12
01/2006
00:00

W maju przyszedł czas na Akademickie Mistrzostwa Polski w Poznaniu. Miła impreza, ale czasem uciążliwa pod względem logistyczno-bytowym. Nie wyspałem się, do tego dopadła mnie alergia, w związku z nagłym ociepleniem - no i pierwszego dnia kompromitacja, bo niemal dosłownie umarłem po 900m biegu na 1500 i dobiegłem ostatni w czasie... 3.58! Czegoś takiego nie przeżyłem jeszcze w swojej karierze.

Następnego dnia znowu porażka, bo w człapanym biegu na 800m (gdzie oczywiście wlokłem się na końcu, 59 sekund pierwsze 400m) przyleciałem 6ty, z czasem jakoś niewiele ponad 1.52, przegrywając ze wszystkimi znajomymi: Michałem Bernardellim, Tomkiem Marksem, Marcinem Sądejem, Bartkiem Nowickim (z którym wygrałem tydzień wcześniej) i Łukaszem Jóźwiakiem. A ostatniego dnia jakoś wycisnąłem z siebie 49,5s w sztafecie 4 x 400m, ale to już były ostatnie rezerwy.

Potem przyszedł czas na ligę lekkoatletyczną. Niestety, dopadł mnie bolesny uraz - naciągnięcie jakiegoś ścięgna w pachwinie, ciągnęło się to potem przez prawie cały sezon. Bolało jak cholera, dzień przed ligą nie moglem zrobić nawet przebieżki. Ale bieg jakoś poszedł, prowadziliśmy z chłopakami na zmiany. Niestety, Początek był już zbyt wolny. Wpadliśmy na metę prawie razem w 4 osoby. Najlepiej wyszedł na tym Michał, który prowadził ostatnie 300m i wygrał, ja bylem czwarty w 1.50,55. Łukasz, który poszedł na pierwsze 300m, zarżnął się i doleciał gdzieś z tyłu. No i znowu przegrałem z Bartkiem Nowickim i Marcinem Sądejem! Potem jeszcze sztafeta 4x400m.

Czas na zemstę nadszedł szybko, bo oto na początku czerwca odbył się festiwal sztafet w Bydgoszczy. Oczywiście jako zawodnicy krajowi biegaliśmy drugą serie, wnerwiłem się nie na żarty, bo akurat dochodziłem do dużej formy. Ale kto by tam w Polsce dał komuś szansę na szybki bieg... Choć tutaj ciężko narzekać na sam początek. Juniorzy wycięli pierwsze 200m w 24-25 sekund, ja biegłem na końcu, zaskoczony tym tempem. No, ale potem było zwolnienie, wyszedłem do przodu i wygrałem w 1.50,15. Szkoda, ze nie miałem się z kim ścigać na ostatniej prostej, bo poprawiłbym życiówkę, która wtedy wynosiła 1.49,99.

Potem był Memoriał Kusocińskiego, oczywiście znowu druga seria. Bylem wnerwiony i zdemotywowany, przegrałem z Łukaszem i niesamowicie szybkim juniorem, Marcinem Lewandowskim, pobiegłem znowu 1.50.

Sporo było już tych startów, ale dopiero w tym momencie zacząłem się porządnie rozkręcać. Na mityngu w Warszawie, biegając w potwornym wietrze, wygrałem wreszcie z Michałem Bernardellim, z wynikiem 1.50,80. Wcześniej przegrywałem z nim wszystko, co tylko możliwe, od 4 lat! Zresztą u boku Michała zaczynałem swoje pierwsze treningi biegowe, jeszcze w klubie AZS Uniwersytetu Warszawskiego.

No i Mistrzostwa Polski. Było nieźle, w 3 dni zrobiłem 3 życiówki i pierwszy raz biegłem w ścisłym finale 800m, ale to nie było do końca to. Pierwszego dnia 1.49,80 w eliminacjach, zupełnie na luzie. No i drugiego dnia porażka, pobiegłem co prawda życiówkę 1.49,26, ale miałem kiepski dzień, czułem się totalnie rozbity i bylem ostatni w finale. Szkoda. Była szansa na co najmniej 5 miejsce, bo na ostatniej prostej mocno ruszyłem wolnym torem, ale kolega z boku wbiegł przede mnie, zaburzył mój rytm, musiałem wyhamować i nie zdołałem już przyspieszyć. Ostatniego dnia na swoją prośbę pobiegłem nieplanowane 1500m i wreszcie wymęczyłem trochę bardziej przyzwoitą życiówkę na tym dystansie - 3.47,89. To był ciężki dzień, łydki mocno obolałe, ból głowy, duże zmęczenie dwoma poprzednimi startami.

No i dopiero po tym eksplodowałem z formą. W kolejnym tygodniu miałem 3 dni wolne, bo przeziębiłem się fatalnie, pojechałem do Gdańska, złapałem luz i jest - 1.48,31! Wygrałem z Tomkiem Marksem, Bartkiem Nowickim, prawdziwym Kenijczykiem, prawie udało mi się dopaść polskiego Etiopczyka Yareda na ostatniej prostej.

Tydzień później prowadziłem bieg Mirkowi Formeli. W deszczowy poranek, na mokrej bieżni w Bielsku-Białej wycisnąłem 1000m w 2.24,08. Mirek pobiegł 3.39, swój najszybszy bieg w sezonie. Ale nie miał się z kim ścigać, wiec ciężko było mu się zmusić do szybszego biegu i jeszcze lepszego czasu.

Potem był obóz w Szklarskiej, 2 tygodnie w Zamościu i pojechałem z wielkimi nadziejami do Miedzyzdrojów, gdzie miał być szykowany wielki bieg na 800m. To miała być moja eksplozja formy z mocnymi rywalami, w szybkim tempie. Oczywiście, jak to w Polsce bywa, biegu nie było, choć przygotowałem naprawdę znakomitą formę. Wygrałem bieg zdecydowanie, uciekając mocnym chłopakom na finiszu, pobiegłem znowu coś niewiele ponad 1.50, za mną Łukasz Jóźwiak i Irek Sekretarski, ale co z tego, jak to znowu tylko 1.50... Potem byłem już kompletnie zdołowany. Pobiegłem sam 1.50 w Gdańsku, wygrałem. Wygrałem też 1500m w Białogardzie, znowu z mocnego finiszu, 54s ostatnie 400m, wyprzedzając Damiana Pieterczyka. Czas 3.53. Potem mocne 1.48,52 w Krakowie na lidze, 3 miejsce za Czapim i Yaredem. Dalej: 1.51 w Kutnie, zwycięstwo... no i koniec sezonu.

Kategoria: Starty 2006
Komentarze: (1)
Zaktualizowano: 01/05/2011, 22:26

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

Komentarze

12/01/2006, 20:15
#
taaaaa ładnie to tak :P a o ze ze mna smigałes sporo treningów to ani słowa co?? :P hehe ładnie ładnie :) POZDRAWIAM :)

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Następny: Wycieczka za Cruz
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Październik 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin