27
03/2011
00:00

Bieganie to prosty sport, jest to często przywoływana zaleta tej aktywności. Wkładasz, człeku, byle jakie buty, wciągasz podarte porcięta, rozciągniętą koszulkę - i już jesteś biegaczem. Istnieje jednak tendencja do komplikowania tej prostoty. Z jednej strony biegacze szukają czegoś, co mimo braków kondycyjnych da im iluzoryczną przewagę, pozwoli urwać kolejne sekundy. A z drugiej - firmom sportowym trudno sprzedawać proste rzeczy w niskich cenach, kombinują więc, jak mogą.

Powiedzmy, takie buty biegowe. Jest powszechnie wiadomą rzeczą, że ich wyprodukowanie w Chinach, a następnie transport do Europy to kwestia dosłownie kilku, kilkunastu złotych na parze. Dlatego żeby uzasadnić windowanie cen, producenci od lat wmawiali biegaczom, że pakują do butów jakieś kosmiczne technologie rodem z NASA, bez których bieganie byłoby praktycznie niemożliwe. To trwało latami, w końcu buty zostały tak opakowane tymi "systemami", że bieganie w nich stało się praktycznie niemożliwe. Liczba kontuzji wzrosła do tego stopnia, że trudno było utrzymać mit genialnych, wspomagających wszystko systemów.

Co się więc stało? Już o tym pisałem - odtrąbiono powrót do natury. Specjaliści z Nike, a za nimi inne firmy, triumfalnie ogłosili, że po kilkudziesięciu latach badań doszli do niesamowicie odkrywczego wniosku: systemy są jednak niepotrzebne. Innymi słowy: to wszystko, co pakowali przez dziesięciolecia do butów, windując ceny w stratosferę, można rozbić o kant przysłowiowego wiadomo czego.

Specjaliści nie byliby jednak specjalistami, gdyby tego wniosku, który powinien kompletnie pogrzebać ich wiarygodność, nie opakowali w odpowiednią ideologię. Gładko przeszli nad tematem systemów do porządku dziennego i ogłosili nową strategię: otóż od teraz buty są robione tak, żeby niczego nie naruszać w mechanice ruchu, nie psuć tego, co stworzyła ewolucja. Czyli projektujemy buty tak, żeby zachowywały się, jakby ich nie było. Wszystko pięknie, tylko za te "naturalne" buty... zaśpiewano jeszcze wyższe ceny!

Ostatnio rekordy bezczelności bije firma Ecco. Skąd się wzięli, nie wiadomo, nie słyszałem wcześniej, żeby jakikolwiek wyczynowy zawodnik biegał w butach tej firmy. Ale sami mienią się specjalistami od projektowania butów biegowych - być może, załóżmy optymistycznie, że to prawda. Ecco szybko zwietrzyło interes i gładko podpięło sie pod nurt "naturalnego biegania". Zaczęli reklamować swój produkt, model a jakże - naturalny! - sprzedawany za jedyne... 700zł z hakiem. No moi drodzy, ktoś tu chyba upadł na głowę. Pomijam już wszelkie kontrowersje na temat rzeczywistej technologicznej wartości tych butów - ale skoro coś jest proste i naturalne, a wyprodukowanie tego kosztuje w Chinach miseczkę ryżu, to dlaczego to kosztuje w sklepie niemal tyle, ile najniższa krajowa pensja? 700zł za but, który wedle propagandy producentów, powinno się wymieniać najlepiej co 800km, czyli w przypadku dość ambitnego biegacza - co dwa miesiące? Ktoś tu chyba na głowę upadł!

Zwykle nie staram się dyskredytować żadnego biznesu - każdy chce zarabiać, ma do tego prawo. Ale istnieje pewna granica przyzwoitości. Wmawianie ludziom, że za 700zł dostaną coś, co jest o wiele lepsze niż podobny produkt za 100zł - to według mnie przekracza tę granicę. Złapać jeleni, którzy wydadzą te 700zł, potem szybka obniżka do, powiedzmy, 400zł - i sprzedawanie tego samego jako niesamowitą okazję, nadal z trzycyfrową lub wyższą marżą. To jest model biznesu, którego nie aprobuję. Co gorsza, zanika rzeczowa dyskusja na ten temat. W tej chwili nie ma żadnego obiektywnego medium biegowego, portale i gazety są uzależnione od reklamodawców, stąd nie pamiętam, żebym gdziekolwiek przeczytał jakąś negatywną recenzję czegokolwiek. Czasami, dla porządku, pojawi się w tekście jakieś zastrzeżenie, typu - że sznurówki są za krótkie, co ma pokazywać: patrzcie, jacy jesteśmy obiektywni, skrytykowaliśmy sznurówki!

Prawda jest taka, że buty za 100zł w praktyce nie różnią się wiele od butów za 700zł. Być może te za 700 wcale nie są złe - ale po cholerę przepłacać siedmiokrotnie? Ja do tego mam możliwość porównania ceny butów w Polsce do cen w USA. Tam rynek jest zdrowy i konkurencyjny, więc bez problemu można kupić but za 20-30 dolarów. A takiego za 250 dolarów nie widziałem, chociaż rozglądałem się uważnie.

Obalmy kolejny mit - ja nie wymieniam butów co 800km. Biegam w nich tak długo, aż się rozpadną. 4-5 tysięcy kilometrów to norma. Ba, dopiero gdy przesiadłem się na tanie, proste modele, przestały mi w końcu dokuczać uporczywe bóle stóp, przez kilka lat mocno ograniczające mój trening.

Na końcu tekstu w ramach wspierania zdrowego rozsądku podam kilka przykładów tanich butów. Bo mając kontakt z moimi zawodnikami, widzę, że oni czasami dają się łapać na obuwniczą propagandę, zaczyna się pojawiać myślenie, że jak coś kosztuje 700zł, to musi być super, hiper, mega. To jest dokładnie to, o co chodzi producentom.

Powiem jeszcze tak: widzę sens kupowania droższych modeli, jeśli firma, która zaśpiewa te ceny, robi dobrą robotę, jeśli chodzi o sport. Wtedy, jeśli kogoś stać - dlaczego ma nie wspierać pożytecznej firmy, wspierającej naszych, dającej naszym ludziom pracę?  W USA  np. Nike robi bardzo dobrą robotę - tworzą wyczynowe grupy, wspierają swoich sportowców. W Polsce jest z tym gorzej, ale Nike przynajmniej stworzył ścieżki biegowe, to jest już coś. Co robi takie Ecco, poza żądaniem horrendalnych cen za swoje buty? Nie słyszałem o żadnej pozytywnej inicjatywie tej firmy. Dotyczy to też kilku innych drogich marek. A jeśli chodzi o Nike, to ogromnym minusem jest dla mnie to, że ta firma wspiera polskich piłkarzy, czyli żałosnych, sprzedających mecze pseudosportowców.


Kolejna sprawa - od niedawna niezwykle popularna jest tzw. odzież uciskowa. To kolejny przykład wciskania po kosmicznych cenach zupełnie zbędnej biegaczowi technologii. Zastanawiało mnie to od dawna. Przyglądałem się wyczynowym biegaczom, którzy nosili te uciskowe skarpety. Co mnie dziwiło - gdy wygasały kontrakty reklamowe, nagle przestali je ubierać.

Ale to jeszcze nic, poczytajcie ten tekst, po angielsku: link To jest wiarygodny amerykański portal, który poza pieniędzmi reklamodawców widzi też inne sprawy. Streszczę pokrótce wnioski tego artykułu: nie ma żadnych naukowych dowodów, że odzież uciskowa pomaga w czymkolwiek, zyski są głównie psychologiczne (efekt placebo), a noszenie tego typu rzeczy może powodować problemy z krążeniem, bóle mięśni, bóle brzucha i różne dolegliwości neurologiczne, ze względu na ciągły, nienaturalny ucisk. Leczenie tego może trwać miesiącami.

Oczywiście producentom nie przeszkadza to w powtarzaniu śpiewki o niewiarygodnych zyskach, jakie zapewniają te uciskowe wdzianka, przyspieszona regeneracja, cuda na kiju. Ceny: wielokrotność cen zwykłych ubrań, a jakże, chociaż jest to szyte w Chinach po zawstydzających stawkach. Ha, ha, powiedzcie to Kenijczykom, na pewno się ucieszą, gdy się dowiedzą, że mogą biegać jeszcze szybciej, gdy włożą na siebie taki bajer ; )

Uważam, że w tej marketingowej sieczce nie ma co wariować. Sam ubieram ciasne zarękawki i czasami nagolenniki na bieg, ale nie po to, żeby cokolwiek zyskać, tylko żeby było mi ciepło i wygodnie. Kupuję też buty marketingowo mocnych marek, jeśli mi odpowiadają i złapię je w dobrej cenie. Aktualnie biegam na zmianę w Pumach, Kalenji i Woolfach, na bieżni używam kolców Adidasa i Saucony. Ubrania mam praktycznie wszystkich producentów. w większości kupione w Stanach.

Ale w związku z promocją zdrowego rozsądku polecam uwadze poniższe buty, zupełnie naturalne i dalekie od kosmicznych cen rzędu 700zł (klikalne linki):

1. Kalenji Eliofeet z Decathlonu: 159zł, w przecenie czasami nawet 60-70zł:

Biegam w nich, mają swoje drobne wady, ale to jak najbardziej prosty, tani but do "naturalnego" biegania. Kalenji to partner sprzętowy mojej zawodniczki, Oli Jakubczak. Do wyboru w co najmniej kilkunastu kolorach. Dużą zaleta Decathlonu jest brak jakichkolwiek trudności, jeśli chodzi o reklamację produktów, w innych sklepach to zmora.

2. Austriacka marka Woolf, cena ok. 100-120zł

Nie wiem, czy można je jeszcze dostać w Polsce, 2 lata temu były. Mam jedną wysłużoną parę model Firewoolf. Podeszwa wyciera się dość szybko na asfalcie, startowałem w nich parę razy, teraz używam do rozbiegań. Kilkaset kilometrów już przetrwały.

3. Buty Do-win, 120zł

Sprzedaje je polska firma Polanik. Firma według mnie warta wsparcia, bo sama wspiera polskich zawodników. Wspiera też reżimowy związek sportowy, czyli PZLA, ale to nie wina producenta, że PZLA jest, jaki jest. Buty to produkt chiński, wyglądają na skopiowany model Adidasa. Jeszcze ich nie próbowałem, ale mocno mnie zainteresowały, wyglądają bardzo dobrze. Podobnie kolce i inne modele tej marki. To może być dobry strzał w rynek.

4. Buty Joma, cena 150-250zł

To hiszpańska firma, która pokazuje, jak się robi etyczny biznes. Ceny dość niskie, do tego mocno wspierają własnych zawodników. W Jomie biega cała hiszpańska elita i ich reprezentacja. Miałem jeden  model tej firmy, zachwycić mnie może nie zachwycił, ale za 100zł nie ma co wybrzydzać, to był prosty, tani but. W Polsce do kupienia tanio na allegro, link do oryginalnego sklepu, gdzie ceny są wyższe.

Do tego wszystkiego można dodać różne tanie modele znanych marek, do kupienia np. w marketach. Jeśli się poszuka, dobre buty spokojnie kupi się za 150zł. Warto polować na wyprzedaże: mój tata kupił bardzo fajne, proste buty Pumy za 167zł, biegał z nich już kilka maratonów, nie ma zastrzeżeń.

A kapitalistycznym wyzyskiwaczom mówimy stanowcze NIE.

Kategoria: Sprzęt
Komentarze: (87)
Zaktualizowano: 16/10/2013, 00:32

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

27/03/2011, 17:11
#
Marcin, ale to nie nowość i nie dotyka to tylko rynku biegowego. Ja bym tak nie uogólniał, że jak coś jest drogie (droższe) to jest do kitu lub niewarte swoich pieniędzy. O tym trochę decyduje rynek i to właśnie ludzie zadecydują. Oczywiście papka marketingowa, nieobiektywność tzw. fachowych czasopism lub portali nie pomaga. ale dziś w otwartym świecie Internetu z blogami, forami raczej nam nie grozi totalna głupota. Jak we wszystkim trzeba zachować daleko idący rozsądek, niestety ludzie to takie zwierzątka, które muszą się też samemu przekonać na własnej skórze, że coś jest ściemą. Myślę, że rozsądna większość po jakimś czasie dochodzi do podobnych wniosków jak ty (z tego co piszesz, to również sam musiałeś to sprawdzić). Ale wpis super, pokrywa się z moimi spostrzeżeniami.
27/03/2011, 17:27
#
Nie wiem jak z tą Jomą, bo nie miałem okazji testować niczego z tej fimy, ale Almudena dość sceptycznie odnosiła się do tej firmy. A co do tych cen to zgadzam się w 100%. Obecnie nie kupuję butów droższych niż 300zł, a zazwyczaj i tak kosztują mniej niż 250. Jako, że pasują mi najlepiej Nike i Mizuno to często właśnie tyle za nie płace.
A najśmieszniejsze są sytucaje typu: Ostatnio wchodzę do Intersportu i widzę piękne Nike Pegasus 27 w hipermegasuper promocyjnej cenie ze 300zł. Idę 30m dalej do sklepu Nike i jakie jest moje zdziwienie kiedy te same buty ( trzy razy sprawdzałem! ) kosztują 50 zł mniej :) No cóż taki kraj....trzeba szukać promocji :)
Pozdrawiam!
27/03/2011, 18:16
#
less is more. peace!
27/03/2011, 20:25
#
Kenijczycy tak szybko biegają bo używają kijka :)
Marcin Nagórek
27/03/2011, 21:48
#
Ja tez używam kijka. Teraz doszedłem do tego, że się często kijkuję i leżę na macie z kolcami, a praktycznie wcale nie rozciągam.

Tomek, moja opinia jest mniej więcej taka, że czy buty kosztują 100 czy 700zł, to jest to w sumie jedno i to samo. Czyli nie jest tak, że buty za 700zł są złe - tylko że nie są lepsze od tych za 100. Wmawianie, że są lepsze, to manipulacja.

Kamil - wybierz się do Stanów, tam się poczujesz jak w sprzętowym raju ; )
Marcin Nagórek
27/03/2011, 21:52
#
Jeszcze co do marki Joma - sam byłem zdziwiony, że Hiszpanie w tym biegają, bo te buty rzeczywiście nie wyglądają porywająco. Ale sprawdzałem na zdjęciach - i, kurde, maja je na nogach, często w biegach na 13;20 na piątkę i lepiej.

A swoja drogą - jak tam Almudenka, wróciła już do siebie? ; )
27/03/2011, 22:33
#
Czyli skarpety kompresyjne Cep-a to też marketingowa ściema? Dobrze, że wybrałem sticka. Ale skarpetami też byłem zainteresowany jak widać dałem się nabrać.
27/03/2011, 23:51
#
właśnie mi przypomniałeś, że te moje wesołe kolce oszczepnicze, w których szlajałem się po Kaukazie, to do-win właśnie.

chińszczyzna jak się patrzy - no ale wytrzymały, nie obtarły. nogi mi w nich nie odmarzły.
11 kolców pod każdym butem...mmmm.
zresztą dwie edycje gp poznania (te w najgorszych warunkach) też w nich pobiegałem. spoko laczki startowe na lód+ głęboki śnieg (wysoka cholewka) za 120 zł.
-------------------------
aaa - no i zapomniałeś o "hicie z lidla" :), btw też dają radę.

tak z ciekawości; co ci nie pasuje w elioeetach?

zdrówko
Marcin Nagórek
28/03/2011, 01:24
#
Co do skarpet - jeśli czujesz się w nich mocniejszy, to jest już jakiś zysk. Pod względem fizjologicznym niczego innego nie udowodniono, ale wiadomo, że to wiara przenosi góry.

Eliofeet - pisałem o 2 sprawach. Po pierwsze, zapięcie na rzep. Jeszcze mnie nie zawiodło, ale stresuje już od samego patrzenia na nie. Drugie to ten plastik z przodu, zbyt toporny według mnie, przy ciasnych butach palce obijają się o niego. Ale w nowej wersji podobno jest mniejszy, nie miałem ich jeszcze na nogach. To są te drobiazgi, innych wad na razie nie dostrzegłem.

O Lidlu rzeczywiście zapomniałem, a miałem napisać, tylko wpis mi się wydłużył za bardzo i umknęło. Bo akurat teraz w Lidlu są rzeczy biegowe i jutro się wybieram obejrzeć.
Adriana Dudek
28/03/2011, 10:34
#
Ecco to na prawde skandal, ale maja srodki na reklame i mozna ja bylo znalezc we wszystkich biegowych zakamarkach i tych drukowanych i elektronicznych. Nawet co niektorzy redaktorzy portali biegowych sami przetestowali i polecali! Zenujace :-)
Ja tazke dobijam buty do rozpadu, biegam poki sa cale albo kiedy juz czuje kazdy kamyczek pod podeszwa ;) Tylko trzeba uwazac z takimi porpozycjami bo jesli poczatkujacemu 120 kilogramowemu okazowi przyjdzie do glowy podobna mysl moze go bolec ;)
Niestety, jestem gadzeciara i ulegalam pokusom, tymczasem jednak powoli lecze sie z tej przypadlosci i... kupuje coraz tansze buty. Szukam jednak najczesciej okazji, bo jakos w lidlowych... no nie, jeszcze do tego nie dojrzalam ;)
Fajny wpis :)
28/03/2011, 10:37
#
Święta racja co do tych cen... Biomy za 700 pln... ale i tak nic nie przebije skarpet uciskowych (zdaje się CEP) za 180 pln... brrrrr zgroza
28/03/2011, 11:22
#
Plathman,

ciekawy artykuł.

Jestem zainteresowany efektem Twojej wyprawy do LIDL-a - jak będzie coś godnego polecenia, napisz proszę o tym, sam chętnie wtedy poszukam jakiegoś sklepu tej sieci w pobliżu.

pozdrawiam
28/03/2011, 12:17
#
Do win - musze to wypróbować - nazwa specjalnie pod nasz kraj pewnie wymyślona ;)
Marcin Nagórek
28/03/2011, 12:18
#
Początkujący ciężki biegacz powinien zaczynać od marszobiegów, które obniżą mu wagę i przyzwyczają mięśnie do wysiłku, tak myślę. I w małych dawkach, ale nie widzę powodu, dla którego nie miałby zaczynać od prawidłowych nawyków. Tylko do tego trzeba cierpliwości - zamiast porywać się od razu na maratony, zacząć od kilku tygodni 30-60 minutowych marszobiegów, na przemian truchtając i idąc.

Skarpety za 180zł to full wypas. Co będzie, gdy zrobi się w nich dziura na palcu? Jak za starych, dobrych czasów wrócimy chyba do cerowania ; )

Do Lidla się wybieram, ale na razie pada.
Marcin Nagórek
28/03/2011, 20:16
#
Gasper - miałem właśnie pisać Ci o tych butach. Wyglądają na zdjęciach bardzo dobrze, bardzo obiecująco. Na dekoracji halowych mistrzostw Polski do nieodłącznej reklamówki z długopisem dorzucono nam ulotki Polanika, który jest sponsorem PZLA Tam były te buty, ale bez cen. Z ciekawości zajrzałem na stronę - i cena oraz wygląda bardzo korzystne.

Ponieważ to Chińczycy, którzy chwalą się współpracą z miejscowymi uniwersytetami, nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że to jest but będący dokładną kopia Adidasa, np. modelu Adios, w którym Gebresellasie pobił rekord świata w maratonie. Podobieństwo jest uderzające, porównajcie:

Adios: s.wiggle.co.uk/images/adidas-928895-zoom.jpg

Do Win: polanik.info.pl/M5301C_36_buty_biegowe_srebrno_biale_rozmiar_36-1244.html

Różnica jest taka, że Adios kosztują ponad 500zł, Do Win 120.
28/03/2011, 22:12
#
Najtańsze buty biegowe są w Factory Outlet. Choć tylko w większych miastach są. Poniżej 100 zł można kupić często np. droższe modele adidasa, nike, pumy czy reeboka. Zwłaszcza sklep adidasa często robi promocje, z tego co wiem we wtorek, 5 kwietnia przecena butów do biegania w Poznaniu, więc z 2-3 pary trzeba kupić na cały sezon
28/03/2011, 22:14
#
ciekawa cenowo oferta - szkoda, że wybór dość skromny :) w weekend wybieram się do outletu - Ursus Factory - mam nadzieję, że do 150 zł znajdę ciekawe butki
28/03/2011, 22:51
#
Tekst bardzo pożyteczny i obiektywny poza jedną nierzetelnością dziennikarską (z tego co pamiętam z innych wpisów właśnie taką masz wyuczoną profesję). Ecco organizuje w kilku krajach, również w naszym, imprezę o nazwie Ecco Walkathon. Według ich strony jest to największy na świecie marsz charytatywny i bardzo pozytywna inicjatywa. Zupełnie inna sprawa to ceny oraz jakość ich obuwia, najkrócej ujmując: drogo i bez rewelacji.
29/03/2011, 00:17
#
Almudena wróciła do siebie. Jakbyś czasem zaglądał na mojego bloga ;) To byś wiedział, że ja lece do Hiszpanii w poniedziałek :) Będe trenował w górach Sierra Nevada ;) Wracam na MP 10km, oby dużo, dużo mocniejszy ;)
Może biegają, ja tam sie nie znam, dla mnie but ma być wygodny :) Narzekała na wadliwośc sprzętu Jomy, ale wiesz jak to jest: Ile ludzi tyle opinii ;) Pozdrawiam
29/03/2011, 00:28
#
300 zł ;)

Systemy pomagają , nie ma wątpliwości. Można pobiec na życiówkę i na mecie nie cierpieć bo wszelkie uderzenia, wstrząsy itp są pięknie rozpraszane ;)
Marcin Nagórek
29/03/2011, 00:30
#
Jeśli Ecco robi marsz, to powinni sprzedawać buty dla chodziarzy ; ) Generalnie zrobienie imprezy, której Ecco pewnie tylko patronuje, to nie jest jakiś wielki powód do chwały. Każdy duży polski bieg ma partnera sprzętowego. Chodzi mi o jakieś sensowniejsze działanie, np. sponsoring polskich sportowców, jakiegoś klubu, uniwersytetu, naukowca, co bądź. Ja zawsze zwracam na to uwagę.
29/03/2011, 09:33
#
Nabyłem sobie butki adios tak z ciekawości, bo nigdy nie miałem startówek. Stopa pracuje w nich całkiem inaczej, po pierwszym ciągłym bolały mnie mięśnie stopy(!!) o których istnieniu wcześniej nie wiedziałem. Jako człowiek, który kiedyś przestał biegać przez upierdliwą kontuzję śródstopia jestem podejrzliwy wobec wszelkich butów jednak adiosy polecam z czystym sumieniem nawet supinatorom :)
Ostatnimi czasy kupuję buty w internetowych sklepach w UK, jak się trafi na fajną promocję jest bardzo tanio, a przesyłka szybsza niż z polskich sklepów.
29/03/2011, 09:59
#
Eliofeety jutro zadebiutują :) Bardzo dobry tekst, Marcinie.
Marcin Nagórek
29/03/2011, 10:39
#
Arti, mówisz o Adios za 300zł? Ja takich nie znalazłem w żadnym polskim sklepie, a jest np. to: www.biegshop.pl/buty-do-biegania/adidas-adizero-adios-3/
29/03/2011, 17:05
#
ja kupiłem w UK dokładnie za 300zł
29/03/2011, 17:29
#
Plathman,

chciałbym przypomnieć się w kwestii Twoich spostrzeżeń co do oferty w LIDL :)
Marcin Nagórek
29/03/2011, 18:45
#
E, UK to UK, tu mówimy o naszym dzikim kraju ; ) Ja w Stanach kupowałem buty za 20 dolarów, Ola swego czasu kupiła za 20 dolarów Ascisy Kayano, które u nas są po 600...

Co do Lidla - nie wybrałem się jeszcze.

Jeszcze jedna uwaga do Artiego: najlepszym systemem amortyzacji jest ludzka stopa, mięśnie, ścięgna, cały kościec. Matka Natura rozwija ten system od 100 tysięcy lat, jest sprawdzony w pogoniach za mamutami i ucieczkami przed Tyranozaurami. Systemy w butach mogą ten nasz znakomity układ ruchu tylko rozregulować.
29/03/2011, 19:34
#
Nie bardzo rozumiem jaka jest różnica w kupowaniu przez internet w UK a w Polsce, buty przychodzą w tydzień od zamówienia ...
29/03/2011, 20:12
#
Jak tylko się zaopatrzę w wypasione trzewiki za cenę małego fiata to od razu łapie kontuzję za kontuzją. A jak latam w byle czym byle bez amortyzacji to wszystko jest ok. A buty to kupuje jedynie w promocji. Za 100% to nie ma bata żebym kupił....
29/03/2011, 23:20
#
Mówiąc szczerze nie za bardzo rozumiem ten tekst, bo wiele w nim dziwnych rzeczy. Choćby o cenie Kayano za 600zł i 20 dolarach za granicą. Mieszkałem w UK przez 2,5 roku i wydaje mi się, że jest podobnie jak w USA. Kupujesz Kayano za 20 dolarów, ale w outlecie, stary model lub po prostu ostatnie sztuki. W tym samym outlecie (patrz np. TkMaxx) kupujesz w Polsce te same buty w tej samej cenie. Po drugie nie wiem po co miałbym kupować Jomy za 200 czy 250 zł podczas gdy bez najmniejszych problemów można mieć za tyle bądź co bądź lepsze Nike, Asics czy Adidas. Chyba nikt nie podważy lepszej jakości buta z Nike (w których sporo biegałem) w porównaniu do Kalenji. Wybacz, ale choćby wygląd jest o sto razy lepszy.

Tu stronka do tanich butów:
www.startfitness.co.uk/

Zauważ też, że Kalenji (które tak reklamujesz) nie ma choćby startówek godnych uwagi.
Wydaje mi się też, że jeżeli ktoś ma ochotę zapłacić 700zł za Ecco to go po prostu stać, dla Ciebie może to dużo, a dla innych grosze.
Pewnie to są klienci Ecco.
Marcin Nagórek
30/03/2011, 01:28
#
Przy kupnie przez internet może i nie ma różnic (chociaż nie do końca, bo np. przy kupnie z USA nie ma szans na fakturę, nie wiem, jak jest w UK), ale wyraźnie piszę o różnicach w sklepach, gdzie można wejść, przymierzyć i wyjść z butami w ręku. W Polsce ciężko wybrać sobie tani model, bo takich prawie nie ma. A jeśli są, to na pewno nie reklamowane na wiodących portalach. Swoja droga, niektórzy z nas nie wierzą systemowi i nie używają kart kredytowych, bez których ciężko kupować za granicą...

Co do Stanów: tam te same nowe modele są co najmniej o 1/3 tańsze niż w Polsce - mówię o normalnych sklepach, nie outletach. A w Polsce nie słyszałem, żeby w outlecie można było kupić jakiekolwiek modele z tzw. wyższej półki za 60zł, czyli 20 dolarów. W Słupsku w sklepie sportowym stoi od blisko 3 lat ten sam model Kayano, przeceniany stopniowo z ok. 600zł na jakieś 450 w tej chwili. O porównaniu do 20 dolarów ciężko tu wspominać. Zresztą gdyby w Polsce buty były tanie, ludzie nie kupowaliby ich masowo za granicą czy na allegro.

Co do Kalenji: akurat startówki to według mnie najmocniejszy model w ich ofercie. Inspid Comp w krwistoczerwonym kolorze to mój podstawowy model startowy, który np. w biegu na milę parę razy był zabójczy na moich nogach ; ) Są o 1/3 tańsze niż jakiekolwiek startówki innych marek, poza Woolfem, nie wiem, czy Do-Win nadają się do startów. Problem w tym, że startówki Kalenji mało gdzie są na stałe w ofercie, trzeba zamawiać.

Czy kogoś stać... Niektórych stać na to, żeby za Poloneza dać 10 tysięcy - ale czy ktoś rozsądny to robi, skoro tego samego Poloneza można mieć za 1500zł?

Wreszcie wygląd - według mnie znowu kula w płot. Akurat wielką zaletą Kalenji, a konkretnie Eliofeetów, jest to, że można je wybrać z jednego z kilkunastu kolorów. O czymś takim w przypadku innych marek można tylko pomarzyć. A pod względem designu niektóre Kalenji są wręcz boskie. Są np. takie modele dla kobiet z roślinnymi wzorami, po prostu śliczne. W porównaniu do nich większość modeli Nike czy Asics to obrzydliwe plastikowe skorupy. Oczywiście nie wszystkie - mi się bardzo podobają niektóre modele Adidasa, choćby te Adios. Ale czy jakikolwiek but biegowy występuje w zupełnie czarnym kolorze, bez żadnych świecących udziwnień? Eliofeet tak.

Ciekawe kolorki Kalenji są np. takie:

www.decathlon.com.pl/PL/eliofeet-82650710/
www.decathlon.com.pl/PL/eliofeet-82651597/
www.decathlon.com.pl/PL/eliofeet-82651488/
www.decathlon.com.pl/PL/eliofeet-119618218/
www.decathlon.com.pl/PL/eliofeet-119618262/
www.decathlon.com.pl/PL/eliofeet-72869446/

Dla porównania szkaradztwo Asicsa:

www.decathlon.com.pl/PL/gel-kayano-17-159903838/

Oczywiście i Kalenji mają niektóre kolory dziwne, ale wybór jest ogromny.
30/03/2011, 08:48
#
W czym Kalenji są jakościowo gorsze? Co do designu mam to samo zdanie co Marcin (z resztą też mam Inspid Comp). Z treningowych mam Kiprun 2000 blue. Bardzo ładne buty. Wcześniej Kiprun 1000 też ładne. Mam też Nike Skyrider 2 i wyglądają gorzej. Ale poza wyglądem nie są gorsze od Kalenji ;) i udało mi się je bardzo tanio kupić chyba za jakieś 170zł. Teraz będę w ciemno kupował Kalenji i Nike z przeceny ;) Oczywiście można przepłacić i kupić buty za 350zł i więcej, które się niczym nie różnią. Może mają jakieś bajeranckie sznurówki.
Piotr Guzy
30/03/2011, 10:30
#
witam Marcinie, mam pytanie, czy pisząc o kompresji miałeś na myśli nastolatków, że tylko im nie jest zalecana lub nie zalecasz, bo tak może wynikać z linku który podałeś, czy ogólnie kompresje. Pojawiają się opinie, że przecież kompresja pomaga w leczeniu np żylaków, to dlaczego nie miała pomagać by w sporcie, bo skoro pomaga chorym to czy sportowiec nie może korzystać z tego rozwiązania aby poprawiać swoje wyniki? dzięki z góry za odp. ponieważ rozwiało by to wątpliwości odnośnie twojego stosunku do kompresji

pozdrawiam

Piter82
Adriana Dudek
30/03/2011, 10:57
#
Nie rozumiem jakim cudem moze nie byc roznic w cenie butow w USA i w Europie skoro trzeba doliczyc clo (fakt, male), ale do tego jeszcze VAT! Nie ma cudow by ten sam model kosztowal w USA i w Europie w regularnej sprzedazy, bez promocji i innych mechanizmow pobudzania klienta do kupna, tyle samo.
30/03/2011, 11:47
#
Zastanawiające, że w artykule, który tak cytujesz piszą o Under Armor, która rzeczywiście ma tyle wspólnego z kompresją co nic. Tutaj się w pełni zgodzę, że szkoda kasy. Skoro już o CEP mowa, to warto zgłębić trochę bardziej temat (one nie są produkowane w chinach a w Niemczech i jako jednez nielicznych przez firmę MEDYCZNĄ a nie sportową) W końcu w na YT w wywiadzie LAnce Amstrong sam twierdzi, że bez kompresyjnych skarpet nigdy nie rusza się z domu w podróż. Do mnie to przemawia i jest dość przekonywujące, że o innych sportowcach wyczynowych nie wspomnę.
Druga sprawa Ecco. Osobiście od wielu lat używam butów Ecco do chodzenia i uważam, że nie ma lepszych. Ale oczywiście Twój koronny argument, że skoro coś kosztuje to musi być do dupy bo jest drogie i nie jest to Kalenjii więc jest złe.
Przepraszam bardzo a Asicsy to może za darmo rozdają ? Kayano czy nimbusy to wydatek rzędu 550 zł a ecco biomy są już oddawna poniżej 500 zł do kupienia. Trochę poszukać warto.
Podziwiam Twoje podejście. Czy na każdego właściciela Mercedesa patrzysz dokładnie tak samo ? Przecież mógłby jeździć maluchem albo co lepsze jakimś chińskim odpowiednikiem za 1/10 ceny albo i lepiej.
30/03/2011, 14:26
#
Aha, żeby nie było bo widzę że nick się nie pojawił. Anonimowo nie pisałem. To byłem ja o tym merdedesie - Eddie :)
Marcin Nagórek
30/03/2011, 14:42
#
Co do kompresji, to w cytowanym artykule jest wyraźnie mowa o WSZYSTKICH rodzajach kompresji. Under Armour jest podane jako przykład, z tego powodu, że w USA to bardzo popularna i mocno reklamowana marka sportowa, a portal jest amerykański. Czy pomagają na żylaki? Tego nie wiem, ale nie sądzę, aby pomagały na biegowe wyniki.

Oczywiście jeśli ktoś ma dostęp do obiektywnych i dobrze udokumentowanych badań, potwierdzających skuteczność tego rodzaju odzieży, to chętnie je obejrzę. Ale nie słyszałem o takich badaniach. Podobnie nie słyszałem, żeby były badania pokazujące, że w butach za 700zł jest mniej kontuzji niż w tych za 100zł. O tym jednak nie usłyszycie w biegowych mediach, to można przeczytać tylko na moim blogu ; )

Co do pogłosek i opinii, to przez lata treningu słyszałem ich tyle, że można by napisać całą książkę. Niektórzy wierzą w to, że Ziemię odwiedzają Marsjanie. Inni wstrzykują sobie dożylnie witaminę C w kosmicznych dawkach, wierząc, że od tego będą biegać szybciej. Dla mnie liczą się twarde fakty.

Co do butów - powtórzę, że ja nie twierdzę, że sprzęt za 700zł jest do niczego. Twierdzę, że buty do biegania za 100zł nie różnią się niczym od tych za 700zł - w sensie biegowym, pomijam zapędy snobistyczne. Jeśli w świetle tej opinii ktoś po prostu chce sponsorować firmę Ecco i pośredników sprzedaży - jego sprawa. Wiadomo, że właściciele potrzebują żywej gotówki na kolejną posiadłość ; ) Ja nie chcę do tego przykładać ręki. Dodam jeszcze, że proste buty za 100zł często są lepsze i zdrowsze dla nóg niż skomplikowane modele za kilkaset złotych - i potwierdzi to wielu biegaczy.

Kalenji jest dla mnie jedną z tanich marek, podobnie jak podawane jako przykłady Woolf, Do-Win czy Joma. Wielkim plusem Kalenji jest to, że łatwo je kupić i łatwo wymienić w razie problemów, z czym może być problem w przypadku innych tanich marek. Do tego bardzo dobrze znam ich kolekcję, bo biega w niej moja zawodniczka, a ja często choćby oglądam jej buty po treningu, żeby zobaczyc, jak je ściera.

Moje doświadczenie pokazuje, że buty te nie różnią się niczym od tych kilkukrotnie droższych. Jeśli ktoś lubi się pokazać w trzech paskach, wydać 700zł na buty tylko po to, żeby pokazać, że go na to stać - nic mi do tego. Tylko niech nie wmawia, że za tę cenę otrzymuje się jakąś biegową wartość dodaną - bo na to nie ma żadnego potwierdzenia, wbrew marketingowej propagandzie.
30/03/2011, 14:52
#
Pytanie, czy gdy Twoja zawodniczka biegała w Ecco czy jakiej innej marce np typu Asics czy Saucony też byś taki artykuł popełnił i udowadniał, że to niczym się nie różni od najtańszych butów na rynku ? I co ważniejsze inaczej reagują zawodowcy na pewne przeciążenia, którzy mają dostęp do odnowy biologicznej w jakiejś tam formie nawet. A inaczej totalni amatorzy, którzy dopiero zaczynają przygodę z bieganiem. Powiedz takiemu misiowi, który biega z pięty a nie ze śródstopia że ma sobie kupić kalenjii zamiast dobrze amortyzowanych butów... Kiedyś biegałem w bardzo mocno amortyzowanych butach bo klepałem piętę. W momencie jak przyśpieszyłem z nabraniem formy, mój organizm sam przeszedł naturalnie na bieganie ze śródstopia i palców. Zauważyłem w tym momencie, że tyle technologii nie jest mi potrzebne na piętach. Ale nigdy bym się nie porwał z moją dawną wagą 107 kg na bieganie niskiej jakości obuwiu.
To znów pisałem ja - Eddie (gdzie tu się nick wpisuje ?)
Marcin Nagórek
30/03/2011, 14:55
#
Dzięki Eddie ; )

Jeszcze jedna opinia o Lensie Armstrongu. Otóż jeśli Nike zapłaci mi 10 milionów dolarów rocznie za kontrakt, to ja będę się nawet kładł spać w tych skarpetach - i chętnie to przyznam w każdym wywiadzie. Za to mu płacą, żeby je nosił. Tak działa marketing, to podnosi rozpoznawalność marki i po to angażuje się do reklam sportowców. Ale nie ma to wpływu na to, że brak jest potwierdzenia, że takie rzeczy działają.

Spójrzcie zresztą na te powtarzające się cyklicznie mody: antygrawitacyjne bieżnie, buty na sprężynach, teraz buty naturalne. Kiedy zgłębiałem temat diety, to okazało się, że kiedyś był taki szał na np. tabletki z solą. Co sezon działy marketingu pocą się, żeby wypromować kolejny sprzęt, który biegacz koniecznie musi mieć, bo bez niego to kaplica i mogiła. Kompresje to również element tego marketingowego szumu. Za parę lat nikt nie będzie o tym pamiętał.

P.S. Ja mogę je nosić nawet na rekach ; )
30/03/2011, 15:12
#
Tylko, że Lance nie nosi skarpet nike :) I w tym wywiadzie nie reklamował żadnej konkretnej marki. Rowerzyści zresztą od dawna korzystają z odzieży kompresynej chociażby Team Liquigas (nie są sponsorowani przez CEPa uprzedzając pytania) dał się sfotografować na zeszłorocznym TDF jak z autobusu wysiadali w kompresyjnych CEPach.
Generalnie nasz rynek jest bardzo młody i firmy to skrzętnie wykorzystują podpisując każdy swój produkt nowy mianem "compression". Bo to się dobrze sprzedaje. Później właśnie są takie dyskusje a nie inne. Na zachodzie mają zakazać tego typu praktyk właśnie bo to celowe wpuszczanie w kanał. I tu pojawiamy się my, aby uświadamiać klientów na czym idea odzieży kompresyjnej (tej prawdziwej i nie mówię tu tylko o CEP bo jest w Europie kilka marek) polega. Nie chcemy być utożsamiani z badziewiem wielkich koncernów, które jest niczym innym jak zwykłą dopasowaną lycrą, sprzedawaną 2x drożej. Testy na zachodnich serwisach specjalistów nie pozostawiają zresztą złudzeń gdy dochodzi do porównań. Warto dodać, że odzież kompresyjna powstała przede wszystkim z myślą o regeneracji i profilaktyce oraz minimalizowaniu ryzyka kontuzji przeciążeniowych. Nasi piłkarze lecąc do USA kilka miesięcy temu na mecz piłki kopanej mieli zakaz wejścia od lekarza reprezentacji na pokład samolotu bez tego typu produktów. Centra rehabilitacji w Polsce również są przekonane co do wartości akurat w tym przypadku CEPa gdyż oferują go sportowcom, którzy się do nich zgłaszają ( i nie ma tu żadnego marketingu bo nikomu telewizorów ani drogich wycieczek nie fundujemy :D ) Niestety musi minąć jeszcze trochę czasu zanim rynek sam zweryfikuje i ludzie zobaczą różnice na własne oczy.
Nie mniej jednak wracając do tematu Ecco to do mnie przemawia, bardzo wysoka jakość wykonania produktów Ecco z których korzystam od wielu lat. Owszem buty biegowe rządzą się swoimi prawami i każdy jak mantre powtarza nieśmiertelne stwierdzenie firm produkujących obuwie biegowe "Nie więcej niż 1000 km" ale to akurat gruba przesada - Eddie
Marcin Nagórek
30/03/2011, 16:07
#
Co do kompresji - powtórzę, że nie ma badań, które pokazywałyby, że sportowiec cokolwiek zyskuje, używając tego typu produktów. I jak się spodziewam, tego typu badania nie powstaną, bo nie jest w interesie producentów, aby coś takiego przeprowadzić. Podanych przez Ciebie danych nie sposób zweryfikować, ale one tak naprawdę niewiele zmieniają, nawet gdy okażą się prawdą - czyli że noszą to piłkarze i inni cykliści. Swoją drogą, naszym piłkarzom to, jak widać nie pomogło. I CEP nie zrobi herosa z cepa, można by rzec ; )

Ja np. byłem u znakomitego specjalisty od kręgosłupa, który przekonywał mnie do stosowania diety zgodnej z moją grupą krwi. Jak ktoś w coś wierzy, to za cholerę nie przekonasz go do zmiany poglądów, nawet gdy te poglądy sprzeczne są ze zdrowym rozsądkiem. Dlatego wole trzymać się faktów. A fakty są takie, że twardych faktów tu nie ma.

Co do mojego podejścia - gdybym miał buty za 700zł i okazałyby się dobre, to pisałbym, że są dobre, proste. Na pewno jednak nie przekonywałbym do tego, że są lepsze od innych. Tego też nie robię w tym przypadku. Kalenji są niewątpliwie tańsze od innych marek, a używając ich, nie czuję różnicy w stosunku do tych droższych. Jeśli już - to na plus. I dokładnie to piszę.

Swoją drogą, najdroższe buty w jakich biegałem, kosztowały ponad 600zł, ale ich nie kupiłem, dostałem do testów. Nie były złe, ale nie odpowiadały mojemu sposobowi biegu, oddałem je tacie po jednym treningu. Czy bym je kupił, gdybym miał okazję? Odpowiedź brzmi: nie. To oczywiście nie znaczy, że komuś nie posłużą.

Co do wygody - znam dziesiątki marek, których buty są wygodne do chodzenia. Z tych mało znanych w Polsce: Dockers, Hi-Tec, La Sportiva, Columbia, Clarks. W każdym z nich chodziłem ja albo ktoś z mojej rodziny i były niesamowicie wygodne. Ale o czym to świadczy? O niczym, poza tym, że żadnego z nich nie kupiłbym za 700zł, bo za tę cenę kupię co najmniej 4 pary innych wygodnych.
30/03/2011, 18:00
#
Twoje podejście z jednej strony mnie dziwi, z drugiej wcale nie.

Mówiąc szczerze teksty o bieganiu w butach z Lidla trochę mnie śmieszą, bo chyba jeśli ktoś coś robi codziennie i jest to duża część jego życia nie musi robić z siebie stereotypowego Polaka, który wyznaje zasadę "byle taniej".
Szczerze mówiąc byłoby mi wstyd pokazać się na zawodach w butach z Lidla. Wydaje mi się, że (licząc Twoje kilometry) raz na rok można wydać trochę więcej niż 60zł.
Oczywiście ja też jestem zwolennikiem biegania w butach prawie do oporu, choć np. kupione w polskim outlecie Adidas Adistar Control 4 musiałem wyrzucić choć były niepodarte. (kupione za 129zł przy cenie rynkowej coś ok. 500)

Żeby było jasne ja też jestem przeciwko złodziejskim marżą polskich sklepów. A propos produkcja buta to nie tylko fabryka, a prace projektowe, marketing itp.
Marcin Nagórek
30/03/2011, 19:15
#
Wojtek - tu się można spierać, co jest typowo polskim podejściem: czy oszczędzanie tam, gdzie jest to rozsądne, czy wydawanie dużo większej kasy tylko po to, żeby się pokazać, żeby nie było "wstyd" wyjść na trening w butach bez trzech pasków. Dorzuć do tego skórę na gołą klatę, złoty łańcuch na szyję i komórę przy pasku, to dopiero nie będzie wstyd, będziesz mógł pokazać, jaki z Ciebie burżuj ; ) Zastaw się, ale pokaż się.

Mieszkałeś na Zachodzie, to powinieneś wiedzieć, że tam nikomu nie wstyd. W Stanach ludzie biegają w zwykłych bawełnianych koszulkach, nawet zawodnicy renomowanych, bogatych szkół (czego nie rozumiem, ale tak tam bywa). Nikt rozsądny nie patrzy na to w kategoriach wstydu, tylko tego, po co wydawać pieniądze niepotrzebnie.

Jak Michał Smalec rozjechał wszystkich w butach z Lidla, to było mu wstyd? Chyba nie. Kenijczycy biegają boso i też im jakoś nie wstyd. Pobiegniesz dobry wynik to zrób to nawet w tenisówkach, gwarantuję Ci, że zdobędziesz respekt, nieważne w czym na nogach.

Co do wydatków dużych firm, to małe dane z rynku finansowego. Ostatnio Adidas podał wyniki za zeszły rok: przychody rzędu 12 miliardów (!) euro, zysk na czysto 567 milionów euro. Ten zysk to już po odjęciu wszelkich kosztów, łącznie z gigantycznymi kampaniami reklamowymi czy kontraktami z gwiazdami. Teraz pewnie rozumiesz, dlaczego te buty muszą kosztować 500zł, a nie 150... Na 12 miliardów euro trzeba się zrzucić.
30/03/2011, 19:58
#
Długa dyskusja, jak zwykle masę różnych zdań i do tego trzeba się przyzwyczaić - ilu Polaków, tyle zdań. I dobrze, przyzwyczajcie się do tego, najważniejsze, aby każdy miał wybór i mógł sobie kupić to co chce, dziś w dobie globalizacji każdy może sobie kupić co chce i gdzie chce, byle by miał pieniądze. Dodatkowo chciałem zwrócić uwagę, że gust, to rzecz względna, to co jednemu się podoba niekoniecznie się podoba drugiemu. I dobrze, wyobrażacie sobie, aby wszystkim podobała się jedna kobieta ? Jeśli chodzi o buty, to w jednych czuję się lepiej, w innych gorzej, cena faktycznie nie jest tu jakimś wyznacznikiem, bo miałem (mam) buty w swojej kolekcji za 600 zł i 200 zł, różnych firm, i renomowanych i mniej renomowanych. Jest kilka przykładów, gdzie cena jednak przekłada się na jakość. W poprzednim sezonie zużyłem 3 pary rękawiczek Kalenii, każde się przecierały na palcu wskazującym lub rozpruwały na szwie (kosztowały jakieś 20 zł), w tym roku używałem już rękawiczki Asica (kosztowały jakieś 60 zł) są przyjemne w dotyku, miękkie, delikatne, ciepłe i się nie przecierają pomimo znacznie większej eksploatacji, nie wspominając o drobiazgach, które czynią je użyteczniejsze (jakieś bajery na palcach, aby łatwiej chwytać, i zamsz do ocierania twarzy, nosa). Z prostą czapeczką jest podobnie, jeśli chodzi o skarpetki przykłady są w różne strony. I jeśli chodzi o sedno, może dla zawodowca i tak to nie istotne, pewnie po takiej ciężkiej pracy przyzwyczaił ciało do każdego ubrania i buta. Dla mnie, amatora to istotne aspekty, chce biegać w czymś co się nie rwie, nie rżnie mnie w ciało, sprawia, że przygoda z bieganiem jest dla mnie bardziej komfortowa. I za to jestem w stanie więcej zapłacić, z nic innego. Jest oczywiste, że jakikolwiek element stroju czy buta nie czyni biegacza lepszym lub zdecydowanie lepszym, ktoś kto myśli inaczej jest idiotą.
30/03/2011, 20:12
#
"Generalnie nasz rynek jest bardzo młody i firmy to skrzętnie wykorzystują podpisując każdy swój produkt nowy mianem "compression". Bo to się dobrze sprzedaje."

"w artykule, który tak cytujesz piszą o Under Armor, która rzeczywiście ma tyle wspólnego z kompresją co nic"

Sorki za wyciecie z dwóch wypowiedzi ale nie chciałem zaśmiecać.
Jeżeli chodzi o Under Armour to wyraz "compression" w ich przypadku oznacza jedynie, że produkt jest "dopasowany, przylegający do ciała" co ma ułatwiać odprowadzanie wilgoci a nie medyczne uciskanie i powodowania tym szybszego biegania czy szybszą regenerację. Ludzie czytajcie metki ze zrozumieniem. Oni tego nie ukrywają. Nie wmawaiją magicznych właściwości. Wręcz przeciwnie. Jest to niewygodne ale sie sprawdza. Nie wyobrażam sobie treningu przy -20st C bez ich pierwszej warstwy. To samo się tyczy "przylegających" letnich koszulek Adidasa (kupionych przeze mnie na wyprzedaży za 29zł - przecena z 199zł). Używam ich nie w lato a na jesieni jako spodnią warstwę. Idealnie odprowadzają wilgoć ale gdybym miał wydać na nie 200zł to bym zrezygnował bo nie sa warte tej ceny.... No i na pewno nie traktuje ich jako "uciskające wspomagacze mojej biomechaniki ruchu majace pozwolić mi urwać kolejną minutę w maratonie" a jedynie pomoc w regulacji temperatury. To tyle.
30/03/2011, 22:27
#
Wszystkie moje gadgety biegowe są przypadkowych firm, pełen przegląd: głównie kierowałem się ceną na przecenach a nie przywiązaniem do marek. Z butów ubieram głównie nike, chyba dlatego że dobrze się w nich czuje, podchodzi mi design i nie są drogie, tu w UK. A i tak sępie na przecenach.
Nie widzę nic złego żeby biegać w modelach sprzed kilku lat. Jeśli w 2008 roku dało się w nich pomykać to dlaczego nie można tego robić dziś?
Pare razy spędzałem wakacje we Francji. A biega tam jeszcze więcej ludzi niż na Wyspie, a tu się często trącamy łokciami ;) Niemniej, we Francyji z tymi moimi markowymi lompami z przecen czułem się jakbym biegał ubrany w bombki choinkowe, tu najk, ładidas, ńjulans... tam prostota i głównie kalenji, chyba mają jakieś 80% rynku biegowego.
30/03/2011, 22:28
#
Tylko buty w pl są takie drogie to wina naszego kraju na całym świecie są one tańsze i nikt się nie zagłębia w ten temat ja idąc do sklepu nie patrzę na markę ( choć preferuje Nike ) maja być wygodne i odpowiednio przystosowane do danego treningu , i jeszcze jedno kupiłem kolce Nike 9 miesięcy temu pękły znaczy rozegrała się siatka nie wiem może zacsepilem kolcem może były trochę za małe poszedłem do sklepu bez paragonu bez pudełka tylko z butami bez problemu dostałem nowa pare bez pytam bez żadnego odsylaania bóg wie gdzie i to mi się podoba płacisz wymagasz i te duże firmy na to stać obsługa klienta jest na najwyższym poziomie a tak zinnej bajki dużo ludzi uważa ze Apple to badziewie ze to dla snobów itp ok to kolejny przykład zawiesił mi się iPhone poszedłem do sklepu gdzie go kupiłem nikt mnie o nic nie pytał pojazalem o co chodzi i gość przekraczając mnie wręczył mi nowy tel tak to działa i ja wole zapłacić wiecej zeby mieć własnie taki customer service bo nikt nie ma czasu na jakieś odsylanie rzeczy opinie rzeczoznawców i inne tego rodzaju historie
30/03/2011, 22:33
#
Ciekawe ze negujesz sens stosowania odziezy kompresyjnej, bo nie znasz odpowiednich badan, a mocno promujesz TheStick i mate z kolcami.

Co do firmy Ecco - swojego czasu kupilem zwykle buty przeznaczone do codziennego uzytku i byly okrutnie niewygodne. Dlatego nawet gdyby sprzedawali biomy za 99zl to i tak bym omijal Ecco szerokim lukiem ;)
Marcin Nagórek
30/03/2011, 23:20
#
Co do Sticka i maty: masaż jest jak najbardziej środkiem leczniczym o udowodnionym działaniu, stosowanym od tysięcy lat. A Stick to nic innego jak zestaw do samodzielnego masażu. Podobnie jest z matą i technikami opartymi na akupresurze czy akupunkturze. Ja tu więc widzę różnicę, to nie jest chwilowa moda i wytwór działu marketingu jakiejś firmy.
W cytowanym tekście jest wyraźnie mowa o "spanx" - to są bardzo mocno uciskające części garderoby, używane w Stanach m.in. do modelowania sylwetki. To nie są więc zwykle ciasne ciuchy odprowadzające wilgoć. Tu chodzi o kompresje uciskające mięśnie w jakimś celu. Zwykłe ciuchy oddychające niczego nie uciskają, nawet gdy są ciasne.

Co jednak odbieram najgorzej - w artykułach i reklamach tych rzeczy kompresyjnych sprzedawanych sportowcom jak byk stoją sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem teksty, typu: "poprawiają wydolność i ukrwienie mięśni, przyspieszają regenerację poprzez przyspieszenie odpływu krwi".
Tylko czy potwierdził to ktokolwiek? Teoretyczne działanie kompresów w pozycji siedzącej jest takie, że one uciskają naczynia i nie pozwalają na wlewanie się zwiększonej ilości krwi do nóg, co sprawia siła grawitacji, gdy długo się siedzi. Po wlaniu tej krwi w pozycji siedzącej jej odpływ jest utrudniony, tu więc wymyślono, że ona nie będzie się wlewać, mówiąc w dużym uproszczeniu. Taka opaska uciskowa w nieco mniejszej skali - i dotyczy to głównie skarpet. Czy to sensowne działanie - według mnie nie tędy droga, a w samolocie wystarczy co jakiś czas wstać i się przejść - ale to temat na inną rozmowę.
Natomiast w sporcie to jest kompletnie bez sensu, bo pożądany jest jak największy przepływ krwi przez pracujące mięśnie oraz skórę - w celu odżywiania komórek oraz utrzymywania odpowiedniej temperatury. Jakiekolwiek ingerencje w naturalny system krążenia, w pompę mięśniową, uciskanie części naczyń - to jest droga donikąd. To jest taka sama ślepa uliczka jak z systemami w butach: prędzej czy później ci sami projektanci dojdą do wniosku, że najlepsze rozwiązanie już dawno wymyśliła natura i nie ma sensu tego zaburzać.
We wszelkich działach nauki w tej chwili raczej dąży się do kopiowania doskonałych rozwiązań natury - liny wzorowane na niciach pająka, kleje na substancjach wytwarzanych przez mięczaki, kończyny robotów i środek ciężkości taki jak u człowieka... Tylko producenci odzieży uciskowej jak widać doszli do wniosku, że układ krwionośny w mięśniach należy poprawić, bo za mało skutecznie usuwa produkty przemiany materii. Więc dalej, uciskamy.

Takie jest moje zdanie, które może zmienię, gdy zobaczę naukowe dowody na działanie takich bajerów. Można to zrobić bardzo prosto: niech producent zamiast wydawać pieniądze na ogłupiającą reklamę, zleci niezależnemu ośrodkowi badawczemu prosty eksperyment: 100 osób o podobnych cechach fizycznych, wydolności i wcześniejszej aktywności fizycznej zamykamy w ośrodku treningowym. Wszyscy trenują według takiego samego programu, jedzą to samo, tylko połowa biega w kompresach, połowa bez. Po 3 miesiącach robimy zawody - i jeśli to działa, to 50 pierwszych miejsc powinni zająć biegacze trenujący w kompresach. Ale nikt takiego badania nie zrobi, bo jest więcej niż pewne, że tak się nie stanie i zawodnicy będą kompletnie przemieszani. Po co więc producent ma ryzykować? Lepiej wmawiać, że tak czy inaczej poprawia i polepsza.
30/03/2011, 23:56
#
jak w czołówce maratonu z dobrymi wynikami będzie kilku zawodników w skarpetach kompresyjnych to zaraz polece je kupić
co do butów- byłem na MŚ w przełajach w Bydgoszczy i tam w czołówce zawsze było kilku zawodników/zawodniczek na boso -a nikogo w ecco nie widziałem....
31/03/2011, 07:21
#
Obawiam się, że masz dość mocno uproszczone pojęcie na temat kompresji, działania i stosowania. Nie będę kontynuował dyskusji z Tobą bo i tak zmierza donikąd. Prawda jest taka, że jesteś totalnie nastawiony negatywnie do tematu a podejrzewam, że nigdy nie spróbowałeś tego nawet. Tak jak napisałeś Ciebie się nie da przekonać i jakich byś badań pod nos nie dostał czy opinii to i jak będziesz twierdził inaczej. Cóż Twoje święte prawo :)
Pozdrawiam - Eddie
31/03/2011, 09:13
#
Przeczytałem artykuł i komentarze pod nim i moim zdaniem autor potrzebuje jeszcze trochę edukacji...poruszę temat chociażby kompresji, ponieważ właśnie "wiedza" autora w tej dziedzinie aż mnie poraziła...

Po pierwsze:

- autor wypowiada się o kompresji ogólnie, czym pokazuje swój brak wiedzy w
tej dziedzinie. Jeśli chce pisać wiarygodne artykuły - nie może wsadzić do
jednego wora wszystkie produkty, które mianują się słowem "kompresyjne" czy
"compression". Tak jak ktoś wspomniał powyżej - obecny rynek jest zalany
produktami kompresyjnymi, ale prawdziwą kompresją może poszczycić się tylko
kilka marek. Pisanie ogółem o kompresji wprowadza czytelników w błąd i tym samym pokazuje brak wiedzy autora w tym temacie.

Zastanawiam się, czy gdybym wydziergał na drutach wysokie podkolanówki
(powiedzmy, że chcąc zaoszczędzić na wełnie, byłyby bardzo obcisłe),
następnie wystawił na Allegro (za odpowiednio wyższą cenę, nadał markę),
dopisał słowo "compression" i w opisie zawarł super właściwości, to autor
też wziąłby mnie pod uwagę pisząc swój artykuł...? Wydaje mi się niestety,
że tak...bo kompresja to przecież kompresja...wszystko jedno i to samo...

Po drugie:

- W całej masie tych produktów są pozycje produkowane przez firmy medyczne
oraz firmy sportowe. Jest to zasadnicza różnica, ponieważ skarpety różnią
się chociażby profilem ucisku (czy autor słyszał o stopniowej kompresji i jej sposobie działania? chyba nie...). Sztuką jest tutaj świadomość, co się kupuje. Nic nie poradzę na to, że sprzedawcy w niektórych sklepach mówią, że wszystko to samo, producenci przerabiają opisy dobrych marek dopasowując do ich produktu - ważne, żeby klient złapał się na słowo kompresja i transakcja udana...

- badania oczywiście istnieją - dotyczą głównie produktów, które wywodzą się z zaplecza medycznego...wystarczy poszukać (autor takich artykułów chyba nie powinien mieć problemów z researchem - polecam zaangażować jakąś asystentkę przy kolejnym artykule)

- i na koniec - jak można pisać, że coś jest ściemą, coś jest bee, bo coś jest drogie, jeśli się tego nie przetestowało. Osobiście, nie biegałem nigdy w butach kalenji ani w ecco, ale nie wygłaszam wszem i wobec, że są do dupy (może kiedyś je wyprobuje). Nie zawsze cena odzwierciedla jakość, ale osobiście wybrałem droższe buty niż 200 zł i jestem zadowolony. Mam parę tańszych koszulek Kalenji, ale zakładam je tylko na krótkie treningi - na dłuższych biegach kiedyś bardzo mnie poobcierała i już tego błędu nie powtórzę (co jest ważne - wypróbowałem je na sobie, a nie piszę z góry, że beee). Polecasz jakieś buty Kalenji, bo je wyprobowałeś - ok, może kiedyś rozważę podobny zakup, jeśli nie będę śmierdzieć groszem...

Podobny artykuł, niepoparty doświadczeniem, może napisać każdy...ale jaki to ma cel? Dla mnie autor się osmieszył, bo rozpętała się dyskusja, w której dodatkowo potwierdził, że nie posiada wystarczającej wiedzy w pewnych kwestiach, które porusza...AMEN
31/03/2011, 09:50
#
W Niemczech powołano Stiftung Warentest. Jest to organizacja konsumencka, finansowana przez państwo, co do zasady niezależna od producentów (o ile w dzisiejszym świecie można zdobyć się w czymkolwiek na pełną niezależność). W każdym razie przeprowadza ona liczne testy porównawcze różnych produktów przeznaczonych dla konsumentów. Ich testy cieszą się dobrą opinią i uważane są powszechnie za profesjonalne i niezależne. Co jakiś czas badają także buty do biegania. Przykładowo test z 2007 roku:

www.test.de/themen/freizeit-reise/test/Laufschuhe-Adidas-und-Nike-vorn-1538502-1538628/default.ashx?sort=3

Jak znajdę później coś akutalnego, to wrzucę linka. Kiedyś widziałem ich jeden test, w którym porównywali właśnie buty z lidla z butami markowymi i jednak różnica w jakości była na rzecz butów markowych. Jak dla mnie przyjemniej biega się w rzeczach markowych, niekoniecznie droższych, bo często kupowanych z przeceny. A że być może to tylko efekt psychologiczny? I co z tego? Bieganie jest jedynie i aż moim hobby, więc przyjemnie jest czasem wydać ciężko zarobione pieniądze, by choć uzyskać to uczyucie przyjemności, ten efekt psychologiczny, że te kosmiczne buty zaniosą mnie dalej i szybciej. Jestem pewien, że pobiłbyś mnie nawet w klapkach na basen na każdym dystansie, co nie oznacza jednak, nie mówiąc o butach z lidla :) I tu nie do końca chodzi o to, by się pokazać, bo ja biegam najczęściej po lasach czy miejscach, w których jest mało ludzi. A mimo to cieszy mnie, jak mam dobre buty. Choć umówmy się, nigdy nie wydałem na buty więcej niż 200 zł, po prostu szukam okazaji. Buty za 500 zł to dla mnie czyste szaleństwo, przynajmniej na razie. Ale jak kogoś stać, to czemu nie? Dla niektórych tracenie czasu na wyszukiwanie promocji może być droższe niż wyłożenie paru stów więcej i mi to nie przeszkadza.

A tak na marginesie, to poruszenie tego tematu jest dobrym strzałem, jeżeli chodzi o samego bloga. Dawno tyle komentarzy się nie pojawiało. Jest to też charakterystyczne, że najwięcej kontrowersji wyołuje sprawa sprzętowa, która w tym sporcie naprawdę nie jest taka istotna. Co charakterystyczne, nikt tak nie komentuje spraw czysto sportowych jak trening czy regeneracja lub inne istotne dla biegania rzeczy. Czyżby producentom sprzętu udało się przekonać biegaczy, że tak naprawdę liczy się sprzęt? Sam się czasem na tym łapie, że chciałbym mieć buty z nowej kolekcji. Ale potem sobie mówię, kupując buty z np. 2009 r., że jak dojdę do czasów, które w tamtym roku w tych butach osiągano, to dorzucę zacisne pasa i wydam te 500 zł, by dalej gonić czołówkę, która mi ucieka w coraz to nowych butach.

A jako prawnik, to mam nadzieję, że nie będziesz miał kłopotów z powodu tej dyskusji, bo co jak co używanie określenia "buty z lidla" jako synonimu taniości i tandety (niekoniecznie przez Ciebie ale przez innych opiniujących, za których jednak jako autor bloga możesz ponieść konsekwencje) może komuś nie przypaść do gustu. No ale jakby jakiemuś koncernowi nie spodobała się wolna dyskusja na forum, to daj znać, dokopiemy tym miliarderom w sądzie :)

Pozdrawiam
Marcin Nagórek
31/03/2011, 11:10
#
Po kolei:

1. Badania konsumenckie widziałem. Sęk w tym, że one badają czynniki, które są dla biegacza mało istotne. Teoretycznie owszem, oznacza się ścieranie podeszwy, odporność na zgniatanie i tym podobne cechy. W praktyce ma to jednak drugorzędne znaczenie dla biegacza (według mnie oczywiście). Mnie interesowałyby badania pokazujące częstotliwość kontuzji, bo o tym mówię. Jeśli chodzi o trwałość, to prawie każdy but wytrzyma kilka tysięcy kilometrów - wystarczająco.

Z tych, w których biegałem, do 5000km dociągają prawie wszystkie modele. Negatywnie wypadła tu Joma, w nich po 1000km były już spore dziury. W terenowych Kalenji zrobiłem blisko 5 tysięcy i w zasadzie nadal nadawały się do biegania. W prostym modelu Nike, który mam od 4 lat, też ciachnąłem na pewno 5000 tysięcy. Ostatnio negatywnie zaskoczyły mnie kupione w Stanach Pumy, które po, jak szacuję, 2000km mają już dziury w siateczce. Ale kiedyś miałem inny model, który po kilku tysiącach nadal był w pełni sprawny.

Generalnie jednak, moja opinia jest taka, że różnice w trwałości materiałów są mało istotne, z tego względu, że i tak wykraczają poza praktyczne przebiegi. Różnica dotyczy tylko tych butów, które rzeczywiście odstają jakością od innych. To są jednak rzadkie przypadki. Takie negatywne doświadczenia jeśli chodzi o chamską odporność butów mam z Jomą, Fila i... Mizuno. W jednym z modeli Mizuno, które kiedyś kupiłem, siateczka poszła jak papier po kilku miesiącach. Nie reklamowałem tego.

Należy przy tym pamiętać, że większość ciuchów i butów produkowana jest przez te same małe chińskie czy wietnamskie łapki w takich samych fabrykach. Potem tylko na jedną bluzę nakleja się znaczek Nike i w sklepie kosztuje 300zł, kolejna zaś jest sprzedawana jako "no name" - i kosztuje 30zł. Tak działa ten, oczywiście w dużym uproszczeniu, biznes.

2. Co do kompresji. Cóż, czekałem, kiedy z braku argumentów zaczną się teksty o ośmieszeniu się, braku wiedzy itd. Podsumuję więc: nie aspiruję do miana speca od kompresji. Podchodzę do tego bardzo praktycznie, myślę prosto, biorąc pod uwagę dziedzinę, na której się znam, czyli trening biegowy. Nie ma dowodów, że taki bajer ma jakikolwiek wpływ na wyniki czy regenerację - i to jest fakt. A zdrowy rozsądek podpowiada, że to kolejny zbędny gadżet.

Jeśli chodzi o badania, to w cytowanym tekście szukał ich autor - nie znalazł. Cały czas mówimy o jakimkolwiek pozytywnym wpływie (poza psychologicznym) tych rzeczy na wyniki sportowe czy regenerację po wysiłku. Mnie można przekonać twardym argumentem - ale tutaj nie ma argumentów. Zaś żylaki, samoloty, piłkarze czy to, kto produkuje dany sprzęt - to mnie nie interesuje.

3. Co do butów - moja teza jest prosta, właściwie to 2 tezy. Pierwsza o negatywnym wpływie "systemów na biomechanikę, druga - o tym, że czy but tani czy drogi - to jest w zasadzie ten sam but. Z indywidualnymi preferencjami nie zamierzam się kłócić, każdy ma swój gust. Nie neguję tego, że można czerpać przyjemność z posiadania drogiego buta.

4. Rzeczywiście zaskoczyła mnie ilość komentarzy. Wczoraj znajoma biegaczka spytała, dlaczego mnie to zaskakuje. Otóż w środowisku biegowym poglądy podobne do moich to norma, dlatego jestem zaskoczony, że one są odbierane jako kontrowersyjne. Większość biegaczy, jakich znam, dobrze wie, że połowa tego, co się o butach marketingowo ściemnia - to ściema. Znam też sporo "ambitnych amatorów", biegających np. 10km poniżej 40 minut, którzy sami doszli do wniosku że zbyt skomplikowane buty im szkodzą. Myślałem więc, że pisząc to, o czym na co dzień rozmawiam ze znajomymi, będę przekonywał tylko nieliczną grupkę technologicznych fanatyków. Tymczasem jak widać propaganda koncernów zdążyła się mocno zakorzenić w niektórych głowach.
Marcin Nagórek
31/03/2011, 11:13
#
Ciąg dalszy poprzedniego wpisu:

5. Padł tam argument, że dopóki nie spróbuję, nie powinienem się wypowiadać na niektóre tematy. Otóż podsumuję to tak - nie próbowałem uderzać z całej siły głową w ścianę - a mimo to wiem, że nie warto tego próbować w treningu ; ) Niektórzy chcą dyskusję sprowadzić na pole teoretycznych rozważań. Dla mnie liczy się praktyka, a praktyka jest taka, że gadżety nie biegają, tylko prędzej czy później okazują się chwilową modą. Za rok będzie coś innego, dopalacze w butach lub mówiące spodenki.

6. Co do Lidla - myślę, że przedstawiciel koncernu powinien przyjść z kwiatami. Oni raczej będą zadowoleni z tego, że pojawiają się jako synonim taniości. A że dla niektórych tanio=źle? To już zmartwienie dla ich działu marketingu ; )

Czy się więc ośmieszyłem, jak sugeruje mi to dystrybutor jakiegoś gadżetu? Może i tak, ale co z tego? Życie jest śmieszne.
Marcin Nagórek
31/03/2011, 11:19
#
Aha, po kolejnym przeczytaniu komentarzy widzę, że jak mantra powtarza się stwierdzenie, że ja niby stwierdzam, że buty za 700zł są złe. To świadczy o próbie manipulacji. Otóż po raz kolejny powtórzę, że niczego takiego nie piszę, a jeśli piszę, to poproszę o cytat. Według mnie nie ma praktycznej różnicy pomiędzy butami za 100zł a 700zł (jeśli jest to but odpowiednio prosty). Mówiąc inaczej: oba są tak samo dobre. Wnioski z tego należy wyciągnąć samodzielnie.
31/03/2011, 11:51
#
but za 700 zł często ma wiele systemów, których nie ma but za 100 zł i to dlatego ten za 100 zł jest lepszy? po roku eksperymentów i testów mogę stwierdzić, że tak!
Krzysztof Bartkiewicz
02/04/2011, 12:59
#
Ja miałem 3 modele Kalenji i mimo bardzo dobrej ceny, to w żadnym modelu nie czułem się dobrze. Jak dla mnie sa za delikatne i mam możliwość bieganie w większości po asfalcie gdyż mieszkam w centrum. Dla mnie jest to jedyny marka która mi nie pasuje. Co do Ecco, nie miałem tej marki na sobie, ale słyszałem że jak postawili swojego człowieka w Intersporcie, to były najlepiej sprzedającą sie ofertą w dany weekend (mimo że w propocji w tym czasie były np ciekawe modele Pumy:)
Marcin Nagórek
02/04/2011, 13:25
#
Generalnie na tym polega bieganie w bardzo cienkich butach, że czuje się każdy kamyczek. Który miałeś model Kalenji - Eliofeet? Bo te bardziej amortyzowane są pewnie lepsze pod tym względem, ale mi już nie pasują, są za toporne, za sztywne, jak każdy mocno obudowany but.

Ja teraz katuje rozbiegania cały czas w starych startówkach Woolfach, chcę je dobić i wyrzucić. Skubane nie chcą się jednak poddać. To jest but, który jest najtwardszym, w jakim biegam. Mam czasami wrażenie, że w nim jest bardziej twardo niż gdybym biegł boso. Czasami to oznacza lekkie odbicie stóp pod spodem, szczególnie po rozbieganiu na asfalcie. Ale to jest moja siła - mięśnie bolą po tym mocno, znaczy się - pracują.
Krzysztof Bartkiewicz
02/04/2011, 20:08
#
Nie wiem Marcin co to były za modele Kalenji, bo dałem je za bezcen kumplowi do pracy.

Chciałbym też nawiązać do ostatniego zdania w artykule, z czego wynika że tylko Nike w Polsce się promuje... Uważam że Nike bardziej promuje sie w Warszawie, a o resztę Polski raczej nie dba. O wiele lepiej w tej kwesti prezentuje się New Balance, która wspiera szereg imprez biegowych w Polsce, czy też Asics (wspiera Chabowskiego Draczyńskiego, Gortel) organizuje konkurs ligi Asics gdzie ma teoretycznie każdy szanse na wygranie jakiegoś sprzętu, wspiera też największe maraton m.in Nowy Jork.

W miarę widoczna jest też marka Pumy, która do niedawna organizowała biegowe czwartki w niektórych zakątkach Polski (Warszawa, Wrocław, Gdańsk, Poznań) i organizuje szereg konkursów dla uczestników

Oczywiście to się przekłada na cenę, gdzie takie Asicsy są dwukrotnie niekiedy droższe od najnowszych modeli Kalenji. (buty Kalenji mi może nie pasują, ale bardzo cenię ich odzież do biegania).
02/04/2011, 20:38
#
Piszesz tu o wynikach finansowych firmy Adidas w okolicach 600mln euro. Akurat na tym w miarę się znam i ani mnie to nie dziwi, ani nie szokuje. Powiem, więcej nie jest to jakaś wielka suma w porównaniu choćby do "malutkiego" Decathlonu którego revenue z 2003 roku to 3,1 mld euro.
www.globalsources.com/PEC/PROFILES/DECATHLON.HTM

Jeżeli chodzi o to bieganie w bawełnie to ja nie widziałem tego na zachodzie, wręcz przeciwnie zawsze w Polsce łatwo było odróżnić amatora od zawodowca po ubraniach, a na zachodzie już nie.
Zresztą takie "niechlujstwo" ubraniowe widać też na co dzień wśród męskiej populacji co jest obiektem śmiechu na świecie. :)
Dla mnie kupowanie butów z Lidla przez Michała Smalca było śmieszne i trochę żałosne, bo to tak jakby prawnik przyszedł z pomarańczowym długopisem marki "BIC" na podpisanie ważnej umowy. Śmieszne, nieprawdaż??
Jeżeli chodzi o firmę Kalenji to od wielu osób słyszałem, że ciuchy mogą być, ale buty słabe. To niezależne opinie użytkowników, bo sam mam jedynie 5 par skarpetek. Oczywiście dobrze, że istnieje coś taniego, bo dzięki temu ludzie nie muszą zaczynać tak jak ja w trampkach.
Marcin Nagórek
03/04/2011, 09:39
#
Czy ja wiem, czy Nike promuje się tylko w W-wie? Akurat te ścieżki biegowe odbywały się w kilkunastu miastach. To wymagało sporego nakładu i pracy, i finansów. Oni przecież opłacali (dobrze) kilkudziesięciu trenerów w Polsce. Przy tym zaangażowanie Asicsa wydaje mi się małe, w lidze Ascicsa jest chyba po prostu trochę nagród sprzętowych, to wszystko? A może się mylę, bo nie znam szczegółów tej akcji?

Sponsorowanie zawodników to krok w dobrym kierunku, może i u nas powstaną zawodowe grupy takie jak w Stanach, za tym zaś pójdzie wzrost poziomu.

Co do imprez biegowych, to tutaj akurat praktycznie każda z firm obuwniczych coś sponsoruje, to, można powiedzieć, naturalny kierunek ich działania. To jest więc taki goły standard - ja zaś patrzę, co robią poza tym.

Puma - próbowała powtórzyć patent Nike ze ścieżkami, ale chyba bez powodzenia. Reebok robi teraz te konsultacje sprzętowe z ekspertami, co zresztą też miała Puma. Generalnie wydaje mi się, że jak by na to nie patrzyć, to takich pozytywnych działań jest jeszcze w Polsce ciągłe za mało.
03/04/2011, 16:56
#
"Jeżeli chodzi o to bieganie w bawełnie to ja nie widziałem tego na zachodzie, wręcz przeciwnie zawsze w Polsce łatwo było odróżnić amatora od zawodowca po ubraniach, a na zachodzie już nie.
Zresztą takie "niechlujstwo" ubraniowe widać też na co dzień wśród męskiej populacji co jest obiektem śmiechu na świecie. :)
Dla mnie kupowanie butów z Lidla przez Michała Smalca było śmieszne i trochę żałosne, bo to tak jakby prawnik przyszedł z pomarańczowym długopisem marki "BIC" na podpisanie ważnej umowy. Śmieszne, nieprawdaż?? "

Nie wiem w jakich kręgach społecznych to niechlujstwo się objawia, nie wiem też co to ma wspólnego z "taniością" sprzętu sportowego, a już to porównanie z podpisaniem przez prawnika umowy długopisem marki BIC mnie ubawiło.
Jeśli amator ma ochotę biegać w butach z Lidla i bawełnie to niech sobie biega, takie jego prawo i powinieneś to jako "światowy" człowiek uszanować. Michał napisał o butach z Lidla właśnie dla zabicia takich głupich stereotypów, chociaż sam biega w sprzęcie wszystkich marek.
PS Generalnie mam w d... jakim długopisem prawnik się podpisuje byleby był kompetentny :)
04/04/2011, 19:08
#
no cóż, dla mnie śmieszne jest ładowanie kasy w markowy sprzęt, odżywki, obozy, pulsometry, gps-y i czort wie co jeszcze - jeśli to się nie przekłada na wyniki.

w efekcie taki amator wygląda jak choinka, a biega jak święty mikołaj.

ale zdaję sobie sprawę, że to w gruncie rzeczy kwestia światopoglądu, spierać się nie zamierzam.
-----------
dzisiaj 33km w papciach z lidla. fajne są na długie wybiegania.
-----------
zdrówko
Marcin Nagórek
05/04/2011, 01:25
#
Dla mnie żałośni są wszyscy, którzy nie potrafią złamać 30 minut na 10km. Nieważne, w jakim sprzęcie. Nieważne, kobieta, mężczyzna, dziecko, zwierzę ; )
05/04/2011, 11:29
#
ufff- dobrze, że rowerem daje rade
08/04/2011, 12:37
#
Dla mnie kupowanie butów z Lidla przez Michała Smalca było śmieszne i trochę żałosne, bo to tak jakby prawnik przyszedł z pomarańczowym długopisem marki "BIC" na podpisanie ważnej umowy. Śmieszne, nieprawdaż??

A dla mnie bardziej śmieszne i żałosne jest to, że koleś który ma na sobie buty, koszulki, gpsy itd za kilka tysi wącha zapach palonej gumy butów z Lidla na dowolnym dystansie ;-)

A jak już jesteśmy przy tych nieśmiertelnych butach z Lidla to należałoby chyba dodać równie oczywistą oczywistość, która została niejako przeoczona przez czytających tamten sławny artykuł, a mianowicie Michał Smalec nie jada nic poza pszczelim pyłkiem (czy jak to się tam zwało). Tylko tym się faszeruje cały czas. W jakim to Ciemnogrodzie przyszło mi żyć...
08/04/2011, 14:41
#
Uff, przeczytałem wszystkie komenty i w sumie się nie dziwię wynikłej dyskusji...

Przede wszystkim i po pierwsze w naszych głowach jest utarty stereotyp, że but biegowy ma mieć dużo amortyzacji i wiele innych systemów. I ciężko to zmienić. Tak już zostanie. Jedynym rozwiązaniem jest wyłamanie się z systemu (FUCK THE SYSTEM :P) i spróbowanie czegoś innego, np butów z Decathlonu. Od roku biegam w minimalistycznych butach biegowych i szczerze powiem, że czuję sie w nich lepiej. Obecnie biegam w Eliofeetach, kupiłem je w promocji za 49.99. Jak za darmo jeśli chodzi o buty biegowe. One są nawet lżejsze niż moje Nike Marathonery ;)

Jestem studentem fizjoterapii i trochę się interesuję tym co robię a nie tylko wykonuję trening. Spędziłem trochę czasu w bibliotece i szukałem w bazach danych (PubMed, OVID, Medline, SportDiscus i jeszcze kilku innych) info na ten temat i wszystkie badania pokazują, że buty z zaawansowanymi technologiami w niczym nie pomagają. Podpierają naszą stopę co wcale nie jest dobre bo łuku (wysklepienie stopy) nie powinno się podpierać bo to osłabia całą konstrukcję. Widział ktoś żęby akwedukty albo mosty były podparte w centralnym punkcie łuku? Buty minimalistyczne pod tym względem są właśnie najlepsze do biegania bo nie ingerują w nas w duży sposób. Ale do tego niestety trzeba dojść samemu i wyjść poza schemat...

Dlaczego koncerny biegowe zaczynają produkcję butów minimalistycznych? W końcu doszli do wniosku po przeprowadzeniu wielu badań, że jednak takie buty są lepsze. Biomy, Free i inne. Ale nie przyznają się do tego że amortyzacja nie jest potrzebna bo to strzał w kolano a raczej jego amputacja.

A kompresja? Hmmm...? Czemu zwycięzcy wielkich maratonów w tym nie biegają? Po prostu trening. Train hard, win easy. Proste.

Wszystko.

Cieszę się, że Marcin prowadzi takiego bloga i pisze o tym wszystkim. Sam mam zbliżone poglądy do niego. Mam tylko nadzieję, że jego słowa dadzą do myślenia i refleksji inne osoby i one same na sobie będą to wszystko testowały. I to będą jedyne wiarygodne wyniki.

Pozdrawiam

Dybol
Marcin Nagórek
08/04/2011, 14:43
#
Karol, chyba dotykasz sedna problemu.

Wygląda na to, że sporej części biegaczy najbardziej liczy się dobre pokazanie się, ładny sprzęt, fajne gadżety, taki lans. Do tego nowinki treningowe, pomiary tętna, suplementacja, dywagacje nad tym, czy lepiej biegać 80 czy 90km tygodniowo, czy lepiej na tętnie 85% czy 87%, czy interwał ma stanowić 5% czy 7% ogólnego kilometrażu...

Nie potępiam tego, ale dla mnie to zupełnie obca postawa. Ja jestem tutaj przedstawicielem konserwatywnego nurtu: tych, którzy biegają po to, żeby się ścigać. I to niekoniecznie z zegarkiem, a bardziej z rywalem. Dlatego ja na zawodach jestem w stanie zrobić 150% tego, co wychodzi z treningu. Na finiszu, gdy widzę słabnącego rywala, czuje się jak wilk, który poczuł świeżą krew.

Wszelkie zagadnienia okołobiegowe i sprzętowe rozpatruję prosto - co zrobić, żeby w następnym starcie wyprzedzić takiego Smalca/Czapiewskiego/Chabowskiego czy innego dobrego zawodnika. Mnie napędza rywalizacja, a nie moda. Być może to jest źródłem braku komunikacji z częścią biegowej braci. Wyścigowcy nigdy nie zrozumieją sprzętowców. Ja mogę biec i boso, jeśli uznam, że to da mi brakującą sekundę, która pozwoli przeskoczyć na mecie o jedno miejsce wyżej. Nie zastanawiam się wiele, co mam na nogach, ważne żeby rwać przed siebie jak chart. A ogrywanie ludków w wymyślnym sprzęcie daje mi tym większa satysfakcję ; )

Czyli - mnie kręci lans oparty na wynikach, nie na innych sprawach. Dlatego bardziej imponuje mi wymiatacz podartych kalesonach niż jakikolwiek ślimakowaty gadżeciarz.
04/05/2011, 15:28
#
wspaniała dyskusja, tak jak na dobrego bloga przystało! :-)
chciałem tylko dodać swoją opiniję o skarpetkach kompresyjnych.
wiem, że one pomagają ludziom z niezdrowymi żyłami, en.wikipedia.org/wiki/Compression_stockings ja osobiście polecam skarpety kompresyjne po zawodach/treningu (nogi odpoczywają zdecydowanie szybciej), a szczególnie w podróżach! długa jazda samochodem z czy na zawody, samolot czy pociąg - kompresja powoduje lepszy przepływ krwi przez 'wiszące' w dole nogi... naprawdę warta inwestycja - tzn ja nie lupuję tych reklamowanych przez sklepy sportowe, tylko te w aptece, może trochę brzydsze niż te rekalmowane, ale za to o wiele tańsze!
pozdrowienia!
17/05/2011, 19:44
#
@Dybol

"Train hard, win easy. Proste." - Proste.

cała reszta to tylko tłumaczeni i poprawianie sobie humoru. Wow, mam fajne buty więc będę szybciej biegał...
19/05/2011, 04:47
#
Support Socks and Compression stockings do really help..
06/11/2012, 19:49
#
Popieram ten artykuł całym sercem i umysłem, ale sprostowanie powinno być takie że jeśli ktoś nie ma pojęcia o bieganiu naturalnym ze śródstopia nie powinien brać za bardzo do serca tego artykułu, bo co będzie jeśli właśnie w takich minimalistycznych butach zacznie spadać na pietę podczas biegu? W moim przypadku kiedy byłem nie świadomy nie doświadczony i biegałem w zwykłych adidasach skończyło się to pęknięciem torebki stawowej stawu skokowego.

Marcin Nagórek
06/11/2012, 21:32
#
No powiedziałbym, że to kwestia zebrania wszystkiego do kupy, bo do takiego biegania trzeba też mieć odpowiedni plan, nie można biegać takiej samej objętości przy zmianie techniki.
15/10/2013, 21:37
#
Jeden z lepszych wpisów jakie czytałem. W ogóle blog bardzo pomocny dla początkującego biegacza. Pozdrawiam
Marcin Nagórek
16/10/2013, 00:29
#
Dzięki : )
19/11/2013, 14:51
#
Nie wiem, czy ktoś już wspomniał w komentarzach o firmie... Tchibo, w której również pojawiają się kolekcje biegowe. Właściwie większość wdzianek biegowych mam z ich sklepu internetowego (kupuję tam też i inne ubrania, więc rozmiarowo wiem co mi pasuje i biorę w ciemno). Z wdzianek jestem BARDZO zadowolona (sprawdziły się również świetnie w górach), bo jak się okazało po przemacaniu ubrań markowych - jedne i drugie są wykonane z tych samych tkanin. Nie mają tylko naszywki z logiem Nike, Adidas, Asics, itp. Kosztują mniej o połowę.

Do czego zmierzam - otóż z ostatniej kolekcji biegowej Tchibo (pojawiła się jakiś miesiąc temu) kupiłam - z dość sceptycznym nastawieniem - buty do biegania. Kosztowały 150zł. Po kilku treningach stwierdzam, że to był strzał w 10-tkę. Do biegania "miejskiego", czyli po sztucznych nawierzchniach są genialne. Są dla mnie zamiennikiem z Kalenji, które bardziej nadają się na leśne ścieżki, czy nawet na niewysokie góry.

Osobiście polecam - mój mężczyzna również jest z tych ubrań zadowolony (na buty się nie zdecydował).
Marcin Nagórek
20/11/2013, 00:15
#
O Tchibo chyba nikt nie pisał, ale te ich biegowe ciuchy są ciekawe. To jest chyba podobna kolekcja jak w Lidlu. Tylko np. u mnie w mieście jest ich sklep, ale barzo mało tych biegowych rzeczy. A jeśli nie zna się rozmiaru, to trochę strasz kupić np. spodnie. Tu przewagę mają inne marki - przez lata nazbierałem tyle ich ciuchów, że znam wszystkie możliwe rozmiary.
16/04/2014, 12:01
#
Zgadzam się z powyższym, cena butów biegowych jest coraz wyższa i to wykorzystują producenci. Robi tak np. Asics z modelem Asics Gel Kayano. Do tej pory kosztował ponad 500 zł teraz ponad 700 zł!!!

Jest jednak jedno ale... te wszystkie systemy gelowe/amortyzacja chyba jednak pomagają, gdy przebiegnę się w butach zwykłych, bolą mnie kolana i region pasma (mimo rozciągania i rozgrzewki), to wszystko kwestia przeciążenia, ale jak się ma 192 cm wzrostu nie mogę ważyć 60-70kg. Mam 84kg dlatego biegam w tych butach co powyżej niestety i biadolę na cenę bo cóż mi pozostaje. Kiedyś biegałem w butach z Decatlonu marka na K... i doznałem kontuzji. Teraz biegam w Asicsach i póki co jest dobrze. Wolałbym kupić coś tańszego ale nie ma trakich butów dla mnie. Inne marki odpadają bo sprawdziłem to kupując Brooksy i Saucony. Takie ECCO i inne cuda to nawet omijam szerokim łukiem.

Biegam w tych butach około 1200-1300km bo po tej cyferce już czuję że amortyzacja szwankuje, po za tym buty są pełne dziur i przetarć, nie nadają się nawet na rower.
Marcin Nagórek
16/04/2014, 13:18
#
Marcel, rozwiązaniem jest stopniowe wzmacnianie ciała. To nie jest prosta droga i wymaga często wizyt u specjalistów, ale według mnie bardziej opłacalna długofalowo. Jeśli masz silne, równomiernie rozwinięte i odpowiednio zbudowane ciało, to żaden but Cię nie zaskoczy. Tak biegali przecież jaskiniowcy ; )
24/04/2014, 11:55
#
Jak wzmiacniane ciało? Chyba elementami aluminium i szynami lub innym kewlarem... bez żartów. Po 4 latch biegania nauczyłem się że zanim zacznę jakikolwiek trening należy zrobić rozgrzewkę 2-3km (mogą być marszobiiegi) potem rozciąganie i dopiero zabieram się do treningu. Po odpowiedniej rozgrzewce i rozciąganiu biega mi się znacznie lepiej :-)

A w okresie jesienno-zimowym morsuję z morsami czyli kąpiele w lodowatej wodzie, to doskonałe lekarstwo na bóle i inne dolegliwości mięśniowo-stawowe.
Marcin Nagórek
24/04/2014, 22:26
#
Wszystko da się zrobić - ustawienie kręgosłupa i miednicy, wzmacnianie słabszych mięśni, odpowiedni trening siłowy. Trudna praca, jeśli chcesz się do tego przyłożyć, dość nudna, ale obiecująca niezłe efekty. To boli, bo pracujesz nad tym, co naprawdę jest słabe i dobry terapeuta łatwo to znajdzie ; )
The Marco
27/03/2015, 10:39
#
Co do marki Joma. Testowałem na sobie model Hispalis i Marthon 3000. Hispalisy musiałem wyrzucić bo się zaczęły rozlatywać. Nie prowadziłem wtedy dzienniczka treningowego i zaczynałem dopiero przygodę z bieganiem, ale tak sumując wyszło między 600-700 (wytrzymały z ponad rok) a kosztowały coś 60 kilka złotych. Zostały jeszcze Joma Marthon 3000, w sumie leżały w piwnicy z rok, jakoś wtedy dopadła mnie mania biegania w Mizuno. Teraz wracam do prostych i tanich butów nieprzekombinowanych. Powiem, że biega się w nich dobrze a marathony 3000 koszowały nicałe 100zł z wysyłką.

Co do marki Woolf to juz takie nie są, teraz to ALPHAWOOLF i ceny są od 200zł wzwyż.

Co do Do-Win to HeavyPaul na swoim blogu ma 2 modele opisane:
Do-Win M9303B - https://heavyrunslight.wordpress.com/2013/05/01/do-win-m9303b/
Do-Win M9300B - https://heavyrunslight.wordpress.com/2014/04/03/do-win-m9300b/
Co do akurat tych 2 modeli, to się szybko zdziera podeszwa, wątpię czy ktoś da radę z 1000km w nich potuptać. Może pozostałe z pełnym bieżnikiem będą wytrzymalsze, ale akurat nie mają w moim rozmiarze, potrzebuję wkładki 30,5 cm :)
Marcin Nagórek
27/03/2015, 11:29
#
Alphawoolf widziałem i mocno mnie rozczarowali. Najwyraźniej producent chce uszczknąć kawałek rynkowego tortu. Ale za 200 zł i więcej wolę sobie kupić dobry model startowy Adidasa czy Asicsa, które uważam za lepsze. To są często drogie buty, ale mają minimum systemów i sprawdzają się w codziennym treningu.

Do-Winów w końcu nie kupowałem i chyba na razie nie kupie, bo mam pełną szafę butów.
The Marco
28/03/2015, 10:42
#
Odnosnie Kalenji Eliofeet, czytałem kilka blogów i recenzji na ich temat i zaciekawiły mnie. Byłem akurat w Decathlonie wczoraj i powiem szczerze, że obecne Eliofeet są strasznie sztywne klocki. Tak sztywnej podeszwy nie spotkałem jeszcze w żadnych butach.

Mieli jeszcze ostatnie 2szt. (r. 47) Ekiden 50, pomacałem, podeszwa elastyczna, łatwo ją jeszcze bardziej uelastycznić przy pomocy noża. Zapiętek, fajnie miękki, lekko usztywniony tylko. Ogólnie byłem zdziwiony, że za takie psie pieniądze taki fajny przyjemny but.
Mają spory drop (14mm), który jednak chcę zmniejszyć tak do ok. 4-5mm.
Poza tym są bardzo lekkie, r. 47 waży 266,7g. Zobaczymy jak z trwałością. Jak wytrzymaja przy wadzie 72kg 1200km to będę wniebowzięty :)
Marcin Nagórek
28/03/2015, 22:10
#
Eliofeet niestety z roku na rok był gorszy z mojego punktu widzenia. I z tego, co rozmawiałem z inżynierem Kalenji, nie będą już rozwijali tej linii. Ja nie miałem tych Ekidenów za 49,99, ale miałem terenowe za 89,99. Fajnie, ale niestety w błocie szybko poszła siateczka...
17/08/2015, 12:26
#
Ostatnio wypróbowałem dosyć fajne buty:
Do-Win M3502A
http://polanik.info.pl/pl/p/M3502A-buty-biegowe%2C-granatowo-zolte/1811
Niestety zbyt mała rozmiarówka jak na moją stopę. Jedyny ich minus to wkładka, która polecam od razy wymienić na np. korkową. Tak poza tym sa fajne, elastyczne, zapiętek też ok. Spadek znośny 7-8mm. (ok. 157zł)

W podobnej cenie są też Puma Descendant v2, spadek już 4mm, zapietek mają podobnie jak Do-Win lekko usztywniony, można go jeszcze bardzie uelastycznić rozcierając w rękach i jest git :) Używam ich do spokojniejszych treningów (spokojne rozbiegania, siła biegowa, długie wybiegania). Podeszwa już jest trochę mniej elastyczna niż w Do-Win, ale bez przesady. (ok. 140zł z wysyłką w r.47)

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - kategorie
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Lipiec 2017 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin