12
04/2010
00:00

Ostatni tydzień był luźny, jak już wspomniałem. Jego ukoronowaniem był dłuższy, mocny odcinek, który miał mi dać porównanie, jak się mają prędkości naszych treningów do naszej finalnej mocy. Teoretycznie zakładam bowiem, że z prędkością, z jaką biegamy odcinki 3-5 minut, powinniśmy przebiec 3-4km w trakcie treningu i nawet 5km w trakcie zawodów.

Biegliśmy więc dziś mocne 3km + 5x300m, wszystko w kolcach. Tak się trafiło, że zdarzył nam się najgorętszy dzień naszego pobytu - potworny upał, skwar. To niesamowite - 4 dni temu biegłem trening w czapce, pełnym, zimowym ubraniu, rękawiczkach - i trząsłem się z zimna. Dziś zaś - w słońcu lekko 35 stopni, na stadionie koszmarna patelnia, ani chmury na niebie, niewiarygodny skwar. Nie było więc łatwo. Pobiegłem 9:11 na 3km, spodziewałem się, że powinienem mocniej zaatakować 9 minut, ale w sumie jak na warunki i ostatnie samopoczucie, byłem zadowolony. Na tego typu treningach jestem zawsze dużo słabszy niż podczas zawodów, a tutaj w górach jestem w ogóle jakiś słaby. Zacząłem bardzo spokojnie, z powodu pomyłki z zerknięciem na zegarek w trakcie biegu. Moje czasy: 3:08-3:03-2:59. Ostatni kilometr przebiegłem szybciej niż jakikolwiek odcinek tu w górach, nie jest więc najgorzej. 300-tki zacząłem na 46 sekund, ostatnia 41 - jest coraz lepiej, ale jeszcze daleko do pełnej mocy.

To, co jest dla mnie ciężkie do zniesienia, to nawierzchnia, po której biegamy. To nie jest tartan - to taka gumowa, tartanopodobna nawierzchnia ze zmielonych starych opon. Normalnie jest twarda jak kamień, ale na tym stadionie Amerykanie napakowali warstwę chyba z 10 centymetrów. W rezultacie niby jest to twarde, ale równocześnie grube, więc nie ma odbicia, to jakby pochłania energię, jak wielka podeszwa z pianki. W butach jest wszystko jedno, nie czuje się różnicy, ale w kolcach - koszmar, zero odbicia. Jest to jedna z przyczyn, dlaczego mam wciąż zmasakrowane łydki i po schodach schodzę tyłem.

Oto moje dwie fotki: jedna w trakcie, na ostatnim kilometrze, druga po:

Oli trening poszedł również bardzo dobrze, właściwie sporo lepiej niż mnie. Mimo fatalnego ostatnio samopoczucia, nie jest więc najgorzej. Efekty szybszego biegania na tej wysokości są jednak nieprzyjemne: straszne pieczenie w płucach, kaszel. Mnie mocno złapała alergia: kichanie, katar, łzawienie. To efekt nie tylko braku tlenu, ale przede wszystkim piekielnie suchego powietrza. Dzisiejsza wilgotność w Albuquerque to było 8% - ale na tym stadionie w słońcu mogło być nawet gorzej. To było jak bieganie w suchej saunie.

Popołudniu zrobiłem zaś ciekawy wypad: robiłem zdjęcia pieskom preriowym. To przesympatyczne zwierzątka, wyglądające jak jakaś dziwna, przerośnięta krzyżówka chomika i wiewiórki. Na sama myśl, że Winnetou i jego kumple łapali je, obdzierali ze skóry, piekli i zjadali, robi mi się słabo.

Piesków jest tu masa, a ponieważ zrobiło się gorąco, wychodzą całymi tabunami. Najbliższa norka jest kilkanaście metrów od naszego miejsca zamieszkania, a cała kolonia - kilkaset metrów dalej. Kusiłem dziś pieski ciastkami - i udało się. Na początku nieufne, wszystkie czmychnęły do norek, tylko czujki wystawiały noski. Potem strażnicy wyszli i czujnie węszyli dookoła. W końcu towarzystwo rozluźniło się i śmielej zaczęło aportować moje ciasteczka, nie zwracając uwagi na stukot migawki. Oto efekty:

Kategoria: Trening 2010
Komentarze: (4)
Zaktualizowano: 24/09/2014, 10:03

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

Komentarze

14/04/2010, 22:27
#
Hej. Nie wiem co się dzieje, może to jakaś telepatia, ale ja biegam sprawdzian na 3000m w tą niedziele. Mam nadzieje sam połamać 8:40, ale zobaczymy jak to będzie. Miało być 8,5km w Katowicach, ale odwołane. :(
Marcin Nagórek
14/04/2010, 23:02
#
Hej,

3km to taki przyjemny dystans: dość długi i przeważająco tlenowy, ale przy tym na tyle krótki, że pozwala osiągnąć wysokie prędkości i nie pozostawia wielkiego zmęczenia. 8:40 mówisz? Wiele zależy od tego, jak mocny jesteś na sprawdzianach. Ja na tego typu treningach jestem słaby jak niemowlę - brakuje mi mobilizacji, adrenaliny, chęci. Dlatego biegałem to rzadko i słabo.

8:40 przy przygotowaniu do 10km i samotnym sprawdzianiku uznałbym za bardzo dobry wynik : ) Tym bardziej, że Ty jesteś raczej wytrzymały niż szybki.
15/04/2010, 17:32
#
Mi adrenaliny nie brakuje, chęci też nie. Zobaczymy czy braknie węglowodanów. :)
No rzeczywiście nie jestem najszybszy (biegałem chyba tylko 3x1000 poniżej 2:50 w tym roku), więc nie spodziewam się wielkich fajerwerków.
Co prawda teraz mocniej chce się skoncentrować na 5000m, ale jednak to już troszkę co innego niż 3000m. No, ale trzeba się sprawdzić we wszystkim. :)
Marcin Nagórek
15/04/2010, 21:57
#
Węglowodanów Ci na pewno nie zabraknie. Ten dystans to kwestia czystej wydolności oraz obsługi i tolerancji kwasu mlekowego. Na dłuższych dystansach, szczególnie 10km, mocno wkraczają już sprawy mięśniowe - trzeba być efektywnym, nie wystarczy sam mocny silnik, a jeszcze dobrze ustawiona skrzynia biegów ; ) Ja dlatego jestem dość mocny na 3-5km, a słaby na 10km - mam potężny silnik, dobrą wydolność, płuca jak miechy, ale przy dłuższych dystansach sam silnik nie wystarcza - u mnie padają mięśnie.

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Poprzedni: Wyostrzenie
Następny: Ryszard Ksieniewicz
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Listopad 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin