22
05/2011
13:01
Im bliżej końca maja, tym pełniej rozwija się sezon startów na bieżni. Oboje z Olą mieliśmy pracowity weekend, oboje biegaliśmy - i u obojga forma idzie w górę.

Ja startowałem wczoraj w biegu na 800m w Gdańsku. I właściwie mam w związku z nim same dobre wiadomości. Po pierwsze, kontuzjowana ostatnio noga coraz bardziej puszcza i mogłem normalnie biec. Po drugie, forma pnie się coraz wyżej. Wczoraj w samotnym biegu pobiegłem 1.52,43. To najszybciej od 2 lat, a dużym czynnikiem w tym biegu był silny wiatr, gdyby nie on, mogło być jeszcze z sekundę szybciej. Bieg przyspieszono też o 15 minut, nie byłem do końca rozgrzany, nie zdążyłem zrobić zaplanowanej serii pobudzających przebieżek. No i po trzecie - kombinacja zmiany pogody i tabletek na alergię złamała wreszcie mój kaszel. Po biegu oskrzela są tylko trochę podrażnione, czyli mogę normalnie startować i wszystko tu gra.

Ola podczas akademickich zawodów w Łodzi biegła wczoraj na dystansie 1500m. Zajęła 3 miejsce z czasem 4.21,76. Był to dla niej pierwszy w tym roku start na bieżni, poza za biegiem na 10 000m w Lidzbarku.  Co więcej, ponieważ w sferze zainteresowań Oli leżą głównie biegi długie, nie trenowała w ogóle pod tak krótkie dystanse. Jeszcze w poniedziałek robiła długi, ciężki interwał o dużej objętości. W tej chwili jej trening jest nastawiony głównie na 5000m i mamy nadzieję, że będzie okazja do szybkiego biegu na tym dystansie. 1500m wydało się więc Oli piekielnie szybkie. Podobnie jak ja w pierwszych startach, nie była w stanie wejść na bardzo wysoki pułap kwasowego zmęczenia. Mimo wszystko - wynik jest niezły. Dzisiaj Ola, dosłownie przed kilkoma minutami, startowała w biegu na 800m, zajmując 4 miejsce, przegrywając trzecie o 0,04 sekundy, jej czas to 2:08.

Jestem zadowolony ze swojej decyzji skupienia się na krótszych dystansach. Ten trening leży mi dużo bardziej, sprawia większą przyjemność. Po pierwszych typowo średniodystansowych startach i treningach byłem przerażony - ból i głębia zmęczenia na tych dystansach jest straszna. Naprawdę zapomniałem, jak to boli. Powoli czuję jednak, że nogi odnajdują właściwy rytm i pojawia się coraz większa moc. Wczoraj to jeszcze nie była bardzo wysoka forma, ciągle brakuje mi rezerwy kwasowej na ostatnich 200m dystansu. Mimo wszystko jednak zupełnie inne było samopoczucie w połowie dystansu. Pierwsze 400m przebiegnięte w 55 sekund było odczuwane jako luźne - wreszcie.

Wydawać by się mogło, że skoro 3 lata startowałem na dystansach długich, powinienem czuć się najlepiej na finiszu biegu na 800m, że tu nie powinno być problemu. Tak jednak nie jest, biegi średnie to dość zdradliwa kombinacja wytrzymałości, szybkości i siły. Ostatnie 200m biegu to płynięcie na bardzo wysokim poziomie kwasu mlekowego, grzęźnięcie w potężnym, narastającym zmęczeniu. Ogólna wytrzymałość jest tylko wstępnym etapem przygotowania do tego rodzaju wysiłku. Ktoś, kto nie jest przyzwyczajony do wysokich poziomów kwasu, pod koniec zwolni, choćby był wspaniałym długodystansowcem. Poza tym uderzenie mleczanu do mózgu jest potężne. Po pierwszym biegu odczułem to koszmarnie, wczoraj było trochę lepiej. Nadal jednak jest to uczucie niemal zejścia z tego świata. C ciekawe, po samym biegu zatrzymuję się i przez chwilę wszystko jest OK. Organizm potrzebuje kilku minut, żeby przepompować wysyconą kwasem krew z pracujących mięśni (głównie nóg) do całego krwiobiegu. W momencie kiedy ten poziom rośnie i kwasowa fala dociera do mózgu, to jest odczuwalne jak uderzenie młotem. Momentalnie robi się ciemno przed oczami, w głowie się kręci, z całego ciała promieniuje dziwny ból, a jego epicentrum jest w coraz bardziej piekących, jakby poparzonych oskrzelach i płucach. Wczoraj więc też dogorywałem dobrych kilka minut.

To uczucie jest stopniowo coraz lepiej znoszone przez organizm. Kiedy biegałem biegi średnie długo i regularnie, nie miałem po biegu nigdy takiego zejścia, był ból, ale dużo łatwiejszy do zniesienia. Teraz przypominam to sobie od nowa, ciężka sprawa, ale progres jest tu błyskawiczny. Spodziewam się więc bardzo szybkiego wzrostu formy.

Trzeba też wiedzieć i pamiętać, że kluczem do dobrego 800m jest w moim wypadku przede wszystkim szybkość. Wytrzymałościowo jestem mocny, kwasowo też szybko się poprawię. Barierą zawsze była jednak prędkość. Jeśli będę w stanie w tym roku przy lotnym starcie złamać 23 sekundy w biegu na 200m - na 800m nie ma barier tego, jak szybko mogę pobiec. W innym przypadku podczas pierwszego okrążenia w tempie 52-53 sekundy zmęczenie jest zbyt duże, usztywnienie zbyt duże. Przy poziomach bliskich maksymalnej szybkości zużycie energii wzrasta ogromnie, tutaj musi być pewna rezerwa. Nad tym więc pracuję cały czas. A przy tym szybkość u średniodystansowca jest wymagana przy niskiej masie mięśniowej. Tu nie można mieć zbędnych kilogramów. One mogą dać siłę na bardzo mocne przyspieszenia, ale po kilkunastu sekundach biegu każdy zbędny gram mięśni zaczyna łapczywie pożerać cenny tlen - i nie starcza go do mety.

Mój trening cały czas jest więc dość unikalny. Nie robię żadnej konwencjonalnej tzw. siły - jedynie ćwiczenia wyrównujące, korygujące postawę. Szybkość wymaga też precyzyjnego manewrowania odpoczynkiem - włókna mięśniowe odpowiedzialne za generowanie dużej mocy potrzebują i mocnego pobudzenia, i odpoczynku dużo dłuższego niż te bardziej wytrzymałościowe. Stąd pod 800m ciężko trenować na bardzo dużej objętości. Wręcz przeciwnie, ważne jest bardzo mocne odpuszczenie w odpowiednim momencie. Równocześnie trzeba zaś dbać o to, by za bardzo nie spadł poziom ogólnej wytrzymałości. To jest więc ciągły, precyzyjny balans. Moim plusem jest to, że ja już tu byłem. Wiem, jaki poziom formy i jakie bodźce są potrzebne, aby na 800m biegać poniżej 1:50. Wiem, czego szukam, za czym gonię. Kiedyś wyglądało to inaczej - trenowałem ciężko, ale nie miałem tej świadomości, co muszę konkretnie robić. Czy mam szybciej biegać odcinki, czy robić ich więcej, czy skracać przerwy, a może biegać ogólnie więcej lub więcej czasu spędzać na siłowni? Teraz nie mam takich dylematów, do szczytu formy podążam prostą, jasną drogą.
Tagi: 800m, szybkość
Kategoria: Trening 2011
Komentarze: (4)
Zaktualizowano: 29/05/2011, 08:41

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

24/05/2011, 09:33
#
Witam!

A jakie plany na najbliższy weekend?
Marcin Nagórek
24/05/2011, 16:51
#
W ten weekend odpoczywam od bieżni, biegnę milę uliczną niedaleko siebie. A dalej na razie nie wiadomo, jest kilka alternatywnych planów...
02/06/2011, 16:10
#
Ej, dlaczego Ola nie jedzie do Oslo? PZLA? Czy co?
Marcin Nagórek
03/06/2011, 12:11
#
No, jak zwykle PZLA ; ) Ale my nawet nie zgłaszaliśmy chęci wyjazdu, nie wiedzieliśmy, że jest taka możliwość. A do tego Ola jeszcze nie jest gotowa, żeby walczyć tam z sama czołówką europejska, więc nie ma co skakać na głęboką wodę zbyt wcześnie. Jak już wywalczymy tego typu wyjazd, to z myślą chociaż o pierwszej piątce.

Dzisiaj Ola biegnie za to w Bydgoszczy w mocnym biegu na 3km, to chyba będzie w TV. Ja też tu jestem i prowadzę drugą serię biegu na 800m. Relacja z ostatnich dni się opóźnia przez te wyjazdy, ale nadrobię po Bydgoszczy. W ostatni weekend oboje biegaliśmy na ulicy, z dobrymi rezultatami.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - kategorie
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Wrzesień 2017 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin