12
05/2010
00:00

Jestem z powrotem w Słupsku, po 12-godzinnej podróży z Lublina. Nareszcie wizyta w domu, po prawie pięciu miesiącach. Takie jest życie sportowego nomada.

Pierwsze odczucie związane z przyjazdem nad morze było takie, że zaczęło mi się lepiej oddychać. Minęły resztki alergicznego kataru, chociaż nos nadal zatkany, odetka mi się na koniec sezonu pylenia, czyli w październiku ; ) Najwyraźniej jednak bliskość morza działa na mnie dobrze. Przy okazji zauważyłem, że wszystkie moje najlepsze wyniki w biegach długich miały miejsce na wybrzeżu lub niedużej odległości. Natomiast większość biegowych wpadek - bardziej na południu. Może to jakiś trop dla trenerów/naukowców?

Od razu po powrocie rzuciłem się w wir mocnego biegania. Wszystko dlatego, że na połowę maja  (czyli za 3 dni) planuję kontrolny start w półmaratonie. Było to zaplanowane już wcześniej i zamierzałem pobiec ten dystans, jeśli nie będzie żadnych przeciwwskazań, typu powalające zmęczenie. Otóż zmęczenie jest, ale nie powalające, dlatego półmaraton pozostaje w mocy. Ma to być test wytrzymałości i siły po treningu w górach. W treningu szybkim mam spore zaległości, jestem natomiast ciekawy, jak to będzie wyglądało na dystansie, na którym szybkość ma dużo mniejsze znaczenie.

Pierwszy mocniejszy trening zrobiłem dzień po powrocie, żeby zmieścić się przed startem chociaż z symbolicznym odpoczynkiem. Start jest w założeniu z normalnego treningu, ale mimo wszystko robię przed nim trzy dni luźniejsze.

Po (prawie) dyszce w Sosnowcu odpoczynek i lizanie ran trwało 4 dni. Trzeciego dnia pobiegłem lekki bieg ciągły, takie szybsze rozbieganie, chcąc sprawdzić stan organizmu. Było ciężko, czułem się zmęczony - jednak odczułem ten start. Stopa nie przeszkadzała mi prawie w ogóle. Zaraz po biegu założyłem na nią opatrunek i później w ogóle tam nie zaglądałem. Zagoiło się elegancko, chociaż chyba będzie paskudna blizna. Bieg ciągły generalnie bez historii, tempo 3:52/km, pewnie nie powali to nikogo.

Piątego dnia po starcie biegłem pierwszy mocniejszy trening: 6km w tempie 3:19/km + 6x1km w tempie 3:15/km, na bardzo krótkich przerwach. To był długi trening na prędkościach w okolicach półmaratońskich. Prędkość była słaba, nie ma co ukrywać, ale częściowo można ją usprawiedliwiać fatalną pogodą - było gorąco, a do tego deszczowo, straszna wilgoć. To jest zawsze nieprzyjemne połączenie dla biegacza. Czułem się ociężały, zmęczony mięśniowo, ale ogólnie trening był luźny. To nie są intensywności, które są w stanie mnie zabić.

Weekend spędziliśmy z Olą wyjazdowo - w Lublinie, gdzie spędziliśmy dwa dni, zwiedzając i odpoczywając. Stamtąd jechałem do siebie i we wtorek biegłem kolejny akcent: 6x1200m. To już było biegane w okolicach 3:00/km. Przyznam szczerze, że czułem się fatalnie, ciężki oddech, ciężkie mięśnie. Może to po podróży, zobaczymy. Na pewno jednak mam duże braki jeśli chodzi o wytrenowanie wysokich szybkości na długich odcinkach. To jest to, czego brakowało mi w USA, gdzie musiałem biegać wolno ze względu na wysokość. Spodziewam się, że po 3 tygodniach intensywnego treningu interwałowego będę jak nowo narodzony. Na razie 3:00/km zdecydowanie nie jest komfortową prędkością.

Nie wiem, czy zostało to przez wszystkich zauważone: na maratonachpolskich.pl ukazały się kolejne odcinki mojego Poradnika Początkującego Biegacza. Szczególnej uwadze polecam przedostatni odcinek: "Jak być swoim własnym trenerem". Starałem się tam dość prosto wyjaśnić podstawowe zagadnienia metodyki treningu.

Trening samego siebie to bardzo trudne wyzwanie, wiem to po sobie. Bardzo trudno jest opanować tendencję albo do nadmiernego wykańczania się, albo do zbytniego oszczędzania. Ja mam akurat to drugie - wydaje mi się, że za rzadko wychodzę w treningu poza strefę komfortu. Nawet ten wczorajszy wtorek, to nie było to, co kiedyś. Kiedyś cisnąłem, choćby świat się walił i palił, teraz w momencie, gdy robi się zbyt ciężko, lekko zwalniam lub skracam trening. Do pewnego stopnia na pewno jest to związane ze zmianą ogólnego charakteru treningu. Gdy biegałem głównie biegi średnie, byłem przyzwyczajony do bólu biegu na bardzo wysokim poziomie kwasu. Zaś biegu długie to w większości pobyt w strefie względnego komfortu. W najbliższych tygodniach zamierzam jednak przykręcić sobie śrubę, bo czerwiec i początek lipca to dla mnie sezon startów na bieżni i chciałbym zaatakować wszystkie życiówki od 1500m wzwyż. Na razie jednak testuję się w półmaratonie.

Tagi: 6x1200 m
Kategoria: Trening 2010
Komentarze: (6)
Zaktualizowano: 06/08/2015, 13:13

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

Komentarze

13/05/2010, 15:26
#
Myślisz, że bieganie półmaratonu już prawie w sezonie, nie będzie miało negatywnego wpływu na Twoją formę w późniejszych startach, chociażby na MP w lipcu, które pewnie są imprezą docelową ?
Marcin Nagórek
13/05/2010, 20:54
#
Myślę, że nie, ciężko mi nawet sobie wyobrazić, jaki mogłoby mieć negatywny wpływ. Start w półmaratonie to dla mnie rodzaj ciężkiego, wytrzymałościowego treningu, podbudowa tlenowa pod krótsze dystanse. Odbywa się to na zupełnie innym zmęczeniu niż starty na 1500-5000m. Zmęczenie może być mięśniowe i energetyczne - po połówce przez dobrych kilka dni będę więc unikał treningów pogłębiających tego typu zmęczenie (czyli długich, ale też np. podbiegów). Poza tym jednak po połówce do najbliższego startu mam co najmniej 3 tygodnie i ten najbliższy start będzie dużo krótszy (max 3km).

Tu się więc wszystko dobrze składa - po połówce niebezpieczne byłoby robienie treningów pogłębiających specyficzne zmęczenie. Będę więc robił treningi inne - głównie krótkie i szybkie, na dłuższych przerwach. To zaś jest dokładnie taki trening, jakiego potrzebuję do następnych startów.

Sam start nie jest też jakimś bodźcem ekstremalnym - na treningu biegam treningi na tego typu intensywnościach, sięgające łącznie 12-14km. I są one dla mnie dość łagodne. Mam też w nogach trzy półmaratony i wiem, czego się spodziewać. Zmęczenie po nich jest głównie mięśniowe, to jest zaś ten rodzaj zmęczenia, którego względnie łatwo się pozbyć. 4-5 dni o małej objętości powinno załatwić sprawę. Trzy pierwsze dni będą bardzo krótkie i luźne (rozbiegania do 60 minut), czwartego dnia wstępnie planuję trening specjalny z wysokimi prędkościami, typu 8x400m na długiej przerwie - ale z możliwością zmiany, jeśli coś będzie nie tak.

Generalnie więc ten start jest tak wkomponowany w trening, żeby wszystko mi pasowało. Nie jest to bodziec przekraczający moje możliwości, w treningu zbliżałem się do tego typu obciążeń, nie spodziewam się więc zmęczenia, które np. będzie trwało 2 tygodnie. Oczywiście zawsze na wszelki wypadek spodziewam się niespodziewanego ; ) Na szczęście do startu w MP mam 8 tygodni, to jest bardzo dużo. Nie ma tu niebezpieczeństwa.

Dla porównania - rok temu o tej porze startowałem w biegu na 10km w Koszalinie (i nawet wygrałem). Było to pomyślane już wcześniej jako etap treningu. Tydzień później biegłem 800m na bieżni i był to całkiem udany start. Tego typu starty kontrolne zależą więc od zawodnika i tego, jak są wkomponowane w trening. U mnie plan pobiegnięcia tej połówki istnieje co najmniej od stycznia - i trening był tak planowany, żeby był to etap dochodzenia do formy. Jest to pewne ryzyko, ale teoretycznie wszystko mam dobrze przemyślane - zobaczymy, co na to praktyka ; )
14/05/2010, 21:00
#
Czesc,
chcialbym nawiazac jeszcze do startu na MP na 10000m.

Twoja zawodniczka pobiegla zyciowke, zdobyla medal, kierunek jest dobry. Jak jednak oceniasz jej poziom patrzac na "wieszy obrazek"? Wygrala o sekunde finisz z triathlonistka, ktora oprocz biegu jeszcze plywa i jezdzi na rowerze, a start na 10000m leci z treningu i bez wiekszego zaciecia, w dodatku nie jest to najlepsza polska triathlonistka. Czolowe zawodniczki w triathlonie, w mlodziezowcach !!, biegaja ponizej 34' na 10km, starty w zawodach biegowych traktujac jako mocny trening, bez zadnego taperu, szykowania formy itp.

Jak oceniasz forme, postepy, perspektywy Oli, ew. starty na arenie miedzynarodowej, plany itp? Widzisz gdzies granice mozliwosci, np. 33'30'', marzycie o IO, czy skupiasz sie na procesie, czerpaniu radosci z tego co robicie i sam jestes ciekaw jak daleko jestescie w stanie zajsc? Zapewne to drugie (b. zdrowe podejscie!), ale gdzies tam z tylu glowy placza sie rozne mysli, plany itp.

pozdrawiam, duetowi zawodniczka-trener gratuluje medalu i zycze dalszych sukcesow
tomek
Marcin Nagórek
14/05/2010, 21:47
#
Hej,

zacznę od tego, że chciałbym zobaczyć triatlonistkę, która pobiegła 33 minuty na 10km. Mówię oczywiście o bieżni, albo o biegu z pełnym atestem, czyli zabezpieczoną trasą, na której nie można nic skrócić. Jestem gotów się założyć, że w Polsce nie ma takiej zawodniczki. Może na świecie, ale raczej jakieś wyjątki. 33 minuty to poziom, który jest uznawany za dobry nawet w takich biegowych potęgach jak USA.

Nasze plany pozostają bez zmian - jest to ciągły progres, z nastawieniem na maraton. Maraton jest naszym celem od początku.

Co do Agnieszki - przyznam, że zaskoczyła mnie mocnym finiszem. Zwykle jest tak, że jak Ola zaczyna finisz, to nie ma co zbierać. W tym wypadku okazało się po prostu, że ona jest bardzo mocna. Ola finiszowała ostatnie okrążenie w 67 sekund, a ostatnie 200m prawdopodobnie poniżej 33 sekund - to jest bardzo dobra prędkość. Nawet na poziomie światowym najlepsze dziewczyny nie finiszują dużo szybciej. Jak mocny był ten finisz, pokazuje przypadek Słowaczki, która tylko na tym jednym okrążeniu straciła 12 sekund.

Co do samego biegu - Ola zrobiła to, co miała. Jej plan zakładał zdobycie medalu, czas nas nie interesował. Kiedy Ola uznała, że nie czuje się na tyle dobrze, żeby biec za Agnieszką, celem automatycznie stał się srebrny medal. Ponieważ ona jest szybka, spokojnie czekała na finisz, tak jak zaplanowałem wcześniej. Tempo mogłoby być na 39 minut, nas to nie interesowało, liczyło się zdobycie medalu. Ola zrobiła to, co miała, wygrała na finiszu. Byłem zdziwiony, że Agnieszka trzymała się tak długo, ale nie ma to żadnego znaczenia - porażka o 0,01 sekundy czy o minutę - liczy się tak samo. Gdyby Agnieszka doszła Olę, Ola miała jeszcze wyższe obroty w zanadrzu.

Dodam jeszcze, że nie przekonuje mnie mówienie, że ktoś np. "biegł z treningu". Jeśli o kimś można tak powiedzieć, to biegła tak Ola - krótko przyjeździe ze Stanów, bez żadnego wcześniejszego startu, podczas gdy Agnieszka tydzień wcześniej miała mocny bieg w Szczecinku. Ale my się tak nie tłumaczymy - dla nas celem było zdobycie na tych mistrzostwach medalu - i to zostało wykonane. Dalsze plany zakładają w sezonie bieganie kilku startów na bieżni, z próbą zdobycia życiówki, a we wrześniu start w połówce z nastawieniem się na kolejny medal i jak najszybszy bieg. W październiku jest opcja startu w maratonie, żeby Ola poznała ten dystans - ale to tylko bardzo luźny plan.

Na dłuższą metę celem jest bieganie maratonu na światowym poziomie, czyli szybciej niż rekord Polski. Czy się uda? Trudności jest zawsze więcej niż to się zdaje na początku, ten trening jest trudny nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Generalnie koncentrujemy się w tej chwili na samym procesie poprawy Oli jako zawodniczki, bez stawiania jej konkretnych celów czasowych. Ile z tego wyciśnie - to jej.

Perspektywy na pewno ma, bo jest bardzo szybka. Pytanie jest takie: jak zniesie specyficzny trening maratoński i jaka będzie adaptacja organizmu do niego.
15/05/2010, 14:04
#
Przyznam, ze pytanie zadalem nieco przekornie. Co do biegania ponizej 34' w triathlonowej czolowce wsrod kobiet - mialem na mysli oczywiscie czolowke swiatowa, bo w MP konczy okolo 10 dziewczyn, wiec pojecie czolowki jest mocno uznaniowe :))

pozdrawiam i czekam na wpis o "laczeniu cegielek" - mam nadzieje ze podzielisz sie doswiadczeniami z blokowaniem podczas jednej sesji np "tresholdu" z interwalami, czy powtorzeniami, ze posluze sie danielsowska terminologia
Marcin Nagórek
15/05/2010, 19:45
#
Doświadczenia jak najbardziej będą, ale mniej danielsowskie niż myślisz. Wszystko dlatego, że mój trening ma w tej chwili bardzo mało wspólnego z Danielsem. Do pewnego stopnia oczywiście, bo wszystkie systemy treningowe są do siebie w dużej mierze podobne. Ale jeśli rozpatrywać to, co stosuję, z punktu widzenia Danielsa, to to jest coś zupełnie innego - dlatego, że nie trzymam się za bardzo tabel, stosuję wiele innych prędkości pośrednich i rzadko pojawiają się w moim treningu "czysto" danielsowskie środki. Mimo że sam system Danielsa ma duży wpływ na moje myślenie o treningu, to jego środki treningowe, zgodne z tabelami, to może z 5% tego, co robię : )

Biegłem dziś półmaraton dla zdrowia i tym startem zamykam na razie sezon biegów dłuższych niż 3-5km. Nareszcie! Mam już dość tego treningu, a w ciągu najbliższych 8-10 tygodni liczy się dla mnie tylko bieżnia. Mam nadzieję, że to oznacza wreszcie szybsze bieganie, które przeciągnę potem na jesienny sezon biegów ulicznych, bo mam już dość tego tupania.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Kwiecień 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
30 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin