03
05/2010
00:00

No to jesteśmy po starcie w mistrzostwach Polski. Uczucia są mieszane. Wiadomością dnia jest informacja, że Ola Jakubczak zdobyła srebrny medal, przy okazji o 20 sekund poprawiając życiówkę! Ja swojego biegu nie ukończyłem.

Bieg kobiet wyglądał w ten sposób, że bardzo mocno od startu ruszyła Agnieszka Ciołek. To zawodniczka, która do tej pory była bardzo mocna głównie na 5000m. Pierwszy kilometr ruszyła w 3:17, drugi ok. 3:20 - i dalej cały czas trzymała to tempo. Przez pierwsze 2km towarzyszyły jej 4 dziewczyny: Słowaczka Beresova, Agnieszka Jerzyk, Iwona Lewandowska oraz Ola. Po 2 km Agnieszka zaczęła się odrywać. W tym momencie Ola musiała zdecydować, czy ryzykuje i biegnie mocno za nią, czy zostaje z dziewczynami w grupie.

Pierwsze okrążenia, biegną od prawej: Agnieszka Ciołek, Katerina Beresova, Agnieszka Jerzyk, Iwona Lewandowska, Ola Jakubczak, Agnieszka Gortel

 

Ola powiedziała mi później, że nie czuła się zbyt dobrze, dlatego wolała wybrać wariant ostrożniejszy. Brakowało jej lekkości biegu, co prawdopodobnie jest efektem ciężkiego treningu w górach. Schowała się więc za Słowaczką - i tutaj zaczęły się szachy. Agnieszka biegła z przodu niezagrożona, oderwała się bardzo mocno, dopiero pod koniec zaczęła zwalniać. Natomiast o pozostałe dwa medale walczyły trzy dziewczyny, czając się za plecami Słowaczki. Tempo było bardzo wolne, ale żadna z dziewczyn nie chciała ryzykować prowadzenia. Dlatego dopiero 400m przed metą zaatakowała Ola. Iwona Lewandowska odpadła trochę wcześniej, ale za plecami Oli czaiła się do końca Agnieszka Jerzyk. O ile wcześniej bieg był bardzo taktyczny, tak ostatnie kółko było piekielnie mocne. Przedostatni kilometr Ola miała w 3:31, ostatni - w 3:13, przyspieszając tylko ostatnie okrążenie. Podkręcała każdą setkę, ale Agnieszka Jerzyk walczyła do końca i przegrała tylko o niecałą sekundę.

Założenie taktyczne było takie, że Ola miała pilnować rywalki, trzymać się za ich plecami. Po górach nasza wczesna forma była wielką niewiadomą, a do tego wielkim atutem Oli jest szybkość. Ponieważ ona nie lubi biec na czele biegu, a 10km jest dla niej dystansem wciąż bardzo długim, plan był taki, że Ola czepia się rywalek, ile może i na końcu atakuje. Jeśli czułaby się dobrze, miała walczyć o złoto. Jeśli okazałoby się, że któraś rywalka idzie bardzo mocnym tempem, Ola miała zrobić wszystko, żeby walczyć o srebro. Czas był dla nas wartością drugorzędną - tutaj walka szła o miejsca. Dlatego gdy tempo w środku mocno spadło, Ola nie forsowała go. Pod tym względem zrobiła więc to, co zaplanowaliśmy.

Oboje trochę żałujemy, że nie spróbowała iść mocno za Agnieszką. Ale sezon jest długi i będzie jeszcze wiele okazji do szybkich biegów, na razie planem była zdobycz medalowa i z niej bardzo się cieszymy.

Potem przyszła kolej na mnie. Tutaj plan był zupełnie inny: złapać się rywali i trzymać, ile wlezie. Priorytetem nie było miejsce, ale dobry czas. Pierwsze 3km były OK - biegłem w tempie na złamanie 30 minut. Nie czułem się jednak dobrze. Potem tempo zaczęło spadać - na 5km było już zbyt wolno na złamanie 30, chociaż nadal biegłem na dobrą życiówkę. Sama czołówka zaczęła w szaleńczym tempie, w drugiej połowie większość z nich pozwalniała albo poschodziła z trasy. Nas biegło trzech do 5km: Kamil Kędzierski, Irlandczyk oraz ja.

Wkrótce jednak Irlandczyk osłabł, a Kamil zaczął podkręcać tempo i zostałem sam. Biegło mi się coraz gorzej i prawdopodobnie bardzo mocno zwolniłem, nie znałem jednak międzyczasów. Bieg był dość zabawny, bo gdy doszła mnie czołówka, próbowałem utrzymać się z nimi - najpierw przebiegłem jedno okrążenie z liderami, potem dwa okrążenia z kolejną grupą. To było jednak zbyt mocne tempo i puściłem ich. Zostałem znowu sam, a tempo szło w dół. W pewnym momencie dogoniłem i wyprzedziłem Kamila Kędzierskiego, ale ten po chwili zszedł z bieżni.

W drugiej połowie zaczęły się też dla mnie potężne problemy ze stopą: kolce zdarły mi z nogi kawał skóry, miałem w bucie otwartą ranę. Z początku nie było to wielkim problemem, ale jakieś 3km przed metą ból był na tyle mocny, że zacząłem utykać. Próbowałem przeliczyć na jaki czas biegnę (nie znałem międzyczasów, bo Ola siedziała na kontroli antydopingowej), a kiedy w końcu doszedłem do wniosku, że nie ma już szans na życiówkę, doszedłem do wniosku, że nie ma co ryzykować poważniejszej kontuzji - i zszedłem. Nie jestem z tego bardzo dumny, ale czasami trzeba kierować się w biegach rozsądkiem. To była decyzja skalkulowana.

Krótkie wnioski po naszych startach: nadal jest zmęczenie po górach. Oddechowo, wydolnościowo oboje czuliśmy się bardzo dobrze. Problemem jest zmęczenie nóg, ociężałość mięśni. To efekt po pierwsze 4 miesięcy górek, mało który trening robiliśmy na płaskim, a po drugie - braku odpowiednich szybkości treningowych. Z powodu braku tlenu oraz gorąca nie biegaliśmy na treningach bardzo szybko, w związku z tym przy wysokich prędkościach biegu nie było luzu mięśniowego, na tych obrotach się krztusiliśmy. Spodziewam się, że jest to efekt przejściowy, takie ryzyko było wkalkulowane w późny powrót. Co gorsze, nie do końca przystosowaliśmy się wciąż do różnicy czasu i klimatu - strasznie się pocimy przy wysokiej wilgotności, a w dzień łapie nas senność. Pierwszy raz w życiu w dzień startu spałem wcześniej w dzień - zwykle nie pozwalają na to emocje, dzisiaj zmęczenie przeważyło.

Późny powrót na start był pewnym ryzykiem - chcieliśmy siedzieć w górach jak najdłużej, żeby wykonana praca procentowała przez cały sezon. Spodziewałem się zmęczenia, ale liczyłem, że wykonamy plan minimum - czyli ja zrobię chociaż minimalną życiówkę, a Ola zdobędzie medal. Medal jest, życiówki nie ma, ale dramatu z tego nie robię. Moim celem od początku były dystanse krótsze, 10 000m miało być dla mnie treningiem psychiki. Jeśli bowiem wytrzyma się taki dystans, krótsze biegi są już łatwe.

A dla lubiących ostre klimaty, zdjęcie mojej nogi po biegu, jako dowód tego, że jednak trochę pocierpiałem:

Kategoria: Starty 2010
Komentarze: (8)
Zaktualizowano: 24/09/2014, 09:40

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Mapa

Zobacz także

Komentarze

03/05/2010, 11:42
#
szkoda, że nie wyszło...następnym razem :)
ale smalczyk fajowsko poleciał za to.
04/05/2010, 11:44
#
Gratulacje i brawa dla Oli ;)
Twój przypadek ze zmasakrowaną stopą, pozwala mi łatwiej uzmysłowić sobie jakim "hartkorem" był Kusociński zdobywając złoto w Los Angeles z podobną przypadłością ;p niemniej jednak współczuje i czekam na kolejne boje waszego duetu :)
pozdrawiam
Marcin Nagórek
04/05/2010, 14:35
#
Sam myślałem w czasie biegu o tym Kusocińskim, rzeczywiście niesamowity facet. Ale pewnie do pewnego stopnia to też sprawa motywacji - kiedy biegnie się o nic i na marny wynik, wszystko przeszkadza, a kiedy w perspektywie jest złoto olimpijskie, nic nie jest przeszkodą. Gdybym w momencie pojawienia się większego bólu miał szansę na dobry wynik, na pewno bym dobiegł, a tak tylko się kołacze nieznośna myśl: "człowieku, po co się tak męczysz?"

Dzięki za gratulacje!
04/05/2010, 19:12
#
Kontuzje to absolutnie zbędna sprawa i mogłoby ich nie być ;)
05/05/2010, 14:53
#
Dla Oli gratulacje, zdecydowanie zasłużyła. Decyzja o zejściu z bieżni w takim momencie, na podstawie tych a nie innych przesłanek - według mnie akurat zrozumiała. Jeżeli wiesz co robisz, masz zaufanie do siebie - to poczucie daje siłę. A czas na ocenę sezonu i owoców treningu do USA przyjdzie za parę miesięcy. Jak zwykle życzę powodzenia. :)
06/05/2010, 21:15
#
Gratulacje dla zawodniczki i trenera ;)

PS: Ała!
08/05/2010, 23:26
#
Chciałem Cie jeszcze zapytać - to saucony endorphin tak Cie obtarły ?
Marcin Nagórek
09/05/2010, 08:26
#
Tak, to te kolce, co jest tym dziwniejsze, że one są bardzo miękkie. Biegłem w nich boso - ale zawsze tak biegam i biegałem.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Październik 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin