04
06/2010
00:00

No i stało się - dwa dni temu dowiedziałem się, że biegam na 3000m w Memoriale Kusocińskiego. Bardzo fajnie, ale do pełni zadowolenia jak zwykle daleko ; )

Cały problem z Memoriałem wziął się stąd, że dawno skreśliłem ten start. Cały czas planuję swój  (i każdego innego) trening ileś tam tygodni naprzód. Pojawiają się korekty, zmiany, na tym polega praca na zmiennym organizmie - ale główne punkty planu są dla mnie wyraźne jak Frodo z Pierścieniem na palcu dla Nazguli.

Zgodnie z tą słuszną i mądrą filozofią dość dawno już wysłałem wiadomość do organizatora o tym, że jest chęć i czy będzie możliwość. Odpowiedzi było brak, więc postanowiłem nie pchać się tam, gdzie mnie nie chcą. Nie dzwoniłem, nie prosiłem, nie błagałem. A tu nagle patrzę na listę startujących - no i jestem, podobnie Ola, tylko na 1500m. Jak tak, to świetnie, szkoda tylko, że tak późno.

Wiadomość przyszła 6 dni przed startem. Akurat zażywałem zasłużonego odpoczynku po biegu na milę, który to odpoczynek musiałem brutalnie przerwać. Chwyciłem kolce - i hajda na stadion. To był dla mnie ostatni dzwonek na zrobienie mocniejszego treningu. Zrobić go - muszę, muszę wpędzić się w kryzys, żeby móc pokonać taki sam kryzys podczas biegu. Czasu - niewiele. Ani nie odpocząłem dobrze po mili, ani nie zostało wiele do samego Memoriału. Wobec tego (i w związku z faktem, że do tej pory nie zrobiłem jeszcze jakiegoś rzucającego na kolana treningu pod dystans startowy) długo zastanawiałem się, jaki trening wykonać. W końcu pobiegłem 2 x (1200-800-400m).

Jeśli już jadę, to nie po to, żeby być statystą. Mój plan na start jest prosty - pierwsza połowa na maxa, a drugą przyspieszam. Forma jest dużą niewiadomą, ale sam trening ostatnio mocno się poprawił. Wprowadzone do treningu korekty działają. Ich istotę można sprowadzić do tego, że dopasowałem trening do możliwości mojego organizmu. Przestałem trenować tak, jak nie lubię i jak mi nie pasuje. Czyli biegam mniej, rzadziej, szybciej. Oczywiście staram się realizować te same cele, co biegając dużo, często i wolniej, co wymaga pewnej ekwilibrystyki w dobieraniu bodźców. Temat bardzo mnie teraz interesuje - na swoim przypadku ostatecznie przekonałem się, że typ szybkościowy nie może trenować tak jak typ wytrzymałościowy.

Wracając do treningu - dzień był bardzo zimny i wietrzny. To, czego najbardziej się boję w związku z tym startem, to gwałtownego ocieplenia. Od początku maja trenuję w warunkach skandynawskich: zimno, 10 stopni, deszcz, wiatr, kurtka. Tymczasem w Warszawie we wtorek ma być 29 stopni. Tego rodzaju skoki temperatur na ogół znoszę marnie. Na szczęście od wczoraj i w Słupsku jest lepiej, temperatura wzrosła do 20 stopni, co daje pewne nadzieje na adaptację. Wczoraj po raz pierwszy w tym roku w Polsce biegłem rozbieganie w krótkich spodenkach i krótkiej koszulce. Ech, prawie jak w styczniu w Nowym Meksyku ; )

Ostatni dzień chłodu przypadł akurat na moje mocne bieganie. Mimo wszystko byłem bardzo zadowolony - jestem na fali wznoszącej. W porównaniu do treningu sprzed kilku tygodni, biegam jak szalony. Moje czasy tych odcinków - 3:34-2:17-59-3:24-2:12-58. Zacząłem dłuższe odcinki w tempie lekko poniżej 3min/km, skończyłem już na 2:45/km, biegając coraz szybciej. W tych warunkach byłem tym mocno zaskoczony. Do tego do dwóch ostatnich odcinków biegłem na kompletnym luzie.

Czuję wreszcie różnicę siłową w porównaniu do poprzedniego sezonu, co daje nadzieję, że moje rąbanie przez wiele miesięcy ćwiczeń wzmacniających miało sens. Do tej pory bieganie szybkich odcinków typu 400m na koniec tego rodzaju treningu było dla mnie bardzo ciężkie, szczególnie w kiepskiej pogodzie. Nie miałem siły ruszyć zmęczonych nóg ani przebijać się przez wiatr. Tym razem na ostatnim odcinku czułem dużą moc, a było to naprawdę szybko.

Radość mąci jedynie fakt, że zmieniłem jeszcze kilka innych spraw. To są drobiazgi, których w planie treningowym nie widać, a które mają bardzo duże znaczenie dla oceny treningu. Po pierwsze, założyłem swoje najlżejsze, najszybsze kolce. Nie biegałem w nich od czasu feralnej dyszki, tym razem włożyłem skarpetki, problemów nie było. Po drugie, założyłem nosek na nos, co pozwoliło mi prawie normalnie oddychać. Zwykle treningi biegam w ciężkich, sztywnych kolcach, z zatkanym nosem - co ma znaczenie dla mnie. Obserwator widzi tylko suche czasy odcinków. Podobne znaczenie ma np. to, że dużo truchtam w czasie przerw. Rok temu zdarzało mi się biegać nawet szybciej, ale przerwy były pasywne.

Dla porównania, ostatni mocny trening Oli to było 2x800m + 600-500-400-300-200m. Prędkości rosnące, samopoczucie dobre. Trening dla tych, którzy nie lubią biegać wciąż jednego typu odcinków. Mnie treningi typu 40x200m jakoś nie nudzą, ale każdy ma do tego własne podejście. W sobotę, czyli jutro, oboje do lekkiego treningu dodamy jakiś element szybkościowy, typu 4x200m w kolcach. Nie bardzo szybko, raczej luźno, dla podtrzymania odpowiedniego pobudzenia mięśni.

Wczoraj skorzystałem z usług kręgarza/masażysty i trochę mnie sponiewierał. Ale mam nadzieję, że do wtorku wróci mi możliwość poruszania głową oraz znikną zakwasy z pleców.

Plan na najbliższe dni jest prosty - oboje z Olą jedziemy po to, żeby walczyć do utraty tchu. Mimo zmiany planów oboje czujemy się względnie dobrze, nogi powoli zaczynają kręcić. Nie zakładam żadnych planów wynikowych, postaram się raczej nawiązać walkę i odpowiedzieć na każde wyzwanie ze strony rywali. A na ostatnim kilometrze nic już nie będzie ważne ; )

Trzymajcie kciuki!

Kategoria: Trening 2010
Komentarze: (5)
Zaktualizowano: 06/08/2015, 13:30

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

Komentarze

06/06/2010, 13:42
#
Jasne że trzymamy, co lepsze osobiście mam zamiar obejrzeć to w TV ;)
Na pewno oboje dacie sobie rade, tyle na to pracowaliście... Powodzenia!
Marcin Nagórek
06/06/2010, 16:07
#
Ha, biorąc pod uwagę to, że transmisja kończy się 15 minut przed moim biegiem, nie wygląda to optymistycznie. Nawet w szczycie formy nie jestem tak mocny, żeby przybiec 15 minut wcześniej niż wybiegnę ; )
06/06/2010, 21:39
#
z wpisu wieje tornadem optymizmu więc tym razem pewnie się uda
powodzenia
Marcin Nagórek
06/06/2010, 23:47
#
Zawsze się udaje, tylko w różnej skali ; ) Czasami jest to skala ujemna.
07/06/2010, 21:03
#
Na TVP Sport relacja jest od 17.30 do 20.20. Zdążysz. Powodzenia!

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Poprzedni: Wygrana mila
Następny: Po memoriale
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Lipiec 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin