12
11/2008
00:00
Jesteśmy wreszcie po sezonie, chociaż z zastrzeżeniem, że jeszcze wystartuję raz w przełajach, no i może gdzieś w grudniu z pełnego treningu. Wczoraj razem z Olą okupowaliśmy podium w Goleniowie: Ola wygrała milę - zaskakująco luźno i z najlepszym czasem na tej trasie co najmniej od 8 lat, czyli od tylu, z ilu znaleźliśmy dane, nawet Lidia Chojecka w 2001 pobiegła tam wolniej. Co ciekawe, Ola biegła luźno i dopiero na końcówce mocno przyspieszyła. Ja byłem trzeci w mili męskiej, też jednej z najszybszych w historii. Przegrałem z Leszkiem Zblewskim, który wygrał tam już po raz dziewiąty (!) oraz o metr z Marcinem Lewandowskim, półfinalistą olimpijskim w biegu na 800m z Pekinu! Wygrałem na finiszu z Tomkiem Szymkowiakiem, najlepszym polskim przeszkodowcem i również uczestnikiem Igrzysk Olimpijskich, mam więc prawo być zadowolony, chociaż przedbiegowy plan zakładał walkę o zwycięstwo.

Mój bieg prowadził właśnie Tomek Szymkowiak, w dość mocnym tempie, stąd niezłe czasy jak na tę trasę (chociaż np. rok temu w Częstochowie pobiegłem dużo szybciej, ale i trasa szybsza).

Przed tymi startami nie robiłem jakiegoś porażającego treningu - same rozbiegania plus trzykrotnie odcinki w tempie startowym, ale biegane tak, aby się nie zmęczyć, czyli na bardzo długich przerwach. Raz pobiegłem 5x300m w tempie 48-46s (w terenie), przerwa 3 minuty, w innym dniach, również w terenie, raz 4x200m, przerwa 3 minuty (30-28s), innym razem 5x200m przerwa 4 minuty (31-30s). W trakcie wszystkich przerw odpoczywałem, spacerując i rozciągając się. Zmniejszyłem też kilometraż, bo wchodzę w luźniejsze 2 tygodnie, w czasie których porobię trochę dni wolnych i poza rozbieganiami i ćwiczeniami siły ogólnej w domu nie będę nic ćwiczył.

Po mili czuję trochę nogi, bo trenuję jednak wciąż tlenowo, więc taki beztlenowy wysiłek jest odczuwalny jako nowe obciążenie.

Pozdrawiam wszystkich napotkanych w Goleniowie biegaczy i kibiców, i przepraszam, że nie mogłem z nikim dłużej porozmawiać - przed biegiem goniła mnie rozgrzewka, dochodził też stres, a po biegu - oczekiwanie na dekorację, potem prysznic i od razu pociąg (4 godziny podróży do Goleniowa, potem 4 godziny z powrotem, to niestety dość męczące).

Fotka z podium w Goleniowie, brygada pościgowa: od lewej Marcin Lewandowski (życiówki: 800m/1.45, 1500m/3.42), Leszek Zblewski (800m/1.49, 1500m/3.37), Adam Matuła (800m/1.51, 1500m/3.49), Tomek Szymkowiak (1500m/3.40). Kucam ja (800m/1.48, 1500m/3.47)



Kategoria: Starty 2008
Komentarze: (0)
Zaktualizowano: 23/10/2011, 18:01

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Poprzedni: Pędzące wiatry
Następny: Koniec sezonu
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Październik 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin