12
01/2006
00:00

Hello! Jest to blog sportowy, biegowy, pisany przez biegacza dla biegaczy i nie tylko. Mam zamiar skrobnąć co nieco czasem o swoim treningu, który doprowadził mnie m.in. do wyniku 1.48,31 na 800m. Poza tym czasem dorzucę coś o treningu innych zawodników, czasem przetłumaczę coś z piśmiennictwa zachodniego, co u nas jest kompletnie nieznane itd.

Wracam teraz do biegania po kontuzji, bo w grudniu straciłem 3 tygodnie z powodu rwy kulszowej. Wkurzające, a jakże, ale nie straciłem tego czasu zupełnie, bo katowałem się ćwiczeniami i jazdą na rowerze. Rwa to paskudna rzecz, a najbardziej wkurza mnie fakt, że nabawiłem się jej akurat w Hiszpanii, gdzie powinno być ciepło i przyjaźnie. Tak, bo siedzę właśnie w Hiszpanii i trenuję, przecież nie ma sensu zarzynać się w Polsce na lodzie i śniegu... [edit 2008 - rwa okazała się nie być rwą, a przewlekłym napięciem mięśni, którego ostatecznie pozbyłem się dopiero 2-3 lata później, dzięki odpowiednim ćwiczeniom rozciągającym]

Co więc o treningu? Od dwóch tygodni jestem już na normalnych obrotach. Wczoraj zacząłem od 4km progresywnej rozgrzewki, tempo kolejnych kilometrów to 4.34-4.14-3.52-3.47. Potem biegałem 5 x 1km w postaci zabawy biegowej, na 500-metrowej bieżni żużlowej, bo ostatnio trochę padało i wszędzie poza stadionem jest tu błoto. Przerwa to 500m w truchcie, wychodziło jakieś 2.45, wolno, ale nie jestem jeszcze w formie do szybszego biegania przerw. No i prędkości odcinków to 3.37 - 3.32, również bez szaleństw. Pulsometr, którego czasem używam, pokazywał mi nawet, że w tym momencie jest to dla mnie już początek "trzeciego" zakresu. No, ale cóż, jeszcze tydzień temu, po kontuzji, wchodziłem w trzeci zakres tętna już przy prędkości 3.55/km... Po bieganiu zrobiłem 2km schłodzenia, rozciąganie (o którym wielu biegaczy niestety zapomina), trochę ćwiczeń rozluźniających i... do domu.

Niedawno usłyszałem cudowną wiadomość: skreślono mnie z kadry narodowej, do której dopiero co awansowałem. Postanowiono zmienić kryteria naboru, nie licząc się z tym, że pod zaplanowane wcześniej obozy sportowe ustawiłem cały swój pobyt w Hiszpanii oraz wylot do Polski. Teraz właściwie nie mam po co wracać.

No cóż, być może w kolejnych postach skomentuję polski system szkolenia, polegający m.in. na wpychaniu swoich pupili na odpowiednio eksponowane miejsca. Zawodnik taki jak ja, nie będący niczyim pupilem, nie jest w stanie tego przeskoczyć. Chyba że będę tak zdecydowanie lepszy od całej konkurencji, że nie będzie tu miejsca na jakiekolwiek machinacje. Ale to oczywiście nie jest takie proste. Jeśli więc nic się nie zmieni, nie wrócę do Polski w marcu, jak planowałem, a może w maju albo czerwcu albo nawet lipcu, kto wie. Spróbuję przygotować się do biegania tutaj.

Pozdrowienia dla wszystkich trenujących w zimnie, wietrze i śniegu. Wiem, co to za koszmar.

Kategoria: Trening 2006
Komentarze: (1)
Zaktualizowano: 15/11/2011, 18:36

Oceń

0 głosów
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać.

Zobacz także

Komentarze

18/01/2009, 22:41
#
Baardzo ciekawy dziennik treningowy. Kibicuję! Amator i miłośnik biegania:) Mila

Skomentuj

Pola oznaczone * są wymagane.

Komentarz pojawi się po autoryzacji przez autora postu. Jeśli chcesz by pojawił się natychmiast - zarejestruj się.

no-photo.gif
 
 
 
Twój email nie będzie wyświetlany.
Przepisz kod dokładnie tak, jak jest wyświetlony na obrazku. Wielkość liter nie ma znaczenia.
Jeśli złamiesz prawą nogę, to którą nogę masz zdrową? Odpowiedz z polskim znakiem diaktrycznym. Tą zdrową nogą skop tyłek spamerom. Dziękuję ;)
Następny: Wycieczka za Cruz
Blog - nowe komentarze
Blog - kalendarz
< Listopad 2018 >
PonWtoŚroCzwPiąSobNie
 1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930 
Blog - nowe teksty
Ostatnie starty - Marcin