16
05/2010
00:00

Wczoraj i przedwczoraj wyjazdowo - biegałem półmaraton, o którym wspomniałem, Kruszwica - Inowrocław. Wyjazd z rodzinny, byłem z tatą i z Olą. Start ostatecznie zmieniłem w mocniejszy trening. Ola walczyła i pobiegła 5 sekund wolniej od życiówki.

Pogoda nas nie rozpieszczała, chociaż chyba i tak była lepsza niż w niektórych częściach kraju, gdzie odwołuje się mityngi i różne imprezy ze względu na deszcz i zimno. W piątek lało, całą noc również. W sobotę rano wyjrzałem za okno i nie mogłem uwierzyć, że to połowa maja - na niebie ciemne chmury, zimno, lodowaty wiatr. Jak na Greylandii.

Przed biegiem założyłem, że zaczynam spokojnie i zobaczę, co będzie. Prognozy nie były porywające, bo wciąż nie mogę złapać dobrych obrotów, a dzień przed biegiem czułem się do tego stopnia słabo, że zrobiłem tylko 5km rozruchu i wróciłem do domu. Zacząłem zgodnie z planem - bardzo luźno, ale nie czułem się najlepiej, przede wszystkim bolały mnie nogi. Biegłem w tempie na 1:12 do 8km, potem postanowiłem nie cisnąć na siłę, zwolniłem, zaczekałem na Olę i z nią dobiegłem do końca, w tempie szybszego biegu ciągłego.

Ola planowo miała wystartować z czołówką i też zobaczyć, jak będzie. Czołówka zaczęła jednak wściekle mocno, początkowe tempo biegu było na 1:13 u kobiet. Ola zaczęła więc wolno, w tempie 3:42/km, a potem powoli doganiała kolejne dziewczyny. Od 10km biegliśmy razem i podkręcaliśmy tempo, licząc na życiówkę. Warunki nie były jednak sprzyjające, a Ola też nie czuła jakiegoś porywającego luzu, tym bardziej, że po MP na 10 000m przeszła dość mocne przeziębienie. Druga połowa trasy była zdecydowanie trudniejsza niż pierwsza, mocniej wiało, był też jeden ciężki podbieg. Pod koniec Ola biegła na 5 pozycji wśród kobiet i mieliśmy kilkanaście metrów przed sobą Ukrainkę. Chcieliśmy przyspieszyć i wyprzedzić, ale Olę zaczęły łapać z zimna skurcze w mięśniach dwugłowych, dobiegliśmy więc w tym samym tempie, średnio 3:39/km. Życiówka nie padła, co nas dosyć rozczarowało.

Półmaraton miał być testem wytrzymałości i siły, ostatecznie był testem czego innego. Po pierwsze, pokazał, że bez pełnej formy pod krótsze dystanse również w długich biegach nie ma czego szukać. Trochę inaczej wygląda sprawa z maratonem, ale żeby dobrze biegać 10km/połówkę, trzeba być w naprawdę dobrej formie pod biegi krótkie. Szczególnie dotyczy to typów szybkościowych, takich jak ja czy Ola. Co znamienne, 3 tygodnie przed swoją życiówką w półmaratonie pobiegłem dobry wynik w biegu na 800m, a jeszcze tydzień wcześniej - życiówkę na 1000m. W naszym przypadku bez uzyskania pełnej mocy silnika nie ma sensu jakikolwiek atak na dobre wyniki w długich biegach. Starty z samego treningu ogólnej wytrzymałości i siły wypadały nam słabo już jesienią zeszłego roku, teraz to się potwierdza - bez wysokich obrotów nie ma wysokich lotów.

Po drugie, bieg pokazał, że żeby dobrze biegać na ulicy, trzeba trenować na ulicy. To szczególnie dotyczy mnie i mojego stylu biegu, Oli w nieco mniejszym stopniu. Ja, jako typowy zwierzak przyzwyczajony do tartanu, na asfalcie czuję się bardzo niekomfortowo. Wczoraj właściwie od początku było mi jakoś twardo, nogi stukały o asfalt, nie było żadnego odbicia. Ponieważ w planie mamy start w półmaratonie w Pile we wrześniu, warto to zapamiętać.

Plany nadal pozostają bez zmian - czerwiec i początek lipca to dla nas sezon startów na bieżni. Mnie cieszy to szczególnie, w tej chwili mam trochę oddechu, zacznę wreszcie typowy, intensywny trening pod bieżnię. Psychicznie zmęczył mnie już ten trening nastawiony ciągle na ogólną poprawę zdolności tlenowych i siłowych. To ciągle był trening przyszłościowy, budujący, teraz czas na wykorzystanie tych nabytych zdolności w treningu podbijającym, wysoko energetycznym. Tym bardziej, że czuję, że z każdym kolejnym rokiem treningu łagodnego coraz trudniej jest mi wchodzić na wysokie obroty. Parę lat temu byłem tak wytrenowany do krótszych biegów, że mogłem całą zimę nie robić nic poza spokojnymi rozbieganiami. Wiosną wystarczały dosłownie 2-3 szybkie treningi i organizm przypominał sobie, jak biegać szybko. Teraz jest to trudniejsze. Kiedyś byłem piekielnie szybki na odcinkach, ale np. bieg typu 12km w tempie 3:20/km był w ogóle poza moimi wyobrażeniami, nawet 6km po 3:20. W tej chwili tego typu treningi są do zrobienia, ale jest mi trudniej na odcinkach. Ciężko godzić ogień z wodą.

Moje najbliższe plany to 3 bardzo intensywne tygodnie, a potem być może start na 3000m na memoriale Kusocińskiego - o ile znajdzie się tam dla mnie miejsce. Jeśli nie, to kolejnym startem będzie prawdopodobnie 1500m. W międzyczasie, jeśli zajdzie taka potrzeba, wystartuję gdzieś treningowo. Planuję też klasyczny dublet podczas mistrzostw Polski LZS w Zamościu - pobiegnę 1500 i 800m. Wygląda na to, że przed Mistrzostwami Polski nie będę miał okazji do żadnego startu na 5000m. Jeśli wszystko będzie OK, pobiegnę tylko 3000m na mityngu w Sopocie. Główny cel sezonu - dobry start w MP w lipcu, prawdopodobnie na 5000m i 1500m, ale wszystko może się tu zawsze zmienić.

Ola idzie trochę inną ścieżką - prawdopodobnie za 2 tygodnie pobiegnie 5000m w zawodach ligowych. Potem, jeśli PZLA nie będzie robić problemów (a co roku robi) 1500m na Kusocińskim. Dalej - może jakieś 3000m lub 5000m i dwa tygodnie przed MP już nic. Na MP dystanse prawdopodobnie takie jak moje. Potem tydzień odpoczynku - i przygotowanie do MP w półmaratonie na wrzesień. Generalnie Oli starty zakładają nieco dłuższe dystanse niż u mnie.

Kategoria: Starty 2010
Komentarze: (4)
Zaktualizowano: 06/08/2015, 13:17

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Mapa

Zobacz także

Komentarze

16/05/2010, 15:50
#
Ale wtopa :) Dopiero teraz skojarzyłem fakty i dotarło do mnie, że Ty to Ty ;) Mimo to, miło było poznać. Pozdro i powodzenia!
Marcin Nagórek
16/05/2010, 21:26
#
No ja tak czułem, że chyba za bardzo nie wiesz, kto do Ciebie gada ; ) Mnie też miło. Dobry pomysł z oznaczoną bluzą ; )
17/05/2010, 13:38
#
Dlatego właśnie nie rozumiem tego pomysłu z bieganiem półmaratonu, chyba, że to miało być jakieś masochistycznie przegłodzenie przed przyjemnością startów na bieżni :)
Marcin Nagórek
17/05/2010, 13:57
#
Czasami trzeba pocierpieć, później się po tym dobrze biega ; ) Dobrze też być uniwersalnym i w treningu próbować różnych rozwiązań, różnych startów, różnych dystansów. Gdybym miał biegać w tym dniu jakiś trening, w życiu bym nie dał rady biec tak dużo i tak szybko - a start to umożliwia. A propos uniwersalności - to nadal chciałbym być chyba pierwszym w historii zawodnikiem z pierwszą klasą na dystansach od 800m do półmaratonu, uzyskaną w jednym roku kalendarzowym ; )

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Sierpień 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin