04
05/2011
14:43

Jako najszybszy blog w Polsce zamieszczam jeszcze gorącą relację z mistrzostw Polski na 10 000m, które odbyły się właśnie w Lidzbarku Warmińskim. Jestem jedynym przedstawicielem mediów (oprócz regionalnych), który zjawił się w tym zagubionym wśród lasów miasteczku. Na razie będzie jednak bez zdjęć, bo chociaż pstryknąłem ich ok. 600, nie zabrałem kabla USB. Do tego internet w Lidzbarku chodzi w bardzo niespiesznym tempie.

Jak wszystkim wiadomo, na mistrzostwach Ola startowała na dystansie 10 tysięcy metrów, ja natomiast na towarzyszącym mityngu biegłem dystans 800m. Wyjazd zakończył się przyjemnie, po raz kolejny jest duży sukces Oli. Trzeci raz z rzędu zdobyła srebrny medal mistrzostw Polski na 10 000m! Niedługo trzeba będzie założyć sklep jubilerski z tymi srebrami. Nie udało się zdobyć pierwszego złota, ale trzeci rok z rzędu jest solidna, bardzo dobra życiówka: 33:56,30. Pękła wreszcie bariera 34 minut, to już jest u dziewczyn naprawdę niezłe bieganie. Ola rozwija się w równym rytmie, bez przerw, przeszkód, przetrenowania, spokojnie i wciąż do przodu, w czym widzę również moją skromną zasługę.

Po raz trzeci z rzędu złoto zdobyła inna rywalka, co roku zaskakuje Olę ktoś nowy. Tym razem była to Iwona Lewandowska, która pokazała, że niedawny bardzo dobry wynik w półmaratonie nie był przypadkiem.

Jak to się rozgrywało? Zacznijmy od tego, że pogoda nie sprzyjała bieganiu. Było potwornie zimno! Temperatura niewiele przekraczała 0 stopni, to mogło być 5-6 stopni na plusie. Co gorsza, wiał silny, lodowaty wiatr, dosłownie zmrażający mięśnie na kamień. W tych warunkach bieg męski był bardzo wolny. Podobnie zresztą moja 800-tka. Wygrałem ten bieg bez specjalnych problemów, ale wykręciłem strasznie słaby czas: 1.55,27. Spodziewałem się, że w dobrych warunkach pobiegnę 1:51, może 1:52. Było dużo gorzej, ale jednak do tak szybkiego biegania konieczne jest ciepło. Pierwszy raz w życiu biegłem 800m w rękawiczkach, rękawkach, nogawkach i opasce na uszy! I tak jednak niemal zamarzałem. Mięśnie kompletnie nie chciały pracować w dynamicznym tempie. Gdyby to było gdzieś na miejscu, odpuściłbym ten start. Ale jechać taki kawał i nawet nie pobiec? Zrobiłem więc swoje, przetarłem się. Oskrzela pieką mnie do teraz od zimnego powietrza.


Mój bieg na 800m


Tym większy podziw dla dziewczyn, które biegły 10km. Miały trochę więcej dystansu, żeby się rozgrzać, ale i tak start nie należał do przyjemności. Na pierwszych kilometrach na zmianę prowadziła Ola Jawor i Iwona Lewandowska. Rywalkom zależało na mocnym tempie, i ze względu na zrobienie życiówek i na to, że Ola ma z tej stawki najbardziej piorunujący finisz.

Ola usadowiła się komfortowo na 3-4 miejscu i biegła spokojnie swoje, obok siostry Ani. Przełom nastąpił w okolicach 4 kilometra. Z zaskoczenia bardzo mocno zaatakowała Iwona Lewandowska. Sam lubię rozgrywać biegi w ten sposób, więc wiem, jakie to deprymujace i demotywujące dla rywali, o ile oczywiście wystarczy sił do mety. Zanim Ola zorientowała się, co się dzieje, zanim mogła za wirażem przejść do przodu stawki, Iwona była 50 metrów przed wszystkimi i pędziła bardzo mocno. To rozstrzygnęło bieg. Ola próbowała gonić, chwilami pomagały jej inne dziewczyny, ale Iwona nie zwolniła, nie miała kryzysu, w mocnym tempie dotarła do mety. Ola dłuższy czas ciągnęła za sobą resztę czołówki, dopiero na ostatnich kilometrach razem z Anią oderwały się, we dwójkę, rozstrzygając obecność na podium. Wtedy też ciężko już było myśleć o gonieniu, zaczęło się szachowanie w walce o srebro. Dwie siostry dotarły razem do 300m przed metą, gdzie Ola zaatakowała bardzo mocno, biegnąc od razu sprintem. Momentalnie zrobiła kilka metrów przewagi i nie oddała jej do końca. No i jest - trzecie srebro z rzędu, trzecia życiówka z rzędu.



Ola stwierdziła, że cały czas czuła się bardzo dobrze, nie miała żadnego kryzysu, po biegu nic jej nie boli. Ze mną trochę gorzej, dokucza mi kaszel po sprincie na zimno, przemarzłem też potwornie oglądając biegi, więc mięśnie nie są w zbyt dobrym stanie. Już niemal zapomniałem, jak boli 800m - a boli bardzo mocno. To chwila, dwie minuty cierpienia, ale jednak jest to nieporównywalnie głębsze niż męczarnia podczas długiego biegu. Na mecie boli głowa, ciemno w oczach, płuca palą jak wypełnione gorącą lawą. Stanowczo potrzebuję treningowych startów, żeby przyzwyczaić się ponownie do tego uczucia, dlatego pewnie już w weekend wystartuję znowu. Chyba że pogoda się nie poprawi, na razie na biegi średnie jest za zimno. Ale i tak było lepiej niż na południu kraju, gdzie spadł śnieg...

Bieg męski był wolny od początku. Pierwsze kilometry były w tempie 3:03, 3:00. Dla porównania, rok temu, kiedy zacząłem w tym tempie, byłem daleko w tyle. Teraz czołówka stłoczyła się i przez kilka kilometrów biegło razem kilkanaście osób. Na zmianę prowadzili głównie Łukasz Kujawski i Krystian Zalewski. Potem grupka stopniowo topniała, ale przełom nastąpił dopiero kilometr przed metą. Na długi, bardzo mocny atak zdecydował się Tomasz Szymkowiak. Zaskoczył rywali i dobiegł do mety niezagrożony, na ostatniej prostej machając swobodnie do nielicznej publiczności. Na drugim miejscu Radek Kłeczek, na trzecim Łukasz Kujawski. Dopiero czwarty jeden z faworytów do złota, Artur Kozłowski.

Całe zawody odbywały się w dość chałupniczej atmosferze. Dzień przed biegiem nie działało biuro zawodów, choć tak było w regulaminie, a nawet dwie godziny przed mityngiem nikt nie wiedział, czy np. do biegu na 800m trzeba jeszcze potwierdzić zgłoszenie. Generalnie organizatorzy byli kompletnie zagubieni. Co gorsza, jak zwykle mocno zadziałał Polski Związek Lekkiej Atletyki. Smutni panowie w szarych swetrach zrobili bez wątpienia największe widowisko. Co najmniej kilka osób nie zostało dopuszczonych do startu ze względu na drobne braki proceduralne, na ogół zresztą wynikające z winy samego PZLA. Dobrze wiem, jak to działa, bo dzień przed końcem zgłoszeń wydawało się, że i Ola nie będzie mogła wystartować. Otóż zmęczony życiem facet od regulaminów zakwestionował badania lekarskie Oli. Chore jest już samo to, że od dorosłej zawodniczki wymaga się jakiegoś papierowego śmiecia. Jako dorośli biegamy na własną odpowiedzialność, tak jest w każdym cywilizowanym kraju. Każdy, niekoniecznie mądry obywatel może mieć legalnie dzieci czy wsadzić głowę pod pociąg, nie może natomiast przebiec się na kawałku stadionu, bo gromadka działaczy, aby uzasadnić swe bezmyślne trwanie, wydala z siebie kolejne absurdalne przepisy. 

Co gorsza, przyczepiono się do kompletnej pierdoły - tego, że lekarz, który przybił pieczątkę, nie ma uprawnień do badania osób powyżej 21 roku życia. Rozumiecie to? Lekarz jak najbardziej sportowy, regularna pieczątka, tylko działaczowi nie pasuje. Następnym razem będzie to musiał być koniecznie lekarz o brązowych oczach. A znajdź teraz człowieku fachowca z odpowiednią pieczątką! Nie ma takiej opcji. Nie ma żadnej listy takowych, bo jest ochrona danych osobowych. Obdzwoń więc wszystkich lekarzy w całym kraju, może przypadkiem trafisz na tego, który ma odpowiedni dla PZLA papier, o ile powie Ci prawdę. I wiadomość o tym dostajemy dzień przed końcem zgłoszeń, chociaż papierki leżały w PZLA miesiąc. No ale rozumiecie, w takim wielkim, poważnym związku jest wiele rzeczy do zrobienia, bankiety, wyjazdy, autografy - pewnie czasu nie mieli... Całe szczęście, że załatwiając wszystko na ostatnią chwilę, goniąc jak szaleni, po dwóch dniach stresu i dziesiątkach telefonów zdążyliśmy skompletować makulaturę pół godziny przed końcem zgłoszeń. Inni nie mieli tego szczęścia.

Jeden z chłopaków jechał 12 godzin spod Wrocławia, mając ustne zapewnienie smutnego pana od regulaminów, że wszystko gra w jego papierach i będzie zgłoszony. Na miejscu powiedziano mu, że jednak nie gra. Mógł się spakować i wracać drugie 12 godzin... Podobnie skończył się ten wyjazd dla kilku osób. I co najlepsze - do startu nie dopuszczono broniącej tytułu mistrzyni Polski Agnieszki Ciołek, również czepiając się do czegoś w papierach! Ciężko tu nie zakląć - dziewczyna jest mistrzynią Polski i nie może pobiec w mistrzostwach, bo jakiś postkomunistyczny aparatczyk z przegranym życiem tak postanowił. To się nazywa popularyzacja sportu po polsku! Jedź, zawodniku cały dzień na kompletne zadupie na Mazurach, a tam Ci powiedzą, że nie, bo NIE. Działacz ma władzę i nie zawaha się jej użyć.

PZLA nie zawodzi i zawsze zapewnia wspaniałe atrakcje pozasportowe. Zmieniają się prezesi, prezydenci, upadł nawet Fidel (zresztą ze schodów), wykończono ben Ladena -  a w PZLA bez zmian. Trzeba modlić się, aby to pokolenie nieudacznych działaczy jak najszybciej wyciągnęło kulawe kopyta. Nawet to jednak nie daje nadziei - jak muchy do miodu ciągną do państwowych pieniędzy kolejni młodzi "działacze", zapowiadając wielkie zmiany, po czym po przyspawaniu do stołka szybko tracą kontakt z rzeczywistością. Jakimś tam bossem został rok temu Piotr Haczek, podobno młody i kompetentny. Jak widać, a właściwie nie widać, został kolejnym smutnym panem, dla którego nic nie można zrobić, bo wiecie, rozumiecie, przepisy, nie jego działka, nie jego problem... Najpierw sami wymyślamy kretyńskie regulaminy, a potem biadolimy, że nie można dopuścić do startu, bo przepisy mówią to czy to. Tym razem nas to nie dotknęło - ale mogło.

I jeszcze zmiana klimatu, kolejna dobra wiadomość na koniec - w czerwcu szukajcie Oli na okładce pisma "Bieganie"! Dostępne w Empikach.

Oto zaś dziewczyny na podium:


Kategoria: Starty 2011
Komentarze: (14)
Zaktualizowano: 07/04/2012, 22:22

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Mapa

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

04/05/2011, 00:07
#
A ja juz widziałem ta okładkę :D choć nie gotowa i w kolorach troche dziwnych (pewnie profil ICC drukarni) ale jest fajne. :D
04/05/2011, 10:42
#
sport.onet.pl/lekkoatletyka/lewandowska-i-szymkowiak-mistrzami-polski-w-biegu-,1,4260853,wiadomosc.html
Hahaha zajebiste tłumaczenie PZLA w sprawie Agi... Rok temu wszystko sie zgadzało z dokumentami. Aga wygrała dyche, biegała na MP w półmaratonie i wszystko było OK. A teraz leśne dziadki coś wymyślają...
04/05/2011, 15:07
#
Ale z wyciaganiem kulawych nog przez pokolenia działaczy to juz przesada? Chyba ze zyczysz im zejscia(smiertelnego).

Prawie pewne jest,ze działacz Haczek niczego nie wskora (juz przsiąkł klimatem no i ma na swoim koncie incydent z koszulkami na ME),sprawa się rozmyje,ucichnie,zamiotą to pod dywan,a za rok/dwa/trzy będzie to samo.Znów spotkacie smutnych panów w szarych swetrach:)
Marcin Nagórek
04/05/2011, 21:27
#
Z tym argumentem zmiany klubu stanowisko PZLA jest logiczne. Rzeczywiście jest taki przepis, że zawodnik idący na studia (lub do wojska) automatycznie zmienia klub, a po skończeniu wraca do tego poprzedniego. Tutaj więc argument PZLA jest jak najbardziej zasadny i ona rok temu mogła biegać, bo była studentką, a teraz nie jest.

Ja jednak podważam sens tego przepisu w ogóle w kontekście mistrzostw Polski. Dobrze powiedział tu Kamil: niech biega, a procedury administracyjne, czyli jakiemu klubowi zaliczyć to miejsce, niech już potem sobie PZLA rozważa do woli. Głupotą jest niedopuszczanie jakiegokolwiek polskiego zawodnika do mistrzostw Polski. To są mistrzostwa indywidualne, nie klubowe i każdy powinien mieć prawo startu, bez względu na status klubowy. Kto wie, czy tu nie da się zaskarżyć sprawy do sądu, gdyby ktos się uparł i zażądać finansowej rekompensaty np. za utracone nagrody i stypendia. Jak by taki burak działacz miał z własnej kieszeni wypłacać zawodniczce stypendium sportowe, następnym razem poważnie by się zastanowił, zamiast kogoś skreślać.

Co do wyciągnięcia kopyt - nie życzę im tego dosłownie, w tej chwili. Po prostu nie widzę możliwości zmiany przy obecnym pokoleniu działaczy. Dopiero jak to powymiera, może da się coś zmienić. Smutnych panów odpowiednio podsumujemy w kronikach, bo to my będziemy spisywać ich historię. Jest taki ostatni wers z piosenki Maleńczuka "Arkadiusz", który dobrze tu pasuje do sytuacji, ale go nie przytoczę, bo jest zbyt wulgarny ; )
04/05/2011, 22:41
#
Lidzbark Warmiński? Przynajmniej wśród lasów. Czyste powietrze a nie np. w śmierdzącej spalinami 100licy. Z drugiej strony zarówno w jednym jak i drugim miasteczku stadiony są zapewne na tym samym poziomie. Smutne ale prawdziwe. Buduja wielki Narodowy bez bieżni. A że MP w małej mieścince? No cóż. Jaki Związek (PZLA) takie mistrzostwa.....
04/05/2011, 22:47
#
Nawet jeśli przepisy są bzdurne to trzeba je przestrzegać...i niestety to smutna rzeczywistość. Ale... dobrze,że są takie zdania, głosy i dyskusje bo skoro to nie ma się jak do rzeczywistości to trzeba to zmieniać.

Wielkie gratulacje szczególnie dla Oli i oczywiście dla Nagora;) Wspaniała życiówka Oli ! Brawo !!!
05/05/2011, 08:57
#
Gratulacje, szczególnie za sukces trenerski :)

Czytając ostatni numer Biegania natknąłem się na Twój artykuł o węgierskiej szkole interwałów. Rozumiem, że część Twojego treningu bazuje na tej koncepcji? Ponieważ zainteresowałem się tym systemem, chciałbym zapytać czy mógłbyć polecić jakieś źródła w tym zakresie? Research za pomocą google nie przyniósł zbyt wielu informacji. pozdrawiam
Marcin Nagórek
05/05/2011, 11:05
#
Igloi to geniusz, który mnie mocno inspiruje. Ale źródeł nie ma w ogóle, może po węgiersku ; ) Trzeba korzystać z tego, co jest, ewentualnie mocno przemyśleć tę koncepcję i zastanowić się, czy nie można tego sposobu treningu zaadaptować do siebie - tak ja zrobiłem.
05/05/2011, 11:26
#
ja mam za sobą 2 treningi kombinowane wg Twojego artykułu :)

1)

10 razy (100m+100trucht) + 400m trucht + 10 razy (200m+150m trucht) + 400m trucht + 5 razy (100m+100m trucht) + 400m trucht

+ łącznie ponad 2 km spokojne biegu
2)

10 razy (100m+50m trucht)+400m trucht + 10 razy (200m+100m trucht) + 400m trucht + 5 razy (100m+100m trucht) + 400m trucht

+ łącznie ponad 2 km spokojne biegu

Jako amator czuję ten trening w nogach, zwłaszcza, że bieganie po bieżni żużlowej nie jest tak miękkie jak trening po trawie a chyba tak trenowali zawodnicy Igloi (?)
Marcin Nagórek
05/05/2011, 12:51
#
Jego zawodnicy rąbali wszystko w kolcach, po żużlu, trawie i tartanie. Dla mięśni to był zabójczy trening. Ty też się wzmocnisz, tylko nie doprowadzaj do zbyt dużego zmęczenia. Generalna idea jest taka, żeby robić sporą objętość, używając dość wysokich prędkości, co jest możliwe dzięki interwałowi.
05/05/2011, 16:54
#
Marcin,

w nawiązaniu do Twojego wpisu o treningu metodą Igloi chciałbym zapytać się czy do tych treningów warto zaopatrzyć się w kolce czy tez tak jak do tej pory sesje na żużlu wykonywać w lekkich szosówkach? Boję się, że zmiana obuwia może zbyt obciążyć mój aparat ruchu, z drugiej zaś strony rozumiem, że dzięki kolcom jest szansa na lepsze wzmocnienie mięśni (?)
Marcin Nagórek
05/05/2011, 18:29
#
Zacznij od normalnych butów. Kolce ewentualnie później, chociaż jeśli nie startujesz na bieżni, to nawet to nie jest konieczne. Generalnie jednak to ma być bieganie w butach, tak jak każdy inny trening. I uważaj, bo ten trening był systemem stosowanym wyłącznie pod opieka trenera. Pisałem o tym, że Igloi potrafił zmieniać jednostkę na samym treningu, widząc, że biegacz kiepsko się prezentuje. Biegając to samemu, trzeba mieć w sobie naprawdę dużo samodyscypliny i znajomości własnego organizmu. A i tak nie wiem, czy da się to robić skutecznie. Ja stosuję tylko elementy tego rodzaju treningu.
06/05/2011, 19:25
#
Marcinie
Czytam Twoje teksty regularnie i uważam, że są na bardzo dobrym dziennikarskim poziomie.
Tym dziwniej wygląda stwierdzenie, że Lidzbark Warmiński jest.... na Mazurach. No bez przesady ;)
Marcin Nagórek
06/05/2011, 22:20
#
Ej, ja nie wnikałem, gdzie to dokładnie leży. Wsiadłem w pociąg i pojechałem, a razem z Pucharem dostałem folder o Warmii i Mazurach. Stąd ten skrót myślowy ; )

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Poprzedni: Szybka akcja
Następny: Uwagi taktyczne
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Listopad 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin