07
04/2011
00:00

Zamieszanie związane z moim ostatnim wpisem nieco ucichło, sprzedawcy gadżetów przestali protestować w komentarzach - czyli czas wrócić do wpisów treningowych. Ale zanim do tego przejdę, jeszcze krótka recenzja. Otóż 1,5 tygodnia po wpisie na moim blogu ukazał się tekst w "Wyborczej", poświęcony naturalnemu bieganiu. Przyjmuję to za dowód na siłę oddziaływania mojego bloga - redaktory czytają i się inspirują ; ) Tekst jak tekst, da się czytać, tylko jedno mnie rozwaliło.

Otóż autor z jednej strony pisze o naturalnym bieganiu, a z drugiej na końcu, wśród garści porad, daje nieśmiertelną wskazówkę: "zmieniaj buty co 800km". Otóż wymiana butów co 800km (jeszcze jakiś czas temu było to 1000km, a jak znam życie, słupki sprzedaży spadną, zacznie się lansowanie wymiany co 600km) to propaganda wymyślona przez działy marketingu firm obuwniczych. Aby sprzedać więcej, wymyślili co następuje: "po 1000km systemy amortyzacji są zużyte i przestają spełniać swoją rolę". OK, i tak nikt tego nie sprawdzi, więc przyjmijmy to na wiarę. Ale po co w takim razie wymiana butów co 800km w modelach "naturalnych", ostentacyjnie ignorujących modę na amortyzację? To najwyraźniej pozostanie tajemnicą autora tekstu.

Powtórzę: ja rąbię w butach treningi aż do ich śmierci klinicznej. Bezapelacyjnie i do końca - ich albo mojego. 5 tysięcy przebiegu to norma. Biegam jeszcze np. w prostych Nike, kupionych na wyprzedaży w Stanach 4 lata temu. Za cholerę nie mogę tych butów zajechać. Taką samą sytuację mam z Woolfami, tanią marką. Ich startówki na początku dostały minusa, bo po 100km biegów po asfalcie podeszwa była już mocno starta. Postanowiłem więc dobić je na rozbieganiach i wyrzucić. A tu niespodzianka - biegam, biegam i ani dziurki, wszystko się pięknie trzyma, chyba prędzej zetrę nogi niż te buty.

Koniec dygresji technologicznej.

Co w treningu? Naprawdę muszę ponarzekać na pogodę. W tym roku jestem niebywale tolerancyjny i bez zmrużenia oka znoszę wiele. Ale to, co się dzieje w ostatnich 2 tygodniach, to jest jakiś skandal. Rząd powinien zająć się tym, a nie wyzwalaniem ropy naftowej w Libii. Otóż przez wybrzeże przetaczają się jakieś apokaliptyczne huragany, z okazyjnym akompaniamentem w postaci ulew. Jeden za drugim. Wiatr jest tak silny, że naprawdę ciężko zdziałać cokolwiek. Biega się jak na bieżni mechanicznej - niby kręcę nogami, a efekt komunikacyjny nie następuje, nadal tkwię w tym samym miejscu. Myślę, że to kara boska za POPiSy na naszej scenie politycznej.

W tych warunkach robię co mogę, aby zagrozić najlepszym Kenijczykom. Zaczęło mi się wreszcie solidne bieganie na stadionie. W zeszłą niedzielę przyjęło to postać interwału 30x300m, na dość krótkich przerwach. W środę na jeszcze zmęczonych nogach biegłem 3x3km - tu było apogeum huraganu, nie licząc dzisiejszego dnia, kiedy robiłem tylko rozbieganie. Ciężko ocenić rzeczywistą moc tego treningu, w wietrze kręciłem cały czas w okolicach 3:20/km, generalnie w trupa. Sporą część tych treningów robię już w kolcach, co mocno odczuwają łydki. W Słupsku biegam po najtwardszej z możliwych nawierzchni, startowym, olimpijskim mondo. Jest to piekielnie szybkie, ale twarde jak diabli. Mnie to jednak nie rusza.

Na przełomie marca i kwietnia dopadło mnie coś w stylu przeziębienia. Ciężko to nazwać, prawdopodobnie nieco mnie przewiało, a na to nałożyło się ocieplenie i początki alergii, zawsze nieprzyjemne. Drapało w gardle, nos zatkany, ale objawy nie były typowe dla infekcji. Przez 4 dni zrobiłem 2 razy wolne i 2 treningi luźne. Bezlitośnie wykorzystuję każdą okazję do dnia wolnego. Wolne to ten element treningu, który wychodzi mi zdecydowanie najlepiej.

Ogólna forma jest cały czas bardzo dobra. Są dni gorsze, właśnie ten przełom miesięcy był kiepski, poza objawami kataropodobnymi czułem się ogólnie marnie. Akurat jakoś w tym czasie biegałem na stadionie 6x1200m - i rzeźbiłem w tempie 3:10/km. To nawet w wietrze jest bardzo wolne bieganie. Ale przeżyłem. Kolejne dni są coraz lepsze. Jest wyraźna różnica w stosunku do np. poprzedniego roku. Takie rozbieganie - biegam z nogi na nogę, podziwiając krajobrazy przysypiając, a pomiar na leśnej, krosowej drodze, koszmarnie rozjeżdżonej przez ciężarówki z drzewem i zabłoconej, pokazuje prędkości rzędu 4:36/km. Kiedy wchodzę na stadion na rozgrzewkę, zwykle już pierwszy kilometr jest poniżej 4:20/km - tyle jest warte to leśne bieganie po przeniesieniu na bardzo dobrą nawierzchnię. Niedawno biegałem moją ulubioną progresywną rozgrzewkę w tempie 4:18 - 3:51 - 3:31. To chyba było przed tym krótkim interwałem. No to jest rozgrzewka! 3km w niecałe 12 minut, trochę zadyszki na koniec i poczucie mocy! Niedługo będę musiał robić 4km, żeby ta rozgrzewka nie trwała zbyt krótko.

W treningu pojawił mi się długi interwał, typowe wydolnościowe bieganie, bardzo nieprzyjemne dla mnie. Takie 3x3km to dla mnie najtrudniejszy bodziec, szczególnie na zmęczonych nogach. Do tego cały czas praca szybkościowa, trochę zaniedbałem tylko ogólną sprawność. W przyszłym tygodniu przyjeżdża do mnie Ola i szlif do mistrzostw Polski na 10 000m zrobimy już razem. Ola jak zwykle w dobrej formie, samopoczucie dziesięć, nastawienie optymistyczne.

Prawdę mówiąc odczuwam sporą niechęć do biegania dyszki na stadionie, ale podchodzę do tego tak, że jak przetrwam dyszkę, to przetrwam wszystko. Machnę dyszkę i zacznie się prawdziwy sezon, speed, kwiaty we włosach, wiatr w uszach i muchy w zębach.

P.S. W ten weekend maraton w Dębnie. Biegnie Michał Smalec, tajna broń cechu aptekarzy. Cała Polska trzyma kciuki i zespół redakcyjny mojego bloga również.

Kategoria: Trening 2011
Komentarze: (5)
Zaktualizowano: 21/10/2011, 22:06

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

Hubert Sienkiewicz
08/04/2011, 15:47
#
Pocieszę Cię, na dolnym śląsku też huragany, ulewy, przeplatane upałami albo równikową wilgotnością :D (zaczynam bać się lata, bo kwiecień jest na razie fatalny). Ostatnio też zacząłem biegać interwał typu 3x3 w tą środę to było już 4x3, mam pętle 750 m i 2 km w lesie, więc ładuje te 3 na 750 :D A tam pozostałości po ścinkach, po wiosennych imprezach, błoto, kurz, bród, syf ogólnie rzecz ujmując + jeden prawie nawrót i koszmarny podbieg, ale jestem dobrej myśli, nie lubię takich treningów, ale z tyg. na tydzień jest coraz szybciej (ostatnie 3 km w środę pobiegłem na 12'34" więc jest git :) ) Pozdrawiam i słońca życzę :D
08/04/2011, 15:51
#
Zespół redakcyjny :D A tooo dobre :) Również trzymam kciuki za Michała!
09/04/2011, 06:44
#
Mazur z pochodzenia też trzyma kciuki za Mazura Ełku :)
10/04/2011, 13:26
#
Smalec wicemistrzem (gratulacje) choć z drugiej strony srebro z takim czasem to nie jest powód do jakiegoś hurra optymizmu
10/04/2011, 23:44
#
Ja również zawiedziony czasem jestem, ale medalu GRATULUJE z całego serca!

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Listopad 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin