07
04/2006
00:00

Wróciłem z drugiego obozu kadrowego w Międzyzdrojach. Nie pisałem ostatnio, bo nie miałem siły ani chęci. Na obozie kupa ludzi, a moje metody treningowe budzą opór, tyle o tym ostatnio rozmawiałem, że już nie chciało mi się pisać. Ale przetrwałem to, skończyłem, żyję i biegam coraz mocniej. W zeszłym tygodniu wszedłem na bardzo duży kilometraż, było tego 135 kilometrów, powoli zaczynam rozpędzać się na odcinkach, popołudniowe biegania też są coraz szybsze - mówiąc krótko: jest coraz lepiej.

Jutro po raz pierwszy biegam w kolcach, będę po tym dogorywał mięśniowo pewnie z tydzień, a w poniedziałek kolejny obóz, tym razem klubowy, pod wschodnią granicą, w Krasnobrodzie. Bo tak, mogę to już w końcu napisać, zmieniłem klub na Agros Zamość, miejscowość, skąd pochodzi moja dziewczyna, Ola. Miałem dość polityki Słupska wobec sportowców. Nasi dzielni rządcy owszem, zbudowali stadion, ale poza tym nie za bardzo mają pomysł, co dalej. Od sierpnia zeszłego roku czekałem na decyzję o przyznaniu stypendium, no i w końcu radni sprężyli się, bo już w lutym (!) zapadła decyzja. 1200 złotych ROCZNIE i do tego netto, czyli minus podatek. To kwota, która powaliła mnie na kolana. To się nazywa wspieranie wyczynowego sportu, prawda? Taki jeden czy drugi urzędas, który w urzędzie nic nie robi, pobiera rocznie kilkadziesiąt razy tyle i wyobraża sobie, że za 80 zł miesięcznie może wyhodować wyczynowego sportowca.

Kiedy byłem w Hiszpanii i opowiadałem znajomym biegaczom, że w Polsce zawodnik z pierwszej piątki w kraju może liczyć na stypendium (o ile w ogóle, bo to też niezbyt często) rzędu 100-150 euro, nie wierzyli. No bo tak, taka kasjerka w markecie wyciąga tam np. 900E, zamyka kasę i idzie do domu, nie musi zasuwać 2 treningów dziennie, chodzić wcześnie spać, dbać o dietę i tak dalej, et cetera. Szkoda gadać. Ale cóż, póki rządzą nami zza biurek spasione wieprzki, których jedynym sportem jest otwieranie szuflady w biurku, tak to będzie wyglądać.

Dlatego do widzenia, słupski klubie. Choć oczywiście do klubu jako klubu nie mam pretensji, zachowali się naprawdę porządnie, nie robili mi problemów z odejściem, nie robią problemów z korzystaniem ze stadionu... Nie ich wina, że przepisy są, jakie są, a władze też właśnie takie. Zawsze byłoby milej biegać w barwach rodzinnego miasta, no ale skoro nikt mnie tu nie chce...

Śmigam więc, dostałem dziś nowy plan od trenera, prędkości są konkretne, sporo biegania w kolcach. Odpocznę teraz ze 3 dni, po jutrzejszych kolcach oczywiście, i znowu zanurzymy się w orkę. Trzeba próbować.

No i wreszcie pogoda jest lepsza. Stopniał przeklęty śnieg, jest cieplej, można biegać. W lesie i na stadionach spotyka się już coraz więcej amatorów biegania. Biegajcie, panowie i panie, wyjdzie wam tylko na zdrowie! Do zobaczenia w terenie.

Kategoria: Trening 2006
Komentarze: (1)
Zaktualizowano: 30/05/2011, 15:04

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

Komentarze

28/04/2006, 19:38
#
milo milo, naprawde milo!

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Blog - kategorie
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Grudzień 2017 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin