szybki. Ba, był nawet bardzo wolny. W walce liczyły się właściwie tylko trzy dziewczyny: Ola oraz Szwedka i biegaczka z Erytrei, obie z mocniejszymi życiówkami. momentami Ola prowadziła stawkę, czego nie chciałem, szczególnie w wietrzną pogodę. Potem schowała się i czekała na finisz. Tymczasem ciemnoskóra zawodniczka z Afryki cały czas śledziła każdy krok Oli, w niej upatrując najgroźniejszego przeciwnika. Przez cały bieg była o pół kroku za nią.

Na 350m do mety Ola mocno zaatakowała - trochę za wcześnie. Ciemnoskóra za nią. Obie oderwały się od stawki, Szwedka próbowała trzymać, ale szybko traciła dystans. Na 200m do mety biegaczka z Erytrei skontrowała Olę, ruszyła jeszcze mocniej. Na ostatnia prostą wpadły razem, ale tam Ola usztywniła się bardzo mocno, zgubiła rytm i przegrała o kilka metrów. Szwedka była kolejne 10 metrów dalej. Czyli - drugie miejsce i czas 16:37, najlepszy w sezonie, ale ogólnie słaby.

Dzień później start w Hassleholm. Tu pogoda była znacznie gorsza, było dużo cieplej i bardzo silny wiatr. Moje 1500m było najmocniejszą konkurencją. U Oli na tym samym dystansie pojawiła się jej pogromczyni z Goeteborga. Dziewczyny tym razem biegły pierwsze. Znowu wszystko rozegrało się podobnie: bardzo wolne tempo, potem prowadzenie Oli, szalony finisz, przegrana - tym razem o 0,1 sekundy. W Hassleholm Ola bardziej słuchała moich rad i lepiej wyglądała na finiszu. Niepotrzebnie jednak prowadziła ten bieg, wiało mocno. Ola tłumaczył asie tym, że tempo było naprawdę wolne. W rezultacie była jednak dla dziewczyny z Erytrei idealnym zającem.

Bieg męski - prowadził doświadczony zawodnik, Szwed rodem z Somalii, z najlepszą życiówką w stawce.Jego zadaniem było przebiec 1000m w 2:27 i poprowadzić stawkę aż do 1200m. Nie dał jednak rady, tłumacząc to silnym wiatrem. Zszedł z bieżni tuż przed 1km, który został osiągnięty w tempie 2:30. Ja miałem 2:33. Ponownie największym problemem oprócz wiatru była liczba startujących - 20 osób! Puszczano nas z dwóch rzędów, tym bardziej, że stadion miał tylko 6 torów. Na pierwszej prostej zostałem zboksowany i spadłem na koniec stawki. Na kolejnej prostej ruszyłem jednak mocno do przodu, ustawiając się na 6-7 pozycji. Tym razem jednak zwyczajnie zabrakło sił. Pisałem wcześniej o tym, że mam problemy z bieganiem na dużym zmęczeniu kwasowym, to efekt uboczny 3 lat treningu pod długie dystanse. W tej chwili jeden bieg wytrzymuje już nieźle. Drugi dzień później okazał się zbyt ciężki. Pierwsze 800m biegłem mocno, odważnie, potem słabłem coraz bardziej, problemem było narastające uczucie ciężkości nóg. Ostatnie okrążenie było koszmarnie wolne. Ostateczny czas: 3:54,27, najszybciej w tym roku, ale generalnie bardzo słabo.

To jednak nie koniec startów. Otóż Ola, która w tym roku miała straszną ochotę spróbować dystansu 3000m z przeszkodami, dostała na miejscu ofertę" zającowania" na przeszkodach Miała przebiec 1km w tempie 3:20. Mimo kompletnego braku doświadczenia, zdecydowaliśmy się na ten bieg. Poprzednie starty Oli były wolne i nie czuła się zmęczona. Ostatecznie poprowadziła 15000m w tempie nieco szybszym od założonego. Z przeszkodami nie miała problemu. Gorzej z rowem z wodą. Pierwszy skok - to była katastrofa, Ola zawahała się, zwolniła i omal nie utopiła, wpadając w najgłębszą wodę. Drugi sok - znacznie lepszy. A za trzecim razem wskoczyła do wody jak rasowa przeszkodówka.

Pewny problemem był brak odpowiedniego obuwia, zwykłe kolce Oli mocno ślizgały się na belce, poza tym nasiąkły mocno wodą, co przeszkadzało w biegu. Poza tym jednak start wypadł pozytywnie i jeśli będzie okazja, Ola pewnie w tym roku przebiegnie cały dystans przeszkodowy.

Teraz o wrażeniach pozasportowych. Szwecja to piękny kraj, czysty, zadbany, ludzie uśmiechnięci i przyjaźni. Ja przede wszystkim zwracałem jednak uwagę na organizacje zawodów. Brutalna prawda jest taka, że po startach na tych mitingach, które nie były jakimiś wielkimi zawodami, kompletnie odechciewa się biegać w Polsce. Wielokrotnie pisałem o tym, że u nas zawodnik traktowany jest jak intruz. O biegi trzeba niemal prosić, dochodzą wydatki na transport, kłopotliwe podróże, noclegi. W Szwecji jest od tym względem cywilizacja. Organizator mityngu zapewniał noclegi w luksusowym hotelu, odbiór z lotniska i dowóz z powrotem, dowóz na stadion, wszelkie drobiazgi typu napoje, kawa, herbata, numerki, posiłki. Zawodnik martwi się tylko tym, żeby się rozgrzać i dobrze pobiec. Każdy bieg miała opłacanego pacemakera, podczas gdy w takiej Bydgoszczy na zająca składali się zawodnicy z własnej kieszeni. Tych biegów było zaś sporo, w Goeteborgu były 4 męskie biegi na 800m, wszystkie z zającami. W takich warunkach można uzyskiwać wyniki. Prędzej czy później pogoda, forma i samopoczucie zgraja się na tyle, że wynik padnie.

W Hassleholm w hotelu mieszkałem w pokoju z angielskim milerem i on opowiadał to samo: duże zawody w Anglii to 6-10 biegów męskich na 800m, każdy z zającem. Niestety, jesteśmy pod tym względem nawet nie trzecim, ale czwartym czy piątym światem.

Łyknęliśmy więc kawałek wielkiego świata, teraz brutalny powrót do codzienności. W kolejny weekend pobiegnę na którymś z lokalnych mityngów, mam do wyboru aż trzy: w piątek, sobotę i niedzielę. Ola startuje na 5km na ulicy, w biegu Ursynowa w Warszawie.

P.S. W Goteborgu miałem okazje poznać czytelnika mojego bloga - pozdrowienia Gregory i dzięki za zdjęcia!

P.S.2 Niestety, po dwóch biegach znowu koszmarnie dokucza mi kaszel. Jest bardzo źle, nie wiem, co z tym zrobię.
P.S.3 W Szwecji w zawodach na biezni są nagrody finansowe - u nas jak zwykle biega się za uścisk dłoni prezesa.
Kategoria: Starty 2011
Komentarze: (6)
Zaktualizowano: 18/06/2011, 07:25

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Mapa

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

14/06/2011, 23:27
#
Hej
Milo Was oboje bylo poznac w realu :)
Szkoda ze sportowo sie nie udalo tak jak chcieliscie, zapraszamy za rok!

Widzisz Marcinie wszytko pieknie organizacja super a wynikow nie maja :(
Czytalem analize dlaczego tak sie dzieje ze padaja takie slabe wyniki zaowdnikow szwedzkich, po prosty mlodziez sie nie garnie tak jakkiedys.
Wydaje mi sie ze wszyscy ida do pilki lub do hokeja albo tenisa albo golfa...tam gdzie kasa jest naprawde duza.
Na tym GP byla zacheta dla chlopaka ktory wygral napisali "Eric zlam 14 min. na 5km tak jak Gudrun Hägg w 1942 na tym samym stadionie" to nie wiem czy to zacheta
czy gra na ambicji ?:) Pobiegl 14:06 :)

Pozdrawiam

PS.
gdzie zdjecia, nic sie nie dalo wrzucic ?:)
15/06/2011, 08:30
#
Jakie jest uposażenie takiego zająca??
15/06/2011, 09:47
#
Będziecie mieli jeszcze okazję na taki wyjazd? Trzymam kciuki i mam nadzieję, że tak! Może jakieś starty w UK, albo ESP? Pozdrawiam
Marcin Nagórek
15/06/2011, 22:01
#
Zając może zarobić od 200 do 1000 euro, zależnie od dystansu i prędkości, na jaką prowadzi.

Gregory, mnie też było miło Was poznać. A co do zdjęć, - nie chciało mi się na razie wrzucać ; ) Poproszę Cię też pewnie o wysłanie kilku w oryginalnych wielkościach - na tych z oddali jednak ciężko coś dostrzec nawet na zbliżeniach. Odezwę się.
16/06/2011, 13:19
#
Marcin - "Ostateczny czas: 4:53,27" ?
Marcin Nagórek
16/06/2011, 14:01
#
3:54,27 oczywiście, już poprawiłem ; )

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Listopad 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin