30
05/2010
00:00

Nareszcie dobre wiadomości z moich biegowych ścieżek. Dzisiaj zaliczyłem pierwszy krótszy start w sezonie, wygrywając milę uliczną. I to nie w byle jakim towarzystwie.

Bieg był dość nietypowy, rozgrywany w ciekawy sposób. Wstępem do niego był start na 6km przełaju. Następnie pierwsza dziesiątka z biegu przełajowego ścigała się w mili ulicznej pamięci Piotra Gładkiego. Jeśli chodzi o mnie, potraktowałem ten przełaj mocno ulgowo. Trasa była bardzo ciężka, pofałdowana, częściowo po piasku. Dałem się rywalom wyszaleć, dobiegłem na 8 miejscu. Czułem się średnio, ale na takiej trasie chyba nikt nie ma wielkiego luzu.

Dwie godziny później mila uliczna. Trasa po asfalcie, ale trudna technicznie, z dwoma podbiegami, w tym jednym bardzo ciężkim, długości 200-300m, w pierwszej części trasy. Wśród rywali m.in. Leszek Zblewski, jeden z najbardziej doświadczonych i trudnych do ogrania milerów w Polsce. Przed laty karierę na bieżni zakończył z życiówką 3:37 na 1500m oraz startem w mitingu Złotej Ligi w Berlinie. Od kilku lat startuje na ulicy, a najgroźniejszy jest właśnie w biegach na milę. Na swoim koncie ma zwycięstwa praktycznie z całą polską czołówką, wygrywał prestiżowe biegi na milę m.in. w Sopocie i Goleniowie.

Start do biegu na milę

Nie czułem się do końca pewnie, bo był to mój pierwszy start na dystansie krótszym niż 10km, a w treningu do tej pory nie biegałem bardzo mocno. W takim biegach można się zaś spodziewać sprinterskiego finiszu. Ale co tam, postanowiłem nie sprzedać tanio skóry. Pierwsze 1200m bardzo spokojne, najpierw pod stromą górkę, potem nawrót o 180 stopni i ostro w dół - prosta długości ok. 800 metrów, pod silny wiatr. Z powodu wiatru nikt nie narzucał ostrego tempa, tym bardziej, że wszyscy mieli w nogach 6km przełaju. Po 1100m kolejny podbieg i ostry zakręt w prawo. Zaś za zakrętem - prosta aż do mety, długości 350-400 metrów. Kiedy tylko wypadliśmy z zakrętu, zaatakowałem.

Komuś, kto nie brał udziału w takim biegu, ciężko wyobrazić sobie zmianę rytmu, która następuje w takim momencie. To nie było przyspieszenie, tylko szaleńcze zerwanie tempa, jak wyścig na 400m po 1200-metrowej rozgrzewce. Z odcinków 200-metrowych pokonywanych w tempie 36 sekund, przeszliśmy do pokonania kolejnych w tempie zbliżonym pewnie do 26 sekund. Całe przyspieszenie odbywa się dosłownie na kilku metrach, trzeba z w miarę komfortowego tempa przejść do pełnego sprintu w ciągu sekundy. Nie kalkulowałem wiele, nie myślałem, czy wygram, czy przegram, postanowiłem postawić rywalom twarde warunki i sprawdzić, co się stanie. Już na pierwszej setce przyspieszenia nie miałem żadnej rezerwy, to był po prostu sprint maksymalny. Rywale byli czujni - nie udało mi się oderwać, wszyscy ruszyli razem ze mną.

Walka odbyła się między mną, Leszkiem Zblewskim oraz Bartoszem Mazerskim, kolejnym zawodnikiem z mocną przeszłością na bieżni i życiówkami na 1500m oraz 5000m mocniejszymi od moich. 50 m przed metą byłem pewien, że przesadziłem, rywale przetrzymali 300m sprintu na łeb i szyję, i zaczęli zrównywać się ze mną. Ale okazało się, że to tempo było dla nich tak samo zabójcze jak dla mnie, nie zdołali mnie wyprzedzić, wygrałem o krok z Leszkiem Zblewskim, Bartosz Mazerski był kolejne dwa kroki z tyłu.

Sprinterski finisz, od lewej ja, L. Zblewski i B.Mazerski

I wpadamy na metę:

 

To moja druga wygrana mila z rzędu, poprzednio zwyciężyłem w listopadzie w Słupsku. Jestem bardzo zadowolony. Ten start był dla mnie znakomitym treningiem. Biegając sam na stadionie w życiu nie zmusiłbym się do pokonania 350m z porównywalną prędkością. Jeśli chodzi o przełamywanie barier, trening nigdy nie dorówna zawodom. Ale w tym przypadku podoba mi się zdanie, które znalazłem w książce Jacka Danielsa i które już cytowałem: "trening to rozwijanie poszczególnych systemów w ciele, a zawody to ich przetestowanie w ekstremalnych warunkach".

Wielokrotnie ścigałem się z tymi rywalami w biegach ulicznych, ale nigdy nie ograłem ich w tego typu wyścigu. Na bieżni - owszem, ale ulica to trochę inna bajka, inne wybicie, inna taktyka, podbiegi, zakręty. Mam więc wreszcie udany start i na kolejne czekam z głodem walki.

Druga część naszego teamu, czyli Ola, startowała wczoraj w zawodach ligowych na 5000m.  Warunki dość ciężkie, upalne i po deszczu, więc duża wilgotność. Dobiegła druga, w czasie 16:42, przerywając o prawie 20 sekund z Dorotą Grucą (z którą częściowo trenowaliśmy w USA) i o tyle samo wygrywając ze swoją siostrą Anią. Przyznam jednak, że czas był tu dla mnie wartością drugorzędną. Ola nie zrealizowała do końca założeń taktycznych. Były one proste - biec mocno za liderkami aż do utraty sił. Zaczęła dobrze - mocno poszła Ania, Ola za nią, pierwszy kilometr w 3:12. Potem jednak tempo spadło, na prowadzenie wyszła Dorota, Ola biegła za nią trzy okrążenia - i puściła. Mówiła, że czuła się dobrze, na końcu miała dużo energii, ale nie przytrzymała. Niestety, dla Oli jest to kolejny bieg tego typu, kiedy po prostu nie podejmuje rękawicy rzuconej przez rywalki i poddaje się zbyt wcześnie. Są pewne sprawy niezależne od trenera, ja mogę zaplanować trening, ale wyścigu za swojego zawodnika nie pobiegnę. Jeśli Ola nie upora się z tym problemem, zawsze będzie druga, trzecia, piąta, nigdy pierwsza.

Pozytywne jest to, że czuła się już lepiej, po słabych ostatnich dwóch tygodniach. Już wkrótce więc kolejne starty, kolejne wyzwania. Mam nadzieję, że będzie w nich więcej takich obrazków:

Kategoria: Starty 2010
Komentarze: (8)
Zaktualizowano: 06/08/2015, 13:27

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

Komentarze

31/05/2010, 14:43
#
Gratuluje Marcin! Ile przelecieliście tą mile? Pomysł z "eliminacjami" fajny, a fakt, że było to 6 km wogóle dodaje atrakcji, bo wymaga uniwersalności! Życzę Ci wiecej takich chwil jak ta na ostatnim zdjęciu ;) Pozdrawiam!
31/05/2010, 14:48
#
Gratulacje !
31/05/2010, 15:26
#
Tylko pogratulować ;-)
31/05/2010, 18:23
#
Gratulacje dobrego finiszu:)
31/05/2010, 21:43
#
Gratulacje Marcinie!!! Nie wyglądałeś zmasakrowany na mecie :)
Marcin Nagórek
31/05/2010, 22:53
#
Dzięki wszystkim! Rzeczywiście dzisiaj nie czułem się jakoś zniszczony tym biegiem. Czas poznałem dopiero dzisiaj, ale jak zwykle ciężko go ocenić. Ani ta trasa nie ma atestu, mierzona pi razy drzwi, do tego nawrót o 180 stopni i podbiegi. Sędzia twierdził, że jest z dokładnością do kilkunastu metrów. Pobiegłem 4:33. Dla porównania rok wcześniej zwycięzca miał 4:24. W tym roku na pewno pierwszy km był bardzo wolno, z wysiłkiem porównywalnym do ok. 3 minut- 2:55 na płaskim. Na takim dystansie to jest jak trucht. Ale było znowu mocno pod wiatr.

Na pewno w tempie finiszu nie przebiegłem w tym roku żadnego odcinka dłuższego niż 60m. Oceniam, że to było z mocą, z jaką na tartanie biegnę ostatnie kółko w 55 sekund. Tak miałem rok temu w Siedlcach na 1500m - 55,3 ostatnie 400m. To był porównywalny wysiłek, może nawet większy. A rzeczywista prędkość - tego się nigdy nie dowiem.
Piotr Guzy
01/06/2010, 11:57
#
gratulacje :)
01/06/2010, 20:10
#
Gratulacje ! teraz czekamy na złamanie 30 minut na 10k :)

Pozdrawiam

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Poprzedni: Sezon w tyglu
Następny: Kolejny start
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Styczeń 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin