05
06/2011
14:26
Poprzedni wpis zatrzymał się na moim dość optymistycznym starcie w Gdańsku, było to samotne 800m.  Kolejny tydzień upłynął spokojnie, z jednym wyjątkiem. Otóż środa 25 maja była dniem, kiedy omal nie zakończyłem swojego sezonu w najgłupszy możliwy sposób. Biegałem odcinki na stadionie, nic ciężkiego, 10x200m. Po ośmiu z nich, zrobiłem dłuższą przerwę w truchcie, aby dojść do siebie i dwa ostatnie porządnie zasunąć. No i zasunąłem.

Truchtam, truchtam, do linii startu brakowało mi może ze 40m, kiedy znienacka zahaczyłem wkrętem w podeszwie o tartan. Zdrzało mi się to już wcześniej, chwila nieuwagi, dekoncentracji, nogi zmęczone, więc ciągną się blisko podłoża. Ponieważ tartan jest szorstki, nie ma poślizgu, każde potknięcie w kolcach to jest albo raptowne zatrzymanie się, albo od razu upadek. Tym razem poleciałem kompletnie bezładnie. Jestem pewien, że Leszek Blanik nie wykonałby takich ruchów nawet po latach ćwiczeń. Otóż wyrzuciło mnie jakoś w powietrze, obróciło bokiem, ponownie zahaczyłem podeszwą o tartan - wyprostowaną nogą - potem runąłem w parter, przekoziołkowałem i ległem na wznak. Co było najgorsze - to uderzenie wyprostowaną nogą w tartan, kiedy byłem ustawiony bokiem. Od strony technicznej, po prostu wylądowałem butem na tartanie, ale wkręty trzymały się mocno. W lesie nogi rozjechałyby mi się, zrobiłbym może szpagat i pojechał na zszywanie krocza ; ) Tutaj było inaczej: wkręty zaklinowały się na tartanie i cała siła uderzenia (znaczna) poszła na nogę. Ponieważ leciałem zupełnie zdezorientowany, nie napiąłem mięśni, w żaden sposób tego nie zamortyzowałem. Noga wygięła się w łuk w bok, w stawie kolanowym, w płaszczyźnie, która na pewno nie jest naturalna. Całe uderzenie przyjęły więzadła z boku kolana. Ból był tak potężny, że byłem pewien, że mam je pozrywane, z początku w ogóle nie mogłem się ruszyć. okazało się jednak, że wytrzymały, nie wiem, jakim cudem.

Do dzisiaj czuję lekki ból, przez kolejne kilka dni noga była i obolała, i pospinana, np. przy wyproście czułem bój jakby naderwanej łydki. Udało się jednak, ale jestem pewien, że tak niebezpiecznie nie upadłem jeszcze nigdy. Co najlepsze - na równej powierzchni, podczas pięknej pogody, w trakcie świńskiego truchtu! Od razu po tym, kiedy zorientowałem się, że ruszam noga swobodnie, doceniłem fakt bycia zdrowym na co dzień.

Z lekko sztywna nogą w weekend broniłem tytułu w biegu ulicznym na milę. W zeszłym roku był to mój pierwszy start, zwycięski, który wprowadził mnie w bardzo kiepski sezon. Tym razem było to kolejny start z rzędu, ale nie udało się wygrać - byłem drugi! Miejmy nadzieję, że to dobra zapowiedź zwycięskiego sezonu ; ) Gwoli przypomnienia - w tym biegu najpierw leci się 6km krosu, po bardzo ciężkiej trasie. Potem 10 najlepszych ściga się w biegu na milę. W tym roku dużo bardziej niz rok temu musiałem spiąć się na krosie: pobiegłem minutę szybciej, żeby wejść do dziesiątki. Tym razem też mój najgroźniejszy lokalny rywal na takich dystansach, Leszek Zblewski, przyjął podobną do mojej taktykę, nie forsował tempa, oszczędzał się na tych 6km.

Sama mila tez wyglądała kompletnie inaczej. Rok temu było wolno, z długim, zabójczym finiszem. Tym razem od początku było bardzo szybko. Na prowadzenie ruszył Damian Pieterczyk (życiówka 3:44 na 1500m, dużo lepsza od mojej), bardzo mocno poprowadził pierwsze 600m pod wiatr, za co później zapłacił osłabnięciem w drugiej połowie dystansu. Po nim zmianę dał klubowy podopieczny Leszka Zblewskiego, Mateusz Kąkol, który starał się, aby tempo pozostało szybkie. To była taktyka na zmęczenie mnie przed finiszem. Prawie się nie udało.

Kiedy wyszliśmy na ostatnia prostą, do mety było 400m, a nas zostało czterech: Leszek Zblewski, Bartosz Mazerski, Mateusz Kąkol i ja. Kontrolowałem w pełni tempo, czułem się dobrze i szykowałem na mocny finisz. Tym razem rozegrałem to jednak nie najlepiej. Na 350m do mety zaatakował mocno Bartosz Mazerski. I tu mój błąd: zamiast utrzymać się za nim i poczekać, od razu skontrowałem, to znaczy zaatakowałem jeszcze mocniej. Wyszedłem na prowadzenie i kolejne 200m zasunąłem z całej siły. Rywale odpadli od razu na kilkanaście metrów, z jednym wyjątkiem. Leszek Zblewski, który ma na swoim koncie zwycięskie mile uliczne na całym świecie, życiówkę 3:37 na 1500m oraz uczestnictwo w zawodach Golden Ligue, utrzymał się za mną. Na ostatnich 100m poczułem, że ten atak był zbyt szybki, zbyt mocny, że nie utrzymam tego rytmu do końca. I wtedy Leszek zaatakował, wyskoczył mi zza placów. Na metę wpadł metr przede mną. On pierwszy, ja drugi, odwrotnie niż rok wcześniej.


Finisz

W tym czasie, kiedy ja biegałem milę, Ola startowała w wyścigu na 4,2km w Hrubieszowie, również na ulicy. Wygrała zdecydowanie, przebiegła dystans ze średnia prędkością 3:18/km, na krętej i pagórkowatej trasie. A dokładna prędkość zna stąd, że od pewnego czasu testuje nowy GPS Kalenji, Keymaze 700. Też się tym bawiłem, ciekawa zabawka, szczególnie na bieganie w terenie. Problem w tym, że mając coś takiego na reku ciężko się skoncentrować na samym biegu, wciąż jest pokusa sprawdzania bieżącej prędkości, tętna i tym podobnych bajerów. Dlatego ja wolę biegać ze zwykłym Timexem. Ale wrażenie po tym, kiedy w domu w komputerze GPS rzuca trasę treningu na zdjęcie satelitarne okolic - super. Za jakiś czas wrzucę może na bloga recenzję tego sprzętu.

Ola swój start pobiegła generalnie dużo za mocno w stosunku do planów, miała za zadanie oszczędzać siły, zamiast tego trzasnęła rekord trasy i wygrała z dużą przewagą. Tymczasem w poniedziałek wieczorem dowiedzieliśmy się, ż jest szansa na start w mityngu Enea Cup w Bydgoszczy. Trudno to było zaplanować wcześniej, bo organizator nie chciał dać jednoznacznej odpowiedzi, czy będziemy na liście, czy nie. Okazało się zresztą, że o ile Olę w końcu przyjęto (pod warunkiem, że sama zapłaci za dojazd i nocleg) na 3000m, dla mnie zabraklo miejsca nawet w drugiej serii biegu na 800m. Dostałem za to ofertę przyjechania jako "zając" i zgodziłem się.

Piątek upłynął więc pod znakiem biegów w Bydgoszczy. Ja startowałem jako pierwszy. Zrobiłem swoje, miałem poprowadzić 400m biegu w tempie 53,0 sekundy i dobiec do 600m poniżej 1:20. Nacisk był na równe tempo, bo to jest zwykle problemem pacemakerów. Mnie się udało wycelować praktycznie idealnie, 400m było w tempie 53,02, całość w równym tempie. Nie dobiegłem jednak do 600m. W Bydgoszczy mocno wiało, szczególnie po wyjściu z wirażu po 100m i po 500m. Wbiegając w wiatr na drugim okrążeniu, straciłem masę sił i juz po 550 metrach zaczął mnie wyprzedzać pierwszy zawodnik. Zbiegłem więc na trawę po przebiegnięciu 560m. Efektem mojego prowadzenia było 9 życiówek i 4 osoby poniżej bariery 1:50. Do tego kilka najlepszych wyników w sezonie oraz minimum na mistrzostwa świata juniorów młodszych jednego z zawodników. Wszyscy byli więc zadowoleni. Ja również - był to dla mnie dobry trening, który uzupełniłem później jeszcze odcinkami bieganymi na bocznym stadionie.

Ola tym razem mocno zawiodła - przybiegła na 10 miejscu, z czasem 9:30, gorszym o 6 sekund od jej niezbyt wyśrubowanej życiówki. Przez 1600m trzymała tempo na ok. 9:05-9:10, potem kompletnie osłabła. Przyczyny tego są obecnie analizowane. Wspominałem jednak kiedyś, że to jest najgorsza strona bycia trenerem: można zawodnika przygotować od strony fizycznej, ale zawiedzie coś innego. Trener nie wejdzie zaś na stadion, żeby pobiec zamiast podopiecznego. Na pewno jest to najgorszy start Oli od dłuższego czasu, a okazja na dobry wynik była niepowtarzalna.

W Bydgoszczy fantastyczny bieg w wykonaniu Adama Kszczota i Marcina Lewandowskiego. Mimo silnego, zimnego wiatru obaj stworzyli znakomite widowisko. no i takiego szybkiego biegania w Polsce nie było od bardzo dawna.

Wczoraj wróciłem do domu i na kolejny weekend zapowiadają się kolejne ciekawe biegi. Tym razem prawdopodobnie pojedziemy za granicę, żeby startować na bieżni. Ja na dystansach 800/1500m, Ola na 5000/15000m. Nie jest to jednak do końca dograne, dlatego nie znam jeszcze szczegółów.
Kategoria: Starty 2011
Komentarze: (8)
Zaktualizowano: 06/11/2011, 11:55

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Mapa

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

05/06/2011, 23:10
#
niektorzy wedlug redaktorow (choc raczej nie sporotowych) robia <a href="http://www.wloclawek.info.pl/nowosci,sport,2,1,enea_cup_zyciowka_katarzyny_kowa,16450.html">zyciowki</a>
06/06/2011, 11:46
#
"Efektem mojego prowadzenia było 9 życiówek i 4 osoby poniżej bariery 1:50. Do tego kilka najlepszych wyników w sezonie oraz minimum na mistrzostwa świata juniorów młodszych jednego z zawodników."

Klub z 16-tysięcznej miejscowości bez bieżni tartanowej wychował reprezentanta na Mistrzostwa Świata. Całe Głuchołazy są dumne. Ktoś powie: "Zobaczymy co będzie biegał za 5 lat", a ja życzę wielu seniorom takich wyników.
Marcin Nagórek
06/06/2011, 12:13
#
Bardzo dobrze, niech chłopak biega. Byliśmy razem w pokoju, więc mieliśmy okazję się poznać. Wyrośnięty z niego junior młodszy ; )
08/06/2011, 16:35
#
elo, ;)
napisz , mi jakie . ma ćwiczyć ćwiczenia , aby zrzucić oponkę na brzuszku , ;D
Marcin Nagórek
09/06/2011, 17:50
#
Na oponkę wszelkie ćwiczenia, byle regularnie i dużo ; )
09/06/2011, 19:09
#
Żeby zrzucić oponkę, to trzeba mieć ujemny bilans energetyczny i odsłonić mięśnie, które są pod magazynem tłuszczu. Czyli: zrzucić oponkę - spalić tłuszcz (dieta rabbit food etc.), zrobić masę: wcinać zapiekanki, pizze itp. ;)
10/06/2011, 22:03
#
A co sie nie chwalisz ze zawitasz do Gbg?....postaram sie byc i kibicowac :)
Powodzenia jutro :) stadion jest b. fajny kameralny.
Marcin Nagórek
10/06/2011, 22:19
#
Nie było okazji się pochwalić, czekałem raczej na okazję do zrobienia wpisu po startach (w niedzielę razem z Olą biegamy jeszcze w jakiejś miejscowości koło Malmoe). Poza tym nie miałem pojęcia, że jest na blogu ktoś z Goeteborga! Byłem dzisiaj na tym stadionie - żałuję, że to nie jest ta główna arena, gdzie były mistrzostwa Europy. Za to hala obok robi powalające wrażenie.

Stadion jest dość odsłonięty i dzisiaj strasznie wiało, zaś start jest o 13 z kawałkiem. Trafimy na wiatr, nie będzie dobrze, tym bardziej, że tajna prosta, na której mam zamiar przesuwać się do przodu, jest akurat pod wiatr ; )

Niesamowity jest ten park koło stadionu, te tłumy biegających ludzi, kilometry ścieżek. Ogólnie jesteśmy na razie zachwyceni całą organizacją, otoczką tych zawodów.

Gregory, koniecznie weź aparat - ja zapomniałem!

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Poprzedni: Krótkie starty
Następny: Weekendowe starty
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Lipiec 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin