20
08/2009
00:00
Moja analiza biegowych konkurencji mistrzostwa Świata w Berlinie, 2009. Krótko, rzetelnie i na temat. Czyli przeciwieństwo tego, co słyszymy w publicznej telewizji.

800m

Najpierw na gorąco o Polakach - i Marcin Lewandowski, i Adam Kszczot awansowali do półfinałów. Był to jednak wielki fart, nie ma co tego ukrywać. Marcin był mocny, ale trochę za bardzo usiłował oszczędzić siły. Na finiszu okazało się, że na ostatnich metrach szybkość kilku zawodników była bardzo podobna. Tak jest zwykle - kiedy wszyscy są mocni i dobrze ustawieni, ścigają się w wolnym biegu, na końcu jest trochę loterii. Marcin biegł bardzo dobrze taktycznie, zaczął kombinować dopiero na końcówce. Na ostatniej prostej najlepiej zamknąć oczy i lecieć na maksa. Marcin najpierw trochę się oszczędzał, a potem i tak musiał dać z siebie 100% na ostatnich metrach, mocno ryzykując odpadnięcie. Udało się, ale niewiele, bo tylko 0,01s zabrakło, żeby Marcin odpadł i był wściekły na siebie za zmarnowaną szansę.

Adam miał szybszy bieg i to go uratowało. Nie wyglądał za dobrze, odniosłem wrażenie, że jest jakiś usztywniony. Zrobił też błąd taktyczny - 300m przed metą zaczął atakować - i bardzo dobrze! - ale nagle zwolnił i dał się zamknąć z tyłu, zamiast przesunąć się za wszelką cenę do przodu. Wszedł jako ostatni lucky looser, z czasem, jako jeden z trzech zawodników. W półfinale lepiej wyglądają szanse Marcina. Dla niego najlepiej by było, gdyby bieg był mocny od początku, wtedy jak nie z miejscem (wchodzi tylko 2 pierwszych!), ma szansę na wejście z czasem, jest przecież mocny. Adam, jeśli będzie dobrze ustawiony na końcówce, a sam bieg nie będzie zbyt mocny, też ma szanse na finiszu, ale na razie jednak nie wygląda na tyle mocno, żeby oceniać je wysoko. Mam jednak nadzieję, że obaj dadzą z siebie wszystko. Półfinał to jest ten bieg, kiedy trzeba już lecieć na 100 procent, a i tak szansa na wejście nie jest duża.

U kobiet finał pozostawił za sobą pewien niesmak - są duże wątpliwości co do płci zwyciężczyni. Słuchałem wywiadu z nią po półfinale - i niestety, nie tylko wygląd, ale i głos ma zdecydowanie męski.

1500m

Ach, co to był za finał! Przepadli moi faworyci, czyli Baala i Kiprop. Obaj popełnili fatalne błędy - Baala najpierw przesunął się do przodu, ale potem zamiast kontynuować, zwolnił (podobnie jak Adam Kszczot). To kosztowało go pozycję, musiał przepychać się w tłumie, na końcu nie miał już ani sił, ani nie był dobrze ustawiony przed finiszem. Podobnie Kiprop - był zdecydowanie najszybszy na ostatnim okrążeniu, ale za długo czekał z atakiem, ostatni wiraż biegł szaleńczo po 3 torze!

Taktycznie fantastycznie spisali się Kamel oraz Etiopczyk. Bernard Lagat był tym, który również mógł to wygrać - ale na ostatnich 200m dwa razy brał udział w drobnej kolizji. Mimo wszystko - pokazał się z dobrej strony, ma 35 lat, a na finiszu pędzi jak szalony młokos. Przed biegiem na 5000m wygląda naprawdę dobrze.

5000m i 10 000m

Na razie mamy za sobą rywalizację kobiet w eliminacjach 5000m oraz oba finały na 10 000m. Marne to było doświadczenie, w tym sensie, że Etiopki i Kenijki wydają się być kompletnie poza zasięgiem. Bardzo liczyłem na Amerykanów, ale u mężczyzn bieg na 10km był zbyt mocny, a u kobiet żadna z nich nie była w odpowiedniej formie. Podobnie na 5000m - Amerykanka wydaje się nie mieć szans na medal.

Zawiódł Galen Rupp, bez wątpienia. W Pekinie podczas Igrzysk pobiegł szybciej w dużo gorszych warunkach (chociaż w Berlinie też było gorąco). Rupp ma jednak za sobą bardzo ciężki, bardzo długi sezon, wielu kibiców podejrzewało nawet, że do Berlina nie pojedzie. W tym roku wygrał on wszystko, co było do wygrania w akademickiej rywalizacji w USA - a dla Amerykanów są to często ważniejsze i bardziej prestiżowe zawody niż mistrzostwa świata. Rupp od jesieni bez przerwy wygrywał i bił rekordy życiowe, więc w tym sensie pozytywne jest to, że w Berlinie nadal był bardzo wysoko i pobiegł niezły czas. Zaskoczył za to jego nowy partner treningowy, Dathan Ritzenhein. 6 miejsce i nowa, kosmiczna życiówka pokazują, że i biały może biegać szybko.

Wśród kobiet po zmianie trenera bez formy jest brązowa medalistka z zeszłego roku, Shalane Flanagan. Pokonała ją, z nowym rekordem życiowym, jej treningowa partnerka, już po raz drugi w tym roku. Jednak żadna z dziewczyn nie był na tyle mocna (nawet Nowozelandka Kim Smith, na którą liczyłem), żeby zostać w grze, kiedy zaczęło się mocne przyspieszenia na siódmym kilometrze.

Na 10000m nie zawiódł Bekele - to jest prawdziwa bestia, maszyna do wygrywania. Jego rywal, Tadesse, to też fenomen - i gdyby nie było Bekele, świeciłby jasnym blaskiem, a tak pewnie pozostanie cały czas w jego cieniu, chyba że uda mu się kolejna próba maratońska. Na razie wiosną próbował maratonu w Londynie i nie ukończył biegu, i tak zaskoczenie, że potrafił dojść do siebie na tyle, żeby tutaj powalczyć. No ale Amerykanin Ritzenhein też ma za sobą Londyn - i też doszedł do formy.

Wśród kobiet fantastycznie biegła ta wysoka, szczupła Kenijka Masai (swoją drogą, jej brat zdobył brąz wśród mężczyzn). To było niewiarygodne, kiedy na siódmym kilometrze wrzuciła przerzutkę na 2:55/km i wyglądała jak na niedzielnym spacerze z rodziną!

Przed nami jeszcze 5km mężczyzn i kobiet oraz półfinały 1500m kobiet. Obie nasze dziewczyny nie wyglądały w eliminacjach 1500m porywająco. Mimo dyskwalifikacji Rosjanek świat biega piekielnie mocno. Trzymam jednak kciuki, przy odrobinie szczęścia w finale mogą być obie, ale równie dobrze może nie być żadnej - szanse wynoszą 50/50. Wiele zależy od tego, czy bieg będzie szybki czy wolny. Podejrzewam, że tam, gdzie pobiegnie Etiopka Burka, będzie mocno - ona na finiszu przegrała w eliminacjach w Pekinie i nie sądzę, żeby się czaiła. Albo pójdzie mocno od początku, albo będzie chciała rozstrzygnąć sprawę długim finiszem. Inne dziewczyny są mocne i w biegu na tempo, i na finisz. Z naszych - Lidia Chojecka w tym roku w wolnych biegach na finisz spisuje się słabo, lepiej dla niej, żeby było szybko. Lidia umie wtedy ustawić się dobrze taktycznie (chociaż moim zdaniem trochę za mocno biega początki). Sylwia jest bardziej uniwersalna, ma i finisz, i umie wytrzymać mocny bieg - ale czy również drugi bieg z rzędu? Zobaczymy. To, co mógłbym podpowiedzieć Sylwii, to trochę spokojniejszy początek, podobnie jak u Lidki. Sylwia walecznie angażuje się w każdą przepychankę, nie odpuszcza żadnej rywalce, ale przez to traci siły. W ten sposób przegrała eliminacje w Pekinie - bardzo dużo przepychała się na dystansie, a kiedy liczył się piekielny finisz, zabrakło jej sił.

Trzymam jednak kciuki!

P.S. Oczywiście znakomity występ (jak na swoje możliwości, rzecz jasna) zaliczyła Kasia Kowalska na 3000m z przeszkodami. Po słabym początku sezonu chyba nikt nie przypuszczał, że będzie w stanie pobiec 9:26. Dotychczas to były wyniki "zarezerwowane" dla Wioli Frankiewicz. Teraz Kaśka pokazała pazur. Szkoda Ani Rostkowskiej, która przez złe rozegranie biegu pogrzebała swoje szanse na finał - a były one naprawdę duże, Ania wyglądała na mocną, wszystko w półfinale ułożyło się tak, jak mogło dla niej najlepiej. Ale jej 100m między 400m a 500m było fatalne - nie zauważyła rosnącej luki - i w tamtym momencie ten bieg przegrała.

Taki jednak biegowy los - raz na wozie, raz pod wozem. Mistrzostwa trwają, a ja kibicuję dalej.
Kategoria: Felietony
Komentarze: (5)
Zaktualizowano: 27/12/2011, 13:06

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg
promo.jpg

Komentarze

20/08/2009, 15:44
#
...wszystko prawda! Amerykanie mocni, dziś 'piątka' eliminajce, zobaczymy jak wyglądają. co do Ani Rostkowskiej to też jej bardzo szkodowałem, mocno finiszowała... może trzeba jej było upaść i takim sposobem awansować do finału!
22/08/2009, 14:01
#
No i znowu wczoraj wywrotki mieliśmy ;-/ Bardzo kibicuje Marcinowi Lewandowskiemu, ale wydaje mi sie, że nie powinno być takich rzeczy jak dopuszczanie zawodników do dalszych biegów- o czym pisałeś. Sam Marcin powiedział że taki jest sport i widocznie tak miało być wczoraj. Troche dziwne posunięcia organizatorów, ale to tylko moje zdanie.

Pozdrawiam
Marcin Nagórek
23/08/2009, 09:02
#
Rzeczywiście, nie pamiętam, żeby na jakiejkolwiek imprezie wstawiono kogokolwiek do finału po wywrotce. To pewna nowość. Niesprawiedliwe wydaje się uwzględnienie dodatkowo Holendra, który w ogóle nie dobiegł. Paradoksalnie dzięki temu jest najbardziej wypoczęty z wszystkich uczestników.

Amerykanka na razie słabo na 5km kobiet, ale liczę na Tegenkampa dzisiaj.
25/08/2009, 21:12
#
próbki angielskie Marcina:
www.flotrack.org/videos/coverage/view_video/235030-iaaf-world-championships-in-athletics-2009/199480-marcin-lewandowski-800-semis-2009-iaaf-world-track-champs

cieszę się, że Marcin siebie odnajduje w gronie najlepszych na świecie, no i że się nie przestraszył amerykańskich pytań :-)
za 'ósemke' na świecie PZLA będzie mu chyba musiała jakieś specjalne stypendium przygotować no i bardzo dobrze! powodzenia!
Marcin Nagórek
29/08/2009, 23:00
#
wierzyć i działać, to jest to ; )

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Listopad 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin