19
12/2010
00:00

Ja mam jednak dość zimy z innego powodu. O tym nie piszą kolorowe magazyny, nie mówią gwiazdy w telewizji. Prawdziwa uciążliwość zimy objawia się w drobiazgach, drobnych upierdliwościach. Weźmy takie ubieranie. To jest koszmar!

Najpierw małe tło: u mnie zimą nie tylko jest śnieg i mróz, ale często mocno wieje. Uwierzcie, że przy -10 i wietrze 50km/h lepiej być dobrze ubranym. Tu nie pomagają windstoppery, szmery i bajery. W takich warunkach trzeba mieć nie tylko dobry ciuch, ale i dobry ciuch w dużej ilości, uzupełniony pomysłowymi drobiazgami. Wrażliwe, przewiewne miejsca to kostki u nóg, okolice nadgarstków i dłoni, a także szyja i cała głowa. W tych miejscach do ubioru dodaję własne wstawki: a to jakaś opaska zrobiona ze starego czegoś, a to sprytna wkładka, a do zmyślna chustka, dodatkowa zakładka itp.

Jest jeszcze coś, co trzeba wiedzieć o wietrze. Otóż jego perfidia polega na tym, że kiedy biegnie się pod wiatr, jest bardzo zimno, wymraża biednego człeka do szpiku kości. Ale wystarczy, że zmienimy kierunek i biegniemy z wiatrem, a nagle robi się ciepło. Ba! Gorąco, biorąc pod uwagę grube ciuchy. Czasami obserwuję biegających tutaj nowicjuszy (o różnych porach roku): albo marzną, biegnąc z gołą głową pod wiatr, albo niesamowicie spoceni, porozpinani, sapią z gorąca, mając wiatr w plecy. Szybko znikają, zniechęci, złamani chorobami, wymłóceni wiatrem, zmrożeni lub przegrzani. Na nadmorskich równinach panują twarde zasady, przetrwaj albo giń.

Dobry ubiór na taką pogodę pozwala na różnorakie kompozycje. Opaskę na szyję naciągam na twarz i niemal całą głowę, kiedy jest bardzo zimno, ale gdy robi się za ciepło, mogę ją ściągnąć i schować w kieszeń lub zawinąć na nadgarstku. Takich drobnych usprawnień firmowych ciuchów stosuję kilka.

Ale wróćmy do uciążliwości. Ubieranie się na trening to zimą udręka. Powinienem mieć giermka, który robiłby to za mnie. Zaczynam odczuwać niechęć do biegania właśnie z powodu tych ubrań. Wciągnąć na siebie kolejne warstwy koszulek, lekkich bluz, spodni, getrów, skarpetek, nagolenników, czapek, rękawiczek - to trwa i trwa. A po powrocie zdejmowanie, mokre to, nie chce się ściagnąć, gdzie to powiesić w takiej ilości?

Tak, śnieg, mróz, lód - to jedno, a drobne uciążliwości - drugie. Naprawdę tęknię za latem, kiedy szybko wrzuca się na tyłek byle jakie porcięta i wybiega na dwór bez wielkiej refleksji. Zimą każdy dzień to logistyka - wieje czy nie wieje? Skąd wieje, jak zaplanować trening? W lesie jest pewnie łatwiej, ale na odkrytym terenie takie drobiazgi mają wpływ na sam rdzeń treningu, co robić, kiedy i jak. Jaka nawierzchnia, dopadało śniegu, topnieje czy lód? Oszaleć można.

Poza tym wszystko toczy się ustalonym rytmem. Kolejne tysiące kroków, zmieniające mitochondria w precyzyjnie pracującą elektrownie jądrową, na drodze rozpadu otrzymujemy energię. Biegnę, chodnik, ulica, zaspa, cmentarz. Na cmentarzu w tę i z powrotem, czasem tylko jakiś pogrzeb wprowadzi nieco urozmaicenia (omal nie napisałem: rozweseli). Nie jest to jednak urozmaicenie pożądane, bo pogrzeb to kawalkady samochodów jadącę w tę i we w tę. Oczy pełne łez (lub rozjarzone wizją testamentu) nie widzą dobrze drogi i mojej migającej w zawiei sylwetki. Zbaczam więc w śnieg, wpada mi do butów, zwalniam, tracę rytm, buksuję, mielę nogami, podkręcam obroty, zarzuca mnie, silnik wyje, wiatr wyje. Prawie jak u Szekspira: w mrozie takiej głuchej pory, przez mogilne mchy i darnie, przesączają się upiory, sunąc zwiewnie i cmentarnie.

W biegowym świecie niewiele się dzieje, to martwa pora. Odbyły się mistrzostwa Europy w przełajach, nie mogło zabraknąć reprezentantki Etiopii, która wygrała jeden z biegów młodzieżowych. Polska jak zwykle zaprezentowała swoję siłę, mocnym akcentem było np. ostatnie miejsce drużynowo w klasyfikacji dziewcząt poniżej 23 roku życia. Mężczyźni - 12 miejsce na 16 drużyn, mogło być gorzej. Seniorów nawet nie wysyłano, wiadomo, oszczędności, trzeba sfinansować aparat ucisku PZLA, więc na wyjazd zawodników nie starcza już pieniędzy. Ale, ale, co ja mówię, był jeden polski miły akcent: otóż w kategorii młodzieżowej medal zdobyła niejaka Emilia Górecka. Zdrowa polska krew, ale  niestety biegająca w reprezentacji Wielkiej Brytanii. Biedna, nie miała tego szczęścia, żeby spotkać się z głębią polskiej myśli szkoleniowej, wtedy nie byłoby marnego brązowego medalu, na pewno złoty. Podobnie w tenisie jest z Karoliną Woźniacką, gdyby zetknęła się z polską myślą szkoleniową, nie miałaby marnego pierwszego miejsca na świecie, tylko lepsze. Nasi fachowcy wszystko potrafią ulepszyć, wiadomo. Dzielnie zmagają się z trudnościami, które sami tworzą, pracowicie usuwają spod nóg kłody, które wcześniej sami sobie rzucają. Pięknie, pięknie się rozwijamy! Od dawna wiadomo, że człowiek najwięcej się uczy na porażkach i w PZLA twórczo rozwijają tę myśl. Zwycięstwa niczego nie uczą, tylko napełniają pychą, dlatego u nas celebruje się porażki. Takie piękne katastrofy, jak ich nie podziwiać!

Tagi: zima, PZLA
Kategoria: Ogólne
Komentarze: (8)
Zaktualizowano: 22/10/2011, 23:03

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

19/12/2010, 13:54
#
Też mam tego po uszu, ale staram się nie zrażać. Taka kolej rzeczy. Wyczekuję kwietnia... oj, jeszcze daleko!
19/12/2010, 20:05
#
PZLA musi przecież mieć na benzynę i samochody. Wódka też za darmo nie jest ;-)
19/12/2010, 20:21
#
trza być twardym a nie miętkim ;) to wszystko to drobiazgi i pierdoły, którymi kilkanaście lat temu nikt sobie głowy nie zawracał a wyniki były o klase lepsze niż teraz - sam biegałem w bawełnianym dresie i polsportach i było fajnie ;)
20/12/2010, 13:07
#
co mnie to nauczyło? Nic nie planować! Ja też jestem jedynym który jeszcze tutaj biega - w takim śniegu i takiej pogodzie.

Tak było by całkiem ok, gdyby nie te ilości mokrych ubrań... bo gdzie to wszysko suszyć!
Hubert Sienkiewicz
20/12/2010, 22:15
#
Ja mam dość zimy, mimo przyznam się chciałem żeby już przyszła. Biegać trzeba, ciuchy jakoś schną-bieganie co dwa dni w lesie. Najgorsze jest to, że nie ma stadionu odśnieżonego i trzeba po korytarzu w szkole biegać, a przyczepności nie ma i co 100 m nawrót.

Jeżeli mogę prosić, to pisz częściej, bo te notki tak mi się podobają, masz talent;)
21/12/2010, 10:42
#
To ja jestem inny, bo bardzo lubię zimę i zimowe bieganie. Fakt jest czasami problem, żeby pobiegać szybciej, ale kawałek prostej na rytmy zawsze się znajdzie, do tego można korzystać z hali. Nigdy nie demonizowałem zimowego ubierania, stosuje ten sam schemat od lat, koszulka, cienki golf, bluza i kurtka ortalionowa nigdy nie zmarzłem ;-). Bawią mnie tez ostatnio spotykane artykuły o antypoślizgowych śrubkach wkręcanych w buty, przyczepność w zimie nie jest najlepsza, ale bez przesady. Faktem jest, że na nizinach trochę wieje nawet przy dużym mrozie, tam skąd pochodzę to jest raczej niespotykane, ale bardziej mi do doskwiera gdy stoję na przystanku niż podczas biegania ;-)
Marcin Nagórek
21/12/2010, 23:41
#
Hubert - dzięki. Pisać częściej nie jest łatwo, treść musi zebrać się we mnie i wykipieć ; )

Bartek - wiele zależy od tego, jak dużo biegasz. Ja np. bardzo narzekałem na zimę, kiedy biegałem naprawdę dużo, wykonywałem długie treningi. Teraz zmieniłem sposób treningu i 40-60 minut dziennie to nie jest problem. Można w tym nawet odnaleźć szczątkową przyjemność ; ) Trening do biegów średnich nie jest tak trudny, bo rzeczywiście wiele treningów można wykonać choćby na kawałku asfaltu. Ale już biegi długie, szczególnie gdy ktoś się szykuje na starty na wczesną wiosnę, są koszmarem. Gdzie bowiem zrobisz np. 15-20km szybkiego biegu ciągłego? Nie ma szans.

A generalnie dobrze się wzajemnie powspierać ; )
26/12/2010, 18:14
#
Ale Ty narzekasz Nagór...SKS chyba doskwierać zaczyna ;)

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - kategorie
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Październik 2017 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin