05
03/2010
00:00

W Nowym Meksyku duże zmiany. Po pierwsze, niespodziewana odmiana pogody. Jeśli do tej pory mogliśmy mieć wątpliwości, gdzie jesteśmy, tak teraz pustynia pokazała swoje prawdziwe oblicze. Temperatura poszybowała w górę. Już o 10 rano jest upalnie. Na treningach można się rozebrać. Zrobiło się też strasznie sucho - do tej pory zima tutaj była nietypowa, chłodna i mokra. Teraz po 20 minutach biegu w ustach czuć tylko suchy pył. Ale z samego rana i wieczorem temperatura jest znakomita - ciepło, ale z lekką nutką dekadencji, tfu - z lekką nutką chłodu.

Następuje też zmiana treningu. Znudziło nam się ciągłe człapanie, czas dać mocno w palnik, jak mawiają spawacze. A mówiąc bardziej serio, co kilka tygodni trzeba zmieniać bodźce, pierwszy etap treningu już za nami. Do tej pory akcent położony był na łagodny trening objętościowy oraz na ogólne wzmocnienie siłowe. Teraz częstsze będą treningi szybsze, czasami na sporym zmęczeniu, na zmiennych prędkościach, bardziej specyficzne, a objętość schodzi na drugi plan.

Dzisiaj na stadionie próbowaliśmy pierwszego mocniejszego bodźca. Żeby zobaczyć, w jakim stanie jest organizm po tych tygodniach ciężkiego, ale spokojnego treningu, biegliśmy mocne 5km na stadionie. Muszę przyznać, że wysokość naprawdę daje w kość dopiero przy tych cięższych biegach. Spokojne rozbiegania robimy już bez żadnego wrażenia, przyzwyczailiśmy się. Ale dzisiaj po moim treningu Ola już biegła po telefon, żeby zadzwonić po ekipę z zestawem do intubacji. Czułem się, jakby zamienił się płucami z wiewiórką - wciągam powietrze, wciągam, a tu zero tlenu! Rzężenie słychać było chyba w odległym o 60km el Paso! A ponieważ jesteśmy na wczesnym etapie treningu, niska jest tolerancja na kwas mlekowy, dlatego ból w biegu był dość nieprzyjemny. Jedyną przyjemnością w tym treningu było to, że nie musiałem biec więcej.

Ola poświęciła się i doniosła na stadion na własnych plecach mój ciężki aparat, mogliśmy więc pstryknąć to i owo. Dziewczyny oświadczyły jednak, że są na na tyle wczesnym etapie treningu, że poziom grubości ich tkanek tłuszczowych nie jest wystarczająco niski, żeby prezentować się półnago na tak poczytnym i obleganym blogu. Dlatego daję tylko siebie:

Jak widać, robiłem przy okazji pomiar tętna. Na tak długim odcinku nie byłem jednak w stanie wycisnąć z siebie wiele. Dostałem jednak potwierdzenie tego, że moje serce chodzi w innym wymiarze czasowym. Zdarzają mi się wieczory, kiedy łapię 28 uderzeń na minutę (w górach zwykle kilka uderzeń więcej, ostatnio 32), ale dziś podczas wysiłku mój silnik zbuntował się przy 176.

Teraz czas na zmianę treningu, takich cierpień będzie więcej.

Kategoria: Trening 2010
Komentarze: (3)
Zaktualizowano: 24/07/2012, 17:07

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

Komentarze

06/03/2010, 17:02
#
po minie widać ostry trening :)
06/03/2010, 22:58
#
Aleś Pan wyżyłowany ! Bieganie rzeźbi, nie tylko psyche;)
08/03/2010, 13:10
#
Chyba już nic nie powiem o ciężkim treningu :)

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Październik 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin