03
07/2007
00:00

Mistrzostwa, mistrzostwa i po mistrzostwach. Zredukowano je do dwudniowych zawodów, nie różniły się więc zbytnio od zwykłych mitingów. Przyjechałem w sobotę, start w niedzielę i powrót do domu.


Przyznam, że jestem umiarkowanie zadowolony ze swojego występu. Wynikowo jestem wciąż dość słaby, ale cieszę się, że pobiegłem najszybszy wynik w sezonie i byłem na dość wysokim miejscu (jak na taki wynik). Poza tym wreszcie biegło mi się luźniej (do czasu), walczyłem, przez jakiś czas ciągnąłem drugą grupę. Wykręciłem 3.49,01 i byłem siódmy.

Oczywiście liczę, że będzie nadal lepiej i jeszcze się poprawię w tym sezonie.

Jak wyglądał bieg na 1500m? Jako zając wystartował Mirek Formela (choć kilka minut przed startem twierdził, że nie startuje w ogóle). Poprowadził mocno 1000m, za nim utrzymał się tylko Bartek Nowicki, Łukasz Parszczyński i Adrian Danilewicz. Przez jakiś czas próbował ich chyba trzymać Rafał Snochowski, ale skończyło się to dla niego źle, strasznie osłabł i wyprzedziłem go po raz pierwszy od niepamiętnych czasów.

W drugiej grupce biegłem ja, Leszek Zblewski, Damian Pieterczyk i Dawid Żywek. Być może ktoś jeszcze, ale nie wiem, bo nie oglądałem się. W pewnym momencie rutynowany Leszek ruszył wściekle do przodu, goniąc prowadzących, a ponieważ nikt nie kwapił się, żeby go przytrzymać, ja ruszyłem za nim. Nie doszedłem, ale przynajmniej sprawiłem, że tempo było niezłe, jakieś 2.31 na 1km. Potem ja zacząłem słabnąć, minęło mnie dwóch sępów siedzących mi na plecach, w postaci Dawida i Tomka, a ja jakoś dociągnąłem do mety, choć następni gracze tuptali mi niebezpiecznie blisko za plecami.

Swój bieg zawaliła, niestety, Ola. Najsłabszy taktycznie (i pod każdym innym względem) bieg w sezonie zaliczyła akurat na MP. Do tego jest przeziębiona i pewnie mnie zarazi ; )

Co dalej? Bardzo ciekawe pod względem obsady 800m mężczyzn, startowali w zasadzie wszyscy, którzy liczą się w kraju. Przez to po raz pierwszy od dobrych kilku lat medalu nie ma Grzesiek Krzosek, który dobiegł czwarty. Bardzo mocna była też pierwsza trójka kobiet na 3000m z przeszkodami. Przed zawodami byłem pewien, że do medalu wystarczy wynik 10.20, trzeba było pobiec jednak 9 sekund szybciej. Podejrzewam, że dziewczyny nastawiły się na to, że poziom będzie niski i łatwo przyjdzie zdobyć medal, tymczasem rozczarowały się.

5000 mężczyzn ciekawe, niesamowity Heniek Szost udowodnił, że w jednym sezonie można wygrywać na dystansach od 1500m do maratonu. Drugi niezwykle ambitny Artur Kozłowski, trzeci równie ambitny Kamil Murzyn, walczyli do ostatniego centymetra. Trochę rozczarował Marcin Chabowski, którego uważałem za faworyta tego biegu. Podobnie słabo Artur Kern, który nie pokazał, jak się to robi w Stanach. Słyszałem jednak, że Artek miał wcześniej kontuzję, być może nie był więc odpowiednio przygotowany.

Na 5000m kobiet padł rekord Polski juniorek Izy Trzaskalskiej, 16.26, która dzięki temu pojedzie na MŚJ. Udany powrót na bieżnię zaliczyła też moja koleżanka klubowa z Agrosu, Dorota Gruca, która następnego dnia wygrała 15km w Jarosławcu. Ale oczywiście klasą dla siebie była Wioleta Frankiewicz-Janowska, która biegła najluźniej i na końcu bez wysiłku oderwała się od rywalek.

800m kobiet mogło co niektórych zaskoczyć: dopiero trzecia była Lidia Chojecka, najbardziej utytułowana polska biegaczka ostatnich lat. Wtajemniczeni wiedzą jednak, że ciężko pogodzić starty na 10000m i 800m, poza tym Lidia z pewnością szykuje formę na Mistrzostwa Świata w Osace.

A skoro o Osace mowa, to powiedzieć trzeba słowo na temat polityki, którą prowadzi najbardziej chory związek lekkoatletyczny na świecie. Mówiono i pisano już na ten temat wiele, ale i ja dorzucę swoje dwa słowa do ojca prowadzącego. Może urządzę sondę: uważacie, że bardziej pasuje słowo "debilizm", czy wystarczy tylko "głupota"? Jak można ustalić końcowy termin zdobywania minimów na początek lipca, gdy mistrzostwa są we wrześniu? A jeszcze czytam wywiad z szefem szkolenia, który zauważa podstępnie, że zrobienie minimum w terminie nie wystarczy, żeby pojechać od Osaki. Bo jest to zdecydowanie za wcześnie i potem trzeba jeszcze potwierdzić formę. To po jaką cholerę ustala termin zdobywania minimów tak wcześnie? Ja wiem, że żeby być działaczem w PZLA, wystarczy inteligencja niewiele wyższa niż ta, którą prezentuje średnio rozwinięty orangutan. Ale nawet orangutan jest chyba bardziej konsekwentny w swoim postępowaniu niż PZLA. Oczywiście termin został przełożony, ale już ponoć nie dla wszystkich, tylko "dla uznanych marek". Czytaj, dla swoich, którzy i tak pojadą, czy zrobią, czy nie zrobią.

Jestem ciekaw, czy któryś z członków tego szlachetnego zarządu imiennie przyzna, że to on był za takim terminem? Ale jak znam życie, okaże się, że jest to pomysł, który nie ma ojca. Ani matki.

Swoją drogą, widać już rezultaty genialnej polityki PZLA. Poziom spada na łeb i szyję, jest kilka starych gwiazd, które jakoś się trzymają, kilka młodych gwiazdeczek, a poza tym... nic. Sorry, ale jeśli ja z wynikiem 3.49, po półrocznej pracy w roli kelnera jestem siódmy w kraju, to coś tu nie gra. Podobnie na innych dystansach, u kobiet na 800m nie starczyło nawet dziewczyn na eliminacje. Niektórzy zachwycali się poziomem 5000m mężczyzn, ale jeśli przeszli 50m w kierunku budynków Olimpii, natknąć się mogli na wystawę poświęconą polskim olimpijczykom. Łatwo było tam znaleźć informację, że niejaki Zdzisław Krzyszkowiak w 1958 (!) na żużlu (!), w deszczu (!), bez obozów wysokogórskich, bez zająców, pobiegł na 5000m 13.53. Czyli na luzie wygrałby MP 55 lat później.

Podobnie sprawa wygląda w każdej innej konkurencji. Nie widzę szans na poprawę. Bo jeśli młody zawodnik ma do wyboru uprawianie LA, gdzie na każdym kroku będzie sprowadzany do parteru przez niedouczonych weufistów, nazywających się dumnie działaczami PZLA, gdzie będzie popychany, kopany, oszukiwany, nie wpuszczany do biegów, bo jest za słaby, gdzie da mu się do zrozumienia, że jest tylko marnym dodatkiem do wspaniałych działaczy, gdzie na dodatek nie dostanie za swoją pracę ani grosza lub marne grosze; jeśli taki zawodnik porówna to do takiej choćby pracy w byle McDonaldzie w Anglii, to zgadnijcie, co wybierze? Wspaniała polityka orangutanów doprowadzi do tego, że za kilka lat będzie można zorganizować mistrzostwa Polski dwugodzinne. Tylu będzie zawodników.

Ale coś wam powiem: oficjele bawili się na MP świetnie. Bankiet był udany i to jest najważniejsze.

Kategoria: Starty 2007
Komentarze: (1)
Zaktualizowano: 21/10/2011, 21:17

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

Komentarze

03/07/2007, 17:35
#
ja glosuje za debilizmem i glupota, a na deser proponuje co zdolniejszym skontaktowac sie z federacja LA Bahraju, Kataru i innych zwiazkow arabskich (ja nawet moge pomoc);

niech ojciec szkolenia i matka prezes sami sobie na bialo-czerwono w osace wystepuja... oczywiscie noca, przy butelce sake!

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Poprzedni: Grad wyników
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Styczeń 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
1234567
891011121314
15161718192021
22232425262728
293031 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin